Two sides of the same coin

    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Wto 30 Lis 2021, 23:43

    Czysty. Bez skaz. Wzorem dla innych obywateli Rzeszy. Tak ojciec mówił Aleksiejowi Sorokinowi, jego oczy wypełnione dumą. Aleksiej chłonął każde słowo, starając się nie zważać na przeraźliwe krzyki własnego brata, dobiegające z pokoju obok. Nieczystego. Plugawca. Mutanta.
    - Hail Reich!
    Przykładny obywatel. Nie, żołnierz. Ten, kto chciał się przysłużyć powinien to zrobić w boju. W tym świecie trzeba walczyć. O przetrwanie. O ich dom. O ich świętą misję. Wraz z kolejną tragiczną śmiercią, tym razem swojej matki, Aleksiej zwrócił się do ojca, czując, że był gotów rozpocząć nowy etap w życiu. Starszy Sorokin, już wtedy niosącego dumnie tytuł Hauptmanna, tylko pochylił się do syna, racząc go mocnym uściskiem.
    I tak oto kolejny młodzieniec trafił w szeregi armii Czwartej Rzeszy. Tym samym jeszcze bardziej wpajając mu słowa Führera w trakcie surowego szkolenia, które miało go przygotować na zmierzenie się z wrogami. A wrogów tych było wielu. Jednak jego zdaniem najgorszymi z nich były te przeklęte komuchy.
    Sorokin krzywił się, słysząc prawdy jakie ci głosili. Szerzyli te propagandę, wabiąc ludzi wizjami o równości. Żałosne. Jedynie śmierć potrafili zapewnić równą swoim ludziom, gdy wysyłali ich jak świnie na rzeź – słabo wyszkolonych z kiepskim sprzętem.  Tym bardziej należałoby ich szybko unieszkodliwić.
    Każdy komuch gryzący glebę to kolejny krok ku lepszej przyszłości, którą zapewni im Führer.
    Czwarta Rzesza dobrze wiedziała, jakim niebezpiecznym dla nich rywalem była Linia Czerwona, dlatego wielokrotnie wysyłano zwiadowców w celu zdobycia cennych informacji. Tak przynajmniej twierdzono, choć sam Aleksiej twierdził inaczej.  
    Uważał, że powinni przypuścić porządny atak, a nie człapać przez ten Boga zapomniany tunel, prowadzący do Łubianki. Był już przed trzydziestką, a nadal czuł się jak chłopiec.  Wierzył w ich sprawę, a wysyłano go do takich niszowych misji zwiadowczych.  Czy uważali, że nie poradziłby sobie w bezpośrednim starciu? Kiedyś próbował poruszyć ten temat z ojcem, ale został zbyty słowami, że każdy z nim miał swój cel i powinien się do niego ustosunkować.
    Zacisnął mocniej dłonie na karabinie, chcąc by ten mógł w końcu spotkać się z wrogiem. Chciał zobaczyć, jak jego kula w końcu przeszywa Czerwonego, zamiast bawić się w torturowanie kolejnego z nich. Wielokrotnie wyobrażał sobie, jak martwy komunista pada przed nim, tonąc w kałuży krwi, w której mógłby ujrzeć swoje odbicie.
    — Może wreszcie przestaniecie się tak wleźć?! — warknął do swoich towarzyszy, którzy widocznie nie rozumieli, że byli na misji.
    Rozmowy za nim ucichły, a on obrócił zamaskowaną twarz w stronę tunelu. Nie był to pierwszy raz, gdy takowymi chodził, a jednak nie mógł się wyzbyć tego nieprzyjemnego uczucia, gdy je przemierzał. Czasem mógł przysiąc, że słyszał krzyki.
    Pytanie tylko do kogo mogły należeć. Do pechowego podróżnika? Ofiar dawnej wojny?... Jego brata?
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Sro 01 Gru 2021, 16:54

    Oleg Siergiejewicz uchodził za dobrodusznego kata.
    Gdy podczas niefortunnego zbiegu okoliczności, o których sam wolałby zapomnieć, zajął miejsce nieszczęsnego Ivana Ivanowicza, skończyły się niepotrzebnie odrażające sceny z udziałem skazańców. Nie urywało im już głów, ani nie męczyli się na stryczku w kuriozalnym, ni śmiesznym ni przerażającym konwulsyjnym szale, ku aprobacie nowo mianowanego dowódcy, niezbyt lubującego się w tego typu spektaklach. Nie byli przecież bandą sadystów, jak wściekłe psy z Czwartej.
    - To tylko długość liny, partacze - wyliczał od czasu do czasu podczas rozmów o zmianę przydziału, będąc zdania, że każdy, kto ma trochę oleju w głowie, poradziłby sobie na jego miejscu równie dobrze. - I jak jest chłop ciężki. I wysoki...
    Ale nikomu nie chciało się liczyć. To i został, czerpiąc korzyści ze swojego drugiego, niechlubnego etatu. Koniec końców jednak łapówki i dodatkowe wynagrodzenie sprawiło, że w pewnym sensie z trepa stał się człowiekiem jak na warunki oddziału niemal zamożnym.
    - Nie ma się co trzymać pazurami tego gówna tutaj - mówił prawie wesoło, gdy widział, że klient jakoś wyjątkowo źle znosi fakt, że lada chwila straci życie - Przygotuj mi jaką miłą metę po drugiej stronie. Niedługo dołączę...
    Czas jednak na Łubiance mijał niespiesznie, a on wciąż do swoich klientów nie mógł dołączyć. Coraz trudniej go było kostusze dorwać, gdy rzucał się ochoczo w tunele z wcale niezłym AK i zapasem łapówkarskiej amunicji, byle tylko nie iść "do pracy" zbyt wcześnie, zbyt często, najlepiej w ogóle. Jak przy okazji można było oczyścić metro z ludzkich śmieci, wtedy czuł coś, co mogło być nawet namiastką szczęścia, a szczęście Olega zazwyczaj brało się z nakarmionej nienawiści.
    Historia jej narodzin była krótka. Kiedyś miał rodzinę, teraz już jej nie miał. A mógłby. Mógłby mieć ich wszystkich, a zostało mu jedynie ratowanie rodzin innych żołnierzy i obliczanie długości sznura. Chyba, że wieszał nazioli - wtedy to różnie było z tymi obliczeniami.
    Wtedy nawet lubił, gdy delikwent sobie trochę potańczył.


    - I wtedy się przedarł, jebaniutki... A paskudny był... śmierdział tak, że aż w oczy szczypało... Baby w ryk...
    - Mówisz o mutancie... - Oleg klapnął przy ogniu i wyciągnął rękę po podany mu kubek herbaty.  - czy o swojej wizycie w burdelu?
    Wywołany do słownej potyczki towarzysz, który czubkiem noża a to dłubał pod paznokciem, a to kreślił w powietrzu niewidzialne kształty, wyszczerzył szeroko nierówne zęby.
    - Humor dopisuje, Towarzyszu Lyosha. Całkiem nieźle, jak na kogoś, od kogo dzień w dzień wali trupami - odgryzł się Olegowi, a w oczach błysnęła mu iskra samozadowolenia.
    Wszyscy na posterunku mieli jeszcze dość sił i animuszu, by przerzucać się tego rodzaju niewysokich lotów przytykami. Koniec końców warto było to robić, warto było żartować w tym miejscu, na ostatnim przyczółku niemal 200 metrów od bramy, gdzie ciemność kąsała zmysły najmocniej, a światła poprzedzających stanowisk jak na przekór pogłębiały jej grozę. Starali się nie drażnić jej latarkami bez potrzeby. Strażnik, który trzymał wartę przy CKMie wpatrywał się w odmęt tunelu przez noktowizor, skupiony, nasłuchujący, oddzielony od towarzyszy, którzy mogli pozwolić sobie na chwile szorstkiego kamrackiego życia.
    - Daj mu spokój - rzucił jeden z nich, krępy i ciemnooki. - Patrz, jak mu się oczka zeszkliły, widać, że nie lubi gadać o robocie - brzdęknął instrumentem przypominającym zniszczoną do cna mandolinę. Raz, drugi... z każdym dźwiękiem pogłębiając tępy półuśmiech Olega kierowany w stronę ciemnej parującej cieczy.
    - Cisza tam, kurwa, bo Ci rozpierdolę tę gitarkę na pustym łbie! -  reprymenda dowódcy, który pojawił się nagle w polu pomarańczowego blasku uciszyła ich wszystkich, instrument poszedł w odstawkę.
    Wytrzymali w tej ciszy niedługo.
    - E tam - odezwał się po westchnieniu grajek - zawsze możesz się przenieść... robić co innego... spać będziesz spokojniej.
    - Lyosha? - zaśmiał się kamrat, któremu Oleg przerwał na początku rozmowy, najwyraźniej nie mogąc mu tego darować - Co on może robić? Chyba tylko za kreta do nazioli z tą esesmańską buźką...
    To była chwila. Krótka chwila gdy Oleg zerwał się i szybkim prostym złamał mu nos. Cisza też długo nie trwała. Wypełniły ją jęki. Nikt nie zerwał się, by odciągnąć mężczyznę, więc Oleg wymierzył drugi cios, mniej celny, ale dowcipniś leżał już tak, że mógł go dosiąść i prać po mordzie, ile wlazło. Przynajmniej dopóki nie poczuł, że coś szarpie go do góry i wciska w pierś latarkę.
    - Ty się przejdź, Siergiejowicz - rozkazał dowódca i pchnął go od ogniska ku ciemności.
    Nikt więcej się nie odezwał, nikt nikogo nie ganił. Wszyscy, jak tam siedzieli, wiedzieli, że pewnych inwektyw nie puszczało się tu płazem, a jak ktoś był za młody albo za głupi, to płacił.
    Oleg rzucił jeszcze okiem na swoje dłonie pokryte ciemnymi smugami i poszedł przed siebie wyrównując oddech, rozgarniając mrok snopem światła przymocowanym do jaskółczego ogona karabinu. Po kilku krokach pojawił się mrowiący ból i głodna bestia nienawiści. Nienawidził, tak bardzo nienawidził, gdy ktoś wypominał mu tę twarz, te jasne oczy, białawe włosy. Tak jak wtedy, gdy zrobił to nazista tuż przed zabiciem trójki jego czarnowłosych, śniadych dzieci.


    Ostatnio zmieniony przez Vig dnia Czw 02 Gru 2021, 17:04, w całości zmieniany 1 raz
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sro 01 Gru 2021, 21:11

    Stuknął w noktowizor raz. Potem drugi raz. Wreszcie za trzecim coś w tym cholernym ustrojstwie drgnęło i wreszcie miał w miarę czystą wizję. Mogli się szczycić lepszym sprzętem, ale nawet ten nie będzie działał wiecznie. Będzie trzeba powiadomić Zeughaus, kiedy wrócą.
    Urządzenie nie pozwalało człowiekowi się uspokoić. Aleksiej niekiedy już wręcz odruchowo patrzył na boki, jakoby coś tam miało się czaić, ostatecznie niczego nie napotykając. Nieważne ile razy ich wysyłano w głąb takowych tuneli, nie szło się przyzwyczaić.
    — Tutaj.
    Sorokin nawet nie zauważył, kiedy dotarli do jednego z zakratowanych przejść. A przynajmniej tak miało się zdawać. Wystarczyło kilka solidnych pociągnięć, by naziści mogli usunąć kratę. Dalej znajdowało się kilka pomniejszych pomieszczeń, ale co ich bardziej interesowało to przeżarta rdzą rura, przez którą można było niejako pominąć posterunek.
    To przejście techniczne odkryto raptem kilka miesięcy temu, krótko po tym jak tunel między Trubską, a Sreteńskimi Bulwarami zawalił się, uniemożliwiając im ostatecznie możliwość zwiadów od Czystyj Prud. Niestety przypuszczenie jakiekolwiek porządnego ataku z tym przejściem było wręcz nieopłacalne, co nieraz wywoływało frustracje w Sorokinie. Rura pomieściłaby co najwyżej kogoś mniejszej postury i choć on sam nie posiadał jakieś potężnej sylwetki, to nie dałby rady się w niej przemieszczać.
    Ten honor przypadał dwójce zwiadowców, którzy wgramolili się do środka.
    — Tym razem bez opóźnień. Mamy wyraźne rozkazy i wolę, byśmy dostarczyli raport do Hauptmanna o czasie.
    Jawohl... Herr Junior —  Aleksiej zacisnął zęby, z trudem powstrzymując rosnącą w nim irytację. Wiedział, jakie mieli zdanie o nim inni żołnierze. Synulek tatusia kapitana. Jak to miał wykorzystywać ich relację, by piąć się w górę. Gdyby tak rzeczywiście było, to na pewno nie skończyłbym z takimi błaznami, pomyślał z goryczą.
    On i pozostały towarzysz, Wilhelm nałożyli z powrotem kraty, zajmując swoje pozycje po przeciwnych stronach tunelu. Aleksiej stukał niecierpliwie opuszkami palców o rękojeść noża, często zwracając wzrok na prawo. Wiedział, że tam byli. Czerwoni. Ile ich dzieliło? 100? 200 metrów? Tak blisko, a jednocześnie nie mógł z tym nic zrobić.
    Czemu ten świat go nienawidził? Czemu nie mógł choć raz się wykazać? Był lepszy od tej bandy idiotów. A jednak tkwił tutaj jednym z nich.
    Herr Sorokin — usłyszał nagle, wracając tym samym do rzeczywistości. Czego znów chciał ten parszywy…I wtedy Aleksiej znieruchomiał. Widział to. Ten snop światła, który coraz bardziej zakłócał widoczność jego noktowizora. Mężczyzna wziął głęboki wdech, wpatrując się w te światło, chcąc lgnąć do niego niczym ćma.
    Czerwony.
    Tutaj. Coraz bliżej. Powinien strzelić. Nie, jego inni towarzysze na pewno to usłyszą. Rozsądnie było poczekać. Znów czekać. Tak bardzo świerzbiło go, by po prostu ruszyć do przodu, by jego nóż spotkał się z tętnicą komunisty, przecinając ją.
    Nie, powinien zaczekać. Na ten jeden moment, żeby….
    I wtedy przyuważył ruch. Oczywiście, że jego głupi towarzysz postanowił zaatakować pierwszy.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Czw 02 Gru 2021, 17:03

    Głosy w tunelach... słyszał o tym, ale nigdy czegoś takiego nie doświadczył. W pustce czekało na niego doznanie zupełnie odmienne. O głosach każdy chciał gadać, a on o tym, czego doświadczał, nie powiedział nikomu. Nikt nie wiedział o pocieszającym dotyku jej dłoni na ramieniu. Gdy czasem stawał samotnie pośród ciszy i gasił latarkę, jak ostatni głupiec, gdy otulała go ta wieczna noc i cisza - wtedy do niego przychodziła. Czuł wyraźnie ten dotyk, nie dało się tego pomylić z niczym innym. W jakiś niewyjaśniony sposób przedzierała się przez wszystkie warstwy podniszczonego munduru i sięgała skóry. Nic więcej.
    Nieżyjąca matka jego dzieci kładła mu dłoń na ramieniu i trwali tak, dopóki czegoś nie usłyszał, dopóki w jego szeroko rozwartych źrenicach nie pojawił się choćby drobny blask światła, dopóki pozostawał spokojny.
    Nie miał więc szans, by się z nią spotkać tego dnia, nawet, gdyby wbił się plecami w ścianę tunelu i wyłączył latarkę. Nie przychodziła, gdy jego towarzyszką była bestia nienawiści. Ta również obdarzała go dotykiem - zaciskała mu szpony na gardle.
    - Ah... suka... - wycedził przez zaciśnięte zęby, omiatając przestrzeń przed sobą światłem nieco zbyt szybko i w niezbyt skoordynowany sposób, aż wreszcie po jakimś czasie oświetlał sobie tylko tych kilka metrów potrzebnych do stawiania kroków.
    Pora było wracać, odwrócił się więc plecami do głuchej nicości metra. Na samą myśl, że zobaczy znów faceta, który doprowadził go do wściekłości, poczuł znów uścisk na gardle.
    Uniósł dłoń, by temu zaradzić, poluzować ubranie przy szyi, odegnać szpony bestii nienawiści.
    Wtedy go dopadł.
    Oleg nie widział go wcale, poczuł tylko, jak ostrze przecina mocno jego dłoń, tam gdzie powinno sięgnąć gardła. "Boże - myślał, w zakrzywionym upływie spowolnionego czasu - jakie to głębokie cięcie... Przeszło przez rękawicę... Jest za blisko..."
    Faktycznie, w klinczu, w jakim znajdował się z tym człowiekiem, karabin był bezużyteczny.
    Wywinął mu się cudem, może dopomogło zaskoczenie. Stojąc przodem, poszukał odruchowo obrazu jego twarzy. Nadaremno. Nie widział nic w tym mroku, a twarz zasłonięta noktowizorem była bezosobowa, nie przyciągała nawet chaotycznego blasku latarki przy karabinie.
    Cios za cios i w mgnieniu oka obaj znaleźli się w parterze. Tam Oleg miał więcej szans, był cięższy. Trzasnął go, wyrwał nóż i wbił mu go w ciało, nie patrząc gdzie. Chciał krzyknąć...
    - Alarm! - rozniosło się. Ku swojemu zdziwieniu jednak pojął, że to nie on sam krzyczy, a drugie wezwanie zagłuszyła seria z karabinu. Wciąż szamocząc się z zabójcą z cieni ledwo układał to wszystko w całość. Skowyt, tąpnięcie, nawoływania z każdą chwilą coraz bardziej rozpaczliwe. I strzały, kolejne strzały, którym odpowiadały mocne, głuche uderzenia o ściany tunelu.
    Gdy tylko zdołał, skopał z siebie człowieka i poderwał się na nogi, chwiejnie odskakując. Nie widział wiele, ale zapach... ten zapach pyłu, zgniłej ziemi, gruzu. Łomot nad jego głową, raz za razem.
    - Suka...
    Rzucił się w stronę posterunku, ale już w następnej sekundzie chaos tego, co tam się działo, co przebłyskiwało mu w okręgach słabej latarki, ten walący się świat, grzebiący wyjące piekielnie mutanty i nieludzki ryk dowódcy...
    Odcięło go.
    Nie miał jednak ani chwili, nie miał nawet czasu, by odetchnąć tym piaszczystym powietrzem. Rzucił się do ucieczki w przeciwną stronę. Znał ten tunel, więc to że nagle się potknął, zdziwiło go i podbiło stres, już i tak sięgający zenitu. Co to było? Ten, który chciał go zabić? Element walącego się tunelu? Martwy mutant?
    Nie oglądał się, wręcz przeciwnie, uparcie biegł przed siebie.
    I wtedy go zobaczył. Zarys człowieka wprost przed sobą pośród pyłu, który był już jak mgła.
    Wszystko działo się za szybko, by mógł pomyśleć, a jego podświadomość znalazła tylko jedno rozwiązanie.
    Nie ominął postaci w ciemności, wręcz przeciwnie, wpadł na nią i pchnął swym impetem w zaułek pomieszczeń gospodarczych. Potem stracił równowagę, uderzył o wykafelkowaną podłogę. Cały ten goniący go huk zniknął w jednej chwili, zastąpiony przenikliwym piskiem w uszach i szumem krwi w jego własnych skroniach.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Czw 02 Gru 2021, 19:43

    Wszystko działo się w zawrotnym tempie. W jednej chwili to Wilhelm miał przewagę i wydawało się, że zaraz rozprawi się z komunistą, by w drugiej był świadkiem jak nazista zostaje przebity nożem w ramię. Aleksiej chciał ruszyć z odsieczą, ale wtedy do jego uszu dobiegły głosy. Oderwał się gwałtownie od ściany, odruchowo chwytając za karabin.
    Ich cichy, przemyślany zwiad stał się istnym chaosem. Zaczęła się bezładna walka. Świst kul, ochrypłe okrzyki, aż wreszcie ten nagły huk. Mężczyzna zachwiał się, ledwo będąc świadom, że karabin mu wypadł z dłoni.
    To był moment, kiedy kończyło się racjonalne myślenie. Instynkt zdołał kompletnie przejąć kontrolę nad Aleksiejem. Ratować się. Uciekać. Jak najdalej od zagrożenia. Puścił się biegiem w stronę, z której przyszli.
    Ciągle mógł je usłyszeć. Krzyki. Było ich tak wiele. Ludzkie. I nie tylko. Nie chcesz do nich dołączyć? Ta niepokojąca myśl nawiedziła nieoczekiwanie jego umysł, w którym trwało już wystarczające zagmatwanie.
    Aleksiej biegł, nie wiedząc gdzie. Jego wizja była kompletnie zniekształcona przez pył, który unosił się w powietrzu. Jedyne co mógł, to biec. Ukryć się. Tak, trzeba się ukryć. Z dala od hałasu. To był właśnie ten moment, gdy to poczuł. Nagły silny napór na niego. Nawet nie zdążył zareagować, chwiejąc się, by wreszcie paść na brudną posadzkę, kompletnie oszołomiony.
    Ile tu leżał? Chwilę? A może dłużej? Zamrugał, będąc kompletnie zdezorientowany. Wreszcie do jego mózgu zaczęły docierać potrzebne myśli i bodźce. Syknął, czując ból, jaki ogarniał ciało.
    Zrobiło mu się niespodziewanie duszno. Maska. Musiał się jej pozbyć. Szybko. Zdjął prędko hełm z przypiętym noktowizorem. Szarpnął mocno za kominiarkę, odrzucając ją na bok. Od razu jego usta wciągnęły gwałtownie powietrze, by zaraz wydobył się z nich głośny kaszel.
    Aleksiej Sorokin. Typowa krótka, żołnierska fryzura, ostre rysy twarzy. Mógłby wręcz uchodzić za wzór. Gdyby nie oczy. Straszące swą intensywną zielenią. Jedyna rzecz odziedziczona po matce. Gardził nimi. To przez nie nigdy nie będzie idealny. Nieważne jak bardzo był bez skaz genetycznie. Te oczy.
    Jego dłonie cudem odnalazły latarkę, wydobywając z niej słabe światło. Smuga padła od razu na wejście przed nim. Na to, będące teraz w większości zasypane, z którego ciągle unosił się niewielki pył. Tunel musiał się zawalić. Odcięło go. Był kompletnie sam. I wtedy kątem oka dostrzegł ruch. Czując rosnącą panikę, zaraz skierował latarkę w tamtą stronę.
    Człowiek. Poczuł iskierkę nadziei, że może Wilhelmowi udało się przeżyć i to on schronił się razem z nim. Jednak jego nadzieja szybko zgasła, gdy tylko światło spoczęło na ubraniach nieznajomego.
    Nie, nie człowiek. Czerwony. Jeden z tych podludzi, który jakimś cudem trafił z nim tutaj. Mężczyznę zaraz ogarnął wstręt i nienawiść. Dłoń Aleksieja szybko odnalazła rękojeść noża, gotów na to, by poderżnąć nieznajomemu gardło. Nieważne, w jak gównianej sytuacji się znajdował, nie pozwoli, by jego wróg pozostał tutaj żywy.
    I wtedy usłyszał wycia. To wystarczyło, by znieruchomiał. Nosalisy? Albo co gorsza Wartownicy? Nie miało to znaczenia. Ważniejsze było to, że z każdą chwilą odgłosy stawały się głośniejsze.
    Musiał sięgnąć po karabin i to szybko. Sorokin odruchowo pomacał miejsce, mając nadzieję natrafić na znajomą zimną stal, ale z przerażeniem odkrył, że niczego tam nie było. I co on teraz pocznie? Pistolet mało się zda na mutanty. Prędzej go pożrą niż zdoła im wyrządzić jakąkolwiek krzywdę.
    Nagle wpadła mu do głowy pewna myśl. Zagryzł mocno wargę, próbując zignorować ból ciała oraz obrzydzenie, przerzucił nogę przez mężczyznę.
    — B-broń, gdzie ta cholerna broń, Scheiße... — Z latarką pod pachą, zaczął niecierpliwie przeszukiwać mężczyznę, licząc na to, że znajdzie to, czego potrzebował. Zaklął ponownie, a jego oczy instynktownie spojrzały w górę na twarz komunisty.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Pią 03 Gru 2021, 16:10

    Aleksiej mógł więc zobaczyć twarz mężczyzny, może swojego rówieśnika, zszarzałą od pyłu, poruszającą się powoli z boku na bok, jakby sam próbował się tym ocucić. Na skroni w miejscu uderzenia odznaczał się wyraźnie krwisty siniec, z którego sączyła się cieniutka stróżka krwi, zlepiająca kosmyk jasnych włosów.
    Powracanie do pełni przytomności przypominało uporczywe brodzenie w gęstym bagnie, wynurzanie się z błotnistych głębin. Czuł coraz wyraźniej ciężar przyciskający jego ciało mocniej do karabinu, który miał na pasie przerzuconym przez ramię, a teraz pod sobą. Aż stęknął, gdy lufa wcisnęła mu się głębiej pod łopatkę.
    Pisk w uszach zelżał, zdołał jednak usłyszeć tylko echo, jakby melodię słów mężczyzny.
    - Suka... - na ślepo uniósł dłoń przed siebie, tę zakrwawioną dłoń, która uratowała mu życie, i zbadał przestrzeń przed sobą. Trącił po omacku palcami tego człowieka, jego ucho, krawędź twarzy, pozostawiając na skórze smugę posoki swojej i swojego niedoszłego zabójcy zmieszanych w jedno. Dotyk był delikatny, jakby Oleg miał lada chwila stracić przytomność, ale nic takiego nie nastąpiło, wręcz przeciwnie. Gdy tylko zorientował się w przestrzeni, zacisnął krwawiącą pięść na mundurze nieznajomego z żelazną mocą istoty walczącej o życie.
    - Jeszcze... nie zdechłem - wychrypiał lekko uśmiechnięty i odkaszlnął - A już mnie kroją...
    Uniósł wreszcie powieki sklejone łzami podrażnienia i kurzem, by  zobaczyć te jadowicie zielone punkty pośród matowej szarości.
    Bestia nienawiści?
    Mrugnął powoli analizując obraz pod sobą coraz przytomniejszym umysłem.
    Nie potrzebował wiele, by zrozumieć, z kim może mieć do czynienia. Mógłby wręcz przysiąc, że gdzieś tę twarz widział.
    Wtedy też człowiek ponad nim mógł zobaczyć jego oczy wpatrzone w siebie - jedyny fragment postaci nieskażony szarzyzną, z szybko pracującymi źrenicami w zależności czy padało na nie światło latarki czy nie. Czyste, błękitne, jak pogodne, zimowe niebo.
    Nagle przestrzeń między nimi i wokół nich wypełnił przejmujący zew. Inne stworzenia też uciekały przed zagładą i wyglądało na to, że właśnie znajdowali się na drodze ich ucieczki.
    Cokolwiek jeszcze nazista mógł wyczytać w obliczu Olega, teraz zmieniło się to w czystą determinację.
    - Pomóż mi wstać - szepnął z naciskiem tak znaczącym, że nie musiał już silić się na dodawanie 'jeśli mamy żyć'.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Pią 03 Gru 2021, 22:30

    Czerwony odzyskiwał przytomność. Musiał się pośpieszyć. Spiął momentalnie mięśnie, czując na sobie obcy dotyk. Ręka przemieszczała się po jego twarzy, zostawiając na niej mokre ślady. Krwi zapewne. Skrzywił się z obrzydzeniem. Gdy wreszcie dłoń zniknęła, wypuścił  powietrze, które nawet nie wiedział, że wstrzymywał. Zaraz jednak pochwycono go za mundur, tym samym tracąc resztki nadziei na to, że komunista ponownie straci przytomność.
    Jeszcze.Trafne słowo.
    A potem te przepełnione niesamowitym błękitem oczy patrzyły nagle wprost na niego. Czyste. Bez skaz. Prawdziwy przykład aryjskiej urody.
    W jednej chwili Aleksieja ogarnął zachwyt oraz gniew. Dlaczego. Dlaczego ze wszystkich ludzi, natura postanowiła obdarzyć takim darem tego właśnie plugawca. Podludzia. Czerwonego.
    Czego on by nie dał, żeby takowe oczy posiadać. By nie żyć ze swym przekleństwem.
    Dlaczego ty, a nie ja?
    Zamrugał kilkukrotnie, wracając do rzeczywistości. Zaraz zmarszczył brwi, patrząc z niedowierzaniem na komunistę.
    — Chyba sobie kpi-  —  Nie dokończył, gdyż w międzyczasie rozległy się kolejne ryki, słyszalne znacznie bliżej od poprzednich. Scheiße. Na tę chwilę nie miał innego wyjścia. Prychnął głośno i przełożył latarkę do jednej z kieszeni, podnosząc się powoli. Nie zważając na ranę, chwycił mocno za dłoń komunisty, podciągając go ze stęknięciem do góry.
    W tamtym momencie Aleksiej mógł stwierdzić, że nieco przecenił swój stan, czując zawrót głowy. Instynktownie oparł się na Czerwonym. I tak oto stanął, podparty na swym wrogu. Wreszcie nazista po omacku odszukał karabin na plecach mężczyzny, chcąc go przybliżyć bardziej do siebie, co zdecydowanie utrudniał pas, na którym się trzymał.
    Ostatecznie zdołał przesunąć broń pomiędzy nimi. Musieli ruszać. Uderzył go w plecy, chcąc by ten się wraz z nim ruszył. Na pewno znajdowało się tutaj inne wyjście.
    Latarka w górze. Krok za krokiem. Byle do przodu. Byle jak najdalej od wyć. Od krzyków.
    I wtedy światło natrafiło na coś. Klamka. Może zamiast uciekać, mogliby chociaż przeczekać aż stado przejdzie? Aleksiej bez zastanowienia szarpnął za nią. Przeklął siarczyście. Oczywiście, że zamknięte. Na co on liczył? Niechętnie spojrzał w stronę komunisty.
    — Tutaj. — Nazista stuknął w drzwi. —  Spróbujmy je wyważyć, ukryjemy się. No już! Schnell, Czerwony!
    Niedaleko rozległ się łomot, a za nim wycie, odbijające się od ścian. Coraz bliżej.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Sob 04 Gru 2021, 19:10

    Tak jak się obawiał, dla tego nazisty nie było oczywiste, że muszą współpracować. Wręcz przez jeden ułamek sekundy przemknęła mu myśl, że pewnie prędzej, niż mu pomóc, wrazi mu nóż w serce.
    Bestia nienawiści we własnej osobie.
    Kto wie, czy tak by się nie stało, gdyby nie ryki mutantów coraz bliżej, więc pierwszy raz w swoim życiu Oleg być może coś im zawdzięczał.
    Szarpnięty powstał z sykiem bólu i cokolwiek w ranie zdołało się zasklepić, było na powrót otwarte, ciepłe i wilgotne.
    Miał natychmiast odsunąć się od mężczyzny, któremu wciąż absolutnie nie mógł  ufać, zresztą nie było chwili do stracenia, jednak poczuł coś, czego się nie spodziewał.
    Napór ciężaru jego ciała. Stał więc chwilę nieruchomo, nieco spięty, pozwalając mu złapać równowagę. Wzbierało w nim rosnące gorzkie rozbawienie.
    - No już... już, Bestyjko... - mruknął nadając swoim słowom przesadnie słodkiej nuty - Trzymam cię.
    Nie było w tej kpinie ani krzty prawdziwej troskliwości, jedynie przytyk po tym, jak ten, który się teraz na nim wspierał, najchętniej odmówiłby mu tego samego. I choć nazista nie mógł zdawać sobie z tego sprawy, fakt, że Olega stać było na takie niewyszukane żartobliwości, gdy śmierć deptała im po piętach, stanowiło dowód, że wraca do pełni zmysłów.
    To była dobra wiadomość. Zła wciąż wisiała nad nimi jak niematerialna groza wypełzająca z każdego kąta. Ruszył więc gdy mężczyzna uderzył go w plecy odnajdując chwyt na karabinie. Momentalnie poczuł się bezpieczniej, ale wciąż był ślepcem zdanym na to, gdzie powędruje nieznajomy - jego własna latarka została zmiażdżona i do niczego się już nie nadawała.
    Jakże niewielka wydawała się ta przestrzeń, gdy pochłaniała ją czerń i hałas. Nie rozpoznawał mijanych pomieszczeń zbyt dobrze, choć zapewne był tu już nie raz. Posadzka wydawała się znajoma, ale każdy jej fragment był jak topniejący płatek śniegu. Raz był, potem znikał bezpowrotnie, gdy parli naprzód.
    Wreszcie stanęli przed drzwiami. Oleg pochylił się nieco by obejrzeć zamek, a potem przeniósł spojrzenie na mężczyznę. Siniec na skroni nieco już spuchł i lewe oko nie otwierało się zupełnie, ale w dziwny sposób pasowało to do mieszanki determinacji i wisielczego humoru, który coraz wyraźniej odmalowywał się na przykurzonej twarzy.
    - Wiesz, Bestyjko... czasem drzwi są zamknięte nie bez powodu... - mimo tych słów wzruszył lekko jednym ramieniem i ustawił tak, by pomóc w ich wyważeniu tym mniej obitym barkiem.
    Raz, drugi... puściło za trzecim.
    Za drzwiami znajdował się techniczny szacht z kratą podestową i bardzo wąskimi schodami prowadzącymi w dół, które ktoś przezorny wyłączył z użytku odpiłowując większość metalowych stopni, były więc drogą w ciemność w jedną stronę - wrócić byłoby bardzo ciężko. Szczęśliwie jednak nie dochodziły z czeluści pod nimi żadne odgłosy poza powszechnym w niższych tunelach cichym szumem wodnych cieków.
    Olegowi się tam nie spieszyło. Oparł się o ścianę naprzeciw drzwi z odbezpieczonym karabinem skierowanym przed siebie i nasłuchiwał, jak stado przedziera się przez gruzowisko do swoich rur, szczelin i innych zapomnianych przez Boga dróg niedostępnych dla człowieka.
    Przetaczali się w szale głośno, rozpaczliwie... całkiem niedaleko, tuż tuż, ale jednak niezupełnie na wprost.
    Mogło się udać.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Nie 05 Gru 2021, 16:52

    Ledwie powstrzymał chęć przewrócenia oczami, gdy dotarły do niego słowa komunisty. Na szczęście mężczyzna oszczędził mu prawienia dalszych mądrości i wraz z nim wziął się do pracy. Po paru próbach zamek puścił, a oni mogli znaleźć się w środku.
    Wewnątrz co prawda żadnego zagrożenia nie było, ale również innego wyjścia, jeśli nie licząc uszkodzonych schodów, prowadzące do niezbadanych czeluści tego miejsca.
    Niechętnie rozdzielił się z komunistą, a raczej z uczuciem broni obok siebie. Ona sam stanął obok drzwi, przymykając je. Palcem odnalazł przycisk na latarce, zmuszając się do naciśnięcia. Ostatnie, co zobaczył to Czerwonego z uniesionym karabinem, nim pozwolił, by pochłonęła ich najstraszniejsza rzecz w metrze. Ciemność.
    Gdy oczy przyzwyczajały się do otaczającej ich czerni, Aleksiej słuchał, jak stado dalej się przedzierało. Jeszcze tylko trochę. Poczekają. A oni ich ominą. Tak będzie, tak będzie, a potem...
    I wtedy ze zgrozą stwierdził, że jeden dźwięk brzmiał inaczej. Bliżej. A co najgorsze, z każdą chwilą brzmiał wyraźniej. Czyżby jeden z osobników ich wyczuł? Pochylił się nieznacznie i zaczął nasłuchiwać.
    Warknięcie. Jedno. Drugie. Stukot łap o posadzkę. Był tuż obok.
    I jak na wezwanie, rozległ się krótki odgłos, jakby coś musnęło o drzwi. Aleksiej wstrzymał drżący oddech, odruchowo sięgając ręką w ich stronę, drugą nadal trzymając latarkę. Własną bronią niewiele zdziała, ale światłem mógłby na chwilę oślepić osobnika, dając czas na reakcje komuniście. Znowu dźwięk, tym razem połączony ze skrzypnięciem. Chciał się tu wedrzeć. Wiedział, że tutaj byli.  
    Nie będę pierwszy, który krzyknie.
    Rozległ się ryk. Znacznie głębszy i głośniejszy. Aleksiej mógł wręcz usłyszeć zawartą w nim rozkazującą nutę. Przywódca stada. Poganiał swoich. Znów stukot, który zaczął się od nich oddalać. Nawet takie bestie wiedziały, że nie należy się sprzeciwiać zwierzchnikom.
    Nie wiedział, ile minęło. W tej ciemności łatwo było zatracić poczucie czasu. Nadeszła względna cisza, wreszcie zmuszając Sorokina, by włączył latarkę. Nazista zmrużył oczy, po czym niemal od razu skierował ją na Czerwonego. Jakby chciał się upewnić? Tylko czego? Czy w niego nie mierzy? Czy tego, że nie był jakąś iluzją stworzoną przez jego umysł?
    Drzwi zaskrzypiały, a mężczyzna wyszedł powoli, rozglądając się ostrożnie latarką. Szybko dał sygnał, że droga była czysta. Mimo to, Aleksiej nie odczuł ulgi, jakiej oczekiwał. Nadal nie wiedział, gdzie się znajdował, a co gorsza musiał znosić towarzystwo komunisty. Tym bardziej motywowało to, by iść dalej. Zresztą co innego mogli zrobić?
    Szedł sztywno przed siebie, snop światła kołysał się lekko wraz z jego krokami. Co jakiś czas zdarzało mu się spoglądać na posturę obok, próbując ignorować towarzyszący mu dyskomfort.
    Scheiße, co to nawet za miejsce... Gdzie to w ogóle prowadzi? — mruknął, nie wiedząc czy chciał zwyczajnie zmącić panującą ciszę, czy wyciągnąć co od Czerwonego.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Nie 05 Gru 2021, 18:41

    Czy to miała być właśnie ta chwila? Tak.. przeszło mu przez myśl, że tak długo igrał ze śmiercią, będąc jednocześnie jej prześmiewcą i wysłannikiem, że szykowała mu coś tak niezwykłego. Umrzeć tu, z wrogiem u boku, by jeszcze posądzono go o zdradę.
    Jeden parszywy psubrat wiosny nie czynił, ale gdy zacznie strzelać zbiegnie się ich więcej... W mroku ułożył palec na spuście, gdy czające się stworzenie zaskrobało do drzwi.
    Jak to mówił skazańcom: nie ma się co trzymać pazurami tego świata. Może tam po drugiej stronie już dzieci czekają. Byle tylko czegoś głupiego o nim potem nie gadali, ale co poradzić na ludzkie gadanie? Ani za życia, ani po śmierci nic się nie wskóra.
    Westchnął, pogłębiając oddech.
    Czuł swój puls w skroniach. Nie mógł strzelić zbyt wcześnie. Czekał, a myśli biegły własnym torem i z jakiegoś powodu nie był w stanie ich ujarzmić.
    Co myśli jego materialna Bestyjka Nienawiści o tych wściekłych zielonych oczyskach? Czy do naziolskiego czerepu też tłoczą się obawy, że pomagając wrogowi wstać z podłogi tak zasmucił swego Wodza ze sztandarów, że już tylko kula w łeb, jak wróci do swoich? Czy jak już będą bezpieczni może poderżnie mu gardło i odkupi swoją niewybaczalną winę bratania się z wrogiem taszcząc jego łeb aż do samej Twerskiej czy licho wie gdzie. To by był dopiero chichot losu. Najlepszy żart śmierci na sam koniec. Aż się wzdrygnął i nie wiedział sam, czy na wycie przywódcy stada, czy na myśl o tym, że za jakiś czas Bestyjka pewnie zechce go zabić. Albo on będzie musiał zabić jego.
    Niebezpieczeństwo minęło, zabierając ze sobą również tę niechcianą pogoń myśli. Przypadkowy towarzysz niedoli dopomógł mu jeszcze w koncentracji na tu i teraz, rażąc go latarką po oczach, aż zabolało.
    - No, no, bo ci zaraz poświecę - odbił się od ściany z tą raczej niegroźną reprymendą i szturchnął mężczyznę barkiem. - Panie przodem.
    Mimo własnych słów oczywiście nie puścił nazisty do przodu, inaczej jego pole widzenia, a więc i zasięg karabinu, byłyby marne. Zresztą czuł się nieswojo idąc z długą bronią wśród  zakamarków i wąskich przejść, a broni bocznej przy sobie nie miał. Takie zbytki nie wchodziły w grę w jego oddziale.
    Mrukliwy kompan dał mu do zrozumienia, że nie jest jedynym, który czuje się nieswojo, choć miał ogólne pojęcie o konstrukcji metra w tym rejonie. Wciąż jednak nie znali rozmiarów szkód, nie wiedzieli nic o swoich towarzyszach, nie mieli planu, a sytuacja wydawała się tak nieciekawa, że aż nieco bawiła Olega, który być może tak właśnie odreagowywał stres.
    - Ten korytarz... jeśli się nie mylę, a mogę się mylić... łączy szyby techniczne, takie jak tamten. Jest ich kilka, zdaje się. Ktoś kiedyś chciał się dokopać jeszcze niżej... To nie Wasi w poszukiwaniu złota? - nie oczekiwał, że jego żart zostanie doceniony, więc kontynuował, nieco głośniej, aż wreszcie jego głos był dobrze słyszalny mimo kroków na gruzie. - Coś tam jeszcze było, że można się tamtędy dostać przejściem z Łubianki do Teatralnej, na skróty, ale tunel był zalany, ludzie głosy tam jakieś dziwne słyszeli. Jak nam zasypało skrzydło, to kto wie, może to będzie nasza droga, Bestyjko.
    Przystanął, gdy korytarz, a raczej wąskie pomieszczenie rozgałęziało się i musieli podjąć decyzję, w którą stronę ruszyć. Miał więc chwilę, by przysiąść na zdewastowanej metalowej skrzyni i zawiązać, nieco nieporadnie, ranną dłoń kawałkiem chustki.
    - Powiesz, jak się nazywasz? - spytał nie podnosząc wzroku znad swojej felczerskiej roboty.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Pon 06 Gru 2021, 11:43

    Szybko pożałował pytania. Cisza była znacznie większym błogosławieństwem. Jak zignorował ten kiepski żart, tak reszta informacji wprawiła go w niepokój. Mógł właśnie teraz nieświadomie zagłębiać się coraz bardziej w terytorium wroga. Sam. Bez porządnej broni. A cała ich ta przechadzka, to w rzeczywistości jego własny marsz śmierci. I to był ten lepszy scenariusz. A jeśli na to zasłużył? Już teraz czuł się jak zdrajca, krocząc tuż przy dychającym wrogu Führera.
    Nic nie mogło pójść prosto. Nawet ich droga. Teraz rozgałęziona, każąca im wybierać. Gdy komunista zdecydował sobie przyklapnąć, on postanowił nie tracić czasu. Uważnie przyglądał się podniszczonym ścianom, kucając, rzucał snopem światła na posadzkę, przejeżdżając po niej rękawicą. Przystanął nawet przed każdym z korytarzy, jakby mając nadzieję, że dotrze do niego jakiś dźwięk, podmuch, cokolwiek.
    Nazista ledwie zdołał powstrzymać parsknięcie. Jak cywilizowanie. Brakuje tylko dobrej herbaty z WOGN-u albo kieliszka czegoś mocniejszego. Normalnie zaraz sobie zaczną opowiadać żarciki. Już sama sytuacja nieco go przypominała.
    Komunista i nazista wchodzą razem do baru…
    Pokręcił z niedowierzaniem głową, spoglądając w końcu na mężczyznę. Skrzywił się zaraz, widząc, jaką mierną robotę wykonywał z "opatrunkiem".
    — Aleksiej. — Wkładając latarkę pod pachę, niespodziewanie chwytając dłoń komunisty, poprawiając chustkę. — Czerwony się spodziewał czegoś bardziej, jak wy to mówicie, szwabskiego? Hansa? — Zacisnął mocniej niż było to konieczne, jak wy chcąc w ten sposób wyładować swoją frustrację. — Klausa? Albo Franka? Na imię też trzeba sobie zasłużyć. A na jakie ty zasłużyłeś?
    Przechylił głowę, puszczając gwałtownie Czerwonego. Wprawny obserwator nawet w tym słabym świetle, mógłby zauważyć rozbawienie, które tliło się teraz w tych zielonych oczach. Wreszcie Aleksiej odwrócił wzrok, wskazując na jeden z korytarzy.
    — Spróbujmy tędy. Po tej widać, że przynajmniej jeden z mutantów przez nią przebiegał.
    Mutanty kierowały się głownie instynktami, więc liczył, że ten również obrał właśnie taką drogę, która nie miałaby mu zagrozić. Z drugiej strony mógł się mylić i teraz skazywał ich dwójkę na śmierć. Tylko co innego im zostało? Zostanie tutaj to jak pogodzenie się ze swoim losem, a tak każdy krok do przodu dawał nadzieję. Słabą, ale zawsze jakąś.
    — Panie przodem. — Tak, nawet naziście było ciężko oprzeć się tym chłopięcym docinkom.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Pon 06 Gru 2021, 16:44

    Zdziwienie, gdy mężczyzna zechciał pomóc mu z opatrunkiem, było przez ułamek sekundy tak duże, że nie tylko oddech Olega zmienił swój dotychczasowy przyspieszony rytm. Miał wrażenie, że i tętno, a więc i pulsowanie, które czuł to w skroni, to w ranie, nieco spowolniło. Jak łatwo organizm dawał się ponieść takim złudnym namiastkom braterstwa, jak mocno to ciało pragnęło wreszcie dać spokój i pozwolić sobie na wytchnienie pod czyimś okiem. A przecież gdzieś w równoległym ciągu świadomości dobrze zdawał sobie sprawę, że tego typu nieproszona bliskość mogła stanowić poważne niebezpieczeństwo, wszak zupełnie niedawno zwykłym przypadkiem uniknął śmierci z rąk jednego z nich. Ten człowiek nie jest Twoim bratem - skarcił się, choć twarz wyrażała spokój - jest bratem Twojego zabójcy.
    Podniósł wzrok spod nieco przydługiej grzywki usłyszawszy imię. Docinki, które nastąpiły potem nie miały już takiej kąśliwej mocy, zdały się nawet poufałe.
    - Tak właściwie... - zaczął, próbując zignorować ból zabiegu, tylko lewe oko przymknęło się jeszcze bardziej, ukrywając niemal cały błękit tęczówki.  - to wyglądałeś mi na Jurgena. A z Ciebie zwykły Aliosza.
    Nie pozwolił tak szybko od siebie uciec. W jednej chwili chwycił przedramię nazisty i lekko je ścisnął, by ten się skoncentrował, skupił się uważnie na tym, co ma do powiedzenia. Głos zmienił mu się zupełnie, gdy wypowiadał te słowa.
    - A u nas mówi się, że jak jest imię, to wiesz, że jest i dusza - puścił go, gdy sam poczuł się w tej sytuacji dziwnie, zwłaszcza, że jeszcze przed chwilą po raz pierwszy zobaczył w oczach Bestii coś ludzkiego - Jestem Oleg Siergiejewicz.
    Wstał i odetchnął, jak po fizycznym wysiłku. Fakt, że Aleksiej powtórzył jego żart sprawił, że odegnał nieco niepotrzebne, zdecydowanie zbyt głębokie myśli.
    - Dobra, niech będzie - poszedł pierwszy, wodząc lufą karabinu za światłem, jakie dawał mu kompan. Był nieco bardziej skupiony, nieco mniej pewny każdego kroku i z każdym metrem teren wydawał mu się mniej znajomy, a co za tym szło, bardziej niebezpieczny.
    Nie wiedział dokładnie ile czasu minęło, gdy znaleźli pierwszego trupa. Szkielet prawie.
    - Oho, zaczyna się... - rzucił cierpko, ale bez zmrużenia powieki przykucnął przy truchle nieszczęśnika i zamruczał sobie pod nosem - Niesamowite przygody Lyoshy i Alioszy na zadupiu metra...
    Nie było na czym zawiesić oka, zmarły nie miał przy sobie niczego, co mogłoby im się przydać, jedyna przydatna wiedza, jaką ze sobą niósł, to, że nie był ani nazistą ani czerwonoarmistą oraz, że można tu zostać na wieki.
    - Handlarz? - wstał i spojrzał na towarzysza - Myślisz, że lubił długie spacery, czy ma tu gdzieś swoją metę? - nagle ta iskra nadziei na jakiekolwiek zapasy podsyciła niepomiernie dokuczające mu pragnienie.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Wto 07 Gru 2021, 13:45

    Oleg Siergiejewicz. Nie chciał zapamiętywać. Po co pamiętać kogoś, kto zapewne był co najwyżej jedną z płotek Linii.. A i tak to imię gdzieś znalazło swój kąt w jego umyśle i teraz postanowiło tam zostać. Imię  z duszą. Miał tak samo duszę, jak on. Czysta. Bez skaz.
    — Ryzykownie tak bez eskorty. — Sam również niewiele mógł wyciągnąć z ich znaleziska. Zwłoki leżały tu od dłuższego czasu, ciężko byłoby stwierdzić przyczynę zgonu. Przypadkowy mutant? Rana albo zawał? Albo ciało zwyczajnie padło z wycieńczenia? A może było jeszcze co innego? Nazista wzruszył ramionami.  — Jeśli jest tu meta, to chciałbym dotrzeć do niej żywy. Nie traćmy więcej czasu i ruszajmy dalej. —  W tonie dało się słyszeć te charakterystyczną rozkazującą nutkę, która zresztą towarzyszyła Aleksiejowi przez większość życia.
    Wolał się nie zatrzymywać. Nie dość, że wybijało z rytmu, to ciało miało wtedy czas, by upomnieć się o swoje potrzeby. Zmęczenie coraz mocniej dawało o sobie znać, a suche, poranione usta prosiły chociaż o niewielki łyk wody
    I możliwe, że w tamtej chwili nieco zapeszył, gdy pod butami zaczęły się rozlegać odgłosy chlupania. Posadzka zrobiła się mokra. Dotarli do niewielkich schodków, gdzie na dole wezbrała się woda.
    Nie sięgała ona dalej niż do połowy łydek. Aleksiej mimowolnie zadrżał, gdy nieprzyjemny chłód cieczy zetknął się z nogą. Teraz nie zostało nic innego, jak brodzić w tej mętnej wodzie z nadzieją, że nie pochłonie ich, gdy już opadną z sił.
    Poza tym było coś jeszcze. Coś, co nazista zaczął zauważać dopiero po czasie.
    To dudnienie. Ciężko było mu określić, z której strony dochodziło. Za to im dalej szli, tym stawało się ono coraz bardziej uciążliwe. Niekiedy przekierowywał światło na ściany, czy na taflę wody, jakby myśląc, że właśnie zaraz odnajdzie źródło dźwięku. Na nic takowego nie napotkał, przez co ogarniała go coraz większa irytacja.
    — Szybciej… Musimy szybciej...  — zaczął ponaglać, próbując popchnąć Olega bardziej do przodu.
    Za bardzo się guzdrają, a dudnić nie przestaje...
    Coś się obiło o jego nogę. Raz. Potem drugi. Aleksiej odskoczył odruchowo, niemal upuszczając przy tym latarkę. Poczuł, jak plecy zderzają się z czymś twardym. Nie wiedział czy to ze ścianą czy z towarzyszem. Wyjął odbezpieczony pistolet, celując w to, co mogło się w wodzie znajdować. A jak to nic nie było? A jak tylko mu się wydawało? Mimo to nie potrafił się ruszyć, celując w coś, czego nawet nie widział.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Wto 07 Gru 2021, 16:22

    Nie przepadał za zalanymi korytarzami, stanowczo nie. Lepsze to niż zalany tunel, ale i to przejście jakoś nie napawało optymizmem. Nie wahał się jednak długo, a gdy już tak brodzili, jedyne, o czym mógł myśleć, to o tym, jak ciężko będzie wysuszyć te buty. Czy było coś gorszego w życiu żołnierza niż mokre skarpety? Przez chwilę miał nawet zadać to pytanie kompanowi, ale zmęczenie sprawiło, że nie miał ochoty się już do niego odzywać. Adrenalina musiała kiedyś z niego zejść i to się właśnie działo - nie reagował już na stres przesadną wesołością, zatapiał się powoli w milczące znużenie.
    - Uspokój się - powiedział cicho, gdy Aleksiej zaczął go popędzać. Tolerancja Olega na polecenia, może nawet rozkazy zmalała znacznie, poczuł wręcz ukłucie irytacji.
    Wreszcie, gdy kompan wpadł na niego czy pchnął go kolejny raz, Oleg złapał go za szmaty przyparł do ściany, wytrzymując kilka oddechów w milczeniu, by nieco ochłonąć.
    - Posłuchaj, Bestyjko - szepnął mu nad uchem z charakterystycznym naciskiem irytacji - W wodzie idziemy powoli, tak? Nie budzimy licha, dobra? Jak mi nie będziesz wzburzać wody, to może zobaczę trochę więcej. Jak Was uczą w Vaterlandzie? - dudnienie prawie zaczęło go zagłuszać. Po chwili nieco się odsunął i spojrzał mu w twarz - A jeśli w tej wodzie jest coś, co zechce nas dorwać, to dorwie. Ten dźwięk może się nieść na kilometry. Po prostu... uspokój się.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sro 08 Gru 2021, 17:35

    Stęknął, gdy plecy uderzyły boleśnie o ścianę. Cudem tylko nie upuścił sprzętu do wody. Próbował odsunąć od siebie towarzysza, bo on nie rozumiał. Nie rozumiał, że tam było zagrożenie, a zagrożenie należy likwidować!
    Mimo to szybko zaniechał swoich prób, gdy usłyszał głos Olega tak blisko niego. Starał się on przebić przez to dudnienie, nadal przybierające na sile. Dlatego zamiast kontynuowania swojej próżnej szarpaniny, starał się skupić na słowach mężczyzny.
    Uspokoić się.
    I jak bardzo mógł gardzić komunistą, w tamtym momencie musiał mu przyznać rację.
    Faktycznie, dał się omamić swojemu niepokojowi i dopiero teraz to do niego docierało. Ten zbyt szybki oddech, serce łomoczące mocno o pierś. Cały drżał, ale był tak bardzo pochłonięty swoim celem. Przymknął na chwilę oczy, chcąc odzyskać niejaką kontrolę nad ciałem i choć skrawek racjonalnego myślenia. Choć nie przyznałby tego głośno, słowa Olega mu w tym pomagały.
    Przez ten czas nie odezwał się. Zamiast tego w końcu odetchnął głęboko, kiwając kilkukrotnie głową, by wreszcie zabezpieczyć pistolet i ostrożnie schować go z powrotem do kabury. Odsunął się powoli od ściany, dając tym samym sygnał, że mogli ruszać dalej.
    Ich marsz rozpoczął się nowo.
    Przez ten czas, nie wiedzieć kiedy, Aleksiej zdołał zahaczyć ręką o skrawek ubrania Olega i teraz tak się go trzymał kurczowo, stawiając kolejne krok ze spuszczoną głową. Kto wie, może nazista w ten sposób nie chciał w ten sposób ponownie zwariować , trzymając się jedynej pewnej rzeczy, którą o ironio był jego wróg. Albo chciał się upewnić, że jakiekolwiek licho zamieszkiwało ten tunel, to gdy nadejdzie ostatnia chwila, pochłonie ich razem.
    Poruszali się tak wolno. Za wolno. Zmęczenie coraz bardziej dawało się we znaki, ledwo co czuł stopy. A najgorsze było to, że sam sprzęt również dopominał się o odpoczynek. Latarka zamigotała parę razy w trakcie ich wędrówki, jeszcze nie gasnąc. Ale zgaśnie i pozostaną w tych ciemnościach, otoczeni tym dudnieniem.
    I gdy zdawało się, że ta mordęga nigdy się nie skończy, światło w końcu padło na metalowe schodki. Aleksiej uniósł wyżej latarkę. Na szczycie zauważył zakratowane przejście.  
    Sama krata została częściowo wyrwana i wygięta w połowie przez nieznane monstrum. Mogliby bez problemu prze nią przejść, kucając. A za nią kto wie, może właśnie tam była wolność, ich upragniony cel. Puścił się Olega, by zaraz chwycić się pordzewiałej balustrady. Chciał jak najszybciej opuścić ten przeklęty korytarz. Zrobił pierwszy krok, pełen nadziei...
    By zaraz zsunąć się gwałtownie, obijając boleśnie plecy o metalowe stopnie. Latarka wypadła mu z dłoni. To coś ciągnęło go, chciało zabrać pewnie do jednym z tych tuneli. Złapał się jednego ze stopni, próbując się podciągnąć w górę. Na próżno. Cokolwiek go chwyciło, nie chciało puścić, napierając mocniej na jego stopę. Aleksiej syknął z bólu, wierzgając się, wolną ręką próbując wymacać nóż.
    Nie pozwoli się dać pochłonąć. Nie pozwoli.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Sro 08 Gru 2021, 19:57

    Może zachowanie towarzysza, od nerwowości, przez niecierpliwość, aż po to uczepienie się jego ubrania wydało by się Olegowi dziwne. Może i w innych okolicznościach stanowiłoby pożywkę dla niegroźnych złośliwości. W tej jednak chwili, w konkretnym ich stanie i biorąc pod uwagę wszystko, co się przydarzyło, mężczyzna po prostu zaczynał naprawdę mało o to dbać. Fakt, że Aleksiej niezbyt dobrze znosi ten mozolny marsz nieco trzymał go w pionie, ale i tak tylko na tyle, by stawiać krok za krokiem.
    Zaczął się nawet zastanawiać, czy to właśnie zobojętnienie jest tym, co czują umierający w tych tunelach i czy właśnie nie pożera go coś znacznie gorszego od nieboskich stworzeń czających się w tych zapomnianych przejściach. Utrata woli. Zmęczenie. Pragnienie. Ból. Głód. Nie zauważył nawet, że latarka przygasa, a to, co powiedział Aleksiejowi, było zwyczajnym kłamstwem - nie widział wiele więcej, prawie nic, mimo, że utrzymywał odruchowo w polu ostrzału powierzchnię przed nimi. Woda była zbyt mętna, a jego uwaga zbyt szczątkowa.  
    Ale nie był sam. Była przy nim Bestyjka Nienawiści, i póki on stawiał kroki, nie mógł, a wręcz nie wolno mu było przestać iść. Z wielu różnych powodów, niektórych nawet w tym stanie sam sobie nie uświadamiał.
    Widok schodków w nikłym świetle był więc wybawieniem, kolejnym wynurzeniem z bagna beznadziei. Poczuł tak nagły przypływ sił, że gdy wyszedł na suchy stopień, nawet odezwał się do kompana.
    - Jesteśmy w domu, Bestyjko - odwrócił się w jego stronę, by zerknąć na niego z uśmiechem. Pierwszym zupełnie zwyczajnym uśmiechem ulgi.
    Nie mógł mylić się bardziej.
    - Aliosza! - chciał go złapać, ale nie podołał, wszystko działo się zbyt szybko. Ciało nie nadążało za myślą - Suka... - przeładował odruchowo czując, jak cały jego kręgosłup od krzyża aż po  kark przeszywa tysiące lodowatych igieł. Strach.
    Przeszył ostrzałem skotłowaną powierzchnię wody, zupełnie na oślep, pozbawiony światła i czasu, by sięgnąć po latarkę. Mógł tylko mieć nadzieję...
    Mrok przeszyły nikłe świetliki rozgrzanych naboi. Hałas wystrzałów zmieszał się z nieokreślonym zewem tunelu. Trzystrzałowe serie szybko wyczerpały magazynek. I zapadła cisza.
    - Ah, suka... suka... - wymamrotał szarpiąc towarzysza do góry, trochę po omacku, mając nadzieję, że nie poczuje oporu większego, niz ciężar ciała mężczyzny.
    - Spierdalamy, Bestyjko. - Nie wiedział, w jakim jest stanie ale i tak resztkiem sił pociągnał go ku sobie.  - Gdzie Twoja zabaweczka? - mówił niby do niego, ale właściwie do siebie, z wysiłkiem sięgając po latarkę, bez której byli zupełnie bez szans.
    I znowu krok za krokiem, byle do kraty. Obleśny chlupot, jakby śliskie macki z trzewi metra za ich plecami dodawały sił skuteczniej, niż wola życia. Jeśli umrzeć, to nie tu, nie tak...
    Minęli kratę, ale groza z mętnych wód sunęła za nimi, czuł to, słyszał, albo już zupełnie postradał zmysły. Coś jednak niosło go dalej, jakby wiedziało, że dalej może nastąpić... ukojenie.
    Pomieszczenie obsługujące szacht windy z pordzewiałymi, ale grubymi drzwiami, w środku dźwig, skrzynia, blaszana szafa - to spostrzegł na pierwszy rzut oka. Zatrzasnął tylko zasuwę i to była ta chwila, gdy nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Padł na kolana, wspierając się na dłoniach, w głowie wirowało. I to okazało się za wiele więc padł na bok, obrócił się na plecy i dyszał, mając oczy szeroko otwarte.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Czw 09 Gru 2021, 18:49

    Zasłonił odruchowo oczy, modląc się, by żadna z kul nie trafiła jego samego. Pociski rozbłysły, dudnienie jakby zamilkło. Uścisk zelżał, co mężczyzna od razu wykorzystał, uwalniając się. Ledwo docierało do niego, co się działo. Dał się ponieść tam, gdzie prowadził go Czerwony, nie zważając na to, jak bardzo napierał ciałem na towarzysza. Nim się obejrzał, usłyszał charakterystyczny dźwięk zasuwy i oto znaleźli się gdzie indziej. Z dala od potwora z głębin metra.
    W końcu odłączył się od komunisty, samemu padając na podłogę tuż obok. Ze stęknięciem ułożył się na boku, ciężko oddychając, czując jak zmęczenie napierało na niego z całą siłą. Pełen różnych emocji. Drżący z zimna. Ale ciągle cały.
    — Dlaczego? — wyszeptał nagle Aleksiej, choć nie wiedział, czy chciał poznać odpowiedź. Nie pojmował, czemu tamten nawet wysilił się, by mu pomóc.
    Byłoby ci łatwiej, gdybyś mnie zostawił. Tak myślał, ale wiedział, że nie chciałby tak umrzeć, pożarty przez  nieznaną bestię. Marzyła mu się śmierć w chwale, taka, która pozwoli opiewać jego imię przez następne pokolenia. Każdy żołnierz Czwartej Rzeszy tego pragnął. Czyli teraz powinien być wdzięczny?
    Nie wiedział, ile tak leżał. Będąc w takim stanie podłoga pod nim wydawała się być ogromnym luksusem, niemal porównywalnym do łóżka z czystą pościelą. Nie może się temu poddać, zasnąć Dlatego tylko patrzył przed siebie, dając chwilę wytchnienia ciału.
    Oczy same zaczynały mu się zamykać. Musiał się w końcu zmusić zrobić cóż, cokolwiek. Spróbował wstać. To szybko okazało się być znacznie trudniejsze niż zakładał. Po paru próbach, zdołał się podnieść do pionu, choć nogi protestowały mocno. Trochę kulawym krokiem próbował podejść do najbliższej mu rzeczy, w tym przypadku blaszanej szafy. Na szczęście drzwiczki nie stawiały większego oporu.
    W szafie znalazł stary strój roboczy, niemal pustą paczkę fajek, kask oraz… piersiówkę. Prawie pełną. Nie wiedzieć czemu na jej widok, z ust Aleksieja wydobył się ochrypły chichot. Ze wszystkich rzeczy, które by teraz się im przydały, oto znajduje nieocenioną towarzyszkę tamtych oraz tych czasów. Wiedział, że nie powinien. A i tak nie mógł się powstrzymać, odkręcając korek i wlewając niewielką zawartość do ust. Znajomy smak oraz piekące uczucie w gardle.
    Wtedy przypomniał sobie o komuniście. Spojrzał na trzymany alkohol i westchnął ciężko. Ten jeden raz. Wrócił z powrotem do towarzysza.
    Na zdorowje — To mówiąc wsunął Olegowi piersiówkę, pomagając mu zacisnąć na niej palce. — Za zwycięstwo.
    Wreszcie już na czworakach doczłapał się do pobliskiej ściany. Oparty o nią, chwycił za jeden z butów, próbując go zdjąć.
    — Musimy… musimy zorientować się, gdzie dokładnie jesteśmy...
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Pią 10 Gru 2021, 09:18

    Dlaczego?
    Pokręcił powoli głową na znak, że nie wie, nie ma siły rozmawiać, a może wcale nie chce. Sam nie znał odpowiedzi, ale jedno, czego był pewien, to strach wędrujący po jego skórze, gdy tylko padło to pytanie. A miało ono taką moc, że przebiło się to resztek świadomości nie pożartych przez zobojętnienie i doprowadziło go niemal fizycznych konwulsji.
    Zdrada...
    Ilu towarzyszy zabił ten człowiek? Ilu jeszcze zabije, jeśli przetrwają? Ta krew splami i twoje ręce. I w imię czego? Dlaczego to robisz? - wewnętrzny rodzic karcił go tymi i podobnymi pytaniami, gdy leżał tak prawie bez ducha na zimnej betonowej podłodze, ale umknął natychmiast, gdy w gardle Olega rozlała się paląca, znajoma przyjemność. Opróżnił piersiówkę bez namysłu, nawet nie zarejestrował, kiedy podniósł się do siadu, by to zrobić. Zakaszlał cicho, potarł zdrową dłoń o przedramię.
    - Dobra... - mruknął pod nosem, surowszy niż zwykle, wciąż nieco zły na siebie, na to, czego w sobie nie rozumiał, a może powoli zaczynał.
    Podniósł się na nogi i pomagając sobie już tą słabą latarką przeszukał pomieszczenie.
    - Taaak, Aleksiej - westchnął powtarzając sobie jego imię, by jakby potwierdzić samemu przed sobą, że nic złego się nie wydarzyło, że to przecież człowiek z imieniem i duszą. Po chwili rzucił tuż obok niego stertę ksiąg maszyny, przeglądów, raportów dźwigowego słowem stos papierów, które walały się w kącie pomieszczenia. Latarkę podał mu już ostrożniej. Mapa metra to byłby dopiero rarytas, nawet o tym nie marzył, ale może schemat tych przeklętych szybów, może rozmieszczenie szachtów, nie wiedział, nie znał się na tym. Korzystał z przypływu energii, szukał okazji.
    - Gdzie my kurwa jesteśmy... - szperał dalej. - Zimno tu, jakbyśmy siedzieli przy powierzchni.
    Papieros... poczęstował się od razu, gdy tylko je spostrzegł, a fakt, że miał w ładownicach, poza zapasowym magazynkiem jeszcze zapalniczkę z resztkami nafty, dodał mu animuszu. Zostawił jednak ten smakołyk na koniec pracy.
    Od teraz działał metodycznie. Skrzynia nie stawiała oporu i choć była pusta, dziękował za nią wszystkim bogom, nawet jeśli nie bardzo w nich wierzył. Połamał ją na mniejsze części, garść niepotrzebnych papierów użył na podpałkę... Im bliżej upragnionego płomienia, światła, ciepła, tym więcej sił w sobie odnajdywał, nie starczyło ich jednak na to, by spojrzeć na towarzysza. Nie chciał wiedzieć, czy go obserwuje, nie chciał tej jadowitej zieleni, która obciąży jego sumienie i rozproszy go znowu.
    Trzy, może cztery próby... ciężko było z tymi drżącymi dłońmi, ale po chwili nieduży ogień zajął przygotowaną przez niego piramidkę z drewna i papieru. A ponieważ ani jednego ani drugiego dużo nie było, natychmiast rozebrał się ze wszystkiego, co mokre i zimne, by mogło się wysuszyć, w zamian pożyczając sobie robocze spodnie. Niewidoczne wcześniej pająki umknęły ku sklepieniu.
    Gdy ognisko się ustabilizowało usiadł pod ścianą na odległość wyciągniętego ramienia od nazisty i spróbował swojej nagrody. Odpalił papierosa od kawałka drewna. Ciepło przy bosych stopach wydawało się najprzyjemniejszym, co kiedykolwiek czuł.  
    - Palisz? - spytał w ramach propozycji i odwdzięczenia się za alkohol, ale wciąż na niego nie patrzył. Zahipnotyzowały go tańczące płomienie. - Słyszałem, że Złote Dzieci Rzeszy nie palą...
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sob 11 Gru 2021, 19:55

    Zimno, o tak. Buty i skarpetki odstawił na bok i teraz próbował ogrzać zmarznięte stopy, pocierając je rękoma. Możliwe, że znajdowali się przy jakimś gruzowisku albo wyrwach. Usłyszał swe imię, więc instynktownie odwrócił się, ale nic więcej nie nadeszło. Mężczyzna był skupiony na tym, co właśnie robił. Dlatego nazista postanowił go sobie poobserwować, ot tak z ciekawości. I mógł narzekać i kląć na swego wroga, ale miło było zobaczyć, jak ten zdołał zorganizować niewielkie ognisko. Wysunął stopy w jego kierunku i wręcz westchnął z ulgą, czując docierające do nich ciepło.
    Słysząc Olega, odwrócił głowę, ale komunista nawet nie uraczył go spojrzeniem.
    —  A komuch to ponoć tylko świeczkę przy stalinowskim ołtarzyku potrafi zapalić — odgryzł się jakby wyuczoną na pamięć frazą nazista. Zabrakło w niej tej nutki charakterystycznej złośliwości, przez co sam wydźwięk wypowiedzi był niemal żartobliwy. To tylko bardziej potwierdzało jego zmęczenie.
    Mimo to jakieś ziarenko prawdy znajdowało się w słowach Czerwonego. Żołnierze nie mieli zwyczaju na relaks, a tym bardziej, by sobie zapalić. Niekiedy zdarzało się obalić flaszkę, ale to już zdecydowanie po służbie i raczej poza czujnym okiem strażników. Sam Sorokin do tej pory twierdził, że po co się truć, skoro ich wrogowie wystarczającą zatruwali ich życie.
    A mimo to wyciągnął rękę, prosząc tym samym o papierosa. Jednak nie poszedł za przykładem Olega i by go zapalić, chwycił nagle głowę mężczyzny, przechylając ją tak, by końcówki papierosów się zetknęły.
    Czemu to zrobił? Może na złość, może z irytacji. Aleksiej Sorokin nie lubił być ignorowany. A że jeszcze miał czelność robić to komunista, to tym bardziej postanowił go kompletnie zaskoczyć, zmieszać, byle ten przestał go unikać wzrokiem.
    Z wyraźnie wypisanym triumfem na twarzy, Aleksiej po raz pierwszy w życiu zaciągnął się papierosem.
    Szybko okazało się to być błędem, bo zaraz chwycił go gwałtowny kaszel, gdy tylko dym zetknął się z płucami. Pochylił się do przodu, próbując wyrzucić z siebie nieproszonego gościa. Szybko zadowolenie zamieniło się w zażenowanie. Nie musiał nawet się domyśleć, jak to komicznie wyglądało ze strony Czerwonego.
    — O- Obrzydlistwo! — wykrztusił, ale papierosa nie wyrzucił. Wręcz przeciwnie jeszcze raz pozwolił dymowi wypełnić jego płuca. I choć nadal wywołało to u niego kaszel, to ten już był krótszy, mniej chrapliwy.
    Wyprostował się i w  końcu spojrzał na towarzysza. Płomienie sprawiały, że włosy wydawały się lśnić złocistym kolorem, a oczy emanowały błękitem. Komunista był wręcz chodzącym odwzorowaniem starego świata. Słońce na bezchmurnym niebie. Czysty, bez skaz. Słowa ojca znów odbijały się echem w jego umyśle. Aleksiej odwrócił nagle wzrok, przez moment czując się wręcz niegodnym tego widoku. Jakby niosło bolesne wspomnienie.
    Wyprostował się i w końcu spojrzał na towarzysza. Płomienie sprawiały, że włosy wydawały się lśnić złocistym kolorem, a oczy emanowały błękitem. Komunista był wręcz chodzącym odwzorowaniem starego świata. Słońce na bezchmurnym niebie. Czysty, bez skaz. Słowa ojca znów odbijały się echem w jego umyśle. Aleksiej odwrócił nagle wzrok, przez moment czując się wręcz niegodnym tego widoku.
    Gdybyś tylko zrozumiał nasz cel...
    — Pochodzisz stąd? Z Moskwy? Czy skądś indziej?
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Sob 11 Gru 2021, 22:05

    Przytyk nazisty spotkał się z niewesołym burknięciem Olega, choć oczywiście podał mu zaproponowanego papierosa.
    - Weź się lepiej za te papiery... - chciał być może powiedzieć coś więcej, pewnie tak było, bo niespodziewany gest Aleksieja zaskoczył go na pełnym wdechu.
    Jakże dziwna była to chwila. Miała w sobie wyraźny smak surrealizmu mieszający się z tytoniową przyjemnością, aż powieki mężczyzny przymknęły się nieco, pozwalając obserwować tlący się pomarańczowy punkcik żaru jakby za zasłoną zawilgoconej mgły. Zapewne wywołał ją dym, ale to tylko dopełniło tego niecodziennego doświadczenia. I ten dotyk, dotyk, którego wbrew instynktom, zupełnie się nie obawiał.
    Aleksiej dopiął więc swego - Oleg faktycznie spojrzał mu w oczy. Zbyt blisko, by widzieć go wyraźnie, może właśnie dlatego było to spojrzenie rozmyte, prawie senne. Po raz kolejny całe jego jestestwo poczuło tę obezwładniającą chęć, by odpocząć od nieufności, od zawiści, od wyrzutów sumienia. I choć nie było mowy o tym, że by się do tego przyznał przed tym człowiekiem, przed tego typu osobnikiem, zapragnął tak po prostu zasnąć przy nim.
    Nagły kaszel towarzysza wybił go z tych przedziwnych pragnień. Przez moment przyglądał się jego reakcji zdumiony, nie rozumiejąc, co się takiego mogło stać, tak mało prawdopodobne wydawało mu się, by nie potrafił zapalić. Wreszcie, gdy przyjął to do wiadomości, poczuł przyjemny przypływ dobrego humoru. Ta niedoskonałość przydawała naziście ludzkich, niemal niewinnych cech. Kto na Linii Czerwonej nie jarał od dziecka? Nie znał chyba nikogo.
    - Ile ty masz lat, Bestyjko? - spytał, otwierając szerzej błękitne oczy w rozbawionym zdumieniu. Klepnął go w plecy raz czy dwa.
    Gdy Aleksiej spojrzał wreszcie na Olega po tym epizodzie kaszlu, natknął się prosto na jego wzrok i lekki uśmiech. Wciąż był zmęczony, wciąż nie miał więcej siły na wymyślanie złośliwych ripost, a ciepło powoli przestawało wywoływać te specyficzne dreszcze i lekko otumaniało go spokojem. Nie był w formie, by przyjąć do świadomości cały  komizm tej sytuacji. Nieporadność wywołała w nim raczej pobłażanie.
    - Dzielny chłopiec - zaciągnął się mocno, aż końcówka papierosa rozżarzyła się jaskrawo i już miał dmuchnąć towarzyszowi w twarz, tak by może jeszcze raz się rozkaszlał i dał mu tę przyjemność obserwowania niedoskonałości doskonałego nazisty, ale tym razem tytoniowy obłoczek nie miał szans popłynąć tam gdzie chciał. Znów nie patrzyli na siebie.
    - Tak, z Moskwy - wziął od niechcenia jedną z bordowo oprawionych ksiąg raportów i kartkował je powoli przy tym nikłym, drgającym blasku, przyznając tylko samemu przed sobą, że nie potrafi skupić się na schematach szybów, o ile to w ogóle było to. - Ale czy ktokolwiek jest naprawdę z Moskwy? Dziadków miałem na wsi, ojciec wyjechał za pracą. Pod tym względem wszyscy byliśmy równi, czy ze wsi, czy z miasta, wszyscy zapierdalaliśmy równo dla Mateczki Rosji.  - wychylił się ku niedużemu stosikowi drewna i dorzucił do ognia. Zatańczyły iskry, rozległ się ten przytulny cichy trzask. Po chwili było jaśniej i cieplej. Księga znużyła go niemal natychmiast, odłożył ją i skorzystał z podsyconego światła, czy obejrzeć ranę na dłoni - Ty nie wierzysz w taką równość, co, Bestyjko? - wykonał gest, jakby odganiał natrętnego owada i ponownie obrócił ku niemu przykurzoną twarz - Dobra, nie gadajmy o tym. Nie chce mi się z tobą szamotać. Spróbuj się zdrzemnąć, póki ciepło.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Pon 13 Gru 2021, 15:10

    —  Jestem na tyle stary, że o siebie dbam i nie zatruwam.
    Moskwa. Czyli tak samo, jak on. Kto wie, może przed wszystkim mieszkali gdzieś niedaleko siebie. Chodzili do tej samej klasy albo bawili się raz na jednym placu zabaw. A gdzieś na ławce ich matki gawędziły sobie wesoło. Mina Sorokina zgorzkniała na samą myśl o rodzicielce, próbując jak najszybciej zapomnieć o tym, co było, zanim obraz kobiety o zielonych oczach przyćmi jego umysł.
    Zresztą czy było mu potrzebne  się nad tym zastanawiać? Tamten świat umarł. Ci podludzie już o to się postarali. Mimo to miał nadzieję, że kiedyś osiągną swój cel i Moskwa wróci do swojej dawnej świetności.
    Aleksiej przewrócił oczami, słysząc dalsze słowa. CI komuniści. Nawet do prostej odpowiedzi musieli wciskać te swoją propagandę. Tym, czym karmili tych ludzi, którzy potem ginęli pod ich strzałami. Kto wie, ile z jego własnych rąk padło prawdziwych Rosjan, nakarmionych tą gadką o równości, a jacy mogliby wesprzeć ich sprawę. Pięści same się zaciskały na tę myśl.
    — Sam zacząłeś, a teraz się wycofujesz? — Pokręcił głową z dezaprobatą, ale faktycznie wdawanie się bardziej w dyskusję, szczególnie w kwestiach politycznych, nie miało obecnie sensu. Teraz wypadałoby w końcu odpocząć, pozwolić sobie na odzyskanie większej trzeźwości umysłu. Niedopałek papierosa trafił wprost do ogniska. Nazista odsunął się od ściany i ułożył wygodniej na ziemi, odwrócony plecami do Czerwonego.
    — Nikt nie jest równy.  
    Słowa wyszło cicho z jego ust, zanim zamknął w końcu oczy. Równość nie istnieje. A oni byli tego żywym przykładem.
    Myślał, że ciężko będzie zasnąć, gdy wróg był dosłownie na wyciągnięcie ręki. Mimo to jego ciało niemal od razu się zrelaksowało, by wreszcie zmorzył go sen w przyjemnym cieple.
    Rzadko śnił. A jak już, to nawet nie pamiętał o czym. Tym razem było inaczej. Ciemny, niekończący się korytarz. Idzie przed siebie, latarka ledwie muska mrok przed nimi. Wreszcie widzi kontury drzwi. Jednych. Drugich. Za chwilę ciągną się nieskończenie po każdej jego stronie. Coś w jedne uderza. Aleksiej chce się odsunąć, ale wtedy z innych dobiegają krzyki. Krzyki, które bardzo dobrze kojarzy. Próbuje biec. I próbuje, próbuje, chce być jak najdalej od tego wszystkiego. I wtedy jedne się otwierają i wyłania się ręka. Sięga po broń, ale jej nie ma. Chwyta się ściany. Nie pozwoli się wciągnąć do środka. Nie pozwoli.
    Jeszcze te głosy. Otaczają go zewsząd, nie chcą odpuścić. Tak głośno…
    Aleksiej otworzył gwałtownie oczy, szybko siadając. Musiał otrząsnąć się z tego. Próbował uspokoić oddech, mimowolnie spoglądając na ognisko, które już niemal całkiem przygasło. Przetarł czoło z potu, próbując przypomnieć sobie na spokojnie wszystko.
    Obudził się. Tak. Wszystko było w porządku. Ale wtedy znów je usłyszał. Te przytłumione głosy. To już nie był sen, miał co do tego pewność. Sorokin prędko odszukał latarkę, od razu ją włączając. Wpierw poświecił na drzwi, jakby zaraz miał ujrzeć jego mary przekraczające próg. Te jednak stały nienaruszone, zasuwa nadal skutecznie blokowała wejście. W dodatku im bardziej się nasłuchiwał, tym mógł stwierdzić, że głosy dobiegały z zupełnie innej strony.
    — Hej, wstawaj! — rzucił Sorokin do komunisty, a jako że z każdą chwilą był niecierpliwy, postanowił obudzić mężczyznę szybciej i kopnął go na oślep. — Rusz się!
    — Też to słyszysz… prawda? Ktoś tu jest. W pobliżu.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Pon 13 Gru 2021, 17:03

    - Głupi jesteś, tyle ci powiem - to było jego "dobranoc".
    Po krótkiej chwili podniesionego morale niebywale szybko nastąpił znów jego spadek. Znów to drapiące w gardle pragnienie, znów ta złość skierowana na samego siebie, ale którą musiał przekierować na  jedynego towarzysza pod ręką. Sam już nie wiedział tak naprawdę, na co jest zły. Na to, że byli różni? Że mogli się zabijać w imię tych przekonań i cała ta ich wędrówka była drogą przez mękę właśnie dlatego, że nie mogli sobie zaufać?
    Nie... to nie było to. Wiedział dobrze. Po prostu oszukiwał się, a bliskość Aleksieja zaczynała go drażnić z każdą kolejną niezmierzoną godziną bardziej i bardziej. Im dłużej szli razem, tym trudniej było to kłamstwo w sobie utrzymać, a bardzo tego potrzebował.
    Bo jakkolwiek by nie myślał, w jakikolwiek ideał świata nie wierzył - w jego oczach nie byli równi.
    Sen nie zmorzył go od razu. Siedział spokojnie w tej zupełnej ciszy raz po raz dorzucając to, co zostało do spalenia. Może nawet część z dokumentów, które rzucił na pastwę płomieni, zawierało coś, co mogło im pomóc, ale nie dbał o to. Jak wszystko to się skończy i tak będą musieli po prostu wstać i pójść dalej.
    Pomieszczenie pozbawione odpowiedniej wentylacji szybko posiwiało od dymu, na szczeście ciepło trzymało tę szarą chmurę w większości przy suficie. Najwyraźniej  drażniło to pająki, kóre od czasu do czasu poruszały mu się nad głową. Przez myśl przeszło mu, by kilka z nich upiec w żarze, ale ostatecznie głód aż tak mu nie doskwierał.
    Wreszcie oczy zaszczypały ze zmęczenia, a głowa zaczęła uciekać na krótkie momenty. Zanim nieco zsunął się, by spróbować zasnąć, spojrzał jeszcze raz na towarzysza pogrążonego w spoczynku, na jego regularne rysy, które teraz przypominały mu twarz chłopca, który grzeczny jest tylko wtedy, gdy śpi. Lepiej więc było go nie budzić.
    Niedługo potem jego naiwne pragnienie się spełniło - zasnął przy nim. A raczej w jego obecności. I nie miało to nic, absolutnie nic wspólnego z tym przyjemnym uczuciem, które niosło marzenie, gdy było tylko marzeniem.
    Przypominało czarną dziurę, prawdziwą tymczasową śmierć. Bez żadnego obrazu, ciemność bez marzeń sennych czy koszmarów. Kamienne nieistnienie.
    Gdy poczuł kopnięcie wydawało mu się, że minęła zaledwie sekunda odkąd przymknął oko.
    - Co jest? - mruknął tonem, jakby miał powiedzieć "przecież nie śpię". I wtedy zobaczył resztki ogniska a zaraz potem dotarły do niego dźwięki.
    - Słyszę - potwierdził. Odszukał karabin, po omacku zmienił magazynek z charakterystycznym trzaskiem i przeładował. Ale jakby na przekór ciągnął spokojnym, nieco zachrypłym głosem - Już ci mówiłem, tu się wszystko niesie na kilometry... - sam jednak nie był tego pewien. Dźwięki, z nieokreślonej masy zaczęły powoli wyodrębniać szmery, stukot, szuranie, ludzkie rozmowy. Przemieszczały się z czasem w różnych kierunkach, jakby otaczały ich bezpieczną przystań.
    Oleg wstał wreszcie, chwycił broń pewniej. Już tu byli. Mógł wyłapać słowa.
    - Tu chyba ktoś jest... światło... Herr Leutnant... tutaj.
    Słysząc stopień w tej niedorzecznej dla niego nomenklaturze ramiona same zatrzęsły się w niemej, irracjonalnej wesołości. Spojrzał na Aleksieja z tym wisielczym rozbawieniem, ale zanim cokolwiek powiedział, po drugiej stronie drzwi padło nazwisko.
    - Otwierać! - ten głos był już czysty, głośny i należał do kogoś nawykłego do wydawania rozkazów. - Sorokin?
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Wto 14 Gru 2021, 18:06

    Głosy były teraz tak wyraźne, że wręcz surrealistyczne. Aleksiej szybko odżył, słysząc znajome tytuły, tony głosów, z którymi zresztą dane mu było słyszeć przez prawie całe swoje życie. Nawet nie spojrzał na Czerwonego, tylko ochoczo zaczął ubierać buty, choć te ciągle były wilgotne.
    — Tak, to ja! Zaraz otworzę! — powiedział donośnym, pewnym siebie głosem, kompletnie odmiennym od tego, którym zwracał się wcześniej do Olega.
    I wtedy właśnie zastygł w połowie już drogi, odwracając głowę w stronę komunisty. No właśnie. A co z nim? Ręka zadrżała, sięgając odruchowo do broni. Powinien go zabić. Nie. Jak on to wyjaśni tamtemu oddziałowi? Czekał na dogodny moment? Na pewno pojawią się inne pytania. Czemu nie pozbył się go wcześniej? Czemu nawet mu przez myśl przeszło, żeby współpracować z wrogiem?
    Uratował cię.
    Sama chwila trwała zaledwie kilka sekund, a z zamyślenia wyrwało go głośne uderzenie o drzwi. Musiał zadecydować. Przeklinając w duchu siebie i całą tę sytuację, podjął ją.
    Szybko podszedł do Olega i stanął na tyle blisko, że mogli stykać się stopami. Chciał mieć jednak pewność, że cokolwiek powie, usłyszy go tylko on.
    — Oddaj karabin. Inaczej zastrzelą cię bez wahania. — Jego głos znów nabrał wyraźnie rozkazującego tonu, podobnego do tego, rozbrzmiewającego za drzwiami. — I lepiej wyrzuć wszystko, co mogłoby cię nawet minimalnie powiązać z Linią Czerwoną. Na pewno zechcą cię przeszukać.
    Oczywiście, że nie, musiał się stawiać. Zanim jednak zdołał zwyzywać go od głupców, poczuł coś... czego nie mógł się spodziewać. Dotyk warg na swoich. Lekkie muśnięcie. Oczy rozszerzyły się gwałtownie, jego umysł ledwo przetwarzał to, co się działo. Czy to było, co nazywali "komunistycznym pocałunkiem"?  Komunista i dewiant. Powinien czuć się co najmniej obrzydzony. Powinien strzelić mu w twarz. Zamiast tego zostało tylko ten szok i coś, czego nie potrafił nazwać.

    Za drzwiami przywitał go ostry błysk latarek, który momentalnie rozświetlił pomieszczenie. Zakrył oczy, nie chcąc oślepnąć. Odsunął się na bok, robiąc miejsce niewielkiemu oddziałowi. Gdy wzrok w końcu zdołał się przyzwyczaić, Sorokin wpierw starał się odszukać Herr Leutnanta, co nie było trudne. Dowódca zawsze się odznaczał mundurem oraz pewniejszą postawą.
    Wyraz twarzy Aleksieja zdołał w tym czasie nabrać charakterystycznej nazistowskiej surowości. Nie należało zdradzać swych emocji. Nawet przy towarzyszach.
    — Przysłał was sztab? — zwrócił się wreszcie do dowódcy, podchodząc do niego bliżej. Aleksiej ledwo się powstrzymał od powiedzenia „Czy przysłał was mój ojciec?” Nie byłby tym zdzwiony. W końcu syn generała Sorokina zawsze miał większy priorytet od zwykłego żołnierza. Fakt, którym głęboko gardził, a z jakim walczył przez ostatnie lata. Kto wie, czy ci tutaj nie przybyli tylko po to, że liczyli na awans. A może chcieli się pośmiać z odniesionej przez niego porażki. Mimo tych paskudnych myśli, twarz Aleksiej niczego nie zdradzała. — Czy znaleźliście kogokolwiek innego po drodze?
    Pomyślał o pozostawionych przez siebie ludziach. O Wilhelmie. O tamtej dwójce. Niestety obawiał się, że jeśli tamtej parze zwiadowców udało się przedrzeć do Łubianki nim zasypało tunel, to raczej zostali już pojmani przez komunistów.
    Wtedy jego wzrok mimowolnie zwrócił się ku stojącemu obok nazisty, mierzącego w coś. A raczej kogoś. No tak. Oleg. Aleksiej bez wahania chwycił za lufę, patrząc karcącym wzrokiem na zaskoczonego szeregowego.
    — Opuście tę broń żołnierzu! Tamten człowiek jest ze mną.


    Ostatnio zmieniony przez Raiden dnia Sro 15 Gru 2021, 17:39, w całości zmieniany 2 razy
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Wto 14 Gru 2021, 19:59

    A więc tak to się kończyło? Czy tak strasznie się pomylił i nie byli już na Linii Czerwonej, czy po prostu jego stara znajoma kostucha wymyśliła jeden z najprzedniejszych dowcipów. Zechciała go dorwać właśnie tu, na jego ziemi przez bandę nazistów poszukujących tego, który był mu towarzyszem. Tak, to i sposób w jaki Aleksiej zmienił się zupełnie nagle, jak pospiesznie mu było do swoich, sprawiło, że nie potrafił pozbyć się męczącego, daremnego rozbawienia. Choć przecież nie mógł zaprzeczyć, że się bał, bał z każdą kolejną sekundą bardziej, bo każda sekunda zbliżała go do rozsunięcia tej przeklętej zasuwy.
    Podniósł broń na nazistę, tak niefrasobliwie wiążącego but, dając mu cudowną okazję, by nie odejść samemu. Kto wie, ilu jeszcze byłby w stanie zabrać ze sobą? To właśnie powinien zrobić. Zabrać ze sobą do grobu jak najwięcej Bestii Nienawiści.
    Celował jego głowę, te krótko przystrzyżone jasne włosy, które podczas snu nadawały mu wyglądu chłopca.
    On nie jest Twoim bratem... jest bratem twoich zabójców - podpowiadał wewnętrzny rodzic. Zacisnął zęby tak, że aż zachrzęściły. - Jest Bestią Nienawiści.
    I wtedy poczuł to znowu, wyraźnie jak jeszcze nigdy, zupełnie zaskoczony, że to uczucie nawiedziło go w tej chwili, w strachu, w ferworze świateł i głosów.
    Dłoń na jego ramieniu.  
    Dłoń, która przenikała przez mundur. Sięgała skóry i głębiej, przenikała go na wskroś.
    Aż cofnął się o krok, lufa karabinu opadła. Nieżyjąca matka jego nieżyjących dzieci, albo jego własna podświadomość w tej wyimaginowanej postaci dała mu jasno do zrozumienia, że nie zabije Aleksieja.
    Nagle mężczyzna znalazł się tuż przed nim, oddzielała ich tylko opuszczona broń, świadectwo jego słabości. Z trudem pojął znaczenie jego słów.
    - Ty wyrzuciłbyś mundur, Alioszka? Zerwałbyś swoje pagony, by ocalić skórę? - na przekór tym twardym, rozkazującym nutom w głosie towarzysza, jego słowa brzmiały miękko, pobłażliwie, jakby usłyszał coś bardzo naiwnego. A może po prostu był rozczulony tą próbą, jakby wszystko miało skończyć się dobrze. I żyli długo i szczęśliwie.
    Pocałował go. Krótko, w usta, jednocześnie wciskając mu w ręce karabin, a gdy ta sekunda zaskoczenia minęła, poprosił tylko:
    - Nie pozwól, by przesłuchiwali mnie zbyt długo, Bestyjko. I daj mi się ubrać.

    Dowódca, choć niższy stopniem, był mężczyzną starszym od Aleksieja i najwyraźniej to starszeństwo dodawało mu pewności, gdy wreszcie mógł się przedstawić i powitać go skinieniem.
    - Szestakow.
    Już na pierwszy rzut oka Aleksiej mógł poznać, że nie ma do czynienia z oddziałem regularnego wojska, a z grupą operacyjną, która zapuszczała się na powierzchnię - choć nikt z nich nie lubił być nazywany stalkerem. Ich wyposażenie było charakterystyczne, najprawdopodobniej też w przeszłości niewiele mieli ze sobą do czynienia - mimo, że bez wątpienia podlegali pod generała Sorokina.
    -To misja ratunkowa, poruczniku. Wysłał nas pana ojciec - stalowe oczy nie wyrażały emocji - Nikogo innego nie znaleźliśmy.
    Po tych słowach zwrócił się do jednego ze swoich ludzi.
    - Wydać panu porucznikowi sprzęt...
    - Tak jest - Aleksiej miał otrzymać maskę gazową, licznik i granat, a także butelkę z wodą.
    Zanim jednak to wszystko odebrał, dostrzeżono Olega.
    Dowódcy nie spodobał się ton uratowanego rozkazującego jego człowiekowi. Natychmiast przestrzeń między jego brwiami rozorała głęboka, pionowa zmarszczka.
    - Pozwoli pan, poruczniku, że się tym zajmiemy - rzekł z naciskiem, akcentując mocno na pozór uprzejme słowa - Teraz jest pan pod moją opieką. Jako poszkodowany. - Następnie zwrócił się do nieco zdezorientowanego szeregowego. - Przeszukać.
    - Herr Leutnant... To Czerwony...
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sro 15 Gru 2021, 17:35

    Widział to. Niedowierzanie. Zwątpienie. Nieufność. Czuł wzrok tych trzech żołnierzy i dowódcy na sobie, jakby próbowali wwiercić się do wnętrza jego duszy. Czekali na wyjaśnienia. Jeszcze. Całe ciało spięło się gwałtownie, a w jego umyśle panował kompletny chaos,
    Gdyby tamten głupiec współpracował, mógłbyś wyjść z twarzą.
    Jest wierny swoim ideałom. Tak samo jak ty.
    Uratował cię. A ty go skażesz na śmierć?
    Zdrajca. Nic więcej.
    Ten człowiek namieszał ci w głowie. Wabi cię braterstwem i zaufaniem, czymś, co zawsze chciałeś mieć w Rzeszy. Tylko oni widzą syna generała. Nie Aleksieja.
    Zamknijcie się! Próbuję myśleć.

    — Czerwo- Co to ma znaczyć, poruczniku?! — Uniesiony głos dowódcy sprawił, że Sorokin ocknął się, wracając do rzeczywistości. Chwila zwątpienia minęła. Wiedział, że cokolwiek teraz powie, wpłynie na jego los. I Olega.
    — Tak, to Czerwony. Z Łubianki. Mieliśmy o takie nieszczęście na siebie natknąć. — Jego wyraz twarzy się nie zmienił, a głos był spokojny, jakby tłumaczył najbardziej pospolitą rzecz na świecie. — Jak już się pan domyśla, panie Szestakow, moja misja została przerwana, ale mimo to zdołałem nie tracić czasu. — Tym razem spojrzał na komunistę, co okazało się być trudniejsze niż przewidywał. Szybko odwrócił wzrok. — Zdobyłem jego zaufanie i wiem, że nam się przyda. Ma informacje, które zdecydowanie, by nam się przydały. Dlatego potrzebuję go… nietkniętego.
    Słowa wychodziły z jego ust, ale sam Aleksiej nie czuł tej pewności, które zwykły ze sobą nosić. Przypominało mu to bardziej wypowiadanie wyuczonej formułki jak za dziecka, byle tylko zadowolić swojego nauczyciela. Mimo to Szestakow nie wyglądał na przekonanego. Odwrócił się do Czerwonego, przypatrywał się mu, jakby oceniał jego wartość, a Sorokin nie mógł nic innego zrobić jak tylko czekać na werdykt.
    — Zdaje się być co najwyżej płot-
    — Czyżbyśmy zapomnieli, czym jest stacja Łubianka? Ile naszych ludzi zdechło w tym ich gułagu? — Przerwał mu gwałtownie Aleksiej, zielone oczy wydawały się rozbłysnąć w świetle latarek. — Nawet taki zwykły pionek może się przydać, jak się go przyciśnie. Osobiście się tym zajmę.
    Kolejna cisza. Kolejne oczekiwanie. Widział, jak zmarszczka na czole dowódcy się pogłębia, pewnie intensywnie analizując jego słowa. Wreszcie gestem wskazał na dwóch żołnierzy.
    — Niech tak będzie. Skuć go.  — I wydawać by się mogło, że dusza Aleksieja powinna się uspokoić. Przecież zrobił to, co należy. A jednak jego ciało nadal pozostawało tak samo spięte jak wcześniej. — Przy czym poprosiłbym porucznika o oddanie broni. Ciężko będzie panu strzelać w takim stanie.
    — Myślę, że nie musi się pan o to obawiać-
    — Dla pańskiego dobra.
    Wciągnął powietrze, spoglądając na trzymany karabin Olega. Dawny Aleksiej od razu zwróciłby karabin. Teraz czuł wahanie, jego ręce zacisnęły się instynktownie na stali. Coś było nie tak. Zielony oczy zwróciły się na twarz dowódcy akurat w momencie, gdy przemknęło przez nią zwątpienie. Nawet reszta żołnierzy wydawała się być bardziej skupiona na nim, niż na Czerwonym.
    Nie wierzą ci… zdrajco.

    Sponsored content

    Two sides of the same coin Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Sro 17 Sie 2022, 11:58