The Lost Silence

    Share
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Sob 12 Sty 2019, 02:11

    The Lost Silence

    Fabuły, które zostały rozpoczęte na starej wersji forum, tutaj znajdują swoją kontynuację. Pracujemy nad zabezpieczeniem treści starego forum – wkrótce uzyskacie dostęp do stabilnego archiwum.

    Początek tej fabuły znajduje się TUTAJ.




    Uniósł sceptycznie brew, zupełnie nie rozumiejąc co niby Ian próbował mu przekazać.
    Sorry, Ian, ale ta analogia jest zupełnie bez sensu. To, co robi Irwin, to jest działanie nastawione na to, że on chce żeby to było publiczne, i żeby inni się przejmowali jego życiem i chcieli je śledzić. To nie jest jakieś zdjęcie na Facebooku dla znajomych czy iluś fanów, a dłuższe i krótsze, przygotowane i wyedytowane filmiki. Zdjęcie mojego tatuażu wisi w necie z innych powodów, poza tym oprócz tego zdjęcia nie ma żadnych dodatkowych informacji, więc… eee, to jest na tyle sprawa publiczna, że to jest tylko ogólnodostępne zdjęcie — stwierdził, w zasadzie tylko po to by wyjaśnić niejasności. Bo tak naprawdę sam gdzieś już zagubił clou całego wątku. W każdym razie, filmik Irwina tymczasowo został porzucony, a Max zamierzał nadrobić to po prostu jutro, może podczas lunchu albo w drodze na lotnisko.
    W tym momencie zajął się czym zgoła innym – i przy tej czynności wcale nie chciał myśleć o swoim wkurzającym kumplu.
    Nie myślał jeszcze o jednej, istotnej rzeczy, ale to przeoczenie akurat nie było jego winą. Bo po prostu nie miał pojęcia, że Ian nie miał ochoty na seks. Nie odbierał w ogóle żadnych sygnałów, które mogłyby o tym świadczyć – Ian go całował, pozwalał być całowany, nie krzywił się, nie wyrażał mimiką i mową ciała śladu niechęci, a tym bardziej za pomocą komunikatów werbalnych. A Max, cóż, czasami po drobnych rzeczach potrafił dojść do tego, że coś jest nie tak, ale nie sięgało to na tyle daleko, by czytać swojemu chłopakowi w myślach.
    Zresztą, nawet nie zakładał że Ian mógłby go oszukiwać, wymuszać entuzjazm. W końcu przeprowadzali już rozmowę na temat konsensualności w seksie, w zasadzie nie jedną i nie dwie, a Max ufał szczerości Iana, ufał mu, że ten da Maxowi znać, gdy coś będzie dla niego nie okej. Miał zresztą nadzieję, że to działało w obie strony, a Ian już wyrzucił z głowy te wszystkie obawy, że Max miałby się do czegoś przy nim zmuszać. Miał również nadzieję, że Ian generalnie przyswoił sobie te wszystkie wnioski, do których doszli w ramach tamtych rozmów.
    Gdyby Ian dał mu tylko cień sygnału, że mu się nie chce, to Max by się przecież wycofał, bez pytań i bez gadania. Być może jakaś część niego byłaby trochę zawiedziona – i to raczej nic dziwnego – ale absolutnie nie miałby żalu do swojego chłopaka. Przecież zdarzały się takie sytuacje, że byli zbyt zmęczeni by robić w łóżku cokolwiek poza leżeniem i spaniem. Nie było raczej tak, by wyszło to już w trakcie jakiejś gry wstępnej – bardziej jako zapowiedź, w stylu dzisiaj nie mam siły cię wyruchać – ale chyba warto uzupełnić tę drobną lukę we wspomnieniach Iana.
    Usłyszawszy to je przynieś odnoszące się do tych obroży, co, umówmy się, wiązało się w sposób oczywisty z działaniami seksualnymi, odczytał to jako zielone światło, więc jeżeli chodziło o sam seks, to nie mógł mieć wątpliwości co do chęci Iana. Jedna rzecz jednak go zastanowiła:
    No… kręci mnie. A ciebie nie? — spytał ostrożnie, na razie nie ruszając się z łóżka. — Bo jak nie, to to nie ma sensu. Wydawało mi się, że podobał ci się mój choker w klubie… no i sam lubisz być nazywany moim kundlem podczas seksu, nie? Czy się mylę? — dopytał jeszcze, bez cienia wyrzutu w głosie, po prostu z zainteresowaniem, ciekawością. Bo mogło się okazać, że Max się kompletnie mylił w swojej ocenie i warto było to wyjaśnić.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Sob 12 Sty 2019, 13:15

    Już naprawdę zgubiłem jakąkolwiek logikę w tej naszej rozmowie dotyczącej Irwina, serio. Nie wiedziałem, co było już jej tematem i właściwie nie czułem powodów by kontynuować ten wątek, a więc go zwyczajnie przerwałem, mamrocząc pod nosem jakieś „no dobra, dobra” czy inne wymijające odpowiedzi.
    Bez sensu. Naprawdę, w naszym łóżku powinien być zakaz gadania o Irwinie.
    W tej dziwnej pozie z Maxem wywróciłem oczami, no bo ktoś mnie tu nie zrozumiał.
    No pewnie, że mnie kręci — odparłem. — Choker? Choker to jest ta tasiemka na szyję? No tak, podobał mi się. I lubię, no Maxie, po prostu… — zawahałem się. Po prostu Maxie był wyraźnie napalony, a ja jeszcze niekoniecznie, no ale to da się łatwo zmienić. Bo, umówmy się, to nie tak, że nie miałem ochoty na seks, po prostu byłem leniem i trochę nie chciało mi się go uprawiać, ale seks z Maxem zawsze był cudowny, więc, no, błagam. Ochoty mogłem nie mieć, jak mnie ten cwel wkurwiał czy coś między nami było nie tak, a teraz wszystko było bardzo dobrze, potrzeba było tylko bym trochę bardziej wkręcił się w zadanie. Zadanie zaś było istotne, mianowicie, poobściskiwać się z moim chłopakiem, to nie tak, że każdy mógł temu podołać. — Przynieś te obroże, zobaczymy, czy trafiłeś z rozmiarem. Przyznam, że trochę się obawiam, że moja będzie za duża. Wiem, że mój penis jest niczego sobie ale chyba nie aż tak… — palnąłem, szczerząc się durnie.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Sob 12 Sty 2019, 16:08

    Po prostu? — podłapał, kiedy stało się jasne że Ian nie zamierzał kontynuować tej myśli. Nie chciał odpuszczać, planował drążyć, dopóki nie upewni się, że Ianowi pasują te przeklęte obroże. Nie chciał robić z nim rzeczy, które miałyby cieszyć tylko jego samego, to w jego mniemaniu całkowicie wypaczało ideę seksu, w którym obie strony powinny czuć się dobrze.
    Już raz mieli taką jednostronną sytuację. I Max absolutnie nie zamierzał tego powtarzać.
    Ian zbyt go, zachęcając do przyniesienia obroży, i mimo tego iż uśmiechnął się na ten jakże lamerski żart, to to nie wystarczyło do odwrócenia jego uwagi. Nadal tkwił w miejscu, patrząc się uważnie na swojego chłopaka.
    Co: po prostu? Słuchaj, Ian, jak coś jest w tym nie tak, to przecież możesz mi powiedzieć, wiesz przecież, nie? — zapytał łagodnie, gwoli upewnienia się.
    Zapał chwilowo lekko mu opadł. Wystarczyła mała sugestia, że coś mogłoby być nie tak, żeby Max już czuł się niepewnie, lekko wręcz zażenowany. W końcu to był jego pomysł z tymi obrożami, sugerując się tym, jak ciągle używal wobec siebie psich określeń, a ponadto chciał spróbować z jakimiś niewielkimi przebierankami, zaczynając od takich drobnych kroków, skoro Ianowi się to podobno podobało.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Sob 12 Sty 2019, 19:41

    Wywróciłem oczami, opadając z rezygnacją na poduszki. Wypuściłem powietrze przez usta, wzdychając głośno i pokręciłem głową.
    Boże, Maxie, ale ty mi nie odpuścisz, nie? — spytałem, chociaż dobrze znałem odpowiedź. — Po prostu myślałem, że zobaczymy film i pójdziemy spać, tylko tyle. Nie mam żadnego problemu z tymi obrożami, głupi jesteś, jak myślisz inaczej. Czy możesz je w końcu przynieść, żebym zobaczył, jak w niej wyglądasz? Idę o zakład, że już ją przymierzałeś, co, przyznaj się, ty mały perwersie — dodałem, uśmiechając się do mojego chłopaka, który cały czas na mnie leżał.
    No poszedłby po to wcześniej to już byśmy byli na etapie zakładania tych dodatków. Swoją drogą, jestem prawie że przekonany, że to będzie pierwszy raz, kiedy to ja będę się przebierał.
    Hm. No cóż.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Nie 13 Sty 2019, 00:29

    A więc to o to chodziło?
    Czyli tylko Max myślał, że ten wieczór zmierzał do seksu… Cóż, nie mógł kłamać, był tym lekko rozczarowany, ale nie wkurzony, nie rozżalony, ot, po prostu, skoro tak, to okej. Jeżeli Ian miał swoją wizję, to nie widział najmniejszego problemu w zrealizowaniu jej. Mimo iż był napalony, fakt, a seks był częścią jego pierwotnego planu, to, jeny, przecież uprawiali go na tyle często, że jeden dzień abstynencji nie powinien zrobić żadnej krzywdy.
    No, może niekoniecznie tylko jeden. W końcu już następnego dnia będą w zasięgu radaru Helen Stone.
    Okej, to zaraz puszczę film — powiedział lekko, uśmiechając się. Bo przecież nic się nie stało. — Oczywiście, że przymierzałem obrożę! Przecież musiałem się upewnić, że będę w niej dobrze wyglądał. Okej, pokażę się w niej tobie, ale możemy bardziej skorzystać z tego innym razem, nie? Skoro chcesz oglądać film i spać, to to zrobimy. Zresztą, sen to nie jest głupi pomysł, bo jutro czeka nas długi dzień — mruknął, zwlekając się w końcu z łóżka.
    Przeszedł szybko do kuchni, gdzie na stole znajdowało się pudełko z obrożami, i przyniósł je do sypialni, wciąż paradując w tym samym stopniu obnażenia. Położył pudełko na łóżku i wyciągnął czerwoną obrożę, machając nią przed nosem Ianowi.
    Zapniesz mi ją? — poprosił. Poradziłby sobie przecież sam, ale było coś ekscytującego w tym, że to Ian założyłby na niego tę obrożę, obrożę oznaczoną jego imieniem. Sam miał nadzieję, że też będzie mógł zaobrożyć swojego chłopaka, nawet jeżeli do niczego więcej miałoby potem nie dojść. Wtedy, w Australii, kiedy po raz pierwszy nałożył ten mały gadżet na swojego chłopaka (co też zaliczało się jako przebieranka, swoją drogą), wtedy czuł takie dziwne, intensywne uczucia, w których przebijała się najbardziej ekscytacja i posesywność. Może rzeczywiście coś było w tych wszystkich przebierankach… Chociaż, gdyby któryś z ich ubrał psie uszka i ogonek, to Max chyba umarłby z żenady.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Nie 13 Sty 2019, 11:18

    Było właściwie coś tak zajebiście pięknego w tym, jak Max bez skrępowania chodził nago po moim mieszkaniu, tak, jakby to było coś zupełnie normalnego i codziennego. Ten blondas, Boże, on był naprawdę piękny: taki szczupły, właściwie wręcz chudy, ale nie żylasty, o takim ładnym, jasnym odcieniu skóry, z kontrastującym tatuażem, który zdobił jego pachwinę. Uwielbiałem go takim oglądać, zwłaszcza z tymi dłuższymi włosami, uśmiechniętego, ot, takiego wesołego, po prostu. Chciałem, by to było normalne i codzienne; dla mnie nagość nie musiała być od razu erotyczna, moglibyśmy tak po prostu chodzić obaj, to właściwie dobre dla skóry, żeby sobie oddychała.
    Właściwie tak o tym myśląc, sam pozbyłem się bokserek, bo nie wiem, czemu je w ogóle na siebie zakładałem.
    W każdym razie Max przylazł, układając pudełko na łóżku i podciągnąłem się do siadu.
    Odwróć się — rzuciłem krótko do mojego chłopaka, który zaraz usiadł przede mną i odwrócił się do mnie posłusznie plecami. Otrzymałem w dłoń obrożę z czerwonej skóry, naprawdę przyjemnej w dotyku, a drugą ręką odsunąłem włosy Maxa z karku. Nie mogłem się powstrzymać i przesunąłem po nim delikatnie palcem, po konturze tej głupiej kreski, a Maxie podskoczył w miejscu.
    — Ian — jęknął ostrzegawczo, bo naprawdę to był czuły rejon na jego ciele. Sam nie wiedziałem, jak to możliwe, ale już nauczyłem się to wykorzystywać.
    Nie odpowiedziałem, zamiast tego pochyliłem się i przysunąłem usta do kreski, lekko ją śliniąc, a później odsunąłem się i dmuchnąłem w to miejsce. Maxie znowu zadrżał i uśmiechnąłem się sam do siebie, wyciągając teraz obie ręce i zakładając mu obrożę. Zapinałem ją powoli, potem wsunąłem pasek w szlufkę i przejechałem palcem po skórze.
    No, pokaż się — powiedziałem, samemu czując wzrastającą ekscytację.
    Boże, nigdy bym nie pomyślał, że taki prosty dodatek jest w stanie mnie tak podjarać, a jednak, kiedy tylko Maxie się odwrócił, już przyspieszyło mi bicie serca. Objąłem go całego wzrokiem, mrużąc nieco oczy, bo gnojek od razu przybrał na twarz tę swoją cwaniacką minkę i uśmiech, który… arghh.
    — I jak? — zapytał, niby niewinnie.
    Pasuje ci… bardzo — wychrypiałem.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Nie 13 Sty 2019, 15:01

    Nie umknął oczywiście jego uwadze fakt, iż w trakcie jego krótkiej wycieczki Ian zdążył pozbawić się bielizny. Ale nie robił sobie z tego tytułu nadziei – w końcu zobowiązał się, że jeżeli Ian nie będzie chciał z nim tej nocy robić cokolwiek seksualnego, to Max nie będzie naciskać. I tego zamierzał się trzymać, nawet jeżeli sam był napalony.
    Nie pomagał mu fakt, że ta menda postanowiła jeszcze podrażnić jego kark, podczas gdy Max już lekko kręcił się w miejscu z ekscytacji.
    Nie wiedział, w którym momencie się to właściwie wydarzyło, ale kiedy wcześniej każdy dotyk karku sprawiał mu zwyczajnie dyskomfort, tak przy Ianie ten dyskomfort zaczął nabierać także i podtekstu seksualnego. Nie miał czasu ani ochoty tego jeszcze analizować, więc skoncentrował się na tym dziwnie poruszającym, nienazwanym uczuciu jakie ogarnęło go gdy Ian zaczął zapinać wokół jego szyi skórzaną obrożę. Zapiął ją na tyle ciasno, żeby się nie zsuwała, ale jednocześnie skóra wygodnie opinała się na skórze, przypominając o swojej obecności, ale nie w nachalny i męczący sposób.
    Zadowolony z siebie odnotował reakcję Iana na ten czerwony pasek skóry zaciskający się wokół jego szyi. Spijał to spojrzenie, to głodne spojrzenie, czując się wręcz jak przekąska w oczach Iana. Co mu cholernie podbijało ego i dobre samopoczucie.
    To dobrze — odpowiedział miękko. Przejechał kciukiem po opalonej skórze Iana, trochę nad obojczykiem, kierując się powoli ku górze. — Teraz moja kolej. Mogę?
    Gdy Ian pokiwał głową, Max uśmiechnął się i wręcz z namaszczeniem wziął do ręki drugi, czarny tym razem, skórzany pasek. Ian tym razem odwrócił się do niego plecami, a mięśnie jego szyi lekko się napięły, przez co przez skórę zaczął wybijać się zarys żyły. Pochylił się i przesunął ustami po tym kształcie, czując pod wargami pulsowanie, które w niezrozumiały sposób go nakręcało.
    Mój kundel — wyszeptał, gdy ujrzał efekty swojej pracy. Oczy mu się zaświeciły i nawet nie próbował tego ukrywać, chociaż spocone dłonie zacisnął w pięści. Ujął jego twarz w dłonie i zbliżył się, aby złożył na nich pocałunek. — I jak się z tym czujesz? Bo jeżeli tak cudownie, jak wyglądasz, to jestem zadowolony.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Nie 13 Sty 2019, 18:25

    Prawdę mówiąc, kwestia tego, jak ja się z tym czułem była dla mnie absolutnie drugorzędna. Było tak, że czułem na szyi jakiś materiał, nie nieprzyjemny, nie przeszkadzał mi, ale to też nie było nic, co nałożyłbym tak o, sam z siebie. Tylko że widząc, jak Maxowi zabłyszczały oczy… ach, dla tego wyrazu jego twarzy mogłem to nosić kiedy tylko chciał, żaden problem.
    Miałem z tym chyba problem, to znaczy, ze spojrzeniem na siebie jak na obiekt seksualny. Owszem, widziałem się w lustrze, nawet teraz, bo przecież stało naprzeciw łóżka i nie mogłem tego sobie odmówić: tak, wyglądałem dobrze. Ale tylko tak obiektywnie dobrze, zupełnie nie w sposób, który sprawiałby, że patrzyłbym na siebie tak, jak na mojego chłopaka. Nie było też tak, że nie rozumiałem, co Maxowi się we mnie podoba, ale zwyczajnie… zwyczajnie sam siebie nie kręciłem, jakkolwiek absurdalnie miałoby to brzmieć.
    Za to Maxie mnie kręcił. I to jak. Boże, spójrzcie na niego.
    Mhm — mruknąłem, rozchylając nieco wargi i całując mojego chłopaka. Automatycznie ułożyłem dłonie na jego ciele, jedną na tali, palec drugiej, nie wiedzieć kiedy, wsunąłem już pod tę obrożę. — Boże — westchnąłem z uśmiechem, odsuwając się od Maxa tak, bym mógł go jeszcze raz zobaczyć w tym pięknym dodatku. — Chyba mam coś z głową, że mnie tak to kręci.
    I na potwierdzenie tych słów, chwyciłem go za uda, przerzucając przez moje, tak, że teraz obaj siedzieliśmy w rozkroku, ze splecionymi nogami. Absolutnie uwielbiałem w Maxie to, jak nigdy nie protestował, jak mogłem zrobić z nim wszystko, co mi tylko przyszło do głowy, a on, ach, był taki wdzięczny. Już dawno przestałem myśleć o nim jak o mojej laleczce, ale kiedyś to było tak dobre porównanie; teraz miałem wrażenie, że obaj tylko czekamy na coś, co zrobi z nami ten drugi, i to, ach, to było tak bardzo dobre. Uwielbiałem tę swobodę z nim, z tym moim chłopakiem, którego znalazłem przypadkiem, bo miałem katar czy tam inny kaszel, a tak… nie wiem, co bym teraz robił, ale na pewno nie to.
    I nawet nie wiedziałbym, jak bardzo bym tego żałował.
    Chyba zmieniłem zdanie — wychrypiałem, przesuwając z powrotem ręce na talię Maxa i sięgając nimi wyżej. — Chyba przeszła mi ochota na film.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Nie 13 Sty 2019, 21:21

    I jak zwykle – pod spojrzeniem Iana czuł się jak najpiękniejszy z diamentów, ta adoracja dosłownie muskała go po skórze, a Max dzięki niej nabierał blasku. Wystarczyło tylko założyć durny kawałek skóry, żeby Ian tak bardzo się nim zachwycał (chociaż i bez tego nierzadko to robił).
    Nie tylko ty — wyszeptał. — Razem jesteśmy zdrowo pojebani.
    Nie, żeby Max widział w tym cokolwiek złego. Bo z tego ich wspólnego pola pojebania przychodziły same cudowne rzeczy. Max był przede wszystkim pojebany na punkcie Iana, na tak wiele sposobów. I, tak, bezgranicznie mu ufał, dlatego mógł mu się powierzyć w każdym calu, pozwolić na to by Ian chciał zrobić z nim cokolwiek zechce.
    Przy Ianie mógł pokazać tak wiele swoich twarzy. Te bardziej dzikie, dominujące, kontrolujące, trzymające w garści swojego chłopaka, jak i te delikatniejsze, uległe, pozwalające Ianowi na to, by obchodził się z nim… no, właśnie jak ze swoją lalką.
    Przez jego skórę przeszło przyjemne mrowienie, gdy Ian obdarzył ją swoim delikatnym dotykiem. Odchylił lekko głowę w tył i się uśmiechnął, zamykając oczy i przez moment pozwalając sobie po prostu czuć.
    Och, czyli chcesz iść od razu spać? — spytał niewinnym tonem, a w tym samym momencie poczuł usta wpijające się w szyję, którą wyeksponował. Cóż, to mówiło wiele w kwestii odpowiedzi.
    Twoje urodziny jeszcze się nie skończyły. Dzisiaj — pociągnął Iana za kark, odrywając go od swojej szyi — zrobię wszystko, cokolwiek zechcesz. Spełnię każde twoje życzenie — wyszeptał mu lubieżnie wprost do ucha, na zwieńczenie tej wypowiedzi przesuwając po nim koniuszkiem języka. Dłonie oparł o jego lędźwie, czując palcami te podniecające go zagłębienia w ciele Iana.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Pon 14 Sty 2019, 00:02

    Max polizał mnie po uchu i to właściwie było przyjemne, nawet podniecające, ale tak strasznie kontrastowało z tymi słowami, które wypowiedział, że nie mogłem wytrzymać. Parsknąłem cichym śmiechem i odsunąłem się nieco, tak, by móc widzieć jego twarz.
    Czy to sugestia, że znowu chcesz gdzieś sam pojechać? — spytałem, nawet nie starając się ukryć rozbawienia. Podniecenie chwilowo ze mnie uleciało (nie to, że nie można tego nadrobić), ale spojrzałem na Maxa z pewną dozą… nie chcę mówić, że politowania, no, ale, ech. Nie oszukujmy się. — Bejbe, nie działają na mnie takie teksty wyciągnięte z jakichś romansideł. Może mógłbyś tak mówić, gdyby normalnie nasz seks wyglądał tak, że podczas uprawiania go myślałbym o tym, co na kolację. Ale tak nie jest, więc brzmisz tylko śmiesznie. — Pochyliłem się nieco i szturchnąłem jego nos własnym, uśmiechając się przez cały czas. — Więc przestań. — Pocałowałem go. — Przeee… stań.
    Teraz całowałem go już tak naprawdę, choć nieprzesadnie namiętnie czy popędliwie, ot, zwyczajnie, po prostu, błądząc rękoma po jego talii, biodrach i udach, nieco drażniony przez maxowe dłonie na moich lędźwiach. W pewnej chwili popchnąłem go delikatnie aż opadł na pościel i sam nachyliłem się nad nim, całując powoli tors i brzuch. Nigdzie się nie spieszyłem, bardziej chciałem wciągnąć się w klimat po tym, jak mój chłopak zdecydował się do mnie rzucać teksty anty-podniecające (no co, serio, co on, jakiś dżin, żeby spełniać moje życzenia? Na boga, to seks, a nie Lampa Alladyna), a jemu chyba nie za bardzo to przeszkadzało, więc na zmianę całowałem go to tu, to tam, z powrotem sięgając do jego ust. W pieszczotach pomagałem sobie dłońmi, no pewnie, że tak, czując w końcu w palcach sztywnego członka Maxa.
    Miałem już rzucić lamerskim tekstem, że patrz, Maxie, teraz twój kundel zajmie się swoją kością, ale uznałem, że nie będę hipokrytą. Jeszcze by mi kość sflaczała w rękach i miałbym za swoje.
    Dlatego tylko oblizałem usta, patrząc na Maxa spode łba. Potem wsunąłem nos w jego krocze, zaciągając się tym obezwładniającym zapachem i wymruczałem nieskładnie uwielbiam cię w jego skórę, czego Max i tak nie mógł zrozumieć. Podniosłem w końcu nieco głowę i wyciągnąłem język, liżąc jego członka od nasady po sam koniec, w końcu biorąc go w usta. Max wzdychał pięknie, żywo reagując na pieszczotę, wsuwając dłonie w moje włosy i wskazując mi prędkość, w jakiej mam mu obciągać. I robiłem to, ach, wierzcie mi, że robiłem z pasją, pieszcząc jego jądra dłońmi i znajdując ten punkt, który mi kiedyś wskazał. Max chyba chciał mnie odepchnąć, gdy był już blisko, ale nie dałem się, dzielny kundel, połykając wszystko, co dla mnie miał.
    No, to nie jest najprzyjemniejsza część tej roboty, ale nawet nie wiecie, jaką ma piękną minę za każdym razem, kiedy to zrobię.
    W każdym razie, opadłem na pościel obok mojego chłopaka, który oddychał szybko, leżąc na wznak. Wyciągnąłem szyję i pocałowałem go (kiedyś się przed tym hamowałem, ale teraz to już wiem, że Maxie nie ma nic przeciwko), zaraz zgarniając do siebie ramieniem.
    Słodki jesteś — wyszeptałem, całując jeszcze jego skroń — jak ci robię loda.
    Taki zagubiony, jakby nie mógł się odnaleźć. Łatwo mi się gadało, bo pewnie po spuszczeniu się zachowywałem się podobnie, nie mogąc od razu wrócić do rzeczywistości, ale tylko wtedy, gdy Max kończył w moich ustach, mogłem to zauważyć – bo sam nie leżałem wtedy w postorgazmicznym amoku, próbując się odnaleźć. Było coś strasznie satysfakcjonującego w tym, że to ja byłem autorem tego nadzwyczajnego stanu u mojego chłopaka i bardzo, bardzo przyjemnie mi się to oglądało.
    — Mhm — wymruczał Max. — Zaraz… tylko jeszcze chwilę… — mamrotał nieskładnie i roześmiałem się cicho, jeszcze raz całując go w skroń.
    I’m fine, babe — odparłem, bo naprawdę, naprawdę było mi dobrze. Tak jak kiedyś ustaliliśmy, seks to nie jest żadna transakcja wiązana, a ja dzisiaj byłem zdecydowanie mniej napalony od tego tutaj blondasa i cieszyłem się jak debil z tego, że właśnie zrobiłem mu dobrze. — Leż sobie. Ładnie pachniesz — wymruczałem jeszcze w jego szyję, w której aktualnie chowałem głowę.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Pon 14 Sty 2019, 00:59

    Chciał zadowolić Iana, dać mu to, co ten sobie tylko wymarzy, sprawić że jego twarz będzie rozjaśniona spełnieniem i przyjemnością, a koniec końców to nim finalnie zajął się Ian. I to jak się zajął! Jak zwykle, idealnie, na piątkę z plusem. Po tych kilku miesiącach Ian zdołał dogłębnie poznać jego ciało i zapoznać się ze wszystkimi czułymi punktami, co bezlitośnie wykorzystywał za każdym razem.
    Nie krępował się w ogóle tym, że doszedł całkiem szybko – to było nieuniknione, zważywszy na to jak Ian go potraktował. Chciał się powstrzymać, dla Iana, żeby mieć siłę na dalszą akcję, ale Ian miał inne plany i… No, cóż, w porządku.
    Sam także pragnął zadowolić Iana – właściwie, pragnął tego zdecydowanie mocniej od swojego spełnienia, i na to głównie był napalony – ale po wyczerpującym orgazmie i ogólnie dosyć męczącym dniu ciężko było mu złapać siły. Zdziwił się, kiedy Ian mu zasygnalizował, że nie potrzebuje żeby Max się mu odwzajemnił, a potem przytulił go do siebie mocniej.
    Na pewno? — spytał, już trochę bardziej opanowanym głosem. — Bo ja chcę, serio, tylko muszę chwilę odpocząć, nie zostawię cię z… o.
    O, bo spojrzał niżej, na krocze Iana, które było… w zasadzie, niewiele różniło się od swojego naturalnego stanu. Trochę ten penis był stwardniały, fakt, ale nazwanie tego wzwodem byłoby dużym nadużyciem.
    I zrobiło mu się trochę głupio.
    Dlaczego mi nie powiedziałeś, że jednak nie masz ochoty? — mruknął z żalem w głosie. Przecież, nawet mimo tego, że wyraził w końcu chęć seks, mógł w każdej chwili się z tego wycofać, jeżeli sam nie otrzymywał z tego zaspokojenia i zadowolenia. Max naprawdę mógłby to przeżyć.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Pon 14 Sty 2019, 02:09

    Wywróciłem oczami, zmęczony albo podirytowany, albo generalnie coś pomiędzy. Na co dzień byłem zadowolony z tego, że z Maxem możemy tak swobodnie rozmawiać o seksie, o tym, co w nim lubimy, co się nam podoba, na co mamy ochotę i tak dalej, ale w tym momencie zaczynałem mieć wrażenie, że zapędzamy się już w jakiś kozi róg.
    Maxie, czy ja naprawdę nie mogę po prostu ci obciągnąć bez dodatkowych pytań? — westchnąłem. — Miałem ochotę więc to zrobiłem. Nie bój się, nie pojebało mnie na twoim punkcie aż tak, by ssać twojego fiuta wtedy, kiedy tego nie chcę, bejb. Mam ci zacytować twoje własne słowa? Sam mówiłeś, że seks to nie jest transakcja wiązana, i jak ty mi zrobisz loda to nie znaczy, że ja od razu muszę robić to samo. I to chyba działa w dwie strony, co? Nie róbmy już z tego jakiejś kolejnej wielkiej rozmowy, proszę cię. Tu nie ma o czym dyskutować i czego wałkować. Lubię ssać twojego fiuta. Boże, to autentycznie najbardziej pedalska rzecz, jaką w życiu powiedziałem — roześmiałem się pod nosem. — No, ale trudno, taka jest prawda. Lubię od czasu do czasu jak kończysz w moich ustach, bo wtedy mogę na trzeźwo obserwować, jaką przyjemność ci sprawiłem i to mnie strasznie, strasznie satysfakcjonuje. Wiem, że nie jestem żadnym królem obciągania pały, ale, Boże, jak to robię to jęczysz tak słodko, że zaczynam w to wierzyć. Czy mam wymienić jeszcze kilka powodów dla których lubię trzymać twojego kutasa w ustach tak, żebyś nie myślał, że to dla mnie jakaś kara? — mruknąłem, podskórnie czując, że powody, dla których lubiłem trzymać kutasa Maxa w ustach, to dopiero była pedalska rzecz. Boże, dla tego gnojka stawałem się już totalnym gejem. Jeszcze kilka miesięcy i, nie wiem, przestaną mi się podobać kobiety? Dobra, to chyba tak nie działa, no ale błagam. Pięć miesięcy temu w życiu bym nie wypowiedział słów lubię ssać twoją pałę, a tu, patrzcie mnie. Boże, ale ze mnie pieprznięty idiota. — Spędziliśmy miły wieczór, pobawiliśmy się w łóżku, było fajnie, a teraz chcę po prostu z tobą poleżeć. Bez szukania jakiegoś drugiego dna, bo go nigdzie nie ma, bejb.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Pon 14 Sty 2019, 12:27

    Być może było w tym trochę hipokryzji, bo w istocie mówił Ianowi, że seks nie wymaga zawsze wzajemności, że można komuś sprawiać przyjemność nie oczekując tego samego, ale mimo to trochę źle było mu z tym, że tylko on na tym skorzystał. Ale tez nie zamierzał na cokolwiek naciskać. Nie można też uszczęśliwiać kogoś na siłę, bo to absolutnie mija się z celem.
    Okej. W porządku — skapitulował. Bo nawet, gdyby chciał dyskutować, to i tak nie miał na to siły. Więc leżał wtulony w Iana, czując jego ciepły oddech na swojej szyi i patrząc się w sofit. Walczył z sennością, bo nie chciał jeszcze kończyć tej nocy. Nie, kiedy było mu tak dobrze, z ukochanym u boku.
    Przekręcił się w jego stronę i sięgnął dłonią, aby wsunąć wskazujący palec pod ianową obrożę – tak, jak on często robił jemu – i przesuwał nim bezwiednie, czując z jednej strony ciepło skóry iana, a z drugiej fakturę miękkiej skóry, z której został wykonany ten podniecający Maxa dodatek.
    Kocham cię — wyszeptał. Mówił te słowa często, być może aż zbyt często, ale uzależnił się od przyjemnego uczucia, jakie ogarniało go za każdym takim wyznaniem. — Jesteś najwspanialszy.
    Uwolnił palec spod obroży i uwolnioną ręką zaczął miziać delikatnie ciepły bok Iana, wychwytując zmysłem dotyku wszystkie zagłębienia i nierówności, które był już w stanie bezbłędnie wskazać i zlokalizować.
    Nawet nie zauważył, kiedy usnął. Na szczęście, albo zdążył nastawić wcześniej budzik, albo Ian zrobił to za niego. Rano musiał dokończyć pakowanie rzeczy, ale na szczęście zostało tego mało, więc bez problemu ze wszystkim zdążył. Tym razem miał czas, żeby po pracy zajrzeć do mieszkania, dlatego zdecydował się nie ciągnąć ze sobą bagażu do redakcji. Sheryl przybyła do pracy wraz z Eriką – a obie były podejrzanie rozchichotane, co wprawiało Maxa w zastanowienie – i przekazała mu prezent dla Iana od Irwina, a sam obdarowujący od rana się do niego dobijał, pytając, jak wrażenia i czy prezent został należycie wykorzystany (dodając tę durną emotkę puszczającą oczko, której Max szczerze nie znosił).
    Max nie miał pojęcia, o czym Irwin mówił, dlatego powiedział mu, szczerze, że żadne z nich nawet jeszcze nie dowiedziało się, co znajdowało się we wnętrzu pudełka, które Irwin wręczył Ianowi przy wczorajszej kolacji. Na co jego kumpel się podirytował, stwierdzając że zepsuli niespodziankę, że w ogóle go nie doceniają, bla, bla, aż w końcu Max zmęczony tym jęczeniem wyłączył okienko rozmowy.
    I na lotnisko koniec końców wybrał się z tym przeklętym prezentem, żeby Irwin przestał mu suszyć głowę. Do odlotu zostało jeszcze całkiem sporo czasu, a i Ian powinien pojawić się dopiero za pół godziny, więc Max skorzystał z nadmiaru czasu, idąc na kawę i ciastko. Wysłał Ianowi smsa, dając mu znać gdzie dokładnie jest, w razie gdyby temu udało pojawić się wcześniej.
    Skłamałby, gdyby stwierdził że w ogóle nie stresował się tym wyjazdem i wizytą u rodziców. Myślał o tym przez cały dzień, nawet urwał się trochę wcześniej z pracy żeby móc spędzić więcej czasu w galerii na wybieraniu ubrań dla Iana na jutrzejsze przyjęcie. Naprawdę liczył mocno na to, że rodzice go nie zawiodą. O ojca się nawet nie bał, tylko matka… Zależało mu na tym, żeby zaakceptowała jego chłopaka, którego tak mocno kochał. Oczywiście, że chciał żeby najważniejsze osoby w jego życiu się dogadywały ze sobą.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Pon 14 Sty 2019, 14:19

    Miałem naprawdę kiepski dzień, więc kiedy znalazłem Maxa w kawiarni przy bramce B8, wypiłem tylko małą czarną i nie myślałem o niczym szczególnym. Chwilę przed ustawieniem się w kolejkę przypomniałem sobie, że Max przyleciał do Australii z butelką wina, więc zaciągnąłem go szybko na strefę bezcłową, nakazując sobie pomóc wybrać wino dla jego mamy. I znaleźliśmy jakieś, a ja zapakowałem je do plecaka, w którym miałem wrzucone trzy koszulki, gacie, skarpetki, spodnie i małą kosmetyczkę. Gdzieś po drodze zdążyłem wyśmiać bagaż Maxa, bo miał ze sobą normalnie kabinową walizkę (nie wiem, co w nią spakował) i przekomarzaliśmy się trochę w samolocie.
    Gdy wysiedliśmy było już dość późno, bo jakaś dwudziesta trzecia i właściwie to marzyłem tylko o tym, by wziąć prysznic, przytulić się do niego i pójść spać, ale nieee, oczywiście, że nie, rzeczywistość musiała być inna.
    — Wiesz, miałem kiedyś taką śmieszną sytuację — rzucił Max, gdy zeszliśmy już po schodach samolotu. — Przyleciałem kiedyś na święta do rodziców i czekałem już na bagaż, który strasznie długo nie przychodził, więc włączyłem Tindera i tam spiknęło mnie z pilotem samolotu, którym właśnie leciałem. No i, uhm, wiesz, poszliśmy do hotelu, no i… no, wiadomo. W każdym razie, zawsze jak tu przylatuję to mi się teraz to przypomina i…
    I co? I już dalej nie słuchałem, napinając się i zaciskając pięści. No zajebiście. Zajebiście, kurwa, co za pierdolony chuj. Wprost przepięknie, że stał sobie teraz tu ze mną i myślał o jakimś pierdolonym pilocie, któremu dał się wydymać, bo…
    Nie, naprawdę, kurwa, zaraz go rozjebię.
    Max coś tam mówił, ale już go nie słuchałem, zamiast tego złapałem go mocno za ramię i pociągnąłem w stronę toalety.
    — Ała, Ian — syknął. — Gdzie mnie ciągniesz? Nie chce mi się sikać, idź sam, pocze…
    Zawsze jak tu przylatujesz to ci się to przypomina, tak? — warknąłem, ignorując jego jęczenie i wciągnąłem go do kibla dla niepełnosprawnych. — To kurwa zajebiście, mam nadzieję, że masz miłe wspomnienia, bo mam zamiar je zaraz wyruchać z twojej głupiej głowy — dodałem, bezpardonowo rozpinając jego spodnie i ciągnąc je w dół.
    Wpiłem się w usta Maxa i pocałowałem szybko, gwałtownie, jednocześnie łapiąc go mocno w pasie. Odwróciłem go, odklejając się od niego z głośnym mlaśnięciem i popchnąłem do umywalki, twarzą do lustra. Złapałem tę śliczną bródkę i ścisnąłem, upewniając się, że Max patrzy na nasze odbicie.
    Z pilotem, tak? — syknąłem, pozwalając, by jęknął i mnie pocałował. Ale zaraz sam przerwałem pocałunek i zagroziłem: — Zaraz będziesz mnie błagał, żebyś mógł odlecieć. Oprzyj się.
    I Max zrobił, co kazałem, a potem bardzo wrednie, bardzo brutalnie obchodziłem się z jego członkiem, masturbując go i przestając w odpowiednim momencie, i znowu, i znowu, cały czas przesuwając swoim penisem po jego pośladkach, cały czas ze świadomością tego, że obaj patrzyliśmy na siebie w odbiciu, aż w końcu, po jego słodkich błaganiach, wziąłem go na sucho, jak sukę w rui, jak kurwę w lotniskowej łazience, jak moją, prywatną, osobistą dziwkę, Boże, jak ja go uwielbiałem.
    Po wszystkim minęło nieco czasu i na hali nie było już żadnych ludzi, a więc wychodziliśmy jako ostatni. Byłem na tyle łaskawy, że wziąłem maxową walizkę i prowadziłem ją obok siebie, podczas gdy mój chłopak z pokerową twarzą (albo czymś, co miało być pokerową twarzą) szedł powoli, przyklejony do mojego boku. Byłem z siebie dumny, bo miałem nadzieję, że wydymałem mu z głowy pomysł myślenia o jakimś pilocie, ale zupełnie nie przyszło mi do głowy, że ktoś może na nas czekać na lotnisku. Dlatego kiedy wyszliśmy przez bramki, skierowałem się do wyjścia, a Max zacisnął mocniej rękę na mojej talii i syknął:
    — Ian, czekaj. Tam są moi rodzice.
    Przystanąłem, robiąc naprawdę głupią minę.
    Ach? Twoi rodzice tu przyjechali?
    — Tak, idioto. I pewnie trochę sobie poczekali, przez twój pomysł na numerek w toalecie — warknął, niby taki rozeźlony, ale dobrze wiedziałem, że wcale tak nie było. Po prostu, mała cnotka-niewydymka pewnie nie czuła się komfortowo z myślą, że uprawiała seks tak niedaleko od swoich starych, no ale? — Zabiję cię. Obiecuję, że kiedy wrócimy do NY, to cię zabiję. Chodź.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Pon 14 Sty 2019, 21:23

    I po co mówił Ianowi o tym pilocie? Doigrał się. I człapał na spotkanie z rodzicami z bolącym tyłkiem, wypieprzony niemalże do granic i nafukany na Iana. Kundel oczywiście musiał go oznaczyć, bo olaboga, Max pieprzył się z innym facetem! To co biedak zrobi w San Francisco, miejscu tak przesiąkniętym wspomnieniami Maxa z Jaredem w roli głównej?
    Póki co nie zamierzał go prowokować.
    Aczkolwiek, gdyby chciał, to już wiedział gdzie uderzyć.
    Nie spodziewał się, że rodzice jednak będą na nich czekali na lotnisku. Przecież napisał mamie, żeby nie przyjeżdżała… Chociaż później już nie sprawdzał telefonu i nie miał pojęcia, co mu odpisała. W każdym razie, gdyby Max wiedział, to na pewno nie pozwoliłby się zawlec Ianowi do tej toalety. Ale, cóż, stało się, trzeba było przyjąć dobrą minkę i udawać, że wszystko okej.  
    Mimo, iż był już późny wieczór graniczący z nocą, to jego rodzice wyglądali tak, jakby dopiero opuścili kancelarię – niewątpliwie eleganccy, z nieskazitelnym wizerunkiem. Helen Stone stała dumnie, wyprostowana, z poważną twarzą, która rozpogodziła się dopiero wtedy, gdy dojrzała swojego syna, nadając jej zupełnie innego wyrazu. Stojący obok Jerry wyglądał jak zwykle (poza momentami, gdy znajdował się na sali sądowej) łagodnie, ciepło, nawet w idealnie skrojonym garniturze i pod krawatem.
    Cześć, kochani! — uśmiechnął się, przytulając się do zaledwie kilka centymetrów niższej od niego mamy, która wycałowała jego policzki, a potem i do taty. — Cieszę się, że możecie w końcu poznać Iana.
    — Witaj, młody człowieku. — Jerry od razu wyciągnął w kierunku Iana dłoń. — Pierwszy raz w San Jose?
    — Dobry wieczór — odezwała się Helen, w sposób bardziej powściągliwy od jej męża. Ian mógł poczuć, jak wbija się w niego spojrzenie stalowych tęczówek – niemalże identycznych, jak te Maxa. — Co wam zajęło tak długo? Martwiliśmy się, nie odbierałeś telefonów…
    Eee… — No, tak, nadszedł czas na tłumaczenie. Nie mógł przecież powiedzieć, że spóźnili się, bo Ianowi zachciało się spontanicznie wyruchać Maxa na lotnisku. — Czekaliśmy na bagaż, pojawił się kłopot i już myślałem, że gdzieś zaginął. No, ale ostatecznie się znalazł. I zapomniałem wyłączyć tryb samolotowy.
    — Na bagaż? — Jerry uniósł brew. — Przecież macie tylko kabinówkę?
    Ach, no tak… — Max zaśmiał się nieco nerwowo, drapiąc się po szyi. — To była akurat wyjątkowa sytuacja, było mało miejsca na pokładzie, Ian przynajmniej mógł zostawić swój plecak, ale walizkę musiałem już nadać — skłamał, starając się brzmieć przekonująco z tą ściemą. Na szczęście rodzice postanowili już nie drążyć.  
    — Dobrze — Jerry klasnął w dłonie — nie ma sensu tu dłużej stać, chodźmy już do auta.
    Max uśmiechnął się i ruszył z miejsca, i… musiał przygryźć wargę, żeby nie jęknąć. No tak, przez chwilę zapomniał o swoim bolącym tyłku.  
    — Co się dzieje, Max? — spytała zatroskana Helen.
    Nic takiego, mamuś. Po prostu jestem zmęczony i trochę mnie bolą nogi. Wczoraj chodziłem cały dzień w nowych butach, a że wcześniej ich nie rozciągnąłem to trochę mnie obtarły — wyjaśnił, ponownie kłamiąc. Bo przecież nie mógł wyznać prawdziwego powodu swojego dyskomfortu i tego dlaczego tak krzywo chodził.  
    — Ech, synku, jak przyjedziemy do domu to dam ci jakieś plastry na te odciski.  
    Rodzice Maxa odwrócili się i poszli przodem w kierunku parkingu, gdzie zostawili swoje auto, a Max został z tyłu z Ianem, którego właśnie mordował wzrokiem (tak, jakby biedakowi już się wystarczająco nie oberwało ze strony Helen).  
    Za-mor-du-ję — wyszeptał na tyle cicho, by ten przekaz dotarł tylko do jego ukochanego chłopaka.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Pon 14 Sty 2019, 22:14

    Widząc na horyzoncie rodziców Maxa, od razu go puściłem, bo, no proszę, nie róbmy jaj, nie będę przed jego starymi grał niewiadomo kogo, no nie o to w tym chodziło. Podeszliśmy do nich już osobno, ja wciąż z walizką Maxa, przystając nieco z tyłu, gdy blondas witał się z rodzicami.
    Prawdę mówiąc, czułem się lekko skrępowany. Wcześniej w ogóle się nad tym nie zastanawiałem, ale… no. Sam mówił, że nie są tacy, jak Lana i chociażby przez to mogłoby być dziwnie. Nigdy nie poznawałem rodziców mojego chłopaka, ani dziewczyny. Okej, poznawałem rodziców moich kumpli i to zawsze było zabawne, takie rodzinne i radosne, ale coś mi mówiło, że tutaj może być trochę inaczej.
    Co przede wszystkim mi to mówiło? Hm, no na przykład to, jak wyglądali. Okej, żeby nie być hipokrytą i nie oceniać ludzi po wyglądzie, powiem tylko, że ja o tej godzinie w życiu nie stałbym nigdzie w gajerze, no, ale może, nie wiem, okoliczności. Za to spojrzenie, jakim moje dresy obdarzyła mama Maxa… no, widywałem je już wiele razy. Jakoś nigdy nie zaprzyjaźniłem się z takimi ludźmi.
    Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, tata Maxa wyciągnął w moją stronę dłoń i bez wahania ją uścisnąłem. Dobra, przez myśl przeszło mi, że jeszcze dziesięć minut temu tę samą ręką masturbowałem jego syna, ale nie musiał o tym wiedzieć, nie?
    Tak — odparłem, uśmiechając się szeroko. — Ale słyszałem, że w Dolinie Krzemowej jest dużo Kamieni — nie mogłem się powstrzymać przed palnięciem lamerskiego żartu. — Cześć, jestem Ian — przywitałem się.
    — Jerry — odparł tata Maxa, odwzajemniając uśmiech i ścisnął moją dłoń trochę mocniej, co było dobrym znakiem, bo nienawidziłem, absolutnie nienawidziłem, jak ktoś mi podawał zdechłą rybę. — I tak, mamy całkiem sporą rodzinę!
    Zabrałem jednak rękę i zwróciłem się w kierunku mamy Maxa, która mierzyła mnie w tym czasie wzrokiem.
    — Dobry wieczór – powiedziała sztywno, ale nie straciłem rezonu, odchrząkując i zaczynając:
    My się już chyba…
    — Co wam zajęło tak długo? — weszła mi w słowo, zwracając się do Maxa. — Martwiliśmy się, nie odbierałeś telefonów…
    Uniosłem zdziwiony oczy, zabierając rękę i udając, że chciałem się nią podrapać po szyi. Ech? A więc tak?
    Prawdę mówiąc, chyba nawet nie byłem zaskoczony.
    Ale zamiast jakoś to skomentować, ugryzłem się tylko w język, ze zmarszczonymi brwiami słuchając historyjki, którą Max sprzedawał rodzicom. No, normalnie pewnie by mnie to bawiło, tak samo jak tłumaczenia odnośnie tego, czemu Max chodzi jak pokraka, ale teraz stałem trochę wycofany, z boku całej sytuacji. Gdy w końcu rodzice Maxa odwrócili się i poszli przodem, przywołałem na twrz uśmiech, żeby mój blondas nie zaczął się frasować, że och, jej, co się stało, czy wszystko w porządku, blablabla. No tak, tak, chodźmy spać.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Wto 15 Sty 2019, 01:01

    Kiedy podążali w kierunku auta taty Maxa, Max przylepił się niepostrzeżenie do ramienia Iana. Było mu szkoda swojego chłopaka, wystawionego na pożarcie przez Helen Stone, która już od samego powitania zachowywała się… zwyczajnie nieuprzejmie, ignorując Iana i łypiąc na niego spojrzeniem. Cieszył się natomiast z zachowania swojego taty, który zdawał się automatycznie polubić Iana po tym, jak ten zaserwował jeden ze swoich lamerskich żartów. Cóż, na tym polu ta dwójka mogła się dogadać.
    No co? — mruknął, gdy Ian spojrzał ze zmrużonymi oczami na swoje ramię i przyczepioną do niego ludzką narośl w postaci jego ulubionego blondyna. — Ciężko mi się chodzi, mógłbyś mi trochę pomóc — mówił z bezczelnym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Dystans pomiędzy nimi, a państwem Stone przez wlekącego się Maxa zwiększył się na tyle, że mógł już w miarę swobodnie rozmawiać ze swoim chłopakiem.
    Kiedy dotarli do czarnej Kii Sportage, czekał już na nich otwarty bagażnik, a Jerry odebrał od Iana walizkę i plecak. Gdy już rozsiedli się w aucie – Max z Ianem oczywiście razem z tyłu, do Maxa dotarło jak bardzo był zmęczony po podróży. Poprzedniej nocy nawet się porządnie nie wyspał, a przynajmniej nie czuł się wyspany. Poza tym w pracy starał się uwijać szybko, żeby móc szybciej wyjść, potem krążył po galerii w poszukiwaniu ciuchów dla Iana, wypad do domu, wypad na lotnisko, lot…
    Ziewnął porządnie przy zapinaniu pasów.
    Śpiący jestem — wymamrotał. Najchętniej wtuliłby się w Iana i zdrzemnął w drodze do domu, ale dzieliła ich zbyt duża odległość, bo jego cwana mama ułożyła pomiędzy nimi swoją dużą torebkę.
    — Widzisz? To dobrze, że przyjechaliśmy. Tak to musielibyście jeszcze czekać na tego Ubera, a tak to jesteś już ze swoimi rodzicami, i masz ciepłą herbatkę — powiedziała radośnie Helen, podając Maxowi kubek termiczny z herbatą w środku. — Ty też się napij, oczywiście — zwróciła się do Iana. — Ubraliście się bardzo cienko. Max, nie sprawdzałeś pogody przed wyjazdem? Przez cały weekend ma być zimno. Wziąłeś cieplejsze ubrania, prawda? Chociaż ten płaszczyk… bardziej nadaje się na wiosnę, niż na zimę. Boże, dziecko, zaziębisz się w tym. Nawet nie masz szalika. Tak chodzisz w Nowym Jorku? Przecież tam jest jeszcze zimniej.
    Max nauczył się już, żeby puszczać paplaninę swojej matki jednym uchem, a wypuszczać drugim, ale Ian był chyba nieco zdziwiony jej biadoleniem, które ciągnęło się przez całą drogę.
    Ach, jak dobrze być w domu.
    Jego dom rodzinny stał tak jak zwykle – od jego ostatniej wizyty zmieniło się tylko tyle, że zdjęte zostały wszystkie ozdoby świąteczne, które tak uroczo upiększały budynek.
    — Przygotuję kolację, a wy się rozgośćcie — oznajmiła Helen, gdy przekroczyli próg domu i rozebrali się z wierzchniego odzienia. — Max, pokaż Ianowi dom. Wasze pokoje są już gotowe, ale jeszcze nie idźcie spać.
    …pokoje? — podchwycił Max.
    — Tak, pokoje. Zaścieliłam Ianowi pokój gościnny i zrobiłam miejsce w szafie. Powinieneś bez problemu zmieścić się ze swoimi rzeczami — stwierdziła, łypiąc na plecak Iana.
    Mamo, ty chyba sobie żartujesz! — prychnął Max w prawdziwym oburzeniu. — [b]Poważnie każesz nam spać w osobnych pokojach? Postradałaś zmysły?! Jesteśmy parą, mamo, p-a-r-ą. I dorosłymi ludźmi, nie sądzisz że to jest co najmniej śmieszne, że…
    — Max, jak się odzywasz do swojej matki? Śpicie w osobnych pokojach, koniec tematu. Nie stanie wam się od tego krzywda, zapewniam.
    Ton jego matki jasno wskazywał na to, że dalsza dyskusja nie miała sensu. Chyba, że Max chciałby rozpętać awanturę. Nie był w stanie nadaj pojąć tego, jak jego mama mogła w ogóle wpaść na tak kretyński pomysł. Warknął z frustracji i chwycił swoją walizkę, a w drugą rękę nadgarstek Iana, ciągnąc go w kierunku schodów.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Wto 15 Sty 2019, 12:22

    Wywróciłem oczami, nachylając się i całując tego gnojka, który podobno był moim chłopakiem, a tak naprawdę to raczej kawałem skurwysyna w ludzkiej postaci, podły manipulant. No ale cóż, takiego sobie wybrałem, nie? Trudno było teraz narzekać, bo raz, że widziały gały, co brały, dwa, no, podobało mi się to. Co tu dużo gadać, też byłem nieco skrzywiony i niekoniecznie mi to przeszkadzało.
    Maxie był zmęczony nawet nie wiem czym. Ten blondas mnie stale zaskakiwał, bo jego potrafiły męczyć tak naturalne rzeczy, jak przemieszczanie się z jednego miejsca na drugie. Absolutnie nie moglem się nadziwić tym różnicom pomiędzy nami, wciąż były dla mnie strasznie osobliwe i jakieś takie, no, zabawne. Chciałem już wyciągnąć fajki z kieszeni i odpalić sobie jedną, bo jednak ten lot trwał siedem godzin, więc chciało mi się jarać, ale zanim się zorientowałem, już siedzieliśmy w samochodzie.
    I tu też wybałuszyłem oczy ze zdziwienia, słuchając pierdolenia matki Maxa. Ubraliście się za cienko? Co kurwa? Chodź i tak najbardziej zszokowało mnie to pierwsze. Już jesteś ze swoimi rodzicami. Nawet nie starałem się kryć zdziwienia pomieszanego z jakimś zażenowaniem, kiedy padło to sformułowanie i tylko zerknąłem kontrolnie na Maxa, spodziewając się jakiejś reakcji. Ale tej nie było, owinął tylko ręce wokół kubka z herbatą, a ja zastanawiałem się, do jakiej rzeczywistości trafiłem. Poczułem… nie wiem, może to przez to, jak mierzyła mnie wzrokiem i ignorowała, ta matka mojego chłopaka, może już się uprzedziłem, ale poczułem naprawdę wielkie, wielkie zażenowanie. Ta kobieta, no kurwa, zwracała się do prawie trzydziestoletniego faceta tak, jakby miał pięć lat i traktowała go w taki sam sposób, aż przeszły mnie ciarki. Autentycznie… odebrało mi mowę. Nie wiedziałem, co mam myśleć, a co dopiero mówić czy robić. Potrząsnąłem lekko głową, gdy Max wyciągnął w moją stronę kubek z herbatą i spojrzałem przez okno, czując się bardzo, bardzo nie na miejscu.
    A kiedy dojechaliśmy do jego domu…
    Na samym początku myślałem, że to jest jakiś żart, ale tym razem Maxie mnie uprzedził i sam spytał, o co z tym chodzi. Z tym że… jego matka zaraz go uciszyła, a on pokornie spuścił głowę. Wiedziałem, że lubił brać rzeczy z połykiem, ale były chyba jakieś granice, prawda? Zwłaszcza, gdy jego matka traktowała go jak dziecko i posuwała się do jakichś naprawdę…
    Nie wiedziałem, że to możliwe, ale poczułem się jeszcze bardziej nie na miejscu. Reakcja Maxa jasno wskazywała na to, że sam był zaskoczony zachowaniem swojej matki, a więc był to pierwszy raz, kiedy wpadła na taki genialny pomysł. Co oznaczało, że już zanim tu przyjechałem, zostałem postawiony w jej prywatnym rankingu nawet niżej od tego pedała Jareda, który… zacisnąłem pięści, nie chcąc się na to teraz nakręcać, ale i tak poczułem się paskudnie. Z reguły naprawdę miałem gdzieś, co sobie o mnie myślą inni ludzie, ale już pewien czas temu odkryłem, że jeśli sprawa dotyczy mnie i Maxa, naszego związku, było trochę inaczej. Byłem przygotowany na to, że mama Maxa może być do mnie lekko uprzedzona, ale chyba nie zdawałem sobie sprawy ze skali tego zjawiska, tego, że chociaż w życiu nie zamieniła ze mną jednego słowa, może już mieć tak wyrobioną o mnie opinię, że pod swoim dachem zarządzi nawet naszą izolację. Musiałem jej z jakiegoś powodu bardzo nie pasować, bardziej, niż ten cały Jared, którego podobno też nie lubiła, skoro jemu pozwalała spać z Maxem w jednym pokoju. Mnie najwyraźniej ten zaszczyt nie kopnął i… już naprawdę nie chodziło o to, że miałaby się nam od tego stać jakaś krzywda, bo oczywiście, że nie, ale to jasno wskazywało mi na to, co ta kobieta sądzi o mojej osobie.
    Dlaczego mnie tu w ogóle zaprosiła? W tej chwili zacząłem się zastanawiać, czy to w ogóle się odbyło. Do tej pory byłem przekonany, że tak, że rodzice Maxa najpewniej zasugerowali, bym z nim przyleciał, ale teraz… teraz zacząłem się zastanawiać, czy to raczej nie był Max, który wymógł na nich zgodę bym mógł się tu pojawić. Gdybym tylko wiedział, jak to wygląda, naprawdę nigdy bym tu nie przyleciał, bo w całym swoim życiu, jak ognia, unikałem takich sytuacji, gdzie miałem być niechciany. Rozumiałem to, że ktoś może mnie nie chcieć widzieć całkowicie, w porządku, to nie był problem. Zwyczajnie, wtedy nie wpieprzałem się tam, gdzie mnie nie chcą.
    Tu, co tu dużo mówić, tak właśnie było. Na ułamek sekundy w głowie pojawiła mi się myśl, że może lepiej spierdolić. W pierwszym odruchu pomyślałem, że do jakiegoś hotelu, ale chwilę później zastanowiłem się po co. Przecież rzekomym powodem, dla którego tu byłem, była rocznica ślubu rodziców Maxa, a skoro jego mama wyraźnie dawała mi odczuć, że nie byłem tu miłym gościem, to po co było dalej ciągnąć tę szopkę? Mogłem znaleźć sobie jakiś miły lot do Nowego Jorku. Z tym że… ech, nie byłem żadną drama queen, a takie zachowanie na pewno by nie polepszyło żadnej atmosfery. Mogłem tu w ogóle nie przylatywać, wtedy byłoby najlepiej, ale teraz? Teraz musiałem zacisnąć zęby i jakoś to przeboleć.
    I to mnie wkurwiało. Wkurwiało jak mało co, bo ja, Ian Monaghan, nienawidziłem zaciskać zębów i tkwić w niewygodnej dla mnie sytuacji. Nade wszystko, naprawdę, ceniłem sobie własną, osobistą wolność, i w całym swoim życiu dążyłem do tego, by mieć ją w każdym aspekcie. Poczułem cień złości na Maxa, że postawił mnie w takiej sytuacji, w sytuacji, której naprawdę nie znosiłem, jak niczego. Do tego… samo jego zachowanie… nie poznawałem go. Ten koleś, który tak pochylił główkę i zgodził się na to, co tu się działo, nie, to nie był mój chłopak. Mój chłopak tupał nóżką, pyskował, złościł się, rzucał rzeczami, czasami zachowywał się jak rozkapryszone dziecko, bywał w tym tak strasznie nieznośny i wkurwiający, ale uwielbiałem to w nim. To, że miał własne zdanie, że potrafił postawić na swoim, że gdy coś mu się nie podobało to jasno to komunikował i nie odpuszczał. Tymczasem…
    Nie wiedziałem, co myśleć. Miałem mętlik w głowie, byłem zły i zaskoczony jednocześnie, chyba też trochę zawiedziony. Max pociągnął mnie w stronę schodów, ale wyswobodziłem swój nadgarstek z jego dłoni.
    Idę zapalić — powiedziałem mu tylko, bo do tego wszystkiego wciąż cholernie chciało mi się palić. I nie obejrzałem się już nawet ani na niego, ani na jego rodziców, nie spodziewając się nawet, że wyjdzie ze mną na fajkę, nie przy swojej mamie. I zamknąłem za sobą drzwi, odpalając papierosa przeszedłem się do bramki, nie chcąc jeszcze bardziej wchodzić w przestrzeń mamy Maxa i kiepować jej na chodniczek. Wypaliłem dwie fajki, starając się uporządkować myśli, co na niewiele mi się zdało, a gdy wróciłem do środka, spotkałem Maxa na dole. — Pokażesz mi, gdzie mam zostawić rzeczy? — mruknąłem.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle on Wto 15 Sty 2019, 22:37

    TRIGGER WARNING: poronienie


    Max nie powinien narzekać na swój los. Tak uważał, nie dawał sobie na to przyzwolenia, w końcu jego życie nigdy nie było ciężkie. Miał kochającą rodzinę, nie brakowało mu nigdy zasobów materialnych, był wychuchany i wydmuchany od samego dzieciństwa, nigdy nie musiał rezygnować z marzeń w imię samego przetrwania, bo cokolwiek by się nie działo mógł zawsze liczyć na wsparcie rodziców.  
    Czuł, że gdyby pozwolił sobie na narzekanie i robienie z siebie ofiary, to metaforycznie przyłożyłby w twarz wszystkim tym, którzy nie mieli nawet w jeden dziesiątej tak wygodnego życia, jak on. Jak chociażby Ian, który od dziecka musiał sobie radzić sam, który wychowywał się bez ojca, a jego mama musiała ciężko pracować by zapewnić im w ogóle byt. Ian, biedny Ian, który musiał przedwcześnie dojrzeć, który musiał nabrać odpowiedzialności za swoje życie, podczas gdy Max żył sobie jak pączek w maśle.  
    Ale, mimo iż patrząc obiektywnie miał cudowne życie, to… wcale się tak nie czuł. Miał dość tego upupiania przez własną matkę, które z biegiem lat wciąż się utrzymywało. Miał dość bycia traktowanym protekcjonalnie, jak dzieciak niezdolny do decydowania o samym sobie, mimo iż już od kilku lat mieszkał sam, na drugim końcu kraju. Bolał go ten brak zaufania, a jeszcze bardziej bolało go to, jak jego mama traktowała Iana, który był dla niego tak ważny, którego tak kochał.  
    Odprowadził Iana smutnym wzrokiem. Nie dziwił się temu, że mężczyzna odczuł potrzebę ucieczki z tej absurdalnej sytuacji. Sam również zatrzymał się, opuszczając walizkę na podłogę.  
    Mamo, przesadzasz, wiesz? Osobne pokoje, serio? Jak mogłaś na coś takiego w ogóle wpaść?! — syknął, idąc za Helen do kuchni.  
    — Max, uspokój się. Nie zamierzam ci się tłumaczyć z tego, jak przyjmuję gościa w naszym domu.  
    Póki co, wcale nie popisujesz się gościnnością — zauważył zjadliwie. Kobieta zajrzała do piekarnika, gdzie na wstawienie czekało zamarynowane i przyrządzone wędzone tofu z warzywami, a Max przysiadł przy wyspie kuchennej.  
    — Max, słuchaj, jesteście razem zaledwie… ile? Cztery miesiące? Rozumiem, że jesteś zauroczony i pełen entuzjazmu, ale mam prawo być trochę sceptyczna. Zwłaszcza, że odkąd się z nim spotykasz zrobiłeś się bardziej wyszczekany. Nie ukrywam, że wydaje mi się podejrzany. — Odwróciła się w jego stronę po nastawieniu piekarnika i oparła się o blat, zakładając na siebie ręce.  
    Max tymczasem otworzył szeroko usta, szczerze zszokowany i wgnieciony w ziemię przez bezczelne słowa swojej mamy.
    Chyba sobie ze mnie żartujesz, prawda? Znasz go dosłownie godzinę! Jak możesz w ogóle wysuwać takie wnioski! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że obrażając go, obrażasz również mnie? Zależy mi na nim, kocham go, i boli mnie to że tak go traktujesz.
    — Na tym całym… Jaredzie — Helen wypluła z siebie imię byłego chłopaka swojego syna z nieskrywaną niechęcią — też ci zależało. Max, mam dwa razy więcej lat od ciebie. Wiem, co to jest młodzieńcze zauroczenie, rozumiem że teraz ci się to wydaje miłością na całe życie, ale musisz na siebie uwa…
    Mam prawie trzydzieści lat — zauważył Max, próbując nie dać się ponieść emocjom. Nie miał siły na awanturę, zwłaszcza w pierwszy dzień wizyty u swoich rodziców, w przeddzień ich rocznicy, ale zachowanie jego matki naprawdę go irytowało. — Nie jestem już dzieckiem. Pozwół mi podejmować własne decyzje i popełniać własne błędy.
    — Nie możesz ode mnie oczekiwać, że przestanę się o ciebie martwić.
    I nie oczekuję tego. Oczekuję rozsądku i zaufania. Czy kiedykolwiek się na mnie zawiodłaś?
    To pytanie zastygło w powietrzu. Helen nie odpowiedziała. Jak gdyby nigdy nic, wróciła do przygotowywania kolacji, w ten niezbyt subtelny sposób kończąc temat. To też była znana Maxowi praktyka. Kolejny objaw protekcjonalnego zachowania względem niego.  
    Przewrócił oczami i prychnął pod nosem. Wyciągnął telefon, bo musiał chociaż z przyjaciółmi podzielić się swoją frustracją. Wprawdzie w ogóle nie rozwiązywało to problemu, ale pomagało chociaż częściowo spuścić negatywne emocje. A Ian wciąż się nie pojawiał, co zaczynało Maxa już martwić. Zastanawiał się, czy do niego nie dołączyć na zewnątrz (i ostentacyjnie zapalić, żeby wkurzyć matkę – chociaż przez to Helen miałaby tylko kolejny pretekst do czepiania się Iana), ale wtedy usłyszał dźwięk otwierających się drzwi. Obrzucić matkę kolejnym wkurzonym spojrzeniem, zanim nie wyszedł do swojego chłopaka.

    ***

    Była pewna rzecz, o której Max nie wiedział. I miał się prawdopodobnie już nigdy nie dowiedzieć. Przynajmniej takie było założenie.
    Max bowiem wcale nie był pierwszym dzieckiem państwa Stone.
    Mało tego – nie był nawet drugim. Ale jedynym żywym.

    Helen Hughes poznała swojego przyszłego męża pracując jako asystentka księgowej w pewnej sporej kancelarii, w której Jeremy Stone stawiał swoje pierwsze kroki w karierze prawniczej, będąc świeżo po ukończeniu szkoły. Udało mu się dostać pod skrzydła jednego z najlepszych prawników w mieście, który za rok miał prawdopodobnie zostać sędzią. Młody prawnik ukończył szkołę prawniczą z wyróżnieniem, w dodatku był pracowity i ambitny, skupiony tylko na karierze.  
    Dziwnym więc było to, że ta młoda asystentka tak zawróciła mu w głowie. Zakochali się w sobie, miłością głupią i młodzieńczą. Owocem tej miłości była ciąża. Wpadka, zupełnie niespodziewana, z początku niechciana. Nie byli wprawdzie dwójką gówniarzy świeżo po szkole średniej, więc ciąża nie przeraziła ich aż tak, niemniej nie czuli się gotowi na dziecko.
    Po relatywnie niedługim czasie ich podejście uległo znaczącej zmianie. Zwłaszcza Helen. Zobaczywszy pierwszy obraz z USG, ten niewyraźny kształt, uderzyła w nią pierwsza fala wzruszenia. I wiedziała, że chce urodzić to dziecko. Chce je wychować, chce żeby było szczęśliwe.
    Nie było jej to jednak dane.  
    Poroniła jeszcze przed poznaniem płci dziecka.  
    Nie sądziła, że dotknie ją to aż tak mocno. Strata dziecka, którego początkowo przecież nawet nie chciała. I tylko dzięki Jerremu, który cały czas przy niej trwał, udało jej się podnieść. Wkrótce została Helen Stone, a młode małżeństwo postanowiło spróbować jeszcze raz, tym razem świadomie starając się o dziecko. W końcu się udało. Tym razem zdołała dowiedzieć się, że spodziewają się z mężem córki. Tym bardziej zabolała kolejna utrata dziecka, tym razem tego, które już miało imię, które już tuż-tuż miało przyjść na świat. Które było takie… realne, które przestało być zlepkiem komórek.  
    Nie sądziła, że po kolejnym ciosie już uda jej się wrócić do normalnego funkcjonowania. Ale wówczas pojawiła się trzecia ciąża. Tak strasznie się bała, że i tym razem zakończy się tragicznie, że przez myśl przeszedł jej nawet pomysł aborcji. Jerry, który zarabiał coraz więcej, zapewnił żonie opiekę w dobrej klinice, w której jej ciąża była monitorowana przez grono specjalistów. Zrezygnowała z informacji o płci dziecka. Była nastawiona na kolejne poronienie, mimo wspaniałej opieki.  
    Wydarzył się cud. Jej wymarzone dziecko, mały, różowy synek, urodził się zdrowy. Max, jej żywy cud, którego pokochała od pierwszego wejrzenia.
    Max rozwijał się prawidłowo, był zdrowym dzieckiem. Dostarczał swoim rodzicom wzruszeń wraz z pierwszym wypowiedzianym słowem, pierwszym postawionym krokiem, pierwszym napisanym wyrazem. Tę ostatnią czynność wyjątkowo sobie upodobał, dając w ten sposób ujście swojej wyobraźni, gdy był już trochę starszy.  
    A Helen, ach, Helen była taka szczęśliwa, widząc rozwój swojego dziecka. Dbała o niego najlepiej jak tylko mogła, każde przeziębienie Maxa doprowadzało ją do paniki, starała się chronić dziecko przed możliwie każdym niebezpieczeństwem.
    Gdy Max poszedł do szkoły, Jerry założył własną kancelarię. Co oznaczało, że był bardziej zapracowany i spędzał mniej czasu z rodziną. I to był moment, w którym Helen zaczęła się coraz bardziej rozkręcać w swojej nadopiekuńczości, zaczęła widzieć zagrożenia czające się na każdym kroku. Nie przeżyłaby tego, gdyby jej Maxowi stało się cokolwiek złego. Nie byłaby w stanie znieść kolejnej straty.
    Kiedy jej mąż o włos nie zginął w wypadku w drodze na konferencję, Helen zaczęła widzieć jeszcze więcej zagrożeń. Przestali jeździć na wycieczki plenerowe, w końcu natura potrafiła być niebezpieczna i nieokiełznana. Max po szkole musiał wracać prosto do domu, bo tylko pod swoim okiem Helen mogła być pewna, że nic mu się nie stanie.
    Wcale nie dostrzegała tego, jak bardzo krzywdzi swoim zachowaniem syna. Kłótnie się pojawiały, Max stojący na progu dorosłości zaczynał mieć pretensje, ale ona wiedziała, że robi dobrze.  
    Kiedy Max wyprowadził się z domu, to złamało jej serce. Gdzie popełniła błąd? Przecież go kochała, chciała dla niego jak najlepiej, opiekowała się nim jak tylko mogła. Nie była gotowa puścić go samodzielnie w ten niebezpieczny, okrutny świat, który odebrał jej już dwójkę dzieci i prawie zabrał jej męża.  
    Nie mogła już nad nim czuwać. Nie miała jak. I to doprowadzało ją niemalże na skraj szaleństwa. Poświęcała się pracy, zajmując w ten sposób swój czas, pomagając mężowi w budowaniu dalszej kariery i wspierając go. Z utęsknieniem wyczekiwała każdej wizyty syna. A kiedy tylko się pojawiał, kiedy w końcu mogła go przytulić, nie chciała wypuszczać go z ramion.  

    ***

    Pewnie, chodźmy na górę — odparł niemrawo, czując paskudny ścisk w sercu. Naprawdę kochał swoją mamę, dlaczego zatem niemalże każda wizyta w rodzinnym domu była dla niego tak męcząca?
    Tutaj — mruknął, otwierając drzwi do pokoju gościnnego. Rzeczywiście, był przygotowany na wizytę gościa. Nieskazitelnie czysty, uprzątnięty, a zgodnie ze słowami Helen w szafie było wydysponowane miejsce na rzeczy Iana. — Ian… przepraszam za jej zachowanie. Nie spodziewałem się, że wymyśli coś takiego. Obiecywała mi, że postara się zachowywać normalnie — mówił przepraszającym tonem, przysiadając na brzegu łóżka. Było mu głupio, wstyd, a ponadto czuł ogromny żal do swojej mamy. — Chyba mam po niej tego Lionela. Nie widzę innego wytłumaczenia na to, co się dzieje. Porozmawiam z nią jeszcze, dzisiaj próbowałem, ale chyba to nie ma sensu. Chcesz zobaczyć dom przed kolacją? Chodź, pokażę ci mój pokój — zaproponował.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie on Wto 15 Sty 2019, 23:45

    Wszedłem za Maxem na górę, łapiąc na dole jego walizkę i nie oglądając się za siebie, gdzie pewnie czyhały na mnie oceniające spojrzenia Helen Stone. Straciłem humor na cokolwiek, chciałem wejść pod prysznic i pójść spać, ale czekała mnie – nas – jeszcze kolacja w, nie wątpiłem, wspaniałej atmosferze.
    Rzuciłem plecak na łóżko, tylko przelotnie zerkając na pokój i wyciągnąłem telefon z tylnej kieszeni spodni, po raz pierwszy od NY sprawdzając jakieś wiadomości. Miałem coś nieodczytanego od Bety, ale tylko przeskanowałem wzrokiem ekran, sprawdzając, czy to jakaś pilna akcja (psycho-akcja), ale nie, więc uznałem, że może poczekać.
    W porządku — mruknąłem do Maxa, bo nie było tutaj co się kłócić i dyskutować. Nie podobało mi się, jak Max zachowywał się przy swojej mamie i pewnie normalnie bym mu to wygarnął, ale zacisnąłem zęby (w myślach wkurwiając się tylko na to jeszcze bardziej). Sytuacja była patowa, a ze mnie nigdy nie był jakiś wyśmienity szachista.
    Więc Max poszedł przodem, a ja zabrałem jego walizkę i wszedłem za nim do jego pokoju.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle Yesterday at 00:30

    Pokój Maxa znajdował się vis-a-vis pokoju, w którym rezydował Ian. I przeszła mu przez głowę myśl, żeby po prostu w nocy przemknąć do swojego chłopaka, ale przez fakt że w ogóle takowy pomysł zaświtał w jego głowie czuł się jeszcze bardziej jak dzieciak.
    Gdy tylko weszli do środka i Max zamknął za nimi drzwi, nie dał się rozejrzeć swojemu chłopakowi po wnętrzu, zamiast tego przycisnął go zdecydowanym gestem do ściany i chwycił jego twarz w dłonie, całując go mocno, z pasją i z frustracją.
    Było mu szkoda Iana, potraktowanego w tak paskudny sposób przez matkę Maxa, ale siebie samego też żałował. Czuł się oszukany. Naprawdę liczył na to, że jego mama będzie dla Iana miła, a przynajmniej nie będzie mu okazywała żadnej niechęci. Że nie będzie kierowała się uprzedzeniami. Wierzył w jej zapewnienia. Gdyby wiedział, że tak ta wizyta będzie wyglądać, to przecież przyjechałby sam.
    Dał mu jeszcze jednego całusa, tym razem spokojniejszego, i wtulił się do niego na moment.
    Jeżeli jesteś ciekawy jak wyglądało królestwo młodszego Maxa Stone’a, to oto i ono — wymamrotał w bluzę swojego ukochanego, i w końcu się od niego odlepił.
    Pokój był przede wszystkim przytulny. Mama specjalnie na jego wizytę wyciągnęła schowane prawdopodobnie na strychu poduszki, które zapełniały wraz z miękką pościelą jednoosobowe łóżko, przy którym stała szafka nocna. Oprócz tego, z umeblowania w pokoju znajdowała się drewniana szafa, biurko z równie ciemnego drewna ze stojącym przy nim obrotowym krzesłem, i stojący przy zapełnionym wciąż częściowo regale bujany fotel. Nawet w tym momencie to pomieszczenie pachniało wspomnieniami. W końcu spędzał tutaj większość swojej młodości, czytając, pisząc, leżąc na łóżku i bujając w obłokach. Tylko ściany były znacznie bardziej łyse – wyprowadzając się zerwał z nich wszystkie plakaty, pozostawiając tylko jeden dosyć abstrakcyjny obraz nad łóżkiem.
    Gdyby nie fakt, że była już noc, w środku byłoby całkiem jasno przez duże okno i promienie słoneczne odbijające się w ścianach w kremowym kolorze.
    Otworzył szafę, całkowicie opróżnioną z jakichkolwiek rzeczy które mógł po sobie pozostawić i wziął walizkę, którą Ian zostawił przy drzwiach.
    Nie chce mi się dzisiaj rozpakowywać — stwierdził, po prostu wrzucając ją do środka i tam ją zamykając. — Właściwie, to chce mi się spać — westchnął. Z tym, że chciałby zasnąć normalnie, w ramionach Iana. — …a chyba najbardziej chcę już wracać. To straszne, nie? W sensie, że… widzę się z nimi tak rzadko, a już mam dość. Zachowuję się jak wyrodny syn, ale w takich chwilach… Wiesz, kiedy rozmawiamy tylko przez telefon, to jest bardziej znośna.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie Yesterday at 01:14

    Max pchnął mnie na ścianę i złapał mocno, zaczynając całować mocno i gwałtownie, a ja… niezbyt potrafiłem na to odpowiedzieć. Znaczy, ruszyłem coś ustami, ale raczej mało i niezbyt chętnie, chyba zupełnie nie w nastroju Maxa. Lubiłem nim rzucać o ścianę i gwałtowniej się z nim obchodzić, sprawki typu ludzie za ścianą i potajemne obściskiwanie też mnie jarały, ale… nie w takiej sytuacji. Naprawdę, naprawdę straciłem humor i niezbyt nawet miałem ochotę udawać przed Maxem, że jest inaczej. Zresztą, to chyba nie było trudne do zauważenia.
    Wtulił się we mnie, ale nawet wtedy tylko przesunąłem ręką po jego plecach, bardziej machinalnie, niż z jakiejś przyjemności. Czułem się… jak sprowadzony do parteru, w taki naprawdę, naprawdę paskudny sposób, w jaki nigdy nie chciałem być traktowany, a tym bardziej nie w tej sytuacji bez wyjścia. Miałem wrażenie, że jestem w jakimś scenariuszu bardzo nędznej komedii, takiej, gdzie nikt nie kuma, o co chodzi i na czym polega żart. Nie wiem, jeśli mamie Maxa zależało na tym, byśmy przypadkiem nie uprawiali seksu pod jej dachem (bo to jest jedyna rzecz, jaką ludzie, którzy są razem, robią w łóżku, oczywiście) to udało się to jej doskonale, bo doprowadziła do sytuacji, w której nie miałem nawet ochoty dotykać Maxa, co nie zdarzyło mi się… chyba nigdy od tej pory, kiedy zaczęliśmy być kimś więcej, niż sąsiadami.
    Max w końcu się odsunął, a ja rozejrzałem się po jego pokoju, przyznaję, średnio zainteresowany. Byłem chyba nawet zirytowany na siebie za to, jak ta jedna sytuacja potrafiła wprowadzić mnie w naprawdę, naprawdę paskudny nastrój, kiedy rzeczy, jakimi normalnie się ekscytowałem stawały mi się zgoła obojętne, ale nie potrafiłem nic z tym zrobić, ani udawać, że jest w porządku. Już i tak wkładałem dużo wysiłku w to, żeby tu zostać, względnie spokojny, i nie pierdolnąć sceną rodem z jakiegoś taniego dramatu.
    Wyrodny syn? — powtórzyłem za Maxem z wyraźnym zdziwieniem, skupiając na nim wzrok. Nie powiedziałem jednak nic więcej, powstrzymując się od ciśnięcia jakimś komentarzem i wyjaśnienia, co myślę o tej patologicznej sytuacji, bo, naprawdę, jeszcze raz, Ian, głęboki oddech, nie to miejsce, nie ten czas. Zacisnąłem wargi patrzyłem się przez chwilę na Maxa nic nie mówiąc. — Możemy już zejść, zjeść tę kolację i pójść spać? Jestem zmęczony.
    Prawdę mówiąc, nie byłem głodny, a moje zmęczenie raczej nie dotyczyło stanu fizycznego, ale nie miałem ochoty już dłużej ciągnąć tej sytuacji. Wolałem skonfrontować, co było do skonfrontowania, wziąć prysznic i, nie wiem, może w takim razie pogadać z Betą, skoro coś chciał, a w Nowym Jorku wszystko było po staremu.
    Zabawne, chyba nigdy to miasto nie wydawało mi się tak przyjazne, jak teraz.


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle Yesterday at 02:14

    Max musiałby być kompletnie ślepy i głupi, jeżeli nie zauważyłby braku entuzjazmu ze strony Iana. Tego Iana, który jeszcze ze dwie godziny temu ruchał go bezlitośnie w kiblu na lotnisku. Który warczał mu sprośności do ucha, obchodził się z nim jak z suką…
    Teraz był wręcz… niemrawy. Dziwny. I oczywiście Max mógł to tłumaczyć zmęczeniem, co z pewnością było w jakimś stopniu prawdziwe, ale czuł że to nie tylko to.
    Jego kochana mamusia, oczywiście. Naprawdę chciał być już z powrotem w Nowym Jorku.
    Yhm, to dobry plan. Mam nadzieję, że już kolacja jest gotowa — …i nie będziemy musieli siedzieć z moją matką dłużej, niż będzie to konieczne.
    Szczęście było po ich stronie, bo gdy zeszli na dół uderzył w nich zapach potrawy świeżo wyjętej z piekarnika. W jadalni pojawił się także Jerry, już bez krawata i marynarki, w dodatku z odpiętymi dwoma pierwszymi guzikami od koszuli. Zniknął gdzieś od razu gdy weszli do domu, pewnie żeby zająć się pracą. Max odnosił wrażenie, że jego ojciec popadł w pracoholizm, ale nie miał szansy w pełni zweryfikować swoich podejrzeń. Miał nadzieję, że się nie przemęczał i że o siebie dbał.
    Helen, na całe szczęście, przez większość kolacji milczała, co jakiś czas tylko zagadując na jakieś mało inwazyjne tematy (i ignorując przy tym wciąż Iana). Z kolei ojciec Maxa był tym razem bardziej rozmowny, wypytując ich o podróż, pogodę w Nowym Jorku, mówiąc o zmianach w ich okolicy.  
    Generalnie – nie było najgorzej.  
    Ianowi chyba bardziej zależało na tym, żeby móc położyć się szybko spać, więc gdy wrócili na górę od razu pokazał mu łazienkę, samemu zabierając się za rozpakowywanie żeby zabić czas w oczekiwaniu na zwolnienie prysznica. I wówczas przypomniał sobie o tym nieszczęsnym prezencie od Irwina, który nadal mu truł o tym, żeby Ian w końcu go rozpakował. Wzdychając, zaniósł pudełko do sypialni gościnnej, a wychodząc wpadł na wracającego z łazienki Iana.
    Wziąłem ze sobą prezent od Irwina, bo ten kretyn mi truł żebyś koniecznie go otworzył. Zrób z nim co chcesz, zostawiłem ci go na łóżku — oznajmił. Ian skinął głową i już ruszył do środka, ale Max zatrzymał go jeszcze kładąc mu rękę na ramieniu.
    Śpij dobrze, Ian. Kocham cię — powiedział, patrząc się na Iana smutno. Pocałował go jeszcze na dobranoc i w ten sposób ich drogi dramatycznie się rozeszły na tę jedną noc.
    Jeżeli Ianowi udało się spokojnie zasnąć, to bardzo dobrze, ale z rana zapewne wyrwały go odgłosy kłótni dochodzące z dołu.
    Jak możesz mnie tak traktować! Ty zdajesz sobie w ogóle sprawę z tego, jak absurdalne jest twoje zachowanie?!
    — Nie odzywaj się tak do mnie! Jestem twoją matką, a w tym domu funkcjonujemy według moich i taty zasad.
    Taty? Nie rozśmieszaj mnie. Wątpię żeby tata miał cokolwiek wspólnego z twoimi chorymi fanaberiami.
    — Jak śmiesz!
    Jak ty śmiesz tak traktować mojego chłopaka! Oddzielasz go ode mnie, ignorujesz, myślisz że co tym ugrasz? Bo ja ci mogę powiedzieć, co możesz przegrać. Bo jeżeli tak masz zamiar nas gościć, to nie zdziw się że nie będziemy chcieli już tutaj przyjeżdżać. Ja sam zresztą też.
    Po tej groźbie kłótnia ciągnęła się dalej, ale polegała już głównie na przekrzykiwaniu się. Po kolejnych ostrych słowach Helen wzięła swoją torebkę i płaszcz, wychodząc z domu, a Max usiadł na krześle, chowając głowę w rękach. Miał dość tej sytuacji. I miał dość tego, że przy okazji każdej wizyty w tym domu musiał pokłócić się ze swoją matką.
    Co gorsza, po każdej takiej kłótni to on czuł się jak ostatni chuj. Niewdzięczny bachor, który wypiął się na swoją kochającą i troskliwą mamę. Egoista, którzy porzucił swoich rodziców.
    avatar
    effsie
    Zaangażowanie

    Punkty : 1145
    Liczba postów : 123
    Wiek : 25

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by effsie Yesterday at 20:57

    Właściwie to chyba nawet dobrze, że przez całą tę sytuację straciłem apetyt, bo pieczeń z tofu w warzywach raczej nie była moim ulubionym daniem. Nie zamierzałem marudzić i trochę zjadłem, jasne, na studiach i w gorszych tygodniach jadało się i keczup z makaronem, nie? Ale chyba po prostu nie pomyślałem, że rodzice Maxa też są wegetarianinami. W życiu nie miałem narzekać na to, co ktoś by im podawał do jedzenia; znaczy, wiadomo, w domu, przy swoich, przy Maxie, wywracałem oczami na jego tempehy i inne seitany, ale nie w takiej sytuacji.
    Co nie zmienia tego, że jutro to chętnie urwę się do jakiegoś KFC czy innego Burger Kinga.
    Poszedłem więc do tej całej sypialni, którą przygotowała mi mama mojego chłopaka, zerkając przelotnie na pudełko z prezentem od Irwina. Wczoraj byłem nim zaciekawiony, przyznaję, ale dziś nie miałem ochoty jeszcze wkurwiać się na żarciki tego czarnucha, więc tylko odłożyłem je na ziemię. W plecaku wciąż miałem wino kupione dla mamy Maxa, ale raczej nie wyobrażałem sobie teraz sytuacji, w której je jej daję.
    Czerwone, wytrawne. No, najwyżej Sheryl się ucieszy.
    Chociaż nie, bo nie przeniesiemy go przecież przez bramki na lotnisku. No to, Jezu, Max włoży im do barku, czy coś – wszystko wskazywało na to, że mieli jakąś kolekcję lepszych trunków i jeden nie zrobi im większej różnicy, pewnie nawet nie zauważą jego obecności.
    Ogarnąłem mniej-więcej przestrzeń wokół siebie. Może i nie miałem dużo rzeczy – ale po co byłoby mi więcej? Nie pakowałem ręcznika czy pasty do zębów, żelu czy szamponu, błagam, to mi Max dał i chociaż nie czułem się tutaj w ogóle komfortowo to byłoby już przesadą, gdybym miał problem z ich używaniem. Mój chłopak skończył też już brać prysznic i słyszałem, jak zamknął za sobą drzwi od pokoju, ale zachciało mi się pić. Zszedłem więc na dół do kuchni i nalałem sobie w ciemności szklankę wody; wypiłem ją duszkiem i napełniłem ponownie, tym razem wspinając się z nią po schodach. Na korytarzu, chwilę przed tym, jak wszedłem do pokoju, spotkałem oczywiście nikogo innego jak mamę Maxa. Nie wiem, przechodziła z pokoju do pokoju, czy inna rzecz, ale stanęła jak wryta, mierząc mnie wzrokiem. Miałem na sobie tylko bokserki, co było i tak dodatkiem do mojej normalnej pidżamy w stylu Adama, ale ona wyglądała tak, jak gdyby nigdy nie widziała faceta na plaży.
    Też przystanąłem, patrząc się na nią przez chwilę i nie wiedząc, co powiedzieć. Wgapiała się we mnie oczami, które były bardzo podobne do oczu Maxa, ale nie miały w sobie ani grama tego, co było w ślepiach mojego chłopaka, gdy na mnie patrzył. Znałem tę minę i już niemal widziałem jej myśli, bo może i mieliśmy 2019 rok, ale dla wielu ludzi wytatuowane ciało wciąż było oznaką jakiegoś, nie wiem, ech.
    Mm, dobranoc — mruknąłem neutralnym tonem, nie siląc się nawet na uśmiech i popchnąłem drzwi od tej gościnnej sypialni, nie oglądając się już przez ramię.
    Wlazłem do łóżka i odczytałem w końcu wiadomość od Bety na fejsie. Uśmiechnąłem się, parskając pod nosem śmiechem na jego durne pomysły i odpisałem od razu, a Beta, online, odpisał i mi, i tak zaczęła się nasza rozmowa. Maxie, widziałem po zielonej kropce przez pierwsze minuty mojego czatu z moim befefem, był też dostępny, ale żaden z nas się do siebie nie odezwał, nie było po co. A ja…
    Wciągnąłem się. W rozmowę z Betą, to znaczy, pewnie dlatego, że usilnie szukałem czegoś, co odciągnie moje myśli od tej wybitnie chujowej sytuacji i tak wyszło, że mój przyjaciel był akurat tą wymówką. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz z nim, czy z kimkolwiek, tak żywo wymieniałem wiadomości na Fejsie, ale teraz totalnie w to wpadłem, śmiejąc się pod nosem z jego durnych komentarzy i tak dalej. Beta nie był idiotą, spytał się mnie w końcu, co ja i Max robimy, że siedzę i od godziny pierdolę z nim farmazony na Fejsiku, więc napisałem mu pokrótce jaka jest sytuacja, bez specjalnych żali, trochę też o tym pogadaliśmy, i, nie wiem. Zasnąłem w końcu, w nieco lepszym nastroju i chociaż złapały mnie lekkie wyrzuty sumienia – ostatnimi miesiącami chyba naprawdę za dużo czasu spędzałem z Maxem, ignorując nieco moich kumpli – spało mi się wcale nie najgorzej.
    Przynajmniej tyle.
    Obudziły mnie za to, w istocie, krzyki mojego chłopaka i jego matki. Nawet przez zamknięte drzwi trudno było ich nie słyszeć, i wrócił ten paskudny ciężar w żołądku. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz kłóciłem się z moją mamą. Bardzo możliwe, że miałem wtedy z szesnaście lat.
    Ta sytuacja była chora, strasznie. A ja jeszcze sam dokładałem do pieca, ukrywając się na piętrze i specjalnie nie schodząc na dół. Ale co? Miałbym tam zejść, jak gdyby nigdy nic? Łatwiej było już udawać, że wciąż śpię, chociaż nie miałem pojęcia dlaczego zastanawiałem się nad tym, co dla mamy Maxa będzie lepsze. Przed moim chłopakiem nie będę przecież ukrywał, że nie słyszałem tych wrzasków.
    W końcu, gdy się uspokoiły, zszedłem na dół, już ubrany (miałem odpowiednio dużo czasu, by wciągnąć na siebie dres i tanktop, który kiedyś dał mi mój chłopak. W Nowym Jorku żartowałem z Maxem, że może powinienem ukrywać swoje tatuaże, ale teraz naprawdę pomyślałem, że mógłbym wziąć na przykład coś mniej wydekoltowanego). Rozejrzałem się trochę niepewnie po salonie z zamiarem szybkiego emigrowania do kuchni, gdybym spotkał tu mamę Maxa, ale zamiast tego siedział tu mój chłopak we własnej osobie, z głową schowaną w rękach. I jeśli wcześniej czułem do niego jakiś niewypowiedziany żal za to wszystko, za tę sytuację, to widok jego takiego sprawił, że automatycznie, nawet się nie zastanawiając, podszedłem bliżej.
    Hej — rzuciłem miękko, przykucając przodem do niego i oparłem dłonie o jego kolana. Maxie podniósł na mnie wzrok, wzrok ze spojrzeniem, którego wolałbym u niego nie widzieć, i od razu złapałem go za dłonie. Przysunąłem się jeszcze bliżej, opierając swoje czoło o to Maxa i uśmiechnąłem się, trochę gorzko, trochę smutno, bo nie zamierałem udawać radości. — Może jednak będzie lepiej, jeśli stąd pojadę? Zatrzymam się w San Fran i wrócimy w poniedziałek razem do domu. Wiem, że chciałeś tu ze mną być — uprzedziłem najprawdopodobniej kolejne słowa Maxa, bo już otwierał usta, by coś powiedzieć — ale to nie jest chyba najlepszy pomysł. Wiem, że to nie jest moja wina — uprzedziłem kolejny prawdopodobny argument Maxa — i wiem, że nie chcesz takiego rozwiązania sytuacji, ale to chyba najrozsądniejsze, co można teraz zrobić?


    _________________
    they're playing our song, can you see the lights?
    can you hear the hum of our song?
    i hope we dance tonight
    before we get it wrong
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Gazelle Today at 00:58

    Czuł się naprawdę podle, jak po każdej kłótni z matką. Tak łatwo dawał się wpędzać zarówno w rozdrażnienie, jak i następujące potem wyrzuty sumienia, które robiły mu sieczkę z mózgu. Przecież wiedział, że jego mama nie miała złych intencji, że nie chciała dla niego źle. On to wszystko wiedział, ale… był tak wewnętrznie skonfliktowany, to było tak dezorientujące i bolesne.
    Gdyby tylko wiedział, że to wszystko tak się potoczy, w życiu nie wpadłby na pomysł żeby przyjechać do domu rodzinnego wraz z Ianem. Głupi, naiwny myślał, że naprawdę jego mama coś przemyślała, że coś się zmieniło, że zaakceptuje jej chłopaka. Głupi, naiwny Max.
    Tak bardzo chciał mieć dobre stosunki z rodzicami. Przecież wcale nie dążył do konfliktów. Naprawdę ich kochał. Naprawdę doceniał to, co dla niego zrobili. Tak bardzo było mu wstyd za to, że czasami odczuwał wręcz spychającą tę miłość na bok niechęć do Helen. Tak nie powinno być. Przecież tak o niego dbała. Chciała dla niego jak najlepiej. Chciała go ochronić.
    W środku takiego właśnie podłego nastroju ujrzał go Ian.
    Jego słowa również go bolały. Bolało go to, że – może nieintencjonalnie, ale jednak – sprawił, że ta cała chora sytuacja odbijała się również na jego chłopaku, który uważał, że to on powinien się usunąć z drogi, co może i brzmiało w jakimś stopniu rozsądnie zważywszy na to, co się działo, ale tak cholernie niesprawiedliwie. Czuł tak ogromny wstyd, że Ian musiał się konfrontować z najgorszymi humorkami jego mamy.
    I znowu postawi na swoim, co? Znowu będzie po jej myśli…? — mruknął gorzko. I westchnął, bo przecież nie chodziło tylko o niego i jego dumę. — Nie mogę cię winić, jeżeli masz już dość bycia tutaj. Ale nie może być tak, że jej kaprysy zepsują nam wyjazd. Więc, jeżeli chcesz… to możemy pojechać do San Fran razem. Wynajmę nam jakiś hotel, czy coś. Najwyżej wpadniemy na przyjęcie wieczorem… albo przyjdę sam, jeżeli nie będziesz miał na to ochoty. Nie wiem, co robić, Ian. To takie… ja sam nie wiem, co się dzieje. Dlaczego się tak dzieje. Chciałbym dać jej kolejną szansę, nie chcę się z nią kłócić, ale nie chcę jej wiecznie we wszystkim ulegać. Cholera, Ian, tak bardzo, bardzo mi przykro że musisz być świadkiem tego całego gówna. I tak mi wstyd. Lana była dla mnie taka dobra, sympatyczna, przyjęła mnie tak ciepło, chciałbym żebyś mógł spotkać się z takim samym podejściem ze strony mojej mamy, wiesz? Ale chyba mogę sobie tylko o tym pomarzyć — prychnął, odwracając wzrok. Utkwił go w ścianie, na którym znajdowała się ich rodzinna fotografia sprzed lat.
    Żadne z nich nie miało pojęcia, że ten gorzki wywód Maxa trafił nie tylko do uszu jego chłopaka. Nie zauważyli Helen, która zapomniawszy kluczy od samochodu wróciła się do domu. Nie usłyszeli też szlochu – kobieta o to zadbała, zatykając usta i tamując w ten sposób każdy wydobywający się z nich dźwięk.

    Sponsored content

    Re: The Lost Silence

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Czw 17 Sty 2019, 06:53