Two sides of the same coin

    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Pon 27 Cze 2022, 20:43

    Aleksiej postarał się, by ukryć ciało porucznika. By jak najdłużej zajęło komuś odkrycie go. zlekceważył sobie mężczyznę, który zdążył jeszcze zaserwować mu bolesnego kopniaka, nim go wreszcie dopadł. Dlatego gdy podchodził ponownie do biurka nieco chwiejnym krokiem. Zaczął go prędko przeszukiwać, z nadzieją, że znajdzie chociażby wzmiankę o jakiś dostawach. Rozczarowany, odłożył papiery i podszedł do wyjścia, zabierając to, co było w tym momencie najcenniejsze w pomieszczeniu. Broń.
    Szedł przez garnizon, nie pozwalając ani na chwilę opaść swojej masce. Szczęśliwie nie musiał daleko szukać. Szybko wyłapał podniesione głosy za drzwiami w areszcie. A jeden z głosów znał aż za dobrze. Nie zaatakował jednak od razu. Potrzebny był mu moment. Gdy oficer się odwróci, skupiając całą uwagę na Olegu, dopiero wtedy podejdzie. I tak też uczynił, dając sygnał Olegowi, by ten kontynuował wykłócanie się. Wreszcie chwycił oficera, przyduszając go na tyle, by ten stracił przytomność.
    Odrzucił z odrazą nieprzytomnego, by zaraz na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi, widząc ponownie ukochanego.
    — Tak łatwo się mnie pozbędziesz — wymruczał, uwieszając się przez chwilę na Olegu. I tym razem to on go pocałował. Chciał by pocałunek przypominał ten sam, który wpędził ich w kłopoty. A jaki pozwolił im w końcu ruszyć dalej z misją. — Pośpieszmy się.

    Z ich trójki, to Petrowicz postanowił głównie zagadywać do ludzi, czasem dołączał się Piotr, gdy komuś wzięło się na wspominki dawnego świata. Książe zrobił się za to bardziej mrukliwy i tylko obserwował panoszących się czerwonoarmistów. Nikolai westchnął w końcu na ten widok, chcąc pogadać ze Spartaninem.
    — Nic mi nie jest — zapewniał Książę, choć nawet nie spojrzał na Petrowicza. — Po prostu... nasze wysiłki idą na marne. Jedna wojna prawie nas wyniszczyła, a teraz chcą ją kontynuować dalej tylko tu w Metrze…
    — Wiem to Książe. Ale wiem też, że to nie jedyna z rzeczy, która cię trapi. — Książe wreszcie się zdobył na to, żeby spojrzeć w stronę przyjaciela. — Możesz zawsze ze mną porozmawiać, tamten chłopak-
    — Widzę naszych — przerwał Książe i faktycznie, gdy Nikolai spojrzał za siebie, zauważył niedaleko Iwanowa i Rusłana. Nikolai pokręcił z rezygnacją głową. Tym razem postanowił dać za wygraną, stawiając misję na pierwszym miejscu.
    — Chyba… chyba wiemy, gdzie mogą być — powiedział Iwanow, spoglądając porozumiewawczo na Rusłana. I jeśli którykolwiek wyjaśnił, skąd takie przypuszczenia, Książe zareagował głośnym prychnięciem.
    — No co za głupcy…— Prawda. Byli głupcami. Ale ich głupcami, których musieli ratować. Dlatego w końcu dotarli przed garnizon. Jednak to nie Książe ich zatrzymał, a Petrowicz.
    — Wpierw ja wejdę do środka. Potem Iwanow i Rusłan. A wy zostaniecie tutaj. — Głową wskazał na Piotra i Księcia. Księciu wyraźnie nie podobał się ten pomysł.
    — Kolya… Od kiedy to ty wydajesz rozkazy?
    — Od kiedy mój urok osobisty kradnie serca tutejszym Czerwonym — zaśmiał się Petrowicz i aż miło było ujrzeć, jak i kąciki ust Księcia unoszą się ku górze. Poklepał przyjaciela po ramieniu, odwracając się ku Iwanowi i Rusłanowi. — Pięć minut. I potem wchodzicie wy. Zagadajcie, jak najbardziej przyjaźnie się da. — Tutaj pochylił się ku ukochanemu. — Tylko bez całowania mi się tu z nimi.

    Kirył odsunął się czerwony na twarzy, samemu rozglądając się po ludziach. Sokołow miał rację. Ledwo co kto spojrzał w ich stronę. Słuchał mężczyznę, marszcząc przy tym brwi. Przez moment był sfrustrowanym młodzieńcem, który karcił siebie za swoją ciekawość i za to, że tak łatwo dał się podejść mężczyźnie. Odwrócił wzrok speszony, ale kiwnął głową, jakby zrozumiał lekcję i dalej szedł za Sokołowem. Spojrzał na niego dopiero w momencie, gdy ten się zgodził.
    — Nie wszędzie tacy sami…— szepnął bardziej do siebie niż do towarzysza, uśmiechając się lekko.  Zaczął ochoczo iść naprzód, w pewnym momencie nawet pewnie chwytając za dłoń mężczyznę i go pośpieszając, dopóki nie dotarli przed garnizon.  
    Niestety czerwonoarmista nie podzielał jego entuzjazmu.
    — Chce tylko wiedzieć co z nimi, niech towarzysz pozwoli — błagał Kirył, rozpaczliwym ruchem chwytając za mundur czerwonoarmisty. — Niech pozwoli mi zobaczyć wujaszka Aleksieja i Olega!
    — Won, bo dostaniesz, szczeniaku! — strażnik szarpnął za rękaw, przez co chłopak zatoczył się do tyłu. Ale nie upadł. Kirył uderzył o coś twardego, a gdy w się odwrócił, zamarł gwałtownie, widząc za sobą potężnego mężczyznę.  
    — Wybacz, chłopcze — Książe położył ciężką dłoń na ramieniu chłopaka. Ciało młodzieńca momentalnie się spięło, wzrokiem uciekł w stronę Sokołowa, jakby szukając ratunku.  — Powiedziałeś, że kogo szukasz?
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Sro 29 Cze 2022, 17:24

    Gdy Petrowicz nachylił się do Rusłana, sam został poczęstowany szybkim cmoknięciem.
    - Zastanowię się - mruknął mu chłopak z uśmiechem, a gdzieś tam w głębi tego przeżartego zazdrością serca pojawiła się zła satysfakcja, że ktoś może być i o niego zazdrosny. Smakowało to nad wyraz dobrze, aż Iwanow musiał zwrócić mu uwagę, by skupił się na zadaniu.
    - Zadaniu... - wzruszył ramionami arogancko. Co w tym trudnego? Nie wiedział, czego Iwanowa nauczyli w Sparcie, ale mimo całej swojej niechęci do byłej ojczyzny musiał stwierdzić, że wyposażyła go w wiele przydatnych umiejętności. Jedną z nich było uczynienie z niego zręcznego kłamcy.
    - My się zaciągnąć chcieli - uprzedził pytanie strażnika, który już ewidentnie miał na ten dzień dość służby. Dlatego Rusłan wybrał go zamiast jego żwawszego kolegi.
    - Na peronach zbierają... dokumenty trzeba wypełnić.
    - Już wypełnione i tu kazali się zgłosić...
    Potem zaserwował mężczyźnie historyjkę o ich ojcu, który zginął na Teatralnej, o ich obietnicy, o woli walki. Był naprawdę usłużny, żarliwy i przekonywujący, ale gdy zaczęło to trwać zbyt długo Iwanow wreszcie stracił cierpliwość i wcisnął mężczyźnie garść naboi, zaciągając kompana dalej za barykadę.
    Rusłan aż nie mógł w to uwierzyć.
    - Prostaki... - i nie było do końca jasne, czy miał na myśli Czerwonych czy Spartan.

    Sokołow co prawda odprowadził chłopaka, ale do samej strefy zamkniętej się nie zbliżał, usadowiony na schodach stworzonych pewnie u zarania stacji, tak czuć było od nich żelaziwem. Siedział więc, czasem ktoś schodził z góry, może i go szturchnął, ale tak to już było na zatłoczonych stacjach, a uwagę swoją dzielił prawie po równo na ponure rozbawienie, jakie dawała mu kiryłowa naiwność a sprawy Hanzy, które domagały się pchnięcia naprzód. Dobrze byłoby choć dać znać, że żyje. Dobrze byłoby dostać się na bandyckie stacje...
    Aż nagle Kirył przywołał go spojrzeniem i o dziwo bardzo szybko wygnał mu z głowy wszystkie inne myśli. Zerwał się z miejsca, omiótł spojrzeniem olbrzyma. Aż się skrzywił. Nie dało się tego człowieka pomylić z nikim innym.
    - Daniła pieprzony Maszkow... - szepnął do siebie bezwiednie, ale nie zatrzymał się, tylko tatuaż ukrył pod rękawem. Trudno. Wszędzie jebani Spartanie. Mógł liczyć jedynie na to, że on w odróżnieniu od Daniły był najzupełniej przeciętnym mężczyzną o przeciętnej prezencji. Do zapomnienia. Jak wymagano od sprawnego szpiega.
    Choć pewności nie mógł mieć, różne rzeczy się o tym całym Księciu mówiło. Że nie zapomina, też kiedyś słyszał...
    - Wybacz chłopakowi... rosły kawalerze... - Sokół z lekkim tonem, ale stanowczym gestem wyrwał Kiryła z tego chwytu i przejął w swoje objęcia. Nie uciekał jednak, nie czynił nerwowych ruchów. Strażnicy byli pewnym gwarantem porządku, a przekonał się na własnej skórze, że różnie z tymi Spartanami bywa - Widzisz, jaki rozemocjonowany. Mówiłem mu, że nikt tu z nim nie będzie gadał, ale młodzież... wiadomo... naiwna, jak te dzieci.  

    - Boże, Aliosza... jaki ze mnie... skończony idiota... - szeptał w czasie tego pocałunku, który uczynił swoją łapczywą namiętnością bardzo tęsknym, jakby nie widzieli się tygodniami.
    - Nic ci nie zrobili? - obejrzał go sobie z obawą, ściskając mocno za ramiona, potem cmoknął w usta, jakby na znak, że jest gotowy. Od razu instynktownie ograbił nieprzytomnego oficera z broni, starając się nie patrzeć na jego twarz. A nuż może by go znał, niepotrzebnie przywołał przyszłość?
    - Przynajmniej nie musimy się tu włamywać - powiedział do partnera, próbując uczynić krok naturalnym, wyzbyć się stresu, który jeszcze w nim rezonował. Szybko jednak odnalazł się w tym miejscu. Wszystko tu było zorganizowane podobnie, podobne twarze, podobnie bezcelowo zmotywowani żołnierze. Jedynie wśród tych najwyższych rangą brakowało tego samego entuzjazmu, co kiedyś. Pozostała nerwowość. Zaczątek paniki. Widział to w ich przepitych twarzach.
    Nagle z jednego z pomieszczeń poniósł się przejmujący i bardzo charakterystyczny pisk sprzężonego radia, a zaraz za nim wywołanie do kontaktu.
    Gdy stanęli w drzwiach, nieduży, przygarbiony człowiek, który ocierał czoło pożółkłą chusteczką poprawiał mikrofon, po czym odrzucił gdzieś szmatkę i łapał fale.
    - ...Słyszę, co do mnie mówisz, czerwony przyjacielu - odezwał głos zupełnie nieprzyjacielski. - Ale czy tobie się wydaje, że takie sprawy się załatwia na kredyt? Wywiąż się najpierw z pierwszej umowy, to może o drugiej pogadamy.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sob 02 Lip 2022, 12:35

    — P-potrzeba nam więcej czasu… — tłumaczył się mężczyzna, na co Aleksiej zmarszczył brwi. Przyległ do ściany, lekko się pochylając, by móc lepiej słyszeć.
    — Mieliście go wystarczająco. I zobaczcie, jedna z waszych drogocennych stacji ucierpiała. Chce przyjaciel, by ludzie dalej cierpieli od nazioli? Pogadajcie z oficerami, niech wykorzystają, co mają.
    To, że Czerwoni chcieliby się zemścić za Teatralną było do przewidzenia. Tylko sądząc po rozmowie, a nawet tej wyraźniej nucie przerażeni, Linia nie zamierzała przebierać w środkach. Nie powinni zostawać tak długo w jednym miejscu, ale chciał dalej podsłuchać te rozmowę, może dowiedzieliby się czegoś cennego…. Tak Aleksiej myślał, przy czym jego uwagę prędko zgarnęła osoba, która zaczęła się do nich zbliżać.
    Nie wiedział czy Oleg też to zauważył, czy może dalej słuchał rozmowy w pomieszczeniu.
    — Ej, wasza dwójka, co wy się tutaj tak szwendacie?  — Usłyszał w końcu. Jeśli zdołał, to wymienił spojrzenie z Olegiem, dając znać, by ten był gotowy na konfrontację. Wątpił, że mężczyzna pozwoli im ot tak odejść. — Młodzi chyba za bardzo zabłądzili — zaśmiał się czerwonoarmista, a jego głos się zmienił. A gdy ten uniósł głowę, Aleksiej aż rozszerzył oczy ze zdumienia.
    Nikolai uśmiechnął się szeroko, prosząc by ci poszli za nim, w jakieś bardziej odosobnione miejsce.
    — Zjawa i Świetlik. Chłopcy, chłopcy — zaczął Petrowicz, a Aleksiej aż spojrzał na Olega, by potwierdzić czy Spartanin nie był wytworem jego wyobraźni. Petrowicz spojrzał niby to groźnie, jakby chciał ich zaraz skarcić. Jednak gdy podszedł do nich bliżej, po prostu przyciągnął mężczyzn do siebie, jeśli na to pozwolili.
    — Cieszę się, że was widzę. — Uścisk zakończył się dostaniem w łeb. — I wy głupi! Rąk przy sobie trzymać nie umiecie? Jeszcze tego by brakowało…  
    — Jesteśmy w środku. Dokładnie tam, gdzie chcieliśmy — tłumaczył spokojnie Aleksiej, masując się po głowie. — Jak nas znalazłeś?
    Nikolai  streścił wyprawę grupy przez powierzchnie, nieoczekiwanie spotkanie, masakrę na Placu Rewolucji, aż do momentu, gdy dotarli na Ochotnyj. I choć wątek z nieznajomymi na górze zaniepokoił nieco Aleksieja, to fakt, że byli tu Spartanie, a w tym i Petrowicz, i Książe. Ich misja może się udać. A wraz z jej powodzeniem nadejdzie upragniona wolność.
    — Iwanow i Rusłan powinni być już w środku.   Przyda się przegrupować, pomyśleć nad wyjściem…  — I tymi słowami sprawił, że Aleksiej aż spojrzał oburzony na członka Sparty.
    — Misja nabrała nieoczekiwanego obrotu. Chłopcy, ja wam tu nie pozwolę zginąć. — Popatrzył uważnie na każdego z nich osobna. — Pomyślcie o sobie. O Vanyi. Ta was teraz potrzebuje, zważywszy na jej stan…
    Zanim jednak zdążył wyjaśnić, gdzieś rozległy się podniesione głosy.

    Książe wpatrywał się w mężczyznę, który to wręcz znikąd pojawił się przy chłopaku, ucinając ich rozmowę.
    — Ja tam jestem innego zdania towarzyszu — Książe zdobył się na nikły uśmiech, ale chłopak tylko bardziej kurczowo przylgnął do Sokołowa. — Czy młody, czy stary, każdego trzeba wysłuchać. Szczególnie w obliczu wojny.
    — Nie musisz się mnie bać chłopcze. Jestem wielki, ale niegroźny. — —Szukasz kogoś tak?  Możemy ci pomóc— I próbował nieco zbyt gwałtownie wysunąć do przodu, na co Kirył odruchowo cofnął się, pociągając przy tym Sokołowa, jeśli to mu się w ogóle udało.
    Niegdyś Danile takie rzeczy szły lepiej.  Tym razem widział, że młodzieniec zdecydowanie nie darzył go zaufaniem, a wręcz był zlękniony. Czyżby aż tak bardzo go rozstroiła cała ta sytuacja? Nie tylko ta panująca w metrze, ale również to, co się wydarzyło na powierzchni?
    — Książe — szepnął nagle Piotr ostrzegawczym tonem. Daniła szybko pojął, o co chodziło przyjacielowi. Ich zachowanie zaczęło przyciągać uwagę strażników. Przyglądali im się, ale jak nie podejmowali działań. Na razie.
    — …Jak  się nazywacie? — Kirył zdecydował się przedstawić, choć Daniła ledwo zdołał wyłapać jego imię. —  Nie chcemy was niepokoić. Szukamy naszych przyjaciół Aleksieja i Olega. — Tutaj Książe pokrótce każdego z nich opisał. Kirył ścisnął tylko mocniej Sokołowa. — Chcemy tylko ich odnaleźć. Może ty i twój…
    — Wuj —podpowiedział cicho chłopak, strach nadal gdzie w nim tkwił. Bał się cokolwiek tamtemu odpowiadać. Mógł przecież nieumyślnie zaszkodzić Aleksiejowi i Olegowi. Dlatego  jak już, pozwalał Sokołowi gadać z tym wielkoludem. Sokół za to wzbudzał w  Księciu mieszane uczucia. Dość często zerkał na niego, jakby właśnie w jego twarzy tkwiła odpowiedź, ale ta jak dotąd nie nadeszła.
    — Moglibyście nam pomóc. A my pomożemy wam. Po to tu jesteśmy.


    Ostatnio zmieniony przez Raiden dnia Nie 14 Sie 2022, 19:24, w całości zmieniany 1 raz
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Sob 02 Lip 2022, 17:52

    Sokół nie wypuszczał chłopaka z objęcia. Co prawda nie dał się szarpnąć w tył, ale zrozumiał, jak Spartanin działa na Kiryła i sam cofnął się z nim powoli na komfortową odległość.
    - Jestem Jura - przedstawił się i lekko przechylił głowę, wciąż nieco zadartą, by patrzeć rozmówcy w oczy. Podbite oko, już ciemniejące, rozchyliło się do wąskiej szparki - Poznałbym może i wasze imiona, jakby to miało jakieś znaczenie, zacni kawalerowie, ale że nie ma... Prawda jest taka, że się z Kiryłem natknęliśmy na waszych przyjaciół. Podróżowaliśmy trochę razem. Potem ich zgarnęli za pedalstwo. Mówię, jak było. A że Kiryłek ma złote serce, to się martwił. No i niech mu będzie. Przyszliśmy zobaczyć, co z nimi.
    Sokół pogładził włosy chłopaka potem jego plecy, by się trochę uspokoił, nie zrobił mu czegoś głupiego przy Spartanach i strażnikach, choć sam nie wiedział, na ile to się może zdać, gdy czuł jego spięte ciało przy sobie.
    - No i to by było na tyle z naszej pomocy... - wzruszył lekko ramionami - Może ty, kawalerze, zapytasz tego nierozmownego sołdata o swoich towarzyszy? Wyglądasz na takiego, co to mu nie odmawiają...
    Uśmiechnął się krzywo, inaczej nie mógł, w duchu przeklinając, że dał się uwieść tej szczeniackiej perswazji, by w ogóle tu przychodzić. Wcale nie był pewny, że Daniła go nie rozpoznał, a Piotra sam nie kojarzył - co wcale nie było dla niego pocieszające.
    - To jak będzie?

    Oleg, gdy tylko spostrzegł obcego, momentalnie wpadł znów w stan pobudzenia. Nikt już nie miał prawa odebrać mu Aleksieja. Wymienił z nim spojrzenie, zasłonił go sobą, zacisnął pięść... by zaraz wylądować w ramionach swojego nauczyciela, a był niemniej zdziwiony niż jego partner. Szybko jednak napięcie spadło i nawet mimo reprymendy został chwilę dłużej w objęciach Petrowicza. Gdy go obok nie było, mało o nim myślał, mało mu go brakowało. Ale gdy się pojawiał, zmieniał zupełnie jego perspektywę, dawał poczucie bezpieczeństwa i jakiś spokój, nawet w samym środku wrogiej stacji, w samym środku sytuacji bez wyjścia.
    - Naprawdę dobrze cię widzieć - powiedział cicho, oddając mu swobodę.
    A potem, podobnie jak Aleksiej, wprost nie mógł uwierzyć, że teraz, ze wsparciem, zamierzają się wycofać. Podniósł dłoń, zaklął pod nosem. Oddalała się perspektywa wyjścia z tego piekła na powierzchnię. Może buntowałby się bardziej, gdyby nie to, że jeszcze całkiem niedawno gnił w celi i zastanawiał się, czy jeszcze zobaczy ukochanego żywego przez swoją głupotę i niesubordynację. Ujął więc dłoń Aleksieja, by jakoś wspólnie przetrawić myśl o odwrocie, gdy zaalarmowały ich głosy. Człowiek w pomieszczeniu nadawczym tylko trzasnął drzwiami, nawet na nich nie spojrzał, ale dwóch innych już pojawiło się w prześwicie długiego korytarza.
    - Wy tam... pod ścianę! - zbliżali się szybko, dudniąc w zamkniętej przestrzeni. Oleg już sięgał po broń, nie wypuścił jednak trzymanej dłoni, jakby odruch obronny tego nie przewidywał.
    A potem, w mgnieniu oka, żołnierzy szarpnęło w tył, wciągnęło w boczną odnogę, w gęsty cień. Zadudniło, zaszurało.
    - Dłużej tak sterczcie, Mężu! - Rusłan i Iwanow wyłonili się z tej ciemności, Spartanin tylko zerknął na nieprzytomnych czerwonych, których zostawili za plecami. Obaj młodzieńcy mieli jednak nienajgorsze humory, przywitali ich uśmiechami. Rusłan trącił kochanka ramieniem. - Ruszaj się, Staruchu. Znaleźliśmy wyjście.
    I faktycznie wyszli, bez większych problemów odnajdując resztę oddziału, która wraz z Kiryłem i Sokołem odeszli w ustronniejsze miejsce, by nie prowokować strażników. A gdy tylko szpieg Hanzy dostrzegł w tej grupie ludzi zbliżającej się do nich nie tylko swych porywaczy, ale i Nikolaia Petrowicza, mógł tylko westchnąć. Ten go już znał za dobrze, by liczyć, że ukryje swoją tożsamość.
    - Ot i masz naszych ślicznych wujaszków. Cali i zdrowi - szepnął do chłopca, którego wciąż trzymał przy sobie, ale już luźniej, dając i jemu i sobie do zrozumienia, że lada chwila musi stąd odejść. A może i uciec. - Jak chcesz, zostań sobie z nimi. To wszystko Sparta, bezpieczny będziesz.
    - Kirya! - Oleg zareagował natychmiast, gdy z dystansu dostrzegł tę dyskretną rozmowę. Przyspieszył kroku. Ta bliskość między chłopakiem a potworem z Hanzy działała na niego jak płachta na byka. - Odsuń się od niego! Już!
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Wto 05 Lip 2022, 23:06

    — Sparta? — powtórzył Kirył z niedowierzaniem, by zaraz podskoczyć, słysząc podniesiony głos Olega. Niedługo w jego ślady poszedł i Aleksiej, któremu również ten widok się nie podobał.
    — Nic nie zrobił…! — zaczął młodzieniec, martwiąc się, że zaraz wywiąże się z tego szarpanina. Próbował ich powstrzymać, w szczególności Olega, o ile był w stanie. Przy czym ogarnęła go nagła ulga. — Ale jesteście… Żyjecie.— A potem po prostu wpierw uścisnął Olega, a potem i Aleksieja. Inni co najwyżej się temu wszystkiemu przyglądali. Ale nie Nikolai, który zamrugał kilkakrotnie i aż podszedł do człowieka z Hanzy.
    — Chwila…Sokół? Ale że ty tutaj? Ach, suka.  — I tym samym wiadomo było, że Spartanie tak łatwo Sokołowa nie puszczą.
    Dlatego teraz całą taką grupą musieli się udać w ustronne miejsce. Szczególnie że nawet z daleka dało się zauważyć poruszenie w garnizonie. Powrót nie wchodził w grę. Dlatego znaleźli się w mniej przyjemnym, wilgotniejszym bocznym tunelu, gdzie wreszcie można było się podzielić informacjami.
    — Możemy wykorzystać ten chaos — proponował w którymś momencie Aleksiej. — Znaleźć ładunki, uszkodzić je, a potem-
    — Zjawo i Świetliku. Kontynuowanie tej misji nie ma dalszego sensu dla was. — Głos Księcia brzmiał twardo i zdecydowanie. I choć Aleksiej był przyzwyczajony do takiego tonu, do słuchania go, a nawet samemu go używając, to poczuł w sobie ukłucie tej nagłej złości, której od razu dał upust.
    — Czy ty nawet nas słuchasz, Książe?! Co się stało z waszym spartańskim hasłem? Ja nie my to kto? Już nie tylko Linia, ale nawet Hanza-
    I próbował dalej mówić, ale wtedy przyjrzał się uważnie twarzy Księcia. Ten nawet nie był zdziwiony tym faktem. Wtedy Aleksieja olśniło.
    — Wiedziałeś, ze tak będzie — wycedził. — Dlaczego nawet zadajecie się z tymi-
    — Myślisz, że taki scenariusz nie był możliwy, co, były poruczniku?!— Książe aż uderzył o rurę, która wydała z siebie głuchy odgłos. Spartanie dobrze przysiadł przy ścianie, niezbyt przejęty wilgocią. — Służę dłużej niż wy chłopcy. To, że Hanza zechciała własnej zemsty nie jest niczym zaskakującym. Sama w końcu ucierpiała na tym, co się dzieję. Tacy są ludzie. Nasz sojusz z nimi głównie miał ułatwić nam poruszanie się. Ale widzisz, nawet i oni poddali się szale krwi, jeszcze atakując taką stację jak Teatralną… — Aż zerknął w stronę Sokołowa, którego miał pilnować Piotr i Iwanow. — Tak już jest. Brat przeciw bratu. Jedyna szansa teraz, by to powstrzymać jest zawarcie pokoju. Musimy zdusić to w zarodku. U bandytów. Przeliczyliśmy się z nimi. Albo to zrobimy, albo... równie dobrze możemy zacząć zmawiać paciorek.
    W międzyczasie Nikolai poszukał sobie towarzystwa u boku kochanego męża. Objął go bezceremonialnie, ciesząc się z tej bliskości.
    — Chyba zaczęliście się dogadywać z Iwanowem — mruknął do niego.  — Jest ciężki w obyciu, ale to nie jest zły chłopak. W końcu rówieśnicy! Umiejący się zgrać.  — Mogło to brzmieć jak pewnego rodzaju pochwała, choć ton, w jakim to wypowiadał świadczył o czymś jeszcze. O zazdrości. — Mam nadzieję, że staruszek ci się już nie znudził i tylko z Iwanowem latać będziesz — próbował zaśmiać się Petrowicz, ale wyszło to zbyt sztucznie jak na niego. Niezależnie jak Rusłan zareagował, sam ostatecznie postanowił podejść do Aleksieja i Olega z ukochanym lub bez niego.
    — …Vanya jest w ciąży, chłopcy — przeszedł od razu do rzeczy Nikolai, choć słowa z trudem przeszły mu przez gardło. Prędko uniósł dłoń, by powstrzymać nadchodzące pytania. — Z nikim ze Smoleńskiej. Na pewno nie z Ahmedem…Prawdopodobnie zanim wy nawet… —  nie dokończył, ale to wystarczyło by się domyśleć. Aleksiej ścisnął gwałtownie pięści. — Wiecie, życie pod ziemią też nas wypacza. Nasze ciało. Pewnie dlatego do tej pory nie pojawiały się żadne symptomy… Ale jest bezpieczna, doktor  ją pilnuje, dziewczyn również. Jest bezpieczna.
    Aleksiej w pewnym momencie nie wytrzymał i po prostu odszedł od towarzystwa. Musiał to przetrawić, pomyśleć, ale im bardziej się w to zagłębiał, tym czuł tylko rosnącą frustrację. Nie wiedział czy Oleg za nim poszedł, ale jeśli tak, to tylko westchnął zrezygnowany, spoglądając na ukochanego.
    — Wydawało się, że jesteśmy już blisko celu, a potem — Machnął tutaj ręką. — Wszystko ot tak się zmieniło. I teraz ja sam…— Spojrzał na swoje ręce, wyglądając na bardziej przybitego niż zwykle.— … Chciałem wolności. A to przeklęte Metro nadal próbuje nas usidlić.
    Kirył przypatrywał się temu wszystkiemu z boku. Kusiło go, żeby podejść do Aleksieja i Olega. Odkąd jednak dowiedział się o Sparcie, nie mógł wyzbyć się wrażenie bycia jedynie kulą u nogi. Miał przed sobą doświadczonych żołnierzy, nawet na bandyckich stacjach się o nich mówiło. Podziwiano. Bano się. Zaczynał pojmować, jak przedostali się wtedy do Kitaj-Gorodu.
    — S-skrzywdzicie go? — zapytał Iwanowa o Sokołowa, choć nawet nie umiał spojrzeć Spartanowi w oczy.
    — Nie, ale musi współpracować. — Tego głębokiego głosu nie dało się pomylić z nikim innym. Książe podszedł do nich, na co Kirył zareagował, cofnięciem się bardziej w stronę szpiega Hanzy. Daniła nie kazał chłopakowi odejść. Może nawet chciał, by był przy tym rozmowie. By wiedział, z kim wcześniej obcował.— Jura, tak? Ile sobie Hanza postawiła za cel? Kto ci dał taki rozkaz?
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Sro 06 Lip 2022, 13:39

    Oleg i tak zrobił, co chciał, czyli odepchnął szpiega od chłopca, a tego natychmiast przycisnął do siebie, rzucając jeszcze mężczyźnie nienawistne spojrzenie ponad chłopięcą czupryną. Potem oddał go Aleksiejowi.
    Sokół i tak mało zwracał na nich uwagi, szukając dla siebie ostatniej szansy na ucieczkę. Nie znalazł jej jednak, więc z niczym się nie wyrywał, a głos miał spokojny.
    - Cześć, Kolya - smętnie klepnął go w ramię na powitanie - Myślałem, że nie poznasz z tą obitą gębą...

    Tego typu boczny tunel - zatęchły, pachnący niejadalnymi grzybami, w którym unosiła się dziwnie niepokojąca mgła - nigdy nie był dla Olega pierwszym wyborem. A ta niechęć położyła się cieniem i na treść rozmów, które w tym tunelu płynęły. Nie odzywał się, może i nawet chciał, ale Aleksiej przedstawił i jego punkt widzenia, jego frustrację i rozczarowanie. Zwłaszcza, że spośród wszystkich obecnych, co do jednego, to on stracił najwięcej, wszystko, całą swoją przeszłość, to, co w jego sercu jawiło się jako dom, braci, siostry, choć byli to obcy ludzie, a on sam zarażony propagandą braterstwa. I gdy tak przyglądał się w upartym milczeniu swojemu dowódcy i słuchał jego bajek o pokoju, w pewnym momencie coś w nim pękło i zaśmiał się. Najpierw chrapliwie, jakby nie pamiętał już, jak to się robi, potem coraz głośniej, coraz czyściej. I nie był to śmiech szaleńca, ale swobodny, przyjemny dla ucha dźwięk, który poniósł się dalej na upiornej mgle.
    A gdy wracał echem, Oleg nie słyszał już siebie, a śmiech szczerze uradowanego dziecka. I nawet, jeśli ktoś go za to zrugał, on po prostu poszedł w krok za ukochanym, jedynym opiekunem resztki swoich zdrowych zmysłów.
    - Alioszka - ujął jego dłonie szeroko się do nich uśmiechając, by po chwili ucałować je i wreszcie unieść na niego spojrzenie koloru nieba - Alioszka... To nie metro, to my sami. Sami siebie więzimy, bo dług mamy do spłacenia. Kto inny by puścił to w cholerę, mało to było okazji? - Oleg wyciągnął zza kołnierza kurtki spartańskie nieśmiertelniki - zerwać to i w błoto rzucić - żadna sztuka. Nawet myślałem... już nie raz, ale nie chcę, byś mnie za takiego miał. Swoje długi chcę spłacić. Jak na bandytów każą, to na bandytów. W mrzonki tu wierzą. Odkąd żyję, nie było pokoju. I nie będzie. Ale niech im tam.. - za długo oddychał powietrzem, które otaczało Aleksieja, by nie dać się zwabić bliżej, oprzeć go na sobie, ucałować powieki skrywające te najpiękniejsze szmaragdy. I szeptał mu dalej... - Może już czas powiedzieć, czego my chcemy? Co po misji... O opiekę nad Vanyeczką i Kiryą poprosić... Może... niech wiedzą, że my z metra idziemy...
    Rusłan tymczasem chętnie dał się złapać, jeszcze chętniej wsłuchiwał się w tę piękną melodię wygrywaną przez zazdrosne nuty. Pchnął Nikolaja gdzieś na co suchszą stertę gruzu i usadowił przodem miedzy jego nogami.
    - Dla ciebie to nikt nie jest złym chłopakiem - machnął ręką i wstrząsnął głową, by odgarnąć jakieś przeszkadzające mu pasmo zaniedbanych włosów - A Iwanow to gbur i prostak, prostak do szpiku kości. Poza tym kryptopedał, czyli tchórz - wszystko to powiedział dość głośno i nie miałby nic przeciwko, gdyby jakoś to do Iwanowa dotarło. Potem ściszył głos i uśmiechnął się do Nikolaia jakoś dwuznacznie - Co innego Piotr...
    Długo jednak powagi tej prowokacji nie utrzymał, za bardzo pragnął, by go wreszcie objął i dał jakąś namiastkę tego, że są sam na sam. Po czym jego męża jak zwykle zajęły sprawy całej bandy jego podopiecznych, więc choć poszedł z nim, by słuchać znów o Vanyi i tym jej świętym bachorze, stracił już ochotę na te szczątkowe umizgi i drażniła go bezczynność.
    - Może jednak pójdę do Iwanowa, jak ci się nazbiera do załatwiania nieswoich spraw... - mruknął mu, gdy już odchodzili.
    - Za wysokie progi dla takiego prostaka jak ja, jaśniepanie - rzucił z boku Iwanow, na co Rusłan prychnął, ale fakt, że jego wcześniejsza obelga dotarła do adresata, jakoś poprawiła mu humor.
    Wystarczyło jednak, by Iwanow odwrócił głowę, by przenieść się do zupełnie innego świata. Z drugiej jego strony ciężka atmosfera zawisła nad jeńcem, młody chłopiec rozsiewał swojej nerwowe zalęknienie, a Książę zaczynał zadawać pytania, na które przesłuchiwany odpowiadać nie chciał. Czy nie mógł. Za jedno im to było.
    - Może byś tak dzieciaka odprawił? - zaproponował Sokół, ale dość szybko zorientował się, że intencje Księcia są zgoła odmienne. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko uspokoić Kiryła, który tak uparcie pchał się między młot a kowadło. Sam nie wiedział, skąd to pragnienie, może okazywana mu naiwna troska jakoś wryła się w to lodowate serce i nakazywała wzajemność. - Nic się nie dzieje. I nic się nie stanie... bo nie mam nic do powiedzenia poza tym, co wycisnął już ze mnie ten wasz pięknooki sadysta. Nie wiem, ile jest jeszcze celów. Nie wiem, gdzie. Dowiedziałbym się przy odbiorze sprzętu. Ale to i tak tylko o następnym. A kto mi rozkazał.... o tego to ci nie mogę powiedzieć, rosły kawalerze. I myślę, że gdzieś tam w tym twoim wielkim sercu mnie rozumiesz.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sob 09 Lip 2022, 17:52

    Aleksiej pochłaniał słowa Olega, zgadzając się na każdy akt czułości, a nawet i co odwzajemniając. Ujął jego dłoń i lekko głaskając, słuchał o tym, co może powinni zrobić. Tyle Sparcie byli winni. Powiedzieć, że ta misja będzie dla nich ostatnia.
    — Spłacimy ten dług i pójdziemy. Nieważne dokąd, byle jak najdalej stąd —   szeptał mu za to Aleksiej, przez chwilę faktycznie oddając się tej wizji ich niepewnej, ale za to wspólnej przyszłości.
    Petrowicz w międzyczasie mógł jedynie westchnąć, słysząc te krótką wymianę zdań Iwanowa i Rusłana.  Nie pozostało nic innego, jak udobruchać ukochanego tym, co uważał Nikolai, że najbardziej pragnął. Uwagą.
    — Oj już nie będę Rusłanie —zarzekał się Nikolai i odciągnął go nieco od reszty, jeśli ten nie stawiał oporu, by zająć się nim, jak należy. Dać szansę na małą prywatność, nawet w tym paskudnym tunelu. W jakimś suchszym jego kącie, wśród mieniących się grzybów, tulił go do siebie,  obsypywał czułościami. Aż w pewnym momencie spojrzał i nagle zachichotał, stykając ich czoła. — Wiesz, z tym mutantem byliście jak Piękna i Bestia. Piękna historia…
    I Petrowicz znów zamiast Spartanina stał się bajarzem i raczył Rusłana kolejną powieścią w jego ramionach. Za to niedaleko ich, Książe był skupiony na tym, z czym dzielił się Sokołow, ignorując atmosferę, która panowała pomiędzy jego ludźmi.
    — Wiem i to bardzo dobrze — przytaknął mu Książe. — Będziesz chronił swoich, tak jak my bronimy naszych. Był lojalny wobec dowództwa, jak my jesteśmy wobec Młynarza. Dlatego… — Wielka dłoń spoczęła na ramieniu Sokołowa. Ścisnął je lekko, krzywiąc twarz w uśmiechu, od którego Kiryła przeszedł dreszcz. — …dobry żołnierz powinien kontynuować misję.
    Na tym uciął ich rozmowę. Niedługo potem dowódca zdecydował się zebrać wszystkich, by omówić dalsze kroki. Kirył stanął blisko Aleksieja i Olega, choć czasem to spoglądał również i na Sokołowa.
    — Wiemy już, że bandyci dostarczają materiały wybuchowe do innych frakcji. Linii, Hanzy, może też i do nazistów. Nie doceniliśmy ich, nie skupiliśmy się na tym, co trzeba. Musimy się dowiedzieć, skąd mają do nich dostęp lub kto też im je wykonuje. Pozostawanie na Linii nie ma większego sensu. Za parę godzin ruszamy w stronę Polis, by się przegrupować. A dokładnie do stacji pod Biblioteką. — Książe kiwnął na Sokołowa, który teraz miał być pilnowany przez Iwanowa i Nikolaia. — Tam będziecie wypuszczeni żołnierzu, by spełnić swoją powinność.
    — Co, dlaczego nawet mielibyśmy to zrobić- — oburzył się od razu Aleksiej.
    — Sokołow to żołnierz spełniający rozkazy — przerwał Książe, patrząc twardo na Aleksieja. Ten jednak się nie zląkł i tylko odwzajemnił spojrzenie. — To mu na to pozwolimy. Odbierze sprzęt prosto od bandytów. Tylko że nie sam. Zaprzepaszczenie teraz sojuszu z Hanzą byłoby błędem. Za dużo ludzi wypuszczonych w teren. Zamknęłoby nam to wiele dróg. A teraz je potrzebujemy. Dlatego jedną z nich otworzy nam ten oto tutaj człowiek.
    — My z nim pójdziemy. Zjawa i Świetlik. Nikt inny.
    — Widzisz, Sokół? Tak cię polubili, że teraz nie mogą bez ciebie żyć — mruknął Nikolai, ale zaraz skupił się bardziej na podopiecznych. — Chłopcy. Wiele ryzykujecie. Wiem, że chcecie skończyć misję, ale też pomyślcie o Vanyi, o tym młodzieńcu z wami-
    — Pójdę z nimi — zadeklarował nagle Kirył, zwracając tym samym na siebie uwagę. Niemniej szybko się zląkł, przeklinając siebie za to, że w ogóle odważył się odezwać.
    — Młodzieńcze, to nie spacerek, tylko niebezpieczna misja- — zaczął nagle Piotr, ale Kirył tylko pokręcił głową i popatrzył na Aleksieja i Olega.
    — W-wujaszkowie się tam nie dostaną! A ja trochę wiem, słyszałem… Wychowałem się tam. — I opuścił wzrok, jakby martwiąc się, że zaraz kto będzie go za to oceniał. — Z-znam parę przejść. — Te, które pokazywał mu nieraz Ibragrim na wypadek, gdyby w Kitaj-Gorodzie zawrzało. Tak jak wtedy. Nie mógł mieć pewności czy inni bandyci o nich nie wiedzieli albo je nie zablokowali, ale lepsze było to niż nic.
    — … Ja o tym zdecyduje — rzekł wreszcie Książe. — Wpierw dostańmy się do Polis. Można przez powierzchnię. Ale jest też i tunel łączący Ochotnyj i Polis. Głównie używany podczas rozmów dyplomatycznych. Silnie strzeżony. A przynajmniej taki być powinien. Powinniśmy sprawdzić obie te możliwości. Porozdzielamy się. Piotr będzie pilnował więźnia. Ty też zostaniesz z nim chłopcze.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Nie 10 Lip 2022, 09:31

    Rusłan, gdy tylko miał Nikolaia dla siebie, bardzo łatwo porzucał wszystkie te świadomie i nieświadomie założone maski, wszystkie manipulacyjne dąsy i złośliwości, stawał przed nim jakby psychicznie rozbrojony, pragnący nic więcej, jak tylko brzmienia jego głosu przemawiającego tylko dla niego. I choć i ta bajka, jak większość z nich, była dla dziecka metra trudną do wyobrażenia, daleką i abstrakcyjną, młodzieniec słuchał w milczeniu, bez uśmiechu, pochłonięty zupełnie tym głosem, lekkim światłem, mgłą.
    Przerwanie tej chwili wywołało więc falę irytacji. Zmarszczył nos, ale robił, co mu kazano.
    Słowa Księcia były satysfakcjonujące. I dla Olega, który chciał jak najszybciej uporać się z tą misją, i dla Sokoła, który widział w tak długiej przeprawie więcej szans, by jakoś się z tej niewoli wyrwać. Co mu było z kontynuowania misji jako wytrych Spartan?
    - No żebyś wiedział, Kolya - rzucił do Petrowicza z tą specyficzną wesołą goryczą - Wiesz, ja towarzyski jestem. Jak mi zabili Oresta i Młodego, to nawet smutno było, ale tak się zżyliśmy, że już prawie o tamtych zapomniałem... Spartanie... złote chłopaki.
    Za to obu, i Sokołowi i Olegowi, nie przypadł do gustu pomysł Kiryła, by go tam ciągać, każdemu z jego własnych pobudek.
    - Kirya... - zaczął Oleg, nawet z jakąś prośbą, nie rozkazem, jak to ostatnio zwykł do niego mówić, ale już to zostawił,a Książę i tak uciął te dyskusje. Może i dobrze.

    Podzielili się więc, puścili Olega z Aleksiejem na zwiad ku powierzchni, by się nie pałętali po strzeżonych częściach stacji, Rusłana dając im za pomoc. Książę, Petrowicz i Iwanow odeszli niebawem w swoją stronę, a Piotr poprowadził Sokoła i Kiryła trochę dalej w głąb tunelu.

    - Durni Czerwoni - szepnął Rusłan, gdy niemal bez trudu przedostali się przez stację do wyjścia. Widział ten chaos, który kastruje całe to zgromadzone na Ochotnyj wojsko, a platforma i schody prowadzące na powierzchnię pozostawały niemal bez opieki. Nie tak wyglądałaby stacja Rzeszy w podobnej sytuacji, tego był pewien.
    - Wygląda nieźle... To co, sprzątniesz tych niedobitków, by twój kochaś nie musiał zabijać swoich? - spytał Aleksieja, gdy Oleg odszedł nieco dalej, by pilnować tyłów. Był uszczypliwy, ale wtłoczona od dziecka doktryna wyższości takich, jak Aleksiej nad nim samym sprawiła, że krótko i niechętnie patrzył mu prosto w oczy - Powiesz mi jedną rzecz, Herr Sorokin? Naprawdę spisałeś Rzeszę na straty?

    Szedł powoli, smagany wiatrem z szumem i pulsowaniem przenikającymi jego ciało. Moskwa była wyrodną matką i nawet to, że ktoś ją skrzywił i zostawił taką spotworniałą nie było dla niej usprawiedliwieniem. I ta spotworniała matka jeszcze od czasu do czasu rodziła spotworniałe dzieci. Były jeszcze inne, te niegdyś przez nią odtrącone i zesłane pod ziemię, te dzieci czasem do niej wychodziły i chciały się jej przypodobać. I same stawały się potworami.
    Konstantin ostrzegał go, żeby nie uciekał, że nie ma ucieczki, że będzie żałował. Ale on miał swoje rozkazy, swoje obietnice.
    Raz mu się nie udało, złapali go, ukarali. Za drugą próbą... może udało, a może Kostik jednak go zaniechał, może mu pozwolił. Nie wiedział tego na pewno, ale ból sprawił, że myśli miał urywane, nierozwinięte w żadne wnioski i szybko je porzucał. Tylko jednej się trzymał - Linia Czerwona. Tam poszli i on też musiał tam iść. Wrócić do dowódcy. Taki był rozkaz. I obietnica.
    Więc Viktor szedł, wiatr powoli się uspokajał, między trupami budynków zapadał zmierzch. Ciepłe, nierażące światło padało z jednej strony na jego oko, zmniejszając źrenicę do wielkości główki od szpilki, z drugiej ginąc w krwawej jamie, gdzie nie było już ani oka ani źrenicy, z którą mogłoby się pobawić.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sro 13 Lip 2022, 23:47

    Aleksiej nie oponował takiemu podziału, choć niechętnie przyjął towarzystwo Rusłana. Uważnym wzrokiem spoglądał na tych zaledwie kilku Czerwonych, pilnujących wejście na powierzchnię. Przez ten czas starał się ignorować te rzucane uszczypliwości od Rusłana. Dopiero gdy ten spytał o Rzeszę, Aleksiej w końcu odwrócił głowę w stronę chłopaka.
    Nie odpowiedział od razu, patrząc jeszcze za siebie jakby upewnić się, że Oleg był tam gdzie w pobliżu.
    — Nie Rzeszę — zaczął. — Wierzyłem w ich sprawę. Wierzyłem, że możemy coś zmienić. Ale teraz widzę, że nieważne jakie kto ma wizje do przyszłości metra. Metra, które nie ma przyszłości. — I tymi słowami zakończył tę rozmowę, a przynajmniej tak sądził. Wzrokiem spróbował przywołać Olega, by ten się zbliżył. — Skupmy się lepiej na zadaniu. Może użyjesz nieco uroku i namówisz, by sobie poszli? — Aleksiej rzucił chłopakowi wyzywające spojrzenie. — No dalej, pokaż mojemu „kochasiowi” czego nas uczono. Chyba że ci pomóc?

    Książe, Nikolai i Iwanow nie mieli tyle szczęścia, co druga grupa. Ochotnyj była o tyle niefortunną stacją, że podobnie jak Łubianka, dzieliła tunel z Rzeszą. Widać, ze nawet chaos panujący na Linii nie zmniejszył obecności tam strażników. Co za tym szło, droga do drugiego z tuneli wcale nie byłaby łatwą przeprawą. Zważywszy, że już narobili tutaj niemałego zamieszania i przechodząc pomiędzy niektórymi żołnierzami, dało się usłyszeć o paru intruzach. Mimo to nie wszczęto żadnego alarmu, może ze strachu przed jeszcze większą paniką. Postanowili, że nie było sensu bardziej się tam zapuszczać.  
    Kirył w tym czasie robił to parę kroków tam i z powrotem, dopóki Piotr nie poradził mu, by ten sobie usiadł, odpoczął. Młodzieniec kiwnął prędko głową, nie patrząc nawet na twarz mężczyzny. Czuł się onieśmielony obecnością Spartanina, choć nie tak bardzo, jak w przypadku Księcia. Już chciał sobie znaleźć jakieś suchsze miejsce, gdy jego wzrok napotkał Sokołowa. Piotr stał niedaleko członka Hanzy, pilnując, by temu nie zachciało się czegoś tak głupiego jak ucieczka.
    Przysunął się nieśmiało bliżej do więźnia, co jakiś czas tylko zerkając na Piotra. Ten co najwyżej mocniej ścisnął za broń, ale jeśli Sokół nie zareagował zbytnio, to i Spartanin w końcu się rozluźnił. Kirył wypuścił z wolna powietrze, by wreszcie móc się swobodniej poczuć przy mężczyźnie.
    — Chciałem ich zabić — przyznał cicho Kirył, kucając w pobliżu Sokołowa. Widział, że Piotr im się przyglądał, ale nie podchodził bliżej. — Aleksieja i Olega. I oni mogli mnie zabić. A tego nie zrobili. — Kirył usiadł na mokrej powierzchni, przyciągając nogi ku sobie. Broda spoczęła pomiędzy kolanami.  — Wszyscy są tacy sami. Ale oni nie są. J-ja też nie chce. — Nagle ożywił się znacznie, chwilowo zyskując pewność siebie.— Nie będę taki sam! Pójdę z wami, pomogę! U-umiem strzelać i-i- — Nie dokończył, czując jak odwaga zaczyna go opuszczać, umysł próbował mu przypomnieć o tym, w co zamierza się pakować. Jego zapał opadł znacznie. —  Nie chcę być jak inni... —  za to ciągle powtarzał.
    W końcu do tunelu wróciła grupa Księcia. Sam Książe i Nikolai nie wyglądali na zadowolonych. A już zdecydowanie Petrowicz, który miał nadzieję zobaczyć już Ruslana.
    — Raczej kiepskie szanse, by taka grupka jak nasza przeszła niepostrzeżenie do bramy, a co dopiero ją otworzyć —poinformował ich Książe i westchnął głęboko. — Szczególnie że będą wypatrywać Zjawę i Świetlika. I nie tylko. Możliwe, że czeka nas ponowna wizyta w mieście. —  W tym momencie dowódca zamilkł, zmienił się też jego wyraz twarzy. Nadal przypominał sobie tamtą sytuację z nieznajomymi, to jak musiał utracić Viktora. Starał się odrzucić jednak te myśli. Musiał się skupić na ludziach. Tych, którzy liczyli na niego.
    — Nienajlepsza pora na powierzchnię — zauważył Nikolai.
    — Powierzchnię… — szepnął do siebie Kirył, ogarnął go nagły strach. Strach zmieszany z ekscytacją. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie miał szansę  zobaczyć powierzchnię na własne oczy. Słyszał różne rzeczy, czasem też widział obrazki w książkach.  Ale tam to była powierzchnia z jej czasów świetności.  Poza tym mógł jedynie sobie wyobrażać, co też znajdowało się tam na górze. Wręcz odruchowo uczepił się Sokołowa. — Nie byłem tam nigdy. Boję się. A wujaszek? Boi się?
    — Nie ma sensu dalej tutaj czekać. Dołączmy do reszty. — Dało się usłyszeć głos Księcia.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Pią 15 Lip 2022, 08:04

    Oleg podszedł, przywołany spojrzeniem partnera.
    - Kochasiowi...? - powtórzył to szeptem, czując narastającą złość, a wystarczyło, by Rusłan się uśmiechnął. Jeszcze nie wiedział, dlaczego, co było w tym wyrazie, co tak go podrażniło. Wciąż dla niego był człowiekiem, który kiedyś obiecał im zemstę i ta zadra wciąż tkwiła między nimi.
    - Poradzę sobie, pułkowniku - Rusłan niespodziewanie przytulił się do Aleksieja, spięty mocniej, przygotowany na jego opór, ale głos wyszeptany blisko ucha nie miał w sobie nic z lęku - Podziwiaj Rzeszę. Podziwiaj NAS, Herr Sorokin.
    Jeśli to nie Aleksiej go odtrącił, to sam cofnął się, by nie wpaść w zasięg gniewu Olega, który już miał zamiar jakoś go za to ukarać. Młodzieniec nie dał mu tej możliwości, szybko uciekając w pole widzenia strażników, gdzie był od niego wolny. A widział już na pierwszy rzut oka po ich spojrzeniach, że byli mniejszym niebezpieczeństwem od tego narwanego, brutalnego Czerwonego. Czy Aleksiej nie widział, z kim się zadaje?
    - Wujaszkowie... można...? - uśmiechnął się do jednego z mężczyzn.
    Oleg pozostał z Aleksiejem w ukryciu, bardzo blisko niego, ciało do ciała, jakby chciał pozbyć się jakichkolwiek śladów tego dziwnego przytulenia.
    - Aliosza... - szepnął jego imię, patrząc ukradkiem, jak Rusłan rozmawia z mężczyznami, jak zbierają się bliżej niego, trzech z nich. Przypominało to niemy film, gdzie gesty, tak chłopaka, jak czerwonoarmistów, były na tyle szeroko zakrojone i łatwe od czytania, że mógł wręcz wyobrazić sobie, co mówią.
    Rusłan zasiadł z nimi, rozmawiał jeszcze. Zupełnie się nie spieszył. Niby się uśmiechał, ale wyglądał na strapionego. Żołnierze otoczyli go braterską uwagą, jeden nawet ofiarował mu papierosa. W tych czasach. Papierosa... Rusłan zapalił z wdzięcznością. Był moment, gdy wstał, gdy pokazał im swoją bliznę - wypalony symbol oprawców z Rzeszy. Podniósł się wśród nich gniew, jeden splunął w bok, pewnie na nazistowskie bestie. Drugi zagarnął go w objęcia.
    Ten zginął pierwszy, od czystego cięcia noża, drugiego Rusłan kopnął w kolano i wraził ostrze w oczodół, trzeci miał zginać od kuli, ale gdy w ferworze tej morderczej serii chłopak zobaczył, że sołdat ze zdziwienia nawet nie zdążył w niego wycelować, po prostu przewrócił go i zaszlachtował. Tak, by nie wydawał za wiele odgłosów.
    Trwało to chwilę, chwilę narastającej w sercu Olega odrazy. Nie musiał tego robić, nie musiał ich zabijać. Nie zamierzali go skrzywdzić, ich jedynym błędem było to, że się nad nim ulitowali.
    Sami też zabijali, ale ta śmierć wydała mu się wyjątkowo perfidna. Okrutna i niepotrzebna.
    - Parszywy gnój... - ruszył przed siebie wprost na niepozornego młodzieńca, który wyciągnął ku niemu zakrwawione dłonie, jakby oczekiwał jego przybycia. I uśmiechał się, uśmiechał prawie ciepło. Może nawet nie do nacierającego Czerwonego, może do Aleksieja.
    Czy naprawdę zapomniał? Rusłan w to nie wierzył. Wierzył, że wciąż byli Rzeszą.
    Niewątpliwie nienawidził tego postawionego mu kiedyś za wzór ideału, a jednak nie mógł się oprzeć pragnieniu jego uwagi. Nawet jeśli uruchamiało to dziecięcy mechanizm wywołania jego irytacji. Oleg był tylko narzędziem, tępym narzędziem. Jak wszyscy czerwoni.

    Sokół z pewnym ponurym ubawieniem obserwował swoich towarzyszy. Na początku może faktycznie próbował znaleźć swój moment, ale poniechał tego i odpoczywał spokojnie. Te siły mogły mu się przydać już wkrótce. Wymienił może zdanie lub dwa z Piotrem, ale chłopiec, który sam szukał kontaktu, wydawał się wdzięczniejszym kompanem. Tylko temat mężczyznę trochę zadziwił.
    - Oho, nieźle się zapowiada... - przyciągnął go do siebie, by się tak z boku nie kulił, a może po to, by Piotr nie słyszał ich rozmowy - Ciebie nie zabili, Kiryłku, a Młodego i Oresta odstrzelili mi przed nosem. Nie łudź się już. - puścił go z tego mocnego objęcia, siadając swobodniej - Ale piękna ta twoja dziecięca duszyczka, piękna. Rób, jak ci serce podpowiada, póki jeszcze słyszysz, co ci podszeptuje. Kto wie, może z ciebie to taki będzie element, co duszę całe życie słyszy? Chciałbym. Chciałbym takiego Kiryła, Zbawcy Ludzkości, który mi pokaże, że się gówno znam na ludziach - śmiał się z chłopca trochę, ale z narastającą goryczą. Nie lubił tych strun, które chłopak w nim zdołał poruszyć. Potem jednak wrócił Książę i nie musiał dłużej się nad tym trapić.
    - Powierzchnia... - pokiwał głową - Bać się trochę trzeba, ale jak nas Spartanie poprowadzą, to włos z głowy nie spadnie, co, Kolya? - wstał ciągnąc za sobą Kiryła i spojrzał w jego niezwykłe oczy z pokrzepiającą sympatią. - Przygoda cię czeka lepsza niż wszystkie, kawalerze. A jak jeszcze na deszcz trafimy, to zobaczysz, jak woda w kroplach z nieba spada. Spodoba ci się.
    Coś tam mu jeszcze mówił, gdy zmierzali do wyjścia z Ochotnyj. Gdy wreszcie tam dotarli, część oddziału miała w polu widzenia tę przedziwną scenę, gdy Oleg zrywa się od Aleksieja, a Rusłan wyciąga do niego zakrwawione dłonie.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Nie 17 Lip 2022, 19:34

    Aleksiej obojętnie przyglądał się przedstawieniu, które to zaprezentował im Rusłan. Sam pochylił się w międzyczasie ku Olegowi, to w odpowiedzi na tą upragnioną bliskość, to może by powstrzymać kochanka. By nie rujnował sceny, która właśnie się toczyła. Nie powiedział ani słowa, jak czerwonoarmiści padali jeden za drugim. A gdy wszystko się skończyło i chłopak wyciągał ku nim ręce, Aleksiej faktycznie już chciał zrobić krok w jego stronę. W tym uprzedził go ukochany.
    Nie zdołał zatrzymać Olega. Nie spodziewał się jednak, że to właśnie Książe tak szybko zmniejszy dystans i stanie pomiędzy nimi. Musiało to wymagać nie lada wysiłku od kogoś, kto jeszcze nie doszedł w pełni do siebie. Książe faktycznie skrzywił się nieco, ale i tak zdołał objąć mocno Olega, nic jednak do niego nie mówiąc. Jedynie pokręcił głową, patrząc na niego intensywnie.
    — … Zabierzcie sprzęt, przygotujcie nasz. Wyruszamy natychmiast. — Spojrzał jeszcze przelotnie na leżące trupy, ignorując wzrokiem Rusłana. — …I schowajcie ciała. — Iwanow i Piotr od razu zabrali się do wykonywania rozkazów. Piotr pociągnął ze sobą Sokołowa i Kiryła, głównie by mieć oko na tego pierwszego.
    — Pewne przyzwyczajenia nie umierają… — wymamrotał do siebie Książe, znajdując oparcie w postaci barierki.
    Do Rusłana podbiegł za to Nikolai. Na twarzy malował mu się rzadki wyraz złości wymieszany z troską. Jego wzrok od razu spadł na zakrwawione ręce chłopaka. Wygrzebał pierwszą lepszą szmatkę z kieszeni i nie zważając na protesty, zaczął wycierać. Robił na tyle mocno, że zdecydowanie musiał sprawiać ból Rusłanowi, ale NIkolai nie wydawał się tym wzruszony. Wydawał się zbyt pochłonięty temu zadaniu, by wreszcie cisnąć skrawkiem i po prostu przyciągnąć go do siebie.
    — Ach, suka… Coś ty sobie myślał…
    Aleksiej w tym czasie zdążył podejść do Olega, spróbować go odciągnąć od tego widoku, ale również od Rusłana.  Starał się być najbliżej niego, jak się dało, o ile ten go uprzednio nie odtrącił. Przy czym nie mógł sobie pozwolić na rozmowę. Czas nie był po ich stronie.
    Dlatego tym bardziej Książe ich wszystkich poganiał. W końcu każdy mógł się nacieszyć sprzętem lepszej czy gorszej jakości. Sokołowi nie wręczono broni, ale też nie związano. Za to Iwanow bezceremonialnie wcisnął karabin Kiryłowi, który popatrzył tępo na młodego Spartanina.
    — Tylko w ostateczności. Byś nam łbów nie odstrzelił. — Iwanow uśmiechnął się złośliwie, na co Kirył ścisnął tylko mocniej za broń, wyraźnie zirytowany.
    Moskwę miała zaszczycić wizyta kolejnego utraconego dziecka. Zabranego przez metro, któremu to nigdy nie było dane nawet ujrzeć powierzchni. Nic więc dziwnego, że wręcz pochłaniał wzrokiem wszystko to, co miał przed sobą. A miasto, jakby wiedziało o nadejściu gościa, przywitało ich ciszą i dobrą pogodą.
    Kirył aż zakręciło się w głowie od tego widoku, od tej przestrzeni. Na tyle, że aż wpadł na Olega i Aleksieja, zaraz to jednak przepraszając, wyraźnie zawstydzony tym faktem. Aleksiej uśmiechnął się przez maskę i poklepał chłopaka po ramieniu.
    — Robi wrażenie, prawda? Przyjrzyj się uważnie Kirył. — Sam spojrzał w stronę tych opustoszałych budynków, dawnemu obrazowi świata. — Przypatrz się temu wszystkiemu. — Temu, co zostało stracone.
    I wydawać by się mogło, że ta krótka z założenia podróż przebiegnie bez większych problemów. I tak było, dopóki nie wkroczyli na jedno z osiedli. Książe surowo zakazał zbliżania się do budynków. Aleksiej pilnował, by Kirył to się nie zapędził i do jakiego nie wszedł, ale też patrzył niekiedy na Olega, powstrzymując się od zaczęcia rozmowy. Szczególnie po tym, co się wydarzyło na Ochotnyj.
    — Tam ktoś jest! — Słowa Iwanowa sprawiły, że Aleksiej w końcu odwrócił wzrok. Ktokolwiek lub czymkolwiek to było, znajdowało się praktycznie na ich drodze. Książe wyszedł naprzeciw.
    — Poczekajcie tutaj. Nikolai, chodź ze mną. Sprawdzimy to. — Petrowicz niechętnie odsunął się od Rusłana, by potem ostrożnie pójść naprzód z Księciem.
    Jakiś hałas sprawił, że Piotr, stojący najbardziej z tyłu odwrócił się. Zmrużył oczy, próbując dostrzec cokolwiek, co mogło dźwięk spowodować. Wtedy też zauważył gdzie ruch. Już unosił broń, próbując jeszcze rzucić słowa do towarzyszy:
    — Zaraz, tam też coś- — Cokolwiek chciał Spartanin przekazać, nie zdążył. Strzał nie padł ze strony, którą to mężczyzna obserwował, a gdzie z góry. Był jednak na tyle precyzyjny, że Piotr nawet nie miał szans zareagować. Za to inni już tak.
    — Chować się, już! — krzyknął Aleksiej.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Pon 18 Lip 2022, 21:41

    Spojrzenie Księcia przedarło się przez gniew Olega. Mrugnął raz i drugi, biorąc się w garść. Kiwnął tylko lekko głową, że rozumie, że odpuści. Również nie wyrzekł słowa, a to milczenie przylgnęło do niego mocno. Nawet do Aleksieja nie potrafił się odezwać.
    Rusłan natomiast syknął przekleństwo w stronę dowódcy, który tak destrukcyjnie wszedł mu w paradę. I gdy zagarnął go Nikolai, mógł usłyszeć, jak wyraża się o im per "pieprzony Daniła". Szybko jednak ta złość zogniskowała się na partnerze, który podsycał ją tylko swoim zachowaniem.
    - Kurwa, Nikolai, skórę chcesz mi zedrzeć? - a i owszem, protestował, chciał go nawet odepchnąć - Co ja zrobiłem, co zrobiłem, no? Wyczyściłem drogę. Może jeszcze dywanik Spartanom rozłożyć na schodkach?
    Oczywiście kłamał, odsuwał od Petrowicza i poniekąd od siebie ów wstydliwy fakt, że wciąż jeszcze działa na tak niskich instynktach. W końcu jednak uległ przytuleniu, jego opór zniknął z miejsca bliskość stała się przyjemnie kojąca.
    - Już dobrze, Mężu... - zapewnił, zerkając ponad jego ramieniem na Aleksieja , później jednak nie szukał już z nim kontaktu i wziął za swoją robotę.

    Wyjście na powierzchnie - jakże skrajne uczucia budziło w członkach tej wyprawy. Milczący Oleg, który nienawidził nieba, za zasłoną maski i lustrzanych szkieł okularu stał się nawet bardziej bezosobowym tworem, a patrząc na niego tak szczelnie okrytego, wyprostowanego i stawiającego mechanicznie krok za krokiem, można było wręcz zapomnieć, że tam wewnątrz tego wszystkiego jest człowiek. Rusłan szedł lekko, lecz mimo podobnego wieku do Kiryła, patrzył na miasto czujnie, bez zachwytu, po poprzedniej porażce bardziej, jak na trójwymiarową mapę, którą musieli prześledzić bez błędu. Sokół też był czujny. Uparcie ignorował Moskwę, wszak czujność ta obejmowała drużynę, a nie hipotetyczne niebezpieczeństwo wokół nich. I cała reszta Spartan, każdy, może poza Iwanowem, ze swoimi pogrzebanymi tu wspomnieniami.
    Gdy Daniła przywołał Nikolaia, Rusłan lekko drgnął ku niemu, wyjrzał też w stronę obcej sylwetki. Wciąż miał w pamięci to przedziwne spotkanie z czarną postacią, ale już od razu widział, że to nikt z tego rodzaju. Na samo wspomnienie przeszedł go dreszcz
    - Uważaj tam, Staruchu - szepnął tylko, może nawet niedosłyszany, pozostając z oddziałem.

    Postać w pewnym momencie zatrzymała się, najwyraźniej dostrzegając Spartan, lecz ponownie zaczęła iść. I im bliżej tym nabierała realności, formy i szczegółów. Był to bez wątpienia człowiek. Człowiek w czarnym ubraniu poprzetykanym czerwienią. Człowiek w masce i kapturze,  długo ukrywających jego oblicze. I nawet, gdy zatrzymał się zupełnie blisko, ciężko było dostrzec szczegóły jego  wyglądu. Jedynie, jeśli ktoś kiedyś patrzył dłużej w te oczy o intensywnej barwie, mógł poznać tę tęczówkę, jeden punkt na tle szarzyzny. Ale potem Viktor po prostu się odezwał.
    - Szukałem was... szukałem cię, dowódco.
    I wtedy za plecami usłyszeli strzały.

    Sokół dopadł ciała Piotra pierwszy i wyrwał mu karabin z martwego uścisku. Nie czekał ani chwili, oddał krótką serię jako zasłonę i już chciał uciekać ku jednemu z budynków, gdy obejrzał się za siebie, na Kiryła. Zaklął i ruszył jednak w jego kierunku, aż nagle poczuł szarpnięcie, ból i uderzenie adrenaliny. Dostał.

    Rusłan widział, jak Piotr pada.
    - Kurwa - szybkim skokiem dopadł schronienia, ale widok stalkera miał wciąż przed oczami. Ciało wykonywało wszystko, jak było trzeba, umknęło, znalazło pozycję do strzału, a mimo to widział ten obrazek raz za razem. Umysł był nieposłuszny. Naprawdę zdążył go polubić. I był na to wściekły.

    Oleg nie odstąpił od Aleksieja, rzucił się za nim zupełnie instynktownie.
    - Aliosza - odezwał się do niego od dłuższego czasu, gdy te pojedyncze, precyzyjne strzały ustały, a więc strzelec utracił widoczność - Jak mnie osłonisz, to ja pobiegnę. Wyżej, na budynek, na flankę.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sro 20 Lip 2022, 23:24

    — Oleg… — Próbował wzrokiem przedrzeć się przez te maskę, która teraz oddzielała go od widoku twarzy ukochanego. — Nie wiemy czy jest tam sam. Co jeśli cię zobaczą, nim zdołasz co zrobić, co jeśli… — Zginie, nim będą mogli faktycznie zacząć nowe życie. Ręka Aleksieja odruchowo ścisnęła za ramię Olega, gdy on sam starał się znaleźć inne rozwiązanie z tej sytuacji. W duchu jednak wiedział, jak należało postąpić. —Nie mam za wiele amunicji, więc będziesz musiał się streszczać.  — Zamilkł na moment. — Uważaj na siebie. — Starał się brzmieć stanowczo, jak na byłego porucznika przystało, ale nawet i on musiał choć na chwilę zetknąć ich maski razem. — Masz wrócić, obiecaj mi.
    A gdy ta chwila minęła, Aleksiej już przyszykował się przy rozbitym oknie. W końcu krótka seria poleciała w stronę budynku z naprzeciwka.

    — Viktor…— Imię wyszło z ust Księcia. Wyrażało ono ulgę, która szybko przeminęła, gdy za sobą usłyszeli strzały. Od razu przykucnęli, ale gdy tylko Daniła się obejrzał, Nikolai już miał broń wycelowaną w stronę Viktora. Książe rozkazał mu ją opuścić, ale Petrowicz ani myślał tego zrobić.
    — A skąd wiesz, że to on ich tu nie ściągnął?! — syknął Petrowicz, nadal celując do Aliyewa. — Suka.. Pułapka i tyle! Wziąć nas z zaskoczenia, by potem- — zamilknął nagle, pewnie myślami koncentrując się na Rusłanie. Książe łypnął na Viktora, ale szybko pokręcił głową.
    — Jeśli to prawda…— Rozległy się kolejne strzały, ale inne od wcześniejszych. Dlatego niezależnie od odpowiedzi mężczyzny czy jej braku, Książe kontynuował: — Kiepskie położenie, rozdzieleni, a w dodatku nie znamy liczby wrogów. Suka… Tak blisko Polis…
    Faktycznie sytuacja przedstawiała się tragicznie. Z każdą sekundą zmniejszały się ich szanse, a szczególnie grupy za nimi. Książe próbował znaleźć rozwiązanie, gdy nagle zauważył, że Petrowicz coś wyjmuje.
    — Blisko Polis, co nie Książę? To może zauważą. — I wyciągnął przed nimi pistolet sygnałowy.
    Był to ryzykowny pomysł. Ludzie, jak i mutanty mogłaby zobaczyć sygnał, a wtedy Petrowicz nie był pewny, że nawet wsparcie by im tu co pomogło. Ścisnął jednak pistolet i patrzył na Księcia wyraźnie prosząc o zgodę. Mimo wysokiego ryzyka, potężny mężczyzna skinął głową.
    I to wystarczyło, by Nikolai bez chwili wahania zaczął się przemieszczać w stronę grupy. Książe w tym czasie zdecydował, że on i Viktor udadzą się do jednego z budynków, łamiąc postawioną przez niego samego zasadę. Jednak tutaj byli zbyt osłonięci, a on wręcz odruchowo objął Viktora.
    Przy czym Książe tylko bardziej się w niego wpatrywał, to co kryło się za maską. W pewnym momencie aż ścisnął mocniej, może domyślając się widoku, jaki za nią zastał. Znów rozległy się strzały. Ścisnął mocniej Viktora, próbując go prowadzić przez zniszczony parter jednego z budynków.
    — Viktor. Zawiodłem — odezwał się szeptem do niego, nagle się zatrzymując. Ani na chwilę nie spuścił chłopaka z oczu. — Powinienem był pójść wtedy… Zawiodłem. Ciebie. Nie zostawię cię już-
    Zanim jednak dokończył, Książe wyprostował się gwałtownie, dostrzegł jakiś ruch. Nim zdążył zareagować, coś potężnego wyłoniło się z pomieszczeń i zaczęło szarżować w ich stronę. Książe odepchnął od siebie Viktora, próbując przyblokować intruza. Syknął głośno,  cudem omijając cios wymierzony w niego. Karabin zleciał z ramienia, uderzając o podłogę. Po krótkiej szarpaninie, zdołał odsunąć nieznajomego. Nóż zabłysnął w rękach tamtego.
    — No chodź… suka…!  — sapnął Książe, czując nagły przypływ adrenaliny do tego obolałego i wymęczonego ciała. — No chodźże!

    Kirył faktycznie znieruchomiał na moment, nie wiedząc kompletnie co zrobić. Dopiero ten nagły świst, widok Sokołowa, który dostaje kulą w ramię, wreszcie go otrząsnął. Jego nogi same zaczęły biec w stronę mężczyzny. W międzyczasie dało się usłyszeć strzały. Gdy młodzieniec się obejrzał, zobaczył wychylającego się zza osłoną budynku Iwanowa.
    Mocno przylegając do rannego, próbował go przeciągnąć do pobliskich ruin. Serce biło tak głośno w jego piersi, że wręcz zagłuszało wymianę strzałów za nimi. A gdy wreszcie mógł powiedzieć, że byli chwilowo bezpieczni, Kirył niemal rzucił się na Sokołowa, a dokładnie na jego ranę.
    — Czemu do mnie…Nie musiałeś… ! Proszę, pokaż…! — mówił, a jego słowa brzmiały coraz na bardziej spanikowane, tracące sens. Jeśli mężczyzna mu pozwolił, to zaraz zechciał zająć się raną – choć mało o tym wiedział. Poza tym, że musiał, jak najszybciej spowolnić krwawienie.
    —  C-chyba jest rana wylotowa i.. i… ucisnąć, tak? —  Nie wiedział czy pytał Sokołowa, czy siebie, ale jeśli ten w jakikolwiek sposób mu dawał jakąkolwiek wskazówkę, mówił co robić, Kirył słuchał. Słuchał i prosił. —  Nie idź nigdzie, wujaszku, proszę…
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Czw 21 Lip 2022, 18:59

    Oleg złapał ukochanego za przedramię, mocno, pokrzepiająco.
    - Obiecuję, Aliosza - szepnął i spojrzał mu w oczy, głęboko, choć tylko przez krótką chwilę. Nie miał czasu, by powiedzieć to wszystko, co by chciał, co przyszło mu na myśl, gdy tak zrywem odstępował od niego i biegł ku swemu celowi.
    Szybko, Czerwony Guzdrało, na górę, raz raz!
    Dziecięcy głos, który czasem igrał z nim a czasem ratował mu życie, mały Aleksiej wspinał się razem z nim po zniszczonej balustradzie w półmroku zrujnowanego szybu klatki schodowej, jakby to było nic. A on sapał po kilku piętrach w swoim ciężkim sprzęcie, od tego pędu, od tych kilku stopniach pokonywanych jednym skokiem, łapiąc wymęczone oddechy. Płuca rozpierało mu dławiące gorąco.
    Swoją zjawą się nie przejmował. Nawet jeśli miał nadzieję już nigdy jej nie zobaczyć... i nie widzieć na każdym kolejnym piętrze jednego ze swoich dzieci zachęcających go do wysiłku, jakby brał udział w niewinnych zawodach
    Szybko, szybko, tatku! On tam jest, na górze... Szybko, szybko...
    Ktoś, kto stał tam z bronią, oddał strzały w ich stronę. Mógł odebrać mu Aleksieja. Musiał więc mu za to zapłacić. Tak po ludzku, pomijając wszystkie taktyczne założenia ich sytuacji. Musiał zapłacić.

    - Poszli za mną...? - głos Viktora zawibrował niedowierzaniem. Mówił cicho, do siebie, wpatrzony w wycelowaną broń Petrowicza. Nie tłumaczył się zupełnie, nie było na to czasu. Z jego perspektywy mógł być winy tej sytuacji lub nie, ale nie miało to pod ostrzałem już żadnego znaczenia. Odnalazł dowódcę i jego rozkazy miał teraz wykonywać.
    Jakże zaskakujące w takiej chwili były dla niego gesty mężczyzny, gdy razem przedarli się do budynku, pod osłonę tego zatęchłego cienia. Spróbował trzymać swój dystans, o ile Daniła nie był zbyt stanowczy, a gdy się zatrzymali, wcale nie lgnął do niego, mimo całej płynącej od niego troski.
    - Zawiódłbyś, gdybyś wtedy za mną poszedł - stwierdził bez cienia wątpliwości  i lekko uniósł dłoń, która może jednak pragnęła jakoś odwdzięczyć się za opiekuńczość, jednak zanim sięgnęła celu, Książę pchnął Viktora tak, że ten zatrzymał się dopiero na ścianie z syknięciem powietrza gwałtownie wyrzucanego z płuc.
    Napastnik jakby się zawahał, widząc potężnego Księcia nawołującego go w ten sposób do ataku. Obejrzał go i ocenił, wreszcie ponownie zaatakował. A gdy zwarli się w klinczu, Daniła mógł wejrzeć chwilę w dziwne, dziecięce oczy, niepasujące do tak sprawnego mężczyzny.
    - Ten człowiek... należy do mnie -powiedział do Daniły, zanim zrobił unik, musiał odstąpić pod tym naporem. I faktycznie cofnął się, tylko po to, by wyciągnąć kolejny nóż, ostrze bardziej, pokryte czarną substancją.
    - Powiedziałem ci... nie ma ucieczki. Do mnie - rozkazał i złożył się do rzutu. Gdy zamiast tego Viktor rzucił się ku karabinowi, zatrute ostrze wystrzeliło w jego stronę. Chybiło jego dłoń zaledwie o parę centymetrów. - W niego trafię - Kostik wskazał kolejnym grotem na Księcia. - Zostaw to. I do mnie.

    Sokół, nawet ranny, nie był ciężarem, wręcz przeciwnie, nie zatracił trzeźwej oceny sytuacji. Kirył nie miał dużo roboty z wtarganiem go do schronienia, rana doskwierała, ale zwierzęce instynkty przetrwania działały w nim bez zarzutu. Nawet humor mu dopisywał, gdy chłopak tak zaczął się nim zajmować.
    - Kto by moją duszę wybawił od piekła, gdybym tak zostawił Kiryłka, Zbawcę Ludzkości, samego na drodze. No kto? - śmiał się zbolały, patrząc młodzieńcowi prosto w tę zatroskaną twarz, od czasu do czasu krzywiąc się bardziej, gdy ta jego troska zadawała mu co więcej bólu. Mówił mu co robić pokrótce, za wiele i tak nie mogli poradzić.
    - Jak wyleciało, to wyleciało. Zostaw, jak jest - powiedział w końcu, gdy nic lepszego z tego opatrunku i tak by nie wyszło. - Masz - podał mu magazynek z karabinu Piotra, teraz dla niego samego bezużyteczny, choć samej broni nie porzucił, a przewiesił przez plecy. - Ze mnie na razie strzelca nie będzie. - westchnął. A choć mogło się wydawać, że na ten stres reaguje wesołością, nagle jego wzrok padł na zakrwawione dłonie Kiryła, wywołując w nim wzruszenie jego niespotykaną, bezwarunkową dobrocią. Aż musiał je przytulić do piersi - Nigdzie od ciebie nie pójdę, syneczku. Nie zostawię cię. Nie wychylaj się, póki strzelają.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sob 23 Lip 2022, 22:49

    Aleksiej starał się kontynuować tę bezsensowną wymianę ognia na tyle, ile mógł. Byle tylko dać czas Olegowi. By dotarł do strzelca. Przy czym był świadom zmieniającej się u niego sytuacji. Amunicja się kończyła. Kolejny pocisk strzelca zdołał drasnąć go w ramię, ale nic poza tym. Wątpił, że jednak przy następnym będzie miał tyle szczęścia. A mimo to chciał kontynuować. Ostatni raz przeładował i już chciał się wychylać, gdy coś innego przykuło jego uwagę. Ruch.
    Szybko zwrócił lufę w tamtą stronę. Nie zdążył jednak wystrzelić. Nim się obejrzał, walczył z nieznajomym. Próbował poprowadzić te walkę wewnątrz budynku, nie chcąc aby czasem jaki niespodziewany strzał trafił go w plecy. Po krótkiej szamotaninie, wydawało się, że Aleksiej miał przewagę. Jego przeciwnik zdołał to szybko zmienić niespodziewanym uderzeniem w brzuch, a potem rąbnięciem go kolbą w maskę.
    W maskę, która nie dość, że pękła, to zsunęła się z jego twarzy. I zaraz Aleksiej musiał walczyć nie tylko z przeciwnikiem, ale i samym oddechem Moskwy. Mężczyzna zdołał się  na niego rzucić, przygnieść do podłogi, chcąc zakończyć walkę.
    — Wyglądasz jak on… — usłyszał niespodziewanie. Wraz z tymi słowami nadeszło zawahanie mężczyzny. I właśnie je ledwo przytomny Aleksiej zdołał wykorzystać, by wepchnąć nóż w brzuch nieznajomego.
    Zdołał zdjąć maskę z ciała, by nałożyć ją na siebie. Od razu wziął parę głębokich wdechów, nadal nie ruszając się z zimnej posadzki.
    Jego myśli były chaotyczną przeplatanką, z której głównie wyłaniało się zmartwienie. Nad Olegiem. Nad resztą grupy. Nad tym, co powiedział mu napastnik.

    Książe ledwie się powstrzymał, by nie ruszyć do Viktora. Szczególnie gdy tamten ot tak rzucił ostrzem w jego stronę. Słowa mężczyzny tylko potwierdziły, że ten nie odpuści, a skończyć mogą tylko w jeden sposób. W dodatku napawały go wstrętem.
    — Nie należy do ciebie. Do nikogo nie należy — mówił, choć nie na tyle głośno, by przeciwnik go usłyszał. Zamiast tego uniósł rękę, niby to robiąc krok do tyłu. — Tylko spokojnie…— Kątem oka zerknął na Viktora, jakby upewniając się co do jego pozycji. Drugą ręką, sięgnął do swego pasa. Sam plan, jeśli tak to można nazwać był dość ryzykowny. Ale w tak beznadziejnej sytuacji nie widział innego wyjścia. Jeśli zdołał choć na chwilę wymienić się spojrzeniami z Viktorem, to tylko kiwnął mu głową.
    A potem rzucił granatem dymnym. Szybko stracił widoczność, przyległ do ściany, by potem sunąć naprzód. Odnaleźć przeciwnika. Zmierzyć się z nim. A odnajdując go od razu zaserwował mu cios. Ten sprawił, że ostrze wypadło z ręki mężczyzny. Potem wszystko się działo już błyskawicznie.  
    Wśród tego dymu słychać było głośny trzask, gdy Daniła razem z napastnikiem przetoczyli się po stole, które załamało się pod ich ciężarami. Książe próbował przycisnąć mężczyznę, ale tamten zdołał wbić kawałek znalezionego szkła w nogę Księcia. To wystarczyło, by Spartanina na chwilę strącić.
    A jego przeciwnik nie zamierzał czekać. Zaraz znów musiał się siłować z nim, gdy ten próbował mu na nowo wbić zatrute ostrze. Książe czuł, że traci siły, ból w nodze z lekka przedostawał się do jego świadomości. Ale on i uparcie trzymał drugiego, patrząc prosto w te dziwne oczy.
    — Nie będzie… nie będzie twój.

    Kirył zadrżał lekko, zaciskając ręce na kurtce Sokołowa, by zostawić na niej ślady krwi. Powstrzymał się od płaczu i tylko energicznie pokiwał głową na słowa mężczyzny. I rzeczywiście młodzieniec posłuchał. Wychylał się dopiero, gdy strzały w jego stronę cichły. Niestety zupełnie inna broń, odrzut do którego nie był przyzwyczajony… To wszystko sprawiało, że strzały chłopaka były mało precyzyjne. Według niego tylko zużywał niepotrzebnie amunicję, aniżeli faktycznie pomagał w walce. Mimo tej świadomości nie przestawał.
    Dopóki nie usłyszał gdzie za sobą kroków. Spanikowany, odwrócił się, w pierwszym zrywie zasłaniając sobą Sokołowa. Dopiero po chwili dostrzegł znajomy mundur.
    — To pan- ! — Kirył spojrzał z ulgą na Nikolaia, który zdołał do nich podejść, dysząc przy tym ciężko. Petrowicz poklepał chłopaka, prosząc go, by się odsunął. Spartanin pobieżnie sprawdził ranę, poprawił co w opatrunku. A potem tylko kiwnął krótko głową w ich stronę.
    — Wyliżesz się, Sokół — mówił Nikolai. — Zobaczysz jeszcze tą raną będziesz wyrywać dziewuchy. — Nawet i Kirył się na to uśmiechnął, ale zaraz wpadł w panikę, widząc, że mężczyzna zamierza odejść.
    — Nie wychylajcie się. — rzucił tylko. Kirył patrzył, jak Spartanin znika gdzie w mroku budynku.
    — Chyba muszę pobawić w Zbawcę wujaszka jeszcze trochę — próbował zażartować młodzieniec. I mimo ciągłego strachu, wrócił na wcześniejsza pozycję.
    Nikolai musiał przemieścić się dalej. Z misją. Z nadzieją, że znajdzie ukochanego. A jeśli udało mu się go wypatrzeć, od razu ruszył w stronę chłopaka.
    — Rusłan…! Na dach... Musimy wystrzelić. — I jeśli miał takową szansę, podarował ukochanemu pistolet sygnałowy. — Jesteś szybszy od swego starego męża... A Polis musi zobaczyć… sygnał.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Nie 24 Lip 2022, 18:37

    Stopień za stopniem, każdy trudniejszy. Czuł już mdłe gorąco nie tylko w płucach, ale i udach, z trudem zachowując w sobie ciężkie oddechy i jęki wysiłku. A potem zwolnił, wiedział już, że się zbliża, nie mógł robić tyle hałasu swoim ciężkim krokiem. Nawet jego widmowe dzieci przytulały paluszki do ust, doradzając mu ciszę.
    Zatrzymał się na progu mieszkania, tego mieszkania, jak setki innych, sam nawet mieszkał w podobnym, małym, wąskim, klaustrofobicznym. To, wyczyszczone do cna z użytecznego sprzętu, wydawało się nieco większe. A przy tym upiorne.
    W którym pokoju się czaił? Mógł tylko zgadywać, pamiętając, z której strony padały strzały, choć pewności już nie miał, a karabin ucichł. Jak na złość, gdy potrzebował czegoś, co zagłuszyłoby jego kroki na nierównym podłożu ze zdartych kafelków i połamanych paździerzy. Czekał, ale cisza się przedłużała, a jego cierpliwość wręcz przeciwnie.
    Wreszcie zdecydował się ruszyć, ale gdy tylko lufa wsunęła się w światło framugi, obcy chwycił ją mocno i szarpnął. Oleg zatracił równowagę i strzelił, ale przeciwnik dobrze wiedział, co robić, by taka kula go nie sięgnęła. Wciągnął go do wąskiej przestrzeni, uderzył jego głową o ścianę, aż na przyłbicy maski pojawiły się pajęczyny niebezpiecznych pęknięć.
    Olega to otrzeźwiło, stawił opór, naparł. Szybko zorientował się, że jest cięższy, że chwyt ma silniejszy. I desperacko wykorzystał to, by sprowadzić przeciwnika do parteru. Coś w tej walce napawało go strachem, nawet, gdy wreszcie udało mu się to, co zamierzał. I gdy już miał mężczyznę  w takiej pozycji, że mógłby próbować z nim skończyć, usłyszał w uszach świdrujący, rozpaczliwy krzyk.
    - Nie!!! Zostaw go! - Mały Aleksiej jeszcze nigdy nie był tak blisko niego, czuł wręcz, mimo maski, mimo ciężkich ubrań, jak uczepia się jego pleców, jak przyciska policzek, do jego policzka. - Oszalałeś, Czerwony?! Teraz mamy być rodziną!
    Oleg wybity tym z walki nie miał już szans i błyskawicznie znalazł się na podłodze, przygnieciony, unieszkodliwiony. Każda próba oswobodzenia, była idealnie neutralizowana.
    Musisz się nauczyć oswobadzać - radził mu często ukochany. Ale było na to za późno.
    Nie chciał, tak bardzo nie chciał złamać obietnicy...
    Trwało to jednak długo, zbyt długo, a on wciąż żył. Otworzył oczy szerzej i napotkał to spojrzenie. Spojrzenie, którego nie mógł pomylić z niczym innym, bo było niemal jak to, które widywał w lustrze.
    - Jeśli ty jesteś tu - odezwał się znajomy głos - To gdzie jest mój syn?

    Konstantin zyskał na zmęczeniu przeciwnika. Nie odstępował już, nie szukał dystansu. Trzymał go mocno, ręką blisko gardła. Dłoń z ostrzem była jak z żelaza, gdy próbował zatopić ją w ciele przeciwnika. A oczy wciąż pozostawały czyste, niemal niewinne.
    - Ocaliłem go!- syknął przez zęby zaciśnięte w wysiłku. I Książę, słuchając jego głosu i patrząc w te oczy,  nie mógł mieć wątpliwości, że jakaś doktryna pożerająca jego umysł sprawiła, że widział to jako ostateczny argument. A złość i agresja, jaką przelewał na niego w tej walce była pokłosiem frustracji i braku zrozumienia. Dlatego walczył, walczył ze wszystkich sił o swój świat. I walczył umiejętnie. Ostrze zbliżyło się do celu.
    Nagle zadymione powietrze przeszył strzał, a Kostik krzyknął boleśnie tracąc całe napięcie. Padł do tyłu. Przez chwilę szamotał się w bólu po postrzale, ściskając ranną łydkę.
    Viktor podszedł bliżej z przygotowanym karabinem.
    - Suczy synu... Uratowałem ci życie... - jęknął gniewnie Kostik, nawet nie próbując już sięgać po sztylet, z wściekłością zerkając raz po raz na swojego przeciwnika. Ale ów wściekłość dawała do zrozumienia, że dochodziła do niego jego porażka.
    - Dwa razy, czy nie tak, Konstantin? - Viktor minął Księcia i przykucnął przy rannym mężczyźnie. Ten zdawał się zaskoczony jego słowami, choć fakt był taki, że wyprosił jego życie po pierwszej ucieczce. - Prawda jest taka... - patrzył mu w oczy, jednocześnie przeszukując, ale więcej ostrzy Kostik przy sobie nie miał - że nie ma dla mnie życia z dala od mojego dowódcy.
    Odstąpił od niego z gorzkim uśmiechem, a dla Daniły miał tylko bezosobowe spojrzenie pełne emocji trudnych do nazwania. A gdy zaczynały się klarować, uciekł od tego, zerknął w dół, bez słowa ścisnął kawałkiem materiału ranę na nodze .
    - Ruszajmy, mogą go szukać. Dasz radę?

    Sokół starał się poprawiać chłopaka, dawać mu rady, więc jego głos wciąż towarzyszył mu w tej walce.
    - Przytul ten karabin do siebie, mocno... sztywno, Kiryłku... nie ciągnij tak tego spustu, bo ci broń podbije... patrz, jak do góry idzie... delikatnie z tym... - i tak był zajęty tym nauczeniem, że Petrowicz i jego zaskoczył, nie mniej niż Kirył, który tak mężnie chciał go bronić.
    - Ta młodzież dzisiaj, Kolya... ci młodzi kawalerowie... - śmiał się cicho, gdy Petrowicz zajmował się jego raną - Dziwnie się to wszystko układa - zakończył bez większego sensu i zrozumienia, choć może dla niego samego to wszystko właśnie tego sensu zaczęło nabierać. - Wyliżę, wyliżę... jak nie ja, to kto? - trącił go w ramię żartując z tego spartańskiego hasła, ale wzrok miał już skierowany na młodzieńca.
    - Zbawiaj mnie, Kiryłku... tylko ten karabin mocniej do siebie przytul!

    Rusłan w tym czasie zmienił pozycję, by z Iwanowem mogli prowadzić ogień krzyżowy, ale to ciało Piotra, leżące tam na środku drogi wprost przed jego oczami rozpraszało go niebywale. Stale mruczał pod nosem przekleństwa i nic wielkiego nie wskórał, poza ściąganiem na siebie ognia.
    Kamień spadł mu z serca, gdy zobaczył partnera i sam ruszył w jego stronę, w bezpieczniejsze miejsce, choć wiedział, że to obciąży Ivanowa.
    Nic nie powiedział tylko ścisnął Nikolaia z całych sił i tak wczepiony w tym ni to przytuleniu ni chwycie wysłuchał jego polecenia. Skinął głową i dopiero wtedy go wypuścił.
    - Ivanow... sam - powiedział na koniec, przechwycił pistolet i ruszył w stronę jednego z wyższych budynków poza linia strzału. Wskoczył przez pozbawioną szyb witrynę, złapał równowagę i popędził, ile sił.
    Niedługo potem wystrzelona flara zabarwiła niebo na czerwono. Rusłan padł na tyłek, wyczerpany, patrząc jak powoli opada, a zaraz potem jego oczom ukazał się widok od którego mimo zmęczenia zerwał się na równe nogi i rzucił się pędem z powrotem.
    Potem usłyszeli to wszyscy. Ryki nadciągających demonów.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Sro 27 Lip 2022, 11:34

    Książe kiwnął głową, zabezpieczając ranę najlepiej, jak potrafił. Niestety zbytnio przecenił swoje możliwości w tamtym momencie. Już samo wstanie sprawiło mu widoczny trud, a co dopiero miało chodzenie. Dlatego spojrzał na Viktora, wyraźnie prosząc go o asystę.
    — Suka... Lekki to nie był. Ale ja też nie jestem — Spojrzał przepraszająco na Aliyewa. Próbował jednak zbytnio nie obciążać mężczyznę ciężarem. Zerknął raz jeszcze na Kostika, który widocznie ciągle nie doszedł do siebie po tym, co usłyszał. Mimo wszystko Książe nawet nie sięgnął po pistolet, choć powinien. Westchnął tylko, dając się prowadzić przez ciasny korytarz budynku. — Nie był taki, jak myślałem…— Więcej nie powiedział, zostawiając część myśli za siebie, które i tak musiały ustąpić miejsca wcześniejszym słowom Viktora.
    — Dowódca…  Miałeś na myśli… — Mnie czy jego? Nie wiedział czy chciał, by Aliyew mu nawet na to odpowiadał. Może był obecnie marnym substytutem tego, czego stanowiła osoba generała Sorokina. Odruchowo ścisnął mocniej za rękę Viktora, jakby myśląc, że ten zaraz gdzie odejdzie bez niego.
    Zanim jednak podzielił się jakkolwiek dalej tymi wątpliwościami, niebo zamieniło się czerwoną barwę. Raptownie zwrócił głowę w tamtą stronę.
    — Sygnał. Petrowiczowi się udało…
    Niestety tak jak Książe przewidział, flara ściągnęła również niechcianą uwagę mutantów.

    Ryki demonów sprawiły, że Aleksiej zerwał się gwałtownie z posadzki. Strzały też chwilowo ucichły. Zanim wstał, jeszcze chwycił prędko to co wydawało się przydatne z ciała napastnika. Szybko wyszedł z pomieszczenia, chcąc zejść na dół. Z nadzieją, że kogoś znajdzie. Pozostałych. Olega. I faktycznie w dalszej części znalazł znajome sylwetki Nikolaia i iwanowa, którzy widocznie dopiero co przerwali wymianę ognia.
    Mimo to nie poczuł takiej ulgi jak powinien. Zaczął rozglądać się  nerwowo wokół, ale nigdzie go nie widział.
    Co jeśli stamtąd nie wrócił? Nadal tkwi w tamtym budynku? Co jeśli…
    — Muszę po niego iść… — powiedział i od razu pobiegł do wyjścia.
    — Aleksiej, nie! — Nikolai wyraźnie chciał powstrzymać mężczyznę, ale ten zdążył wypaść na zewnątrz, nim miał na to szansę. Biegł, słysząc jak gdzieś rozlega się krzyk nieszczęśnika, którego potwór zdołał zauważyć. Ale jego jeszcze nie zauważył. Przebiegnie. Tak jak wtedy, gdy zdecydował się wybrać Olega zamiast Rzeszy. Tym razem szczęśliwym trafem zdążył dobiec, nim demon go wyczuł. Bestia próbowała schwytać go paszczą czy łapskiem, ale gdy zauważyła, że nie przynosi to żadnego efektu, zaniechała dalszych prób. Za to zaryczała głośno, gdy jakiś strzał padł w jej stronę.
    Zdyszany Aleksiej zachwiał się, szybko odnajdując oparcie w podniszczonej Wspinał się ku górze, kompletnie nieświadom tego, kogo tam zastanie.

    — C-co to? — zapytał Kirył mocniej przytulając do siebie karabin. Patrzył na tę dziwną kreaturę, która to wylądowała na dachu wraku samochodu. Poruszała pyskiem, wyraźnie chcąc  złapać trop. Powinien się schować, odsunąć od okna. Zamiast tego młodzieniec wpatrywał się na to monstrum, o którym dane mu było słyszeć tylko w historiach stalkerów.
    — Wujaszku, trzeba iść, szybko, bardziej w głąb…. — szeptał zaniepokojony, ale nim się odsunął bestia zwróciła łeb w ich stronę, podniosła pysk, widział jak nozdrza rozszerzają się. Wyczuwała krew. — Szybciej wujaszku…!
    Próbował odciągnąć Sokołowa, by  w ostatniej chwili odsunąć się od okna, skąd wielka łapa potwora próbowała ich pochwycić. Niemal zahaczyłby kurtką o szpony bestii.  Chciał wycelować w mutanta, ale ręce mu się trzęsły ze strachu. Nie umiał porządnie wycelować.

    Nikolai zaklął siarczyście, widząc jak Aleksiej znika w budynku naprzeciwko. Wrogowie, mutanty. Zerknął przez okno, dając znak Iwanowie, by podszedł do niego bliżej. Amunicji zostało im niewiele… Nie wiedział czy nawet starczyłoby na powalenie rosłego osobnika.
    I wtedy zobaczył ciało Spartanina. A dokładnie moment, w którym jeden z demonów zaczął rozrywać je szponami.
    — Suka… Nie dotykaj go! — usłyszał Iwanowa, który strzelił w tamtą stronę. Nikolai również uniósł broń. Nie pozostało im nic innego, jak walczyć dalej, aż do pojawienia się ludzi z Polis.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Czw 28 Lip 2022, 18:31

    - Miałem na myśli ciebie, Daniła - powiedział Viktor spokojnie, właściwie od razu, a nawet wchodząc Księciu w słowo, choć jego głos nie wydawał się ani pospieszny ani nachalny. W bardzo skąpych środkach okazywania osobistych emocji ów wyznanie miało wagę tak dużą, że nie zachciał przy tym na niego spojrzeć, jakby to mogło obnażyć go w sposób już nieakceptowalny.
    - Konstantin... czegoś mnie nauczył - dodał, ułożeniem ciała skłaniając dowódcę, by oparł się na nim swobodniej, upośledzony wzrok miał jednak skierowany na wprost ich drogi szarymi korytarzami - Jeśli kogoś uratujesz, jesteś za niego odpowiedzialny. Ma to sens, prawda? Wydaje się, że stałem się twoim nowym obowiązkiem.
    Uśmiechnął się, ale wciąż nie do Daniły. A gdy niebo rozbłysło sygnałem i zawrzało od kotłowaniny latających mutantów, wreszcie spojrzał mu w oczy nie ukrywając już ani swoich obrażeń ani uczuć, w których coraz silniej przewijał się niepokój.
    - Którędy najbliżej do stacji? - ścisnął mocniej uwieszony na ramieniu karabin.

    Gdy Aleksiej dotarł na to przeklęte piętro, mimo wyraźnych odgłosów mutantów i walki, musiał odczuć, jak bardzo było tam cicho. Jakby ów miejsce istniało w bańce, która była w jakiś sposób oddzielona od zewnętrznego świata, mimo, iż ten wciąż istniał, wciąż by z niej widoczny.
    W mieszkaniu, w którym Oleg znalazł Andreia, panował spokój. Generał stał przy oknie z założonymi rękami, obserwował demony na tle coraz mniej wyrazistej czerwieni. Niedaleko niego na gołej podłodze siedział Oleg, brodząc niewidzącym wzrokiem po zrujnowanej posadzce.
    Ocknął się natychmiast, jeśli mógł zobaczyć ukochanego lub przez niego przywołany, ale nie ruszył się z miejsca.
    - Nie potrafię go zabić, Aliosza... - rzekł przepraszająco, na co Sorokin odwrócił spojrzenie najpierw na niego, a wreszcie i na syna.
    - Twój przyjaciel jest bardzo podatny na promieniowanie psioniczne - odezwał się lakonicznie - Zauważyłeś to, Aleksiej? Wciąż uważasz, że ten szalony plan z życiem na powierzchni będzie mógł kiedykolwiek się ziścić? Jeśli mamy na myśli życie dłuższe niż kilka tygodni... Chcesz patrzeć, jak popada w obłęd, a może ryzykować, że któregoś dnia targnie się na swoje albo twoje życie?
    - Zamknij się! Suka... - warknął na niego Oleg z tak wielkim gniewem jak i strachem, ale wciąż nie ruszał się z miejsca. Dłonie drżały mu jak alkoholikowi na odwyku. I może właśnie tym teraz był. - Zamknij się już... Twoje życie zabiorę, twoje pierwsze... jak tylko... będę... umiał...
    Andrei o odstąpił od okna, gdy demony zakołowały zbyt blisko, a może tylko szukał pretekstu, by zbliżyć się do Aleksieja.
    - Już dość - wyciągnął ku niemu dłoń w przykurzonej rękawicy - To koniec Aleksiej. Twój bunt niczemu nie służy. Wróć do ojca. Jeszcze mogę ci wybaczyć. Jeszcze możemy coś zmienić. Jetem gotów zaakceptować twoje fanaberie - ruchem głowy wskazał na Olega, który zbierał się wreszcie z podłogi. Oddech miał dziwnie ciężki, słyszalny w niewielkim pomieszczeniu.
    - Aliosza - szepnął Oleg - chodźmy stąd...  - a potem dodał ze smutnym uśmiechem, bo wiedział, wiedział dobrze, że Sorokin ich tak nie puści. Znał to spojrzenie - Alioszka... Jak ty mi rzadko... grałeś na gitarze...

    Sokół szarpnął chłopaka w tył, ustabilizował jego sylwetkę, oparł o siebie i jedną sprawną ręką pomógł mu wycelować, a potem oddać zaledwie jeden strzał. Trwało to wszystko nie więcej niż par sekund.
    Bestia otrząsnęła się z bolesnym skowytem i wycofała na krótką chwilę.
    - Masz, bohaterze - rzucił pospiesznie i ruszył w przeciwnym kierunku - resztę nabojów zachowaj na kreatury, które będą mogły cię dosięgnąć, dobra? - rzucił mu z nerwowym uśmiechem na tej przykurzonej, gojącej się powoli z siniaków gębie starego wygi.
    - Nazywają je demonami. Mój druh mówił na nie ścierwa. I ja tak mówię. Jakoś mniej się wtedy ich człowiek boi. - Za plecami usłyszeli kolejne ni to jęki ni ryki wygłodniałego zwierzęcia. - Nie tym razem, piękna - mruknął pod nosem Sokół, a Kiryłowi poradził, by podeszli do stacji okrężną drogą.
    - Ktoś się powinien z łaski swojej wytoczyć zaraz z tego wejścia - powiedział, rozglądając się przy drzwiach na wszystkie strony - A nawet jak nie, to nic lepszego nam nie zostało. Oh, Kiryłku, jak ja sobie odpocznę za wszystkie czasy, jak już będzie po wszystkim... - skrzywił się z nagłej boleści, ale dla chłopaka znalazł choć sekundę na pokrzepiający gest - Mężniejesz w oczach. No dalej. Jeszcze trochę.

    Rusłan pospiesznie wymienił filtr, gdy mu zapiszczało w uszach, tylko po to, by zaraz usłyszeć trajkotanie licznika. Zaklął znów, zupełnie nie zwrócił na to uwagi, gdy biegł by nadać sygnał. A teraz był to upiorny dźwięk, który dodał mu sił. Młode ciało może by podołało kolejnemu wysiłkowi, gdyby nie ostry głód i postępujące pragnienie.
    - Przeklęci Spartanie - mruknął, odpoczywając gdzie na półpiętrze, ale kątem oka dostrzegł ruch, inny niż opadające i wznoszące się mutanty. Podszedł do małego okienka na klatce schodowej i spojrzał ku wejściu do metra, do którego tak desperacko próbowali dotrzeć. Zaroiło się tam od ludzi, niewielkich czarnych figurek rozstawiających się, jak pionki na szachownicy - Jebani...
    I znów zmusił się do wysiłku popędzany myślą, że już niebawem może wreszcie on i jego kochanek przestaną bawić się ze śmiercią w kotka i myszkę. Już tak blisko mieszkania w Polis, do tego paskudnego rysunku z morzem, do ich łóżka...
    Nikolai... wytrzymaj, stary durniu. Nie chcę spać bez ciebie.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Pon 01 Sie 2022, 00:01

    — Aleksandrowski Sad… Na zachód stąd powinno być wejście.
    I Daniła starał się poprowadzić Viktora najlepiej jak umiał. Już w połowie drogi dało się spotkać kilku zwiadowców. Chcąc czy nie, zaciągnęli ich pod samo wejście do stacji, za co Książe był im wdzięczny. Podziękował za
    — Niech twoi ludzie wstrzymają się ze strzelaniem. Inni powinni również dotrzeć — mówił, choć do tego ostatniego nie mógł mieć pewności.
    Żołnierze Polis podeszli do niego, jakby chcąc pomóc Księciu, ale ten uniósł tylko dłoń.
    — Mój człowiek odprowadzi mnie, gdzie trzeba. — I ścisnął odruchowo za ramię Viktora, jakby w upewnieniu się, że ten ciągle był u jego boku. — Ale dopóki nie zobaczę reszty swoich ludzi, nie ruszam się stąd.

    Odległe strzały od żołnierzy Polis również uświadomiły Nikolaia, że czas najwyższy ruszać. A mimo to nadal nie ruszał się z miejsca, skupiony na budynku, w którym zniknął Aleksiej, a nad jakim krążył również demon.  I już przymierzał się do tego, by wreszcie tam ruszyć, ale czyjaś ręka zatrzymała go, nim postawił krok.
    — Idź! Pójdę po nich — zadecydował Iwanowa. I nim Petrowicz zdołał cokolwiek odpowiedzieć, prędko dodał: — Nadal nie doszedłeś do siebie. A ja nie będę mieć potem tego twojego szczeniaka na głowie. Wrócę z nimi. No już!

    Jego za to potrafił zniweczyć każdy sen, każde marzenie. Najgorsze było w tym, że słowa ojca niosły ze sobą prawdę. Mimo tego Aleksiej ostrożnie przysunął się do Olega, jakby z zamiarem osłonięcia go przed generałem.
    — Oleg… Nic nie mów… — zacisnął mocniej pięści, nadal wpatrzony w postać ojca. Ten stał niewzruszony z wyciągniętą ku niemu ręką. — Zmienić, mówisz. Co tu można zmienić? Metro to trumna, w której zostaliśmy żywcem pogrzebani! — Sam nie rozumiał, po co nawet dalej próbował. Spojrzenie ojca znaczyło tylko jedno. Odmowa nie wchodziła w grę.
    — Aleksiej,  synu… Potrzebuję cię — naciskał dalej generał.
    A najgorsze było w tym, że nawet po takim czasie, Aleksiej nie pomyślał, by zwyczajnie użyć karabinu. Nie potrafił. Był słaby. Zwyczajnie słaby wobec własnego ojca. Przez chwilę walczył z takowymi myślami, by wreszcie móc spojrzeć w stronę ukochanego. Nagle gwałtownie się wyprostował, zwracając wzrok ponownie ku ojcu.  
    — …Wyjdę z tego piekła. Z Olegiem.
    I tymi słowami przypieczętował ich los, ale ostatecznie sprzeciwiając się ojcu. Jednak nie spodziewał się dalszego obrotu sytuacji. A na pewno nie wparowującego do pomieszczenia Iwanowa. Pierwszą reakcją Aleksieja było osłonięcia ukochanego, samemu sięgając po broń. Wszystko działo w błyskawicznym tempie. W przeciwieństwie do niego, Spartanin od razu oddał kilka strzałów w stronę Sorokina. Sam generał próbował wycelować w intruza i choć wystrzelił, to nie trafił. Osunął się na ziemię, ściskając mocno za brzuch.
    Aleksiej nie wiedział, że przez cały ten czas wstrzymywał oddech. Ojciec uniósł powoli głowę, a on mógł poczuć na sobie ten wzrok, który jak zawsze próbował wedrzeć się do jego wnętrza.  
    — Chodźmy stąd — dotarł do niego głos młodego Iwanowa, który to nie zamierzał przebywać tu dłużej niż było to konieczne. I faktycznie to chyba tylko dzięki niemu, ruszył się z tamtego pokoju, ciągnąc za sobą Olega. Dopóki Aleksiej nie przykląkł nagle, czując nagły ból. Dopiero wtedy jego towarzysze mogli zauważyć plamę krwi, która tworzy się na ubraniu, na lewym boku.
    — Oleg…— Imię kochanka wymsknęło się z jego ust. Chciał się go chwycić, przyciągnąć do siebie. Wyciągnął ubrudzoną od krwi rękawicę.
    — Suka… ! Nie zatrzymujcie się! — słyszał poganianie Iwanowa, który znalazł się błyskawicznie u jego boku.
    Zdobył się jeszcze na słaby uśmiech, nim nogi odmówiły mu posłuszeństwa, a on sam stracił w końcu przytomność.

    — Książe jeszcze raz wstaniesz…! — upomniał go któryś raz doktor Volkov, którego to ściągnięto ze Smoleńskiej. Mimo swojej niepozornej postury, nie bał się to wcale rosłego Spartanina. Daniła musiał w końcu usłuchać i znów ułożyć się na łóżku z powrotem. — Ciebie to trzeba pilnować. Już ja zaraz powiem któremuś żołnierzowi, by cię ot tak przywiązał!
    — Nie martw się, staruszku. Myślę, że i tak będę pilnowany — zaśmiał się ochryple, by momentalnie spoważnieć. — Co z nim…?
    — Nadal się nie wybudził. Ważne, że zatrzymaliśmy krwawienie. Ale jeszcze chwila i…
    Książe wydobył z siebie ciężkie westchnięcie. Między mężczyznami nastąpiła krótka cisza. Wreszcie doktor odsunął się od pacjenta, coś burcząc pod nosem, że musi to innych sprawdzić. Jeśli Aliyew był gdzie w pobliżu, Daniła od razu przywołał go do siebie. By choć na chwilę poczuć go bez tego całego sprzętu, który wcześniej ich oddzielał.
    Innymi również się zajęto. Nikolai, jeśli tylko odnalazł Rusłana, to nie odstępował go ani na krok. Nigdy nie cieszył się z powrotu do Polis jak teraz, choć niepokój w nim tkwił. O jego podopiecznych głównie. Kirył w tym czasie był bardzo przytłoczony wszystkim, co się działo przy nim i wokół niego. Poprosił, by zaprowadzili go do Aleksieja i Olega albo choć do Sokołowa. Niestety tylko tę ostatnią prośbę mu pozwolono.
    — Przeżyliśmy wujaszku… — mruknął do Sokołowa, gdy tylko mógł się znaleźć w pobliżu mężczyzny. — I jesteśmy w Polis, tak mówili… Tyle o tym miejscu słyszałem. — Znów rozejrzał się wokół na ten sprzęt, na ludzi, którzy co rusz się przemieszczali. — N-nie pozwoli mi ich zobaczyć. Podobno Aleksiej j-jest ranny… — I aż ścisnął mocniej za pościel. Znów czuł się kompletnie zagubiony we własnych myślach.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Pią 05 Sie 2022, 17:37

    Oleg nie stracił przytomności, ale niewielkie to miało znaczenie. Gdy znów zaczął rejestrować rzeczywistość wokół siebie był już w metrze i tylko Iwanow mógł wiedzieć, co zaszło w tamtym budynku, jak przedostali się pod skrzydłami demonów do stacji z nieprzytomnym Aleksiejem.
    Później usłyszał w skrawkach rozmów, że wyniósł go, a Iwanow ich osłaniał. I przeżyli.
    Jak zwięźle można było opisać powrót z piekła.
    Chorował, jak zawsze. Miał zawroty głowy i wymiotował, ale gdy tak siedział przed doktorem Volkovem na niewygodnym szkielecie krzesła zupełnie nie o tym chciał z nim rozmawiać.
    - Chyba obejdzie się bez transfuzji... - mówił lekarz, bardziej do siebie - I dobrze, dobrze, za dużo krwi nie mamy...
    - Czy on mówił prawdę? - szepnął, ale i to zwróciło uwagę lekarza. Zaraz potem Oleg podniósł na niego wzrok - Mogę oszaleć? Skrzywdzić Alioszę?
    Volkov machnął ręką, jakby pokrzepiająco.
    - Promieniowanie nasila objawy, ale wspominałeś, że w metrze wszystko było w porządku.
    - Od pewnego czasu.
    - Od pewnego czasu - doktor położył mu dłoń na ramieniu - Porozmawiam z Księciem, by nie wysyłał cię na powierzchnię. I zobaczymy. Bądźmy dobrej myśli. Nie jesteś jedyny, który źle to znosi.
    Oleg bezmyślnie kiwnął głową, no bo i co miał zrobić? Powiedzieć mu..? Wstał, podziękował i wrócił na swoje miejsce.
    Za przepierzeniem z cerowanego prześcieradła leżał Aleksiej, a on siedział przy nim całymi godzinami owinięty w szary koc. Trzymał jego dłoń, gładził każdy opuszek palca, każdy fragment skóry w tym niewielkim zasięgu. Czekał, czuwał. I może powinien być zmartwiony, jak wszyscy wokół, zlękniony przyszłością, ale tak naprawdę miał w sobie jakąś niezachwianą pewność, która mimo wszystko dawała mu nadzieję, a nawet coś, co nazywał szczęściem. Bo pamiętał dobrze, jak mimo wszystko wtedy, tam w tym mieszkaniu Aliosza wybrał jego, wybrał ich drogę. Bez względu na wszystko. Wizję śmierci kochanka jego umysł wypierał, ta opcja nie istniała. Aleksiej po prostu dochodził do siebie. Gdyby umarł, byłoby to dla Olega tak samo szokujące i niespodziewane, jakby zaszło podczas najzwyklejszego dnia, gdy był w pełni sił.
    - Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham, Alioszka... - szepnął mu do ucha, by zaraz potem dostać w czerep.
    - Co ja ci mówiłem o przygniataniu pacjenta?
    - Nie przygniatam...
    - Wynocha z łóżka!

    Aliyew był tam również i to nie bez powodu. Oczyszczono jego ranę, osłonięto opatrunkiem, zastanawiano się nad szyciem, ale ostatecznie zrezygnowano. Oka już nie odzyska, a wszystko w szpitalu było zbyt cenne, by dbać o względy estetyczne. Doradzono, by za jakiś czas sprawił sobie przepaskę. Nic więcej. A i on niczego więcej się nie spodziewał.
    Takim więc zobaczył go Daniła, nieco sfatygowanym, pozbawionym aureoli blond włosów, przyciętych amatorsko i wyraźnie brutalnie do kilku milimetrów. Gdzieniegdzie pozostały po tym strzyżeniu krwawe rysy od powierzchownych skaleczeniach. W podkoszulku pożyczonym gdzieś z magazynu Sparty i kilku siniakach na harmonijnie zbudowanym ciele nazisty wydawał się dla tego otoczenia bardziej swojski niż kiedykolwiek wcześniej. Uśmiech jednak zupełnie się nie zmienił. Nawet ten, który miał dla Daniły był pomieszaniem uprzejmości, chłodu i pobłażliwości.
    - świat nie zawali się, jeśli trochę odpoczniesz. Dowódco - pouczył go i zbliżył się do posłania. Chwilę stał nad rannym, trzymał go w cieniu swej postaci i oglądał przedmiotowo jego ciało, z lekko uniesioną dłonią, jakby zastanawiał się, czego powinien najpierw dotknąć. Czy w ogóle może.
    Przymknął nieco powiekę.
    - Po tym, co dla mnie zrobiłeś, nie wiem, co powiedzieć. Dziękuję ci.

    Rusłan trzymał się dobrze i poza zwykłym odwodnieniem nic mu nie dolegało. Naciskał na powrót do mieszkania i tym razem, mając to w perspektywie, czekał cierpliwie aż Nikolai zajmie się każdym jednym ze swoich podopiecznych, wszystkich odwiedzi i o wszystkich się powypytuje. Sam go nawet do tego zachęcał. Poniekąd.
    - Idź, idź, żebyś mi potem o nich w łóżku nie pierdolił.
    Z jakiegoś powodu po powrocie do metra zachowywał się dość wulgarnie. Wciąż sugerował seks i wciąż było to zupełnie niezachęcające. Nie przyznał się Nikolaiowi, że śmierć Piotra zrobiła na nim wrażenie, nie chciał o tym myśleć ani rozmawiać o wyprawie, przyznał jednak sam przed sobą, że obecność Petrowicza powoli łagodziła ten nowy dla niego stan.
    Choć jeśli Nikolai nie zwrócił mu uwagi na język, częściej niż Mężem został nazwany Pieprzonym Staruchem.
    Do samego końca Rusłan nie zdawał sobie sprawy, że tak właśnie odreagowuje strach o kochanka.
    Gdy wreszcie przekroczyli próg domu, a drzwi się za nimi zamknęły, mimo nawyku porządku rzucił wszystko co trzymał tak, jak stał i zerknął na Petrowicza kątem oka.
    - I co, pieprzony staruchu, będziemy się ruchać, czy się wymigasz zmęczeniem, jak jakaś pizda?
    Tak naprawdę marzył tylko, by poczytał mu do snu. A wiedział, że wystarczyłoby zaledwie parę zdań.

    Sokół wylądował u doktora zaledwie na parę godzin, już mu oznajmiono, że będzie trzymany pod strażą i został pozbawiony prawa do kontaktu ze swoimi przełożonymi za akt terroryzmu. Oczywiście spodziewał się tego, zwłaszcza, że Spartanie wymyślili sobie zabrać go na wabika na bandyckie stacje. Wiedział, dobrze wiedział, że musi się z tego jak najszybciej wyrwać, że musi działać, zanim ten plan dojdzie do skutku. Wrodzony pragmatyzm kazał mu jednak przede wszystkim odpocząć, więc nie zachowywał się podejrzanie, po prostu spał na kozetce. Obudziła go wizyta Kiryła. Jeszcze jakiś czas ziewał przy chłopaku i zmuszał siłą woli powieki do pozostawania u górze.
    - Niebezpieczna przygoda, co, synku? Pierwsza taka twoja? - podniósł się do siadu zsuwając nogi na chłodną posadzkę - Teraz będziesz się mazał, jak jeszcze niedawno do ścierwa mierzyłeś? Nie rozśmieszaj mnie, Kiryłku. Polis sobie obejrzyj, na oczy tylko uważaj. - objął go zdrowym ramieniem. - Pamiętasz, że już się na kolejną misję pisałeś? Taki odważny byłeś to teraz za dużo nie rozmyślaj.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Wto 09 Sie 2022, 21:49

    Nie był świadom tego, ile minęło czasu, zanim się obudził. Gdy oczy przyzwyczaiły się do światła, zamrugał kilkakrotnie, przez chwilę będąc kompletnie zdezorientowany. Jeśli zobaczył Olega, gdy odwrócił głowę, od razu poczuł przyjemną ulgę. Aleksiej zechciał zrobić jakikolwiek gest w jego kierunku. Volkova również zauważył, który od razu zajął się sprawdzaniem stanu pacjenta.
    Próbował wstać, ale prędko został powstrzymany. Zaraz spotkał się z karcącym spojrzeniem od doktora.
    — Sądząc po stanie rany, musiałeś dostać rykoszetem.
    — Rykoszet.. — powtórzył cicho Aleksiej i zaklął w duchu.
    — Straciłeś dużo krwi. Konieczna była transfuzja krwi…— tłumaczył dalej doktor, ale już ledwo co go słuchał, czując, że na nowo ogarnia go senność. — Potrzebny ci odpoczynek, rozumiemy się? — I choć Aleksiej tego niezbyt zauważył, to Volkov patrzył w szczególności na Olega.
    Ułożył głowę wygodniej na poduszce, spoglądając na ukochanego.
    — Tylko… mi nie odchodź, jasne…? — zdołał powiedzieć, nim znów odpłynął w sen.
    Umiał przebudzić się kilka razy w ciągu danego dnia. Jeśli ukochany był w tym czasie u jego boku, próbował wykrzesać z siebie więcej sił, może nawet przymusić się do posiłku czy zamienieniu paru słów.
    Wreszcie nadszedł dzień, gdzie Aleksiej czuł się na tyle dobrze, by wreszcie przysiąść niejako na łóżku. Nawet był bardziej rozmowniejszy  i już bez zbędnych przerw odpowiadał doktorowi. Z lepszym stanem wiązały się też inne rzeczy. Bardziej przyziemne.
    — Ogolisz mnie? — zagadał raz Aleksiej do Olega, pocierając ręką o zarost. — Chciałem zapuścić, ale teraz to zaczyna przeszkadzać…
    Po tych słowach przyjął dogodną pozycję Ciągle leżenie czy na wpół siedząca pozycja coraz go bardziej drażniła. Dla Aleksieja odpoczynek był w tym momencie najgorszą katorgą. Dlatego wraz z odzyskiwaniem sił, coraz bardziej gardził łóżkiem i pokojem.
    — Z Kiryłem i Vanyą dobrze? Widziałeś ich może? A inni? — pytał, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej. A jednocześnie był do wstęp do poruszenia tematu, który go najbardziej dręczył. Jego wzrok mimowolnie padł na pościel.—Nie pozwolą mi iść… Nie w takim stanie. Jak mamy kiedykolwiek stąd wyjść — Aleksiej ścisnął gwałtownie o pościel. — Nie umiem go zabić… Za to on mógł. Naszą dwójkę. — Zamilkł gwałtownie. I choć nie mówił nic, to twarz wyraźnie wykrzywiła się w zamyśleniu. — …Jak się czujesz? Po tym, co on mówił…Cokolwiek jest… damy radę, słyszysz? — Nagle zdjął siebie kołdrę. Z pewnym obrzydzeniem patrzył na zarys niedawno co zmienianego bandażu.
    — Mam dość leżenia. Zabierz mnie stąd. Choć na chwilę. Do domu.
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Sro 10 Sie 2022, 17:00

    Za każdym razem, gdy Aleksiej się budził, Oleg był w pobliżu.
    - Witaj, Królewiczu - mówił do niego z uśmiechem, pogodny i spokojny, jakby kochanek budził się w ich domu, w ich łóżku. Tym samym Aleksiej zyskał nowe miano.
    Fakt, że zawsze był przy nim w takich momentach był jednak szczęśliwym zbiegiem okoliczności, ponieważ Oleg nie tkwił przy jego łóżku tak uparcie non stop. Po pewnym czasie odwiedził nie tylko Vanyę i Kiryła, ale i zdołał w międzyczasie w ramach podzięki upić się z Iwanowem, wbrew jasnym zaleceniom lekarza. I choć za każdym razem, gdy tracił Aleksieja z zasięgu wzroku czuł niemal fizyczny ból, walczył z tym, zmuszał się by zająć się innymi. Inaczej musiałby przyznać sam przed sobą, że tkwi w nim głęboko zepchnięta obawa o jego życie. Że to życie jest zagrożone przez jego niemoc.
    Nieważne jednak, co się działo w chwilach, gdy Aleksiej nie był przytomny, bo gdy się budził, miał go i tak zawsze przy sobie. Nieco bladego i nieco bardziej zapadniętymi, poczerwieniałymi oczyma, ale w zupełnie niezłej formie.
    Ogolił go, jak prosił, ale nie tylko. Mył go i pomagał jak umiał, choć talentu do tego nie miał. Przy czym humor mu dopisywał, może nawet za bardzo jak na zaistniałą sytuację.
    - A już zaczynałeś być bardziej męski, Królewiczu - przesuwał ostrze po twarzy Aleksieja całkiem pewnie - coś tak jednak widzę, że skończyłbyś z rzadką ryżawą brodą... więc może i lepiej. Ah, suka... krew... szczypie?
    W każdą kolejną dłuższą rozmową stawało się jednak jasne, że coś wisi nad nimi czekając na dogodny moment, by tę fałszywą otoczkę spokoju rozerwać na strzępy. Oczywiście Oleg opowiadał o Vanyi i jej samopoczuciu, o tym, że Szaszka znów robiła do niego maślane oczy, mówił, że Kirył za często gada ze szpiegiem, ale Spartanie się nim zajęli, jak trzeba. Wspomniał o pożegnaniu Piotra, ale o tym wiedział tylko z pogłosek. Wtedy jeszcze wszystko jakoś się trzymało, ale potem Aleksiej zaczął o Sorokinie... I spokój z porcelany rozprysnął się na miliony kawałków.
    Oleg uśmiechnął się, przesunął palcem po nagiej skórze jego obojczyka, a wreszcie podźwignął go ostrożnie.
    - Dobra, Królewiczu, porywam cię - zaśmiał się nieco sztucznie i przyłożył usta do jego policzka.
    A gdy przekroczyli próg ich kwatery, tego nieco nieporządnego, ale przyjaznego pomieszczenia, w którym miło szumiała wentylacja, Oleg usadził ukochanego na łóżku.
    - Dawno nas tu nie było, co? - zamknął drzwi, rozejrzał się bezmyślnie, aż wreszcie przekonał się, że nie ma już gdzie uciekać. Przyklęknął między nogami Aleskieja, objął go swobodnie w pasie i wreszcie nawet spojrzał mu w oczy.
    - Wyjdziemy stąd, Aliosza, tak, jak miało być - powiedział - Ale Volkov wciąż powtarza to samo, że... to, co widzę... że gorzej mi na powierzchni. A on, Sorokin... to, co mówił, to pewnie miał rację. Wyjdziemy, pogada się z Księciem, z Petrowiczem... Już im więcej nie pomożemy. Sprawniejszych do tego znajdą. Wyjdziemy stąd. Ale musisz mi obiecać, Aleksiej, musisz mi przysiąc, że mi nie pozwolisz żyć w obłędzie, rozumiesz? - ułożył dłoń na jego karku, obarczył jej ciężarem, zmuszając do maksymalnej uwagi. - Rozumiesz? Jeśli mnie to zniszczy, jeśli zacznę ci zagrażać... to wtedy to już nie będę ja. Będziesz potrafił, Aleksiej? Musisz mi to obiecać.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Nie 14 Sie 2022, 19:20

    Siedział nieruchomo w tych objęciach, słuchając w milczeniu kochanka. Dopiero pod koniec drgnął lekko, marszcząc brwi.
    — Obiecać? — powtórzył cicho. Jego wyraz twarzy zmienił się, powtarzał słowo coraz głośniej: — Obiecać?! Wiesz, o co mnie prosisz?! Że miałbym cię wtedy ot tak zabić?! — Sama myśl o możliwej utracie kochanka wywołała w nim nagły gniew. — Nie stracę już nikogo, a szczególnie ciebie słyszysz?! — Pochylił się gwałtownie do przodu i syknął głośno. Jego twarz wykrzywiła się w bólu. Zaklął pod nosem, a cała ta złość, która go wcześniej ogarnęła, poszła  w niepamięć. Odwrócił wzrok, jakby zawstydzony swoim wcześniejszym zachowaniem.
    — Znajdziemy sposób. Ja znajdę sposób — zaczął w pewnym momencie, ponownie unosząc wzrok. Palce mimowolnie wetknął we włosy Olega, bawiąc się nimi. — Potrzebowalibyśmy czegoś… jakiegoś pojazdu by się przez Moskwę przeprawić. Nie wiemy też nic o terenach leżących poza Moskwą, przydałaby się mapa i… co ja plotę? — Przetarł oczy, prychając głośno. Czy nawet w takiej chwili musiał z niego wychodzić pragmatyzm? Dlatego pokręcił prędko głową.
    — Przepraszam. Zapomnij o tym. O wszystkim. Na chwilę. — Dłoń ułożyła się niżej na karku mężczyzny, delikatnie go masując. — Nie chcę tego zepsuć. W końcu jesteśmy sami od tak długiego czasu. — Jeśli Oleg pozwolił, przysunął jego twarz do swojej. Pocałował go, mocno i zachłannie. — Tęskniłem za tym. Za tobą. — Oparł się czołem o czoło Olega, przymykając oczy. — Co ten Królewicz zrobiłby bez ciebie, co? Bez twojej opieki? Co powiesz, by ją kontynuować w nieco odmiennym stylu? — Odsunął się nieco i popatrzył znacząco na Olega.
    Niezależnie od tego czy sugestia został przyjęta, czy nie, Aleksiej i tak musiał być ostrożniejszy z raną. Jeszcze tego by brakowało, żeby musiał z powrotem leżeć w tamtym łóżku. Sądził jednak, że doktor Volkov prędzej czy później powie Spartanom o jego małej wyprawie w głąb Polis. Mimo to zamierzał dalej ryzykować, szczególnie jeśli mógł choć trochę spędzić czasu z Olegiem z dala od wścibskich oczu.
    — Może potem… bym ci co zagrał? Jeśli będę mieć siłę na to — zaśmiał się ochryple, nadal kusząc Olega, jeśli ten do tej pory nadal nie zdecydował się na ruch. — Ciekawe czy coś jeszcze pamiętam...
    Vig
    Vig
    Tempter

    Punkty : 835
    Liczba postów : 167

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Vig Pon 15 Sie 2022, 09:23

    Oleg nigdy nie uciekał od konfrontacji, a zwykle reagował nerwowo, gdy Aleksiej się z nim nie zgadzał. Wciskał mu wtedy na siłę swoje argumenty, nazywał nazistą, czasem się z nim poszarpał z jakiejś swojej niedojrzałej frustracji. Teraz jednak było zupełnie inaczej. Patrzył na ukochanego i jego gniew z czułym, pobłażliwym wręcz uśmiechem. Obserwował, jak te zielone oczy nabierają tego specyficznego wyrazu tak typowego dla niego, gdy wpadał w ten analityczny stan. I jeszcze ten fizyczny ból, na który się narażał swoim wzburzeniem. Wszystko to było dla Olega rozczulające, wzruszające wręcz, jak najpiękniejsze miłosne wyznanie.
    Zamiast więc wypominania mu, że jest nazistowskim idiotą, że kiedyś może skończyć z nożem w czaszce, jeśli Oleg zobaczy go oczyma szaleństwa jako mutanta, że albo mu to obieca, albo żadnej wyprawy nie będzie i zgniją tu, gdzie są, jak cała reszta... zamiast tego wszystkiego z zapałem oddał jego pocałunek, odwzajemniając mu całą tę tęsknotę i wszystkie kryjące się za nią pragnienia.
    - To kładź się, Królewiczu... - szepnął, a tembr jego głosu nie pozostawiał już żadnej przestrzeni na domysły - i nic nie rób, zamknij oczy... Ranny jesteś, nie męcz się... odpoczywaj, byś miał siłę mi co zagrać...
    Wydając te troskliwe komendy Oleg już powoli pozbawiał kochanka ubrań, sam jednak przy jego nagości pozostał w pełni ubrany. Po jego pogłębionym oddechu łatwo było odczytać, że ów kontrast stanowi dla niego dodatkową podnietę.
    - śpij sobie, Alioszka... - szeptał mocno nad nim pochylony, wędrujący pocałunkami po skórze, po bandażach również, mocno wdychając powietrze raz po raz, jakby porównywał delikatne różnice zapachu każdej z pieszczonej  części ciała. A może musiał w ten sposób odreagować narastające pożądanie przez wzgląd na jego stan. Czasem też robił to wpijając się w jego ciało na dłużej, pozostawiając po sobie zanikające czerwone znamiona.
    - Alioszka... jaki ty jesteś piękny... jaki idealny... idealny
    Mówił o ideale zerkając na niego oczyma bliźniaczymi do jego ojca zupełnie nieświadomy, że może tym co zepsuć. Ale trwało to niezbyt długo. Gdy miał w ustach jego członka nie mógł już nic takim gadaniem zniweczyć.
    Raiden
    Raiden
    Tempter

    Punkty : 817
    Liczba postów : 165

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Raiden Dzisiaj o 00:59

    *
    Książe musiał pogodzić się z tym, że doktor nie pozwoli mu tak szybko wrócić do obowiązków. Jeśli Viktor go odwiedzał, czasem to rzekł parę słów to o Polis, Sparcie, a niekiedy zdarzyło mu się co powspominać z czasów przed wojną. Książe ani razu nie wykonał ruchu do niego jako pierwszy. Czekał, aż mężczyzna sam to zrobi. Musiał jednak przyznać, ze niezależnie od tego, jak mogły się potoczyć te wizyty, pomagały uporać się z tym wolno upływającym czasem.
    A gdy w końcu pozwolono mu wyjść, Volkov niespodziewanie wręczył mu starą, ale ciągle solidną laskę. By nie nadwyrężać nogi, mówił. By mógł wrócić do pełni sił. Na jej widok, aż pokręcił z rozbawieniem głową.
    — Podoba mi się. Będzie czym te łby szeregowych uderzać — zaśmiał się z tego Książe, przy czym widać było pewną niechęć, gdy odbierał laskę. Potężny oficer Sparty musiał się teraz podpierać laską jak staruszek.  Mimo to szedł dumny i wyprostowany wśród swoich żołnierzy.
    I nie tylko przy nich. Nawet przy Viktorze nie chciał okazywać słabości. Samemu mężczyźnie zaproponował wzięcie jednej z kwater na Smoleńskiej. Myślał też czy nie lepiej byłoby, jakby zamieszkał w jego własnej na Polis, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu. Można było się łatwo się zorientować, że to nie była jedyna kwestia, która męczyła Księcia.
    Zaczął niespodziewanie grzebać w kieszeni w munduru, by wreszcie wyciągnąć to, czego szukał.
    — Poprosiłem, by ją dla ciebie zrobiono. — Wyciągnął rękę, a wprawny obserwator zauważyłby, że to co trzymał, było porządnie wykonaną przepaską. — Nie jest to wiele, ale może przyniesie ci jakiś… komfort — Podrapał się po karku. — Jeśli będziesz czegoś potrzebował… daj znać moim ludziom. Nawet gdybyś… — Zechciał odejść. — zechciał nieco poćwiczyć. Wielu młodych pewnie chętnie urządziłoby z tobą mały sparing.
    I z tymi słowami musiał go chwilowo opuścić. Książe mógł narzekać na wcześniejszy wypoczynek, ale szybko się przekonał, że bez niego byłoby mu zdecydowanie ciężej poradzić sobie z atmosferą nas racji. Spowodowana była nie tylko napięciami w metrze, a również i powrotem Młynarza. Bo ten przyniósł nieoczekiwane wieści.
    — …Jesteś pewien, ze to na pewno to? — zapytał Idiota w tym pełnym zaduchu biurze.
    — Wszystko by na to wskazywało. — Młynarz zamilkł na chwilę, przyglądając się swoim oficerom, którzy musieli przetrawić doniesione przez dowódcę wieści. — Dałoby to na pewno przewagę Sparcie, zważywszy na ostatnie okoliczności. A co najważniejsze moglibyśmy to wykorzystać, by nieco podnieść metro na nogi.
    — Prawda, ale bandyci zapewne nie wstrzymają się z kolejnymi dostawami. A kolejna wojna wisi na włosku… — przypomniał Idiota.
    — Będziemy starali się przechwytywać informacje o możliwych dostawach. — zaczął Książe. — Jednak problem należy zlikwidować u źródła. A co do tej drugiej kwestii… — Obrócił się w stronę Młynarza. — Suka... Naprawdę tam weszliście? … Do D6?
    Rozmowa trwała dłużej niż przewidywali, a Książe i tak musiał załatwić kilka kolejnych spraw, zważywszy w jakim pośpiechu opuszczał wcześniej stację. Ciężkim krokiem opuszczał biuro, a laska postukiwała z każdym jego krokiem. Mimo tego zmęczenia, czasem to rozglądał się po stacji, jakby myśląc, że zobaczy gdzieniegdzie znajomą postać.

    Sponsored content

    Two sides of the same coin - Page 13 Empty Re: Two sides of the same coin

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Sro 17 Sie 2022, 11:33