It is not a fairytale

    Share
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    It is not a fairytale

    Pisanie by effsie on Sob 12 Sty 2019, 02:39



    ***

      — Co ty tu robisz? Nie powinieneś teraz patrolować korytarzy? Jeśli Astapan się dowie…
      — …to będzie wdzięczny, że opuściłem swój posterunek, by osłaniać księcia.
      — Śledziłeś mnie?!
      — Nie ukrywałeś się jakoś szczególnie. Na przyszłość, jeśli chcesz chociaż postarać się zgubić ogon, to nie pędź co rusz w nogach pod burdel, bo…
      — Jeśli komuś o tym powiesz…
      — Och, to co wtedy? Ludzie dowiedzą się, że książę lubi sobie pójść na dziwki? Nie martw się, to nie pierwszy taki wypadek, i na pewno nie ostatni.
    Joel zmierzył Gustawa wzrokiem, starając się sprawić, by ten spuścił głowę w dół, ale nic z tego – mężczyzna wytrzymał jego spojrzenie i, co więcej, patrzył na niego z iskierkami zdradzającymi rozbawienie. To było naprawdę niecodzienne zdarzenie; patrolować nocą korytarze zamku i natknąć się na następcę tronu chyłkiem opuszczającego swoje komnaty, z ciemnym kapturem, który zapewne miał go czynić całkowicie anonimowym. W całym królestwie nie było prawdopodobnie mniej anonimowej osoby od tego młodzieńca, którego ojciec – w słusznym wieku – ostatnimi tygodniami podupadał na zdrowiu i na dworze coraz częściej podejmowano rozmowy dotyczące wyboru królewny.
      — No, to skoro cię tu już odprowadziłem, może najwyższy czas przestąpić próg tego przybytku? Złożyłem przysięgi obiecując cię chronić, a więc oczywiście poczekam tu, by odeksortować Jaśnie Pana z powrotem do jego komnat…
      — Moja matka nie może się o tym dowiedzieć — syknął Joel.
      — Królowa? Nie sądzę, by miała coś przeciwko. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że…
      — Powiedziałem, że masz być cicho. Mam kazać ci odciąć język? Pewnie nawet nie potrafisz pisać, więc to by cię skutecznie uciszyło — prychnął książę.
      — No, no, książę — zacmokał Gustaw. — Siejesz postrach wśród poddanych…
    Joel zagotował się ze złości. Ten przeklęty rycerz – nie rozumiał, kto go pasował, musiał być naprawdę skończonym idiotą – działał mu nieustannie na nerwy, choć, musiał przyznać, z grona wszystkich bezmózgów spełniających życzenia jego matki, ten jeden wyróżniał się ponadprzeciętnym intelektem. Joelowi nawet niespecjalnie przeszkadzały jego przygany; były miłym urozmaiceniem wszystkich tych sługusów, którzy bez wahania spełniali każde jego życzenie.
    Bez słowa pchnął drzwi burdelu, a rycerz podążył w krok za nim. Kaptur naciągnął jeszcze mocniej na głowę, ale i tak dojrzały mężczyzna stojący przy wejściu bez mniejszego trudu zorientował się, z kim ma do czynienia; zdradziło go wielkie zaskoczenie na twarzy i to, że na chwilę odebrało mu oddech.
      — Panie… — Zgiął się w pół i zaczął mówić, ale Gustaw postąpił krok do przodu i wszedł mu w zdanie:
      — Bravic — przywitał się krótko. — Ja i mój… towarzysz… chcielibyśmy skorzystać z oferowanych przez ciebie usług. Oddzielnie, ma się rozumieć.
      — O-oczywiście — mężczyzna określony jako Bravic dość prędko odzyskał rezon. — Niestety, twój najczęstszy wybór jest teraz zajęty, ale…
      — Niech będzie Erina — odparł znudzonym tonem Gustaw, a potem spojrzał na księcia. — A dla niego… Lysandra jest w mieście?
    Bravicowi zaświeciły się oczy i kiwnął ochoczo głową.
      — Wróciła wczoraj zza morza. Zaraz ją obudzę. Mój ksią…
      — Bravic.
      — Będziesz… będziesz zachwycony, młodzieńcze — zapewnił Bravic, a Joel zmarszczył brwi. — Proszę, pójdź za mną, Lysandra zaraz do ciebie dołączy…
    To był pierwszy raz Joela w takim miejscu. Nie to, że nie miał doświadczenia w tych sprawach; te wszystkie dziewczęta na dworze wcale nie były tak niewinne, jak się przedstawiały. Ale cel, w którym się tu dziś zjawił… nie podejrzewał tylko, że zostanie tu rozpoznany. Może nie było nic dziwnego w tym, by książę chodził na dziwki, ale gdyby Gustaw i ten cały Bravic się dowiedzieli…
    Nie miał czasu dłużej myśleć, bo drzwi komnaty otworzyły się i weszła do nich szczupła, choć dość wysoka kobieta. Była odziana w ciemnozieloną suknię spiętą na szyi, ale nawet spod tego materiału Joel mógł dostrzec jej sterczące piersi i zdecydowanie chudszą, niż u większości dziewcząt na dworze sylwetkę.
      — Dobry wieczór, mój panie — uśmiechnęła się do niego, podchodząc dwa kroki w przód. Otworzyła usta, by się odezwać, ale Joel był szybszy:
      — Nie zwracaj się do mnie w ten sposób.
      — Och — zdziwiła się. — Oczywiście, mój…
      — Mam na imię Joel — podpowiedział, ściągając z głowy kaptur.
      — Joel — powtórzyła z ledwo dosłyszalnym, wschodnim akcentem i, wciąż delikatnie się uśmiechając, podeszła i chwyciła jego dłonie w swoje. — Co mogę dla ciebie zrobić… Joelu?
    Książę patrzył, jak kobieta układała sobie jego dłonie na własnych piersiach, zachęcającym ruchem sugerując mu, by zajął się ich masowaniem, jeszcze przez materiał sukni. I nie mógł jej tego odmówić: była naprawdę, naprawdę ładna, ale on…
    Zabrał dłonie.
      — Coś nie tak, mó… Joelu? — Zmarszczyła brwi.
      — Jak… jak mam ci zapłacić?
      — Och, nie powinieneś się tym przejmować — odparła, myśląc, że to teraz zajmowało jego myśli. — Jestem przekonana, że Bravic nie będzie chciał przyjąć od ciebie…
      — Ale ty dostaniesz pieniądze?
      — Tak — odparła, niemal rozczulona prawością młodego księcia w burdelu. No, doprawdy, tacy zdarzali się naprawdę rzadko. — Więc jeśli to jest…
      — Nie chciałabyś zarobić więcej?
    Lysandra zamarła na ułamek sekundy.
      — Jeśli jest coś, co chciałbyś ze mną zrobić, wystarczy, że mi…
      — Nie o tym mówię — przerwał jej, niemal zirytowany. Lysandra spojrzała na niego po raz pierwszy zaciekawiona. — Czy ktoś zobaczy, jak stąd wyjdziesz?
      — Co… słucham? — poprawiła się.
      — No, macie tu jakiś swój wspólny pokój, gdzie wszyscy śpicie? Wszystkie dziwki?
      — Myślisz, że śpimy jedna na drugiej? — parsknęła, unosząc kpiąco brew, ale prędko zorientowała się w swoim nietakcie i szybko się poprawiła: — To znaczy, jeśli ch-chcesz…
      — Możesz tam pójść — Joel w ogóle nie przejął się tym rzekomym nietaktem — i przyprowadzić tu jeszcze kogoś? Tak, by nikt się nie dowiedział? Nawet ten cały… Bravic? Zapłacę wam dodatkowo. Podwójnie.
      Lysandra spojrzała ostrożnie na księcia. To nie było żadne wydumane żądanie i oczywiście, że mogła to zrobić. Nie był pierwszym mężczyzną, który życzył sobie, by zajęło się nim więcej kobiet, nie było w tym nic dziwnego i nie rozumiała, czemu zależało mu tak na dyskrecji.
      — Tak, oczywiście.
      — Doskonale. Pracują tu też mężczyźni, prawda?
    Och.
    Chyba już wszystko zrozumiała.
      — Wrócę za moment — obiecała, chwytając suknię w dłonie i wyszła na sekretną klatkę schodową przeznaczona jedynie dla pracowników, z dala od oczu Bravica, który rozsiadł się na środku sali wejściowej.
    Na górze dotarła do wypatrzonej komnaty i, rozglądając się, czy nikt nie widzi, pchnęła drzwi. W pomieszczeniu mieszkało kilku żigolaków, ale w tym momencie tylko jeden z nich leżał na swoim posłaniu.
      — Dobrze, że tu jesteś — powiedziała szeptem. — Na dole… na dole jest ktoś, kto jeszcze tego nie wie, ale bardzo chce cię poznać. I bardzo nie chce, by dowiedział się o tym Bravic. Nie patrz się tak na mnie, zaraz zorientujesz się dlaczego. I, mogę ci obiecać, twoja sakiewka tego nie pożałuje.

      Obecny czas to Czw 17 Sty 2019, 06:50