Trust me, I'm a psychologist

    Share
    avatar
    Gadiel
    Ciekawość

    Punkty : 24
    Liczba postów : 3

    Trust me, I'm a psychologist

    Pisanie by Gadiel on Sob 12 Sty 2019, 02:27

    Trust me, I'm a psychologist

    Fabuły, które zostały rozpoczęte na starej wersji forum, tutaj znajdują swoją kontynuację. Pracujemy nad zabezpieczeniem treści starego forum – wkrótce uzyskacie dostęp do stabilnego archiwum.

    Początek tej fabuły znajduje się TUTAJ.



    Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje. I chociaż Alexander nie należał do osób szczególnie religijnych, to podnosił tyłek codziennie przed szóstą, gdyż taki miał wyrobiony nawyk. Kładł się stosunkowo wcześnie – a przynajmniej zawsze przed północą, wstawał o świcie i działał. Działał, działał i jeszcze raz działał. Czytał książki, ćwiczył jogę, pływał na basenie, przyjmował pacjentów, grał na pianinie, śpiewał, spotykał się ze znajomymi, gotował, sprzątał, udzielał się charytatywnie – starał się nie marnować ani minuty cennego czasu. Do tego samego zachęcał osoby, które przychodziły do niego na terapię. Z niektórymi szło prościej i już po pół roku byli zupełnie odmienieni. Inni potrzebowali kilku lat.
    Od kilku godzin siedział w studiu nagrań, nagrywając soulowe kawałki na swoją epkę. Chociaż akademię muzyczną kończył jako klasycznie szkolony baryton, nie mógł odmówić sobie przyjemności śpiewania o Bogu. Nie tyle interesował go tekst (chociaż też był bardzo ładny), co energia tego rodzaju muzyki. Wszystko szło doskonale, do momentu, aż coś nie łupnęło niedaleko nich. Alexander siedział sobie akurat na przerwie, popijając sok pomarańczowy. Dopił spokojnie, a następnie ruszył sprawdzić, co też się tam wyprawiało. Jego wzrok napotkał wysokiego ciemnowłosego mężczyznę, który produkował wyraźnie zbyt wiele negatywnej energii. Wyglądał jakby stało się naprawdę coś złego.
    - Cześć, jestem Alexander – wyciągnął do niego dość pewnie dłoń. Zlustrował go nienachalnym spojrzeniem. Kąciki jego ust wygięły się w lekkim, chociaż dość powściągliwym uśmiechu. - Mam wrażenie, że trochę za dużo złej energii tutaj się dzieje, coś się stało? – zadarł głowę do góry, patrząc na niego przenikliwie. Dopiero po chwili zauważył uszkodzenie w ścianie.
    - Nie wyglądasz na takiego siłacza… Huh, pozory mylą! – zaśmiał się rubasznie. W ogóle nie chciał myśleć o tym, z jak słabego materiału były wykonane ściany tego budynku, skoro można je było w tak łatwy sposób rozwalić. - …swoją drogą, nie szkoda ci ręki? Ta ściana na pewno nic nie czuła, a ty – jestem pewny – tak – pokiwał głową z niedowierzaniem. Zdarzało się, że w przypadkach skrajnej, niekontrolowanej agresji doradzał strzelanie w butelki lub rozwalanie szkła o ścianę. Gdzieś w domu. W bezpiecznych warunkach. W swojej pracy spotykał wiele osób, które miały problem z samokontrolą. Najwidoczniej ten tutaj jegomość też zaliczał się do tego grona.

      Obecny czas to Czw 17 Sty 2019, 06:53