Ślady namiętności

    Share
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Ślady namiętności

    Pisanie by Gazelle on Nie 13 Sty 2019, 23:05

    OSTRZEŻENIE: flaki, krew, padliny. Prosimy, żeby wrażliwe na tego typu drastyczne treści osoby miały to na względzie przed rozpoczęciem czytania.

    Dorabianie sobie na seks kamerkach było, zdaniem Riana, strzałem w dziesiątkę. Nie sądził, że to będzie tak proste i tak opłacalne. Z początku się wahał, oczywiście, ale desperacja popchnęła go wprost w ramiona branży usług seksualnych.
    Gdy rozpoczął studia, cieszył się z możliwości wyrwania się ze swojej niewielkiej rodzinnej miejscowości, ze swojej skostniałej i konserwatywnej rodziny, w której czuł się po prostu obco. Nie pasował do tego otoczenia, dusił się tam. Potrzebował szerszych horyzontów – widzieć więcej niż szereg takich samych domków, estetykę od której chciało mu się rzygać. Mimo bliskości wybrzeża, czuł się jak ryba bez wody.  
    Więc kiedy udało mu się dostać na wymarzone studia, już w tym momencie poczuł pierwsze powiewy wolności, a jego fantazja zaczęła płynąć w kierunku idealnego życia w większym mieście, gdzie po prostu mógłby być sobą. Na ścieżce życiowej zmierzał w kierunku pracy związanej z kryminalistyką i stawiał sobie poprzeczkę wysoko – interesowały go cele wielkie, nie półśrodki dające marne zabezpieczenie egzystencji. I chciał skupić się na tych studiach, dawać z siebie wszystko, a jednocześnie żyć, w końcu żyć tak jak chciał, wolny, podążać do spełnienia.  
    Rzeczywistość ponuro te plany jednak zweryfikowała, wtrącając się w fantazje i zamieniając je w marny pył. To nie tak, że dorosłość go kompletnie zaskoczyła, bo przecież wiedział, że nie będzie tak kolorowo. Ale jednak, zbyt mocno pogrążył się w marzeniach, by starcie z tą mniej przyjemną stroną samodzielności go nie zabolało.
    Oczywiście, chodziło o pieniądze. Kiedy wyprowadził się z domu, stało się jasne że nie może liczyć na wsparcie finansowe ze strony rodziców. Nie było to dla niego nic zaskakującego. W końcu, od dawna musiał sobie jakoś radzić, z tym że miał chociaż dach nad głową i jedzenie. Inne potrzeby… to już w mniejszym lub większym stopniu leżało w jego gestii. W jego domu nigdy się nie przelewało. Nie pochodzi wprawdzie z ubogiej rodziny – raczej z niższej klasy średniej – ale państwo Quinn i tak nigdy nie starali się ułatwiać swojemu najstarszemu dziecku życia. Większość uwag skupiała na sobie jego młodsza siostra, obciążona wadą genetyczną w wyniku której jej odporność była mocno obniżona. To na nią chuchano, dmuchano, a Rian, jako chłopak, musiał zmężnieć i zatasać rękawy do roboty, tego właśnie od niego wymagano. Nie tolerowano mazgajenia się, użalania się nad sobą, w oczach swoich rodziców miał być silnym mężczyzną, twardym jak skała, gotowym do tego, żeby w przyszłości wspierać swoją rodzinę.
    Niedoczekanie.
    Po przyjeździe na studia prawie całkowicie urwał z nimi kontakt. A zarówno rodzice, ja i siostra, zbyt mocno o kontaktu z nim też nie dążyli, więc Rian pozostał sam ze sobą.  
    Studia w tym jakże cudownym kraju nie były jednak darmowe – chociaż, na szczęście, dostał jakieś ochłapy w formie pomocy finansowej ze względu na złą sytuację materialną – ale poza tym musiał też przecież za coś żyć, opłacać akademik, jedzenie, dojazdy.
    I tym razem zatasał rękawy i zabrał się do pracy. W większym mieście przynajmniej miał więcej możliwości, ale przez swoją dyspozycyjność czasową mógł wybierać tylko spośród badziewnych i mało płatnych prac studenckich, z których ciężko było wyżyć od pierwszego, do pierwszego. A poza tym musiał się uczyć, studia wymagały od niego systematycznego przyswajania materiału, a Rianowi przecież nie zależało na tym, żeby tylko zdać. Mierzył wysoko.  
    Jego życie towarzyskie, to, o czym tak marzył, również nie miało przestrzeni do rozwoju. Zakolegował się z kilkoma osobami z roku, ale bliżej trzymał się tylko z jedną dziewczyną. I to ona, Mia, pomogła mu wydostać się z kiepskiej sytuacji finansowej. To ona zasugerowała mu kamerki. Sama zresztą się tym zajmowała, i nie miała żadnego problemu aby się do tego przyznać. A Rian… początkowo był do tego nastawiony sceptycznie, oczywiście że tak. Przybył do wielkiego świata z wiochy zabitej dechami, i dzięki erze globalizacji miał już świadomość pewnych zjawisk, nie zmienia to jednak faktu, że wciąż go to szokowało. A tym bardziej myśl o tym, że sam miałby…
    Co go finalnie przekonało? Oczywiście, że argument związany z pieniędzmi. A poza tym poniekąd czysta ciekawość. Czy to rzeczywiście było takie proste, jak przedstawiała to Mia (wkrótce okazało się, że nie do końca).
    Jakieś doświadczenie seksualne miał. Nie zbudowałoby się z tego imponującego CV, ale przy rejestracji na portal polecony mu przez przyjaciółkę wcale nie musiał przestawiać żadnych papierów, przechodzić przez rozmowę kwalifikacyjną. Wystarczyło założyć profil, a potem uruchomić paroma kliknięciami streaming.
    Mia, droga Mia przeprowadziła mu szybkie szkolenie co i jak, chyba sama podekscytowana swoją rolą mentorki przeprowadzającej zagubionego Riana przez ten nowy dla niego świat.
    To, co było dla niego kluczowe, to zawarcie w swoim profilu zastrzeżenia, że nie zamierza pokazywać twarzy. Mia nie miała z tym problemu, ale on nie wyobrażał sobie, że ktoś miałby go rozpoznać w rzeczywistym świecie. Zwłaszcza zważywszy na zawód, który w przyszłości chciałby podjąć. I rodzice… poniekąd w dziwny sposób nakręcała go świadomość tego, że zamierzał zrobić rzecz, od której jego mocno wierzący rodzice zbiorowo dostaliby zawału (przecież oni nawet nie byli świadomi homoseksualnej orientacji syna!). O, tak, nie mógłby mocniej skorzystać ze swojej wolności.
    Ustawił na zdjęcie profilowe swoje selfie, które pokazywało kawałek jego ciała, kusiło, ale nie odsłaniało całej tajemnicy – miało zachęcać. Mógł zachęcać ciałem, zdawał sobie sprawę ze swojej atrakcyjności. Miał szczupłą sylwetkę, ale w tej szczupłości wyłaniały się niezbyt nachalnie zarysowane mięśnie – zasługa basenu, na którym starał się w miarę regularnie bywać. Mimo ograniczonych funduszy i czasu, starał się o siebie dbać, utrzymywać swoją bladą skórę w swojej nieskazitelności, pozbawiając jej także zbędnego owłosienia, dbać o to, żeby była przyjemna w dotyku – nawet jeżeli nikt nie miał okazji jej dotykać.
    Nic dziwnego zatem, że nawet jego pierwszy, mocno nieśmiały stream, zgromadził całkiem ładną (jak na początkującego) liczbę widzów. Początkowo był oszołomiony wiadomościami, które otrzymywał na czacie, żetonami – pełniącymi funkcję waluty na tym portalu – które spływały na jego konto, za jakieś zupełnie drobne rzeczy, albo i za nic. Początkowo odrzucał wszystkie prośby o prywatny czat, ale w końcu dał się skusić, i dostał kolejną, niemałą sumkę, tylko za to, że podotykał się, jęcząc imię jakiegoś mężczyzny.
    To miała być jednorazowa sprawa – ot, zaspokojenie ciekawości i przy okazji dorobienie sobie – ale fakt, że przez kilka godzin uzbierał aż dwieście dolców sprawił, że wszedł na ten portal jeszcze raz. I jeszcze raz. I ciągnęło się to już miesiąc.
    Oczywiście, nie mógł sobie pozwalać na conocne streamingi. Miał w końcu współlokatora, z którym ogólnie dogadywał się średnio – a ponadto był jebanym homofobem. Na szczęście dupek często bywał poza pokojem, idąc na imprezy czy obracać swoją dziewczynę, więc Rian miał możliwość regularnego uzupełniania swojego portfela. Który i tak był mocno zapełniony. W zasadzie nigdy nie miał aż tyle gotówki do własnej, swobodnej dyspozycji. To zaspokajało jego potrzeby aż nadto, ale i tak chciał więcej. Wkręcił się. Nie tylko w posiadanie ładnych rzeczy, ale w sam proces zarabiania na nie. Inwestował w tę działalność, kupując małe, skąpe ciuszki działające na wyobraźnię i różne zabawki erotyczne, żeby czynić swoje streamy jeszcze bardziej atrakcyjnymi. Uzupełnił swój profil o enigmatyczne informacje o sobie i zapowiedź zapewnienia niesamowitego spełnienia niezważającego na odległość, kusił kolejnymi zdjęciami, dodawał figlarne wpisy typu: chcesz mnie ukarać?, jesteś na tyle odważny, żeby mnie okiełznać?, odkrywał w sobie swego rodzaju talent do czynienia z własnego ciała żywego performensu, samemu czerpiąc z tego jakąś przyjemność. Odkrywał siebie, swoje własne czułe punkty, rzeczy które go kręciły. Nie miał na przykład pojęcia, że w gruncie rzeczy uwielbiał być uległy. W końcu ze wszystkimi swoimi partnerami seksualnymi (w szaleńczej liczbie dwóch) to on był stroną aktywną, dominującą. Dlatego jakże zaskakujące było odkrycie, jak miło było mieć coś w tyłku, jak miło było wydawać z siebie jęki i westchnienia, słuchać wydobywających się z laptopa poleceń.
    Najlepiej bawił się na czatach prywatnych, gdzie mógł poświęcić uwagę tylko jednej osobie, która za pomocą żetonów wynajmowała go na określony czas.
    Dzięki temu całemu przedsięwzięciu mógł w końcu rzucić w cholerę pracę w paskudnej knajpie, mógł bardziej skupić się na studiach, mógł w końcu się rozwijać, posmakować w końcu tego, czego tak bardzo pragnął.
    I tego wieczoru, po skończonych zajęciach, udało mu się mieć pusty pokój. Przed wejściem na stronę, poświęcał zawsze czas na przygotowanie się. Nawet, jeżeli nikt go nie mógł wąchać, to i tak po prysznicu wcierał w siebie pięknie pachnący balsam, a tego konkretnego dnia zdecydował się włożyć na siebie również ładne, skąpe ubrania, których i tak prędzej czy później zamierzał się pozbyć. Rzecz jednak polegała na tym, że za rozebranie go również należało zapłacić, co podczas tego streamu nastąpiło całkiem szybko.
    Mizdrzył się do kamerki, przejeżdżając powoli po swoim torsie czerwonym dildo, dopóki nie zobaczył powiadomienia o prywatnym czacie.
    Witaj — wymruczał, pozwalając mikrofonowi przekazać do słowo obcemu znajdującemu się po drugiej stronie. W trakcie swojej krótkiej praktyki nauczył się także odpowiedniej modulacji głosem, żeby brzmieć uwodzicielsko, lubieżnie, gotów w każdej chwili zadowolić zainteresowanego. — W czym mogę służyć?
    Nie widział twarzy. Nie było w tym nic dziwnego. Sporo osób (z nim włącznie) przebywając na tego typu portalach chroniło swojej anonimowości. Zrobienie screena nie stanowiło w końcu żadnego problemu, a taki screen mógł komuś narobić ostrego syfu w życiu. Całkowite obrażanie się było opcją przeznaczoną dla ekshibicjonistów, albo osób którym nie były straszne ewentualne konsekwencje.


    Ostatnio zmieniony przez Gazelle dnia Sro 16 Sty 2019, 00:32, w całości zmieniany 1 raz
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 23:54

    Goście Riana często nie mieli włączonych kamerek, a jeżeli już tak było, chłopakowi pewnie nie sprawiało zbyt wielkiej przyjemności patrzenie na to, co mu pokazywali. Często byli to starsi, nie do końca zadbani mężczyźni. Zdarzało się, że cierpieli na otyłość lub nadmierne owłosienie, albo po prostu natura nie obdarzyła ich przystępną aparycją i niewiele mogli na to poradzić.
    Było to logiczne, bo przecież gdyby wyglądali atrakcyjnie, często nie musieliby w ogóle korzystać z takich kamerek i płacić za oglądanie młodzieńczych ciał, które same wskakiwałyby im do łóżka.
    Wyjątkiem byli żonaci, relatywnie atrakcyjni panowie, którzy wiele rzeczy robili z ciekawości, tacy jednak stanowili mniejszość.
    Mężczyzna, który tym razem wpłacił kwotę za prywatny czas, też stanowił swego rodzaju wyjątek. Przede wszystkim kadr pokazywał białą, zapiętą pod szyję koszulę, ciemną marynarkę i doskonale skrojone spodnie, z których nie wystawał ordynarnie napęczniały od pokazu kutas.
    Jeśli spojrzeć w górę, można było dostrzec kawałek jasnej szyi i fragment podbródka, zdecydowanie za mało, by można było powiedzieć o tym człowieku coś więcej niż że wydaje się elegancki.
    I atrakcyjnie zbudowany, tak, koszula układała się bowiem na jego ciele w sposób zachęcający, sugerujący uprawianie jakiegoś sportu. Takie rzeczy widać często na pierwszy rzut oka.
    Nieznajomy uniósł do ust cygaro i pociągnął od niechcenia. Nie powiedział ani słowa, zdaje się, że tylko obserwował.
    Kwota, którą wpłacił, była jednak szokująca. Poświęcił sto dolarów, nie mając pojęcia, czy młodzieniec w ogóle zareaguje.
      ― Aż tyle?
    Kącik warg Vincenta drgnął nieznacznie i na chwilę widoczny dla Riana podbródek skrył się w dymie.
      ― Tak szczodra osoba zasługuje na specjalne usługi, czyż nie? ― Atrakcyjny młodzieniec na ekranie wydawał się bardzo chętny spełnić jego zachcianki. I doskonale. Te małe, sprzedajne suki były niewiele lepsze od dziwek, które w zamian za banknot wylizałyby jego fiuta zaraz po szczaniu. Po prostu robiły to wirtualnie. Z różnych, zapewne, powodów.
    Pochylił lekko głowę. W kadrze, jak widział, ukazały się jego cienkie, atrakcyjnie wykrojone wargi.
    Uniósł ich kącik w wyraźniejszym uśmiechu. Kiwnął krótko i nieśpiesznie głową, strząsając popiół do popielnicy poza zasięgiem wzroku młodego streamera.
    Nie zaszczycił go ani słowem. Nie było takiej potrzeby, skoro chłopak bez wątpienia będzie zabiegał o człowieka, którego stać na tak hojne darowizny.
    Jak wszyscy poprzedni. Wszyscy, którzy dawno już go znudzili swoją powtarzalnością i toksycznym przywiązaniem.
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Gazelle on Pon 14 Sty 2019, 00:59

    Może i jego kamerkowa kariera nie trwała zbyt długo, więc to był słaby wyznacznik, aczkolwiek nie miał jeszcze do czynienia z taką osobą, jak ten szczodry, elegancki mężczyzna. Wciąż milczący. Porozumiewał się z nim za pomocą gestów, które Rian rozumiał bez problemu. I jakkolwiek irytowało go to milczenie, brak jakiejkolwiek werbalnej interakcji, tak nie miał powodów do narzekania – klient płaci, klient wymaga. A ten płacił wyjątkowo dużo. I szkoda byłoby wypuścić z rąk tak grubą rybę, skłonną rzucić mu w ciemno, na samym starcie, żetony o wartości stu dolarów. Stu, pieprzonych, dolarów. Nigdy nie dostał aż tak wielkiego jednorazowego napiwku.
    Podniósł dildo, za pomocą którego przed momentem się bawił, kusząc swoich widzów. Przejechał po jego długości językiem, pilnując cały czas, żeby w kadrze pokazały się tylko jego usta i język.
    Jaka szkoda, że nie mogę pobawić się twoim kutasem. Jest tak duży? A może większy? Zmieściłbym go? Och, tak, wypieprzyłbyś mi usta tak, że by mnie bolało, o tak — włożył dildo do ust, zaciskając wokół niego wargi. — A ja bym jęczał o więcej, więcej. — I rzeczywiście jęknął, szczypiąc się w sutek. — Spuściłbyś mi się do ust? Połknąłbym wszystko, jak najsmaczniejszą ambrozję. — Ukradkiem obserwował reakcję eleganckiego mężczyzny podczas tej symulacji obciągania, ale ten wciąż siedział w ciszy, jakby w ogóle nie wzruszony, co tylko irytowało Riana. Był przyzwyczajony do tego, że mężczyźni nakręcali się jego działaniami praktycznie od razu, nie musiał o nich zabiegać i starać się złapać ich uwagę.
    Z jakiegoś powodu ów mężczyzna jednak postanowił przejść z nim na prywatny czat, prawda? Więc dlaczego nie zamierzał już wchodzić z nim w dalszą interakcję?
    Wiesz, jeszcze się dzisiaj nie rozciągałem — wyszeptał, niby-konspiracyjnie. — Właściwie, nie robiłem tego od kilku dni. Jestem tak ciasny. Powiedz, chciałbyś się we mnie wbić bez przygotowania? Sprawić, że krzyknę z bólu i z podniecenia, ale przyjmę cię jak uległa suczka?
    Dildo już krążyło wokół jego dziurki, a żeby ułatwić mężczyźnie widok na to, co działo się na dole, zmienił pozycję. Sprawienie, żeby nieznajomy jakoś zareagował, stanowiło już w tym momencie punkt honoru dla Riana.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Koss Moss on Pon 14 Sty 2019, 18:01

    Vincent dalej spokojnie palił cygaro. Siedział w fotelu z rozstawionymi lekko nogami, obserwując pokaz i wsłuchując się w wulgarne, nieprzyzwoite słowa. Liche aktorstwo. Chłopak zapewne bawił się w ten sposób dziesiątki razy dziennie. Nie było w tym nic szczególnego, może tyle tylko, że mężczyźnie pierwszy raz zdarzyło się oglądać i sponsorować kogoś, kto nie pokazywał twarzy.
    Pociągnął cygaro i znów niedbale strząsnął popiół, wpatrując się w wyeksponowane specjalnie na jego widok intymności. Uniósł powoli rękę i wsparł ją o podłokietnik, po czym oparł podbródek o zaciśniętą pięść.
    Chłopak na próżno szukał u niego żywej reakcji, nawet jeżeli sam pokaz sprawił, że w eleganckich spodniach uwypukliło się wybrzuszenie. Trudno było to dostrzec na obrazie z kamerki, toteż młodzieniec mógł mieć wrażenie, że jego wysiłki nie osiągają żadnego celu.
    A jednak się nie poddał. Produkował się dalej, by wynagrodzić mężczyźnie hojny datek. I kiedy już, już miał wsunąć w siebie nawilżoną śliną i lubrykantem zabawkę, Vincent poruszył się wreszcie, wychylając do przodu.
    W kadrze widać było teraz tylko jego koszulę i fragment ust, tym razem z bliska.
    A potem obraz zrobił się czarny.

    V. opuścił czat.

    Pierwszy dzień nowego semestru. Sala była przepełniona studentami pierwszego roku kryminalistyki. Standardowo wszystkie miejsca z tyłu były okupowane, a pierwsze ławki pozostawały najluźniejsze.
    Sala była otwarta, ale profesor jeszcze się nie zjawił. Studenci wymieniali pełne zaciekawienia uwagi. O profesorze Ridleyu mówiło się, że nie lubi spóźnialskich, a jego zajęcia zostały określone jako „mocne”.
    Problem w tym, że sam najwyraźniej nie był wobec siebie aż tak wymagający.
    Minęło piętnaście minut i część studentów zaczęła już snuć plany, by wynieść się z sali. I dokładnie w momencie, w którym pierwsze osoby zaczęły podnosić się ze swoich miejsc, do sali wkroczył prowadzący.
    Już na pierwszy rzut oka wyglądał na mężczyznę bardzo eleganckiego i zdystansowanego. Był wysoki, miał symetryczną twarz – dla wielu pewnie atrakcyjną, choć o surowym wyrazie.
    Poruszał się krokiem pewnym i energicznym, z podniesioną głową. Jego mowa ciała nie zdradzała nawet nuty zdenerwowania; widocznie do tego stopnia przywykł już do swojej roli, że nie budziła w nim żadnych emocji.
      ― Witam na zajęciach z profilowania kryminalistycznego w ujęciu praktycznym ― rzucił chłodno, stając za katedrą. Głos miał niski, wręcz radiowy. Być może słuchałoby się go przyjemnie, gdyby nie ten ton.
    Mężczyzna obrzucił młode twarze nieczytelnym spojrzeniem.
      ― Bardzo was dużo. Trzy czwarte z was jeszcze nie wie, że nie nadaje się do tego zawodu. Z pewnością zmieni się to, gdy zaczniecie praktyki.
    Kilka osób zaśmiało się nieśmiało, jakby wzięło to za żart.
      ― Ale widzę, że niektórzy planowali coś innego niż uczestnictwo w zajęciach. Panów, zdaje się, bardzo zniecierpliwiła moja nieobecność.
    Skupił wzrok na kilku młodzieńcach, którzy usiłowali dyskretnie wrócić na swoje miejsca.
      ― Nie zatrzymuję was ― powiedział. ― Skoro macie coś ważniejszego do zrobienia, opuśćcie zajęcia i nie przeszkadzajcie innym, krzątając się między ławkami… Nie będę powtarzał.
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Gazelle on Pon 14 Sty 2019, 21:56

    Był podirytowany. I to cholernie. Prosto w ego ugodziło do zachowanie hojnego mężczyzny, który tak po prostu wyszedł z czatu. Nie był zadowolony? Ale czego oczekiwał? Nie powiedział ani słowa, nie dał mu żadnej wskazówki o co mu chodziło. A Rian wcale nie uważał, by jego pokaz był kiepski, bynajmniej. Miesiąc na tym portalu wzbogacił go w świadomość własnego potencjału, i umiejętności które stale nabywał. Był wart tych cholernych stu dolarów, które w formie żetonów nadal grzecznie spoczywały na jego koncie. To go w tym wszystkim pocieszało – fakt, że kapryśny nieznajomy i tak rozdysponował na niego tyle pieniędzy. Szkoda, że nie zapowiadało się na to żeby kiedykolwiek jeszcze chciał go w ogóle obdarzyć, ale mógł sobie równie dobrze wsadzić swoje pozostałe pieniądze w tyłek, skoro jego wymagania były aż tak zawyżone. W bardzo nieszczery sposób życzył mu powodzenia w znalezieniu chłopaka, który byłby w stanie je zaspokoić.
    Pff.
    Nie miał już ochoty na dalsze streamowanie – oprócz chęci opadło mu także podniecenie. Irytowało go to, co odebrał za swoją porażkę. Z reguły trafiał na desperatów, facetów którzy ślinili się na każdy kawałek odsłoniętego ciała, spuszczali się już wtedy gdy Rian słodko jęczał ich imiona, i wiedział że każdy z nich był zadowolony, wielu z nich wracało po więcej i więcej, wydawali kolejne sumy, które potem lądowały na koncie zadowolonego studenta.
    To było wciągające z wielu powodów. Nie tylko z powodu zarobków, które były bardziej niż piękne. Kręciło go to bycie adorowanym, możliwość wyzwolenia się z wszelkich więzów, które ograniczały go wcześniej w ekspresji, odkrywanie siebie a jednocześnie gra swoim ciałem. Gra w kuszenie, gra w przełamanie fizycznych barier, brudna, sprośna gra, ale jakże emocjonująca.
    I zamierzał być w niej jak najlepszy. W końcu uwielbiał stawiać sobie wysoko poprzeczkę, interesowały go tylko wielkie cele.

    Następnego dnia zmierzał na swoje pierwsze w tym semestrze zajęcia, zmarkotniały i wyjątkowo nie w sosie. Nie sądził, że durny czat z jakimś przypadkowym gościem będzie w stanie tak na niego wpłynąć. Spędził kilka godzin w nocy na oglądaniu gejowskiego porno, żeby poszukać inspiracji na urozmaicenie swoich streamów, i przez to w dodatku był wybitnie niewyspany.
    Poprzedni semestr zaczynał będąc pełen zapału i entuzjazmu, a ten właśnie w takim wyżej opisanym stanie, będącym wręcz w zupełnym kontraście do Riana rozpoczynającego studia. Po prostu trafił mu się jeden z tych gorszych dni, ludzka rzecz. Bo semestr wcale nie zapowiadał się najgorzej. Po zapoznaniu się z planem, ujrzał wiele zajęć, ale za to brzmiących interesująco i już mocniej związanych z jego kierunkiem, niż niektóre zajęcia z poprzednich miesięcy.
    — Cześć, kotku! — Na korytarzu złapała go przyjaciółka, którą od razu rozpoznał po jej radosnym, wysokim głosie. Dziewczyna, tak bardzo lubiąca wszelkie formy kontaktu fizycznego, przytuliła go na powitanie i pocałowała w policzek. — I jak, gotowy na zajęcia? Słyszałam, że koleś z którym teraz mamy jest kosą. Coś jak Stanley, tylko gorzej — wyszeptała konspiracyjnie, rozglądając się na boki. Nikt nie chciałby już w pierwszym dniu zajęć zostać przyłapanym na obgadywaniu wykładowcy, czyż nie?
    Gorzej od Stanleya? Niemożliwe. — Uniósł brew. Zajęcia z tym mężczyzną o miłej aparycji, ale zaskakująco ciętym języku były istnym kubłem zimnej wody dla świeżo upieczonych studentów.
    — A jednak. Chodź, znajdziemy sobie taktyczne miejsca.
    Plan był dobry, ale spóźnili się z jego realizacją, bowiem gdy weszli do sali okazało się że wszystkie najlepsze miejsca z tyłu zostały już zajęte. Nie było opcji, żeby usiedli z samego przodu, a za nielicznymi osobnikami, które postanowiły zagrzać swoje szanowne tyły na tych mało atrakcyjnych miejscach, były aż dwa rzędy luki, którą finalnie częściowo wypełnił Rian wraz z Mią. Rian zachował się wyjątkowo nie po dżentelmeńsku, wpychając się przodem i rozsadzając przy oknie.
    Jak właściwie nazywa się ten typ? — spytał przyjaciółkę, która wyciągała Macbooka ze swojej pojemnej torby. Rian w sumie też mógłby sobie kupić niewielki komputer do robienia notatek, zamiast po staroświecku śmigać długopisem po kartach. W końcu było go na to stać.
    — Ridley? Chyba jakoś tak.
    Aha.
    Z tyłu wrzało, bo studenci korzystając z przedłużającej się nieobecności profesora nieskrępowanie między sobą rozmawiali. Rian wsłuchiwał się jednym uchem w te wszystkie krążace wokół plotki, ale bardziej koncentrował się na tym, żeby zwyczajnie nie przysnąć. Mógł chociaż wziąć ze sobą kawę…
    Dopiero kiedy parę osób z tyłu podniosło się z krzeseł, generując przy tym dodatkowy hałas, Rian zorientował się jak bardzo spóźniony był pan profesor. Drażniło go to. Odczytywał to jako brak szacunku dla studentów, od których wymagało się wiecznej punktualności, pilności i w dodatku traktowania swoich prowadzących jak bogów tylko z racji posiadanego stopnia naukowego.
    Sam starał się zawsze przychodzić na zajęcia, nawet kiedy pracował po nockach i ciągnął ciężkie dniówki. Niejednokrotnie przychodził na uczelnię prosto z pracy, jeszcze śmierdząc starym olejem. Ale przychodził. Teraz, na szczęście, już nie miał takich problemów, mając znacznie więcej wolnego czasu do dyspozycji.
    Profesor w końcu się pojawił, w całym swoim majestacie, zupełnie nieprzejęty swoim spóźnieniem. Z pewnością wyglądał na takiego, jakim opisywała do Mia i inni studenci z grupy – surowego, wymagającego, ostrego. Nie spodziewał się łatwego zaliczenia, to pewne.
    Już od samego wstępu mężczyzna wypowiadał się z drażniącą wyższością, a Rian tylko miał nadzieję, że nadrabiał tą bucowatosć swoją wiedzą. Byłoby ogromną stratą czasu chodzić na zajęcia tylko po to, by wysłuchiwać jak mający duże mniemanie o sobie profesor gnoi wystraszonych studentów.
    Kiedy zwrócił się do studentów, którzy wcześniej planowali wyjście z sali, Rian – naprawdę nie mogąc się powstrzymać – prychnął cicho pod nosem. Być może podły humor sprawiał, że nawet nie chciał wkładać wysiłku w to, by się hamować. Nie ukrywał także swojej miny, która wyglądała poniekąd na pogardliwą. Co mogło mieć fatalne skutki, bo mina ta została wyłapana przez ostre spojrzenie eleganckiego profesora, które zatrzymało się na nim na dłużej.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Koss Moss on Wto 15 Sty 2019, 19:19

    Pierwszą część zajęć profesor Ridley poświęcił na omawianie programu. Pokazał studentom kilka slajdów, które skrótowo ukazywały poruszane na zajęciach treści oraz oczekiwania. Później przeszedł do kwestii testowania wiedzy.
      ― Dwa razy w miesiącu robię wejściówki z treści poruszanych na części wykładowej w piątek. Aby uzyskać prawo do przystąpienia do egzaminu, trzeba zdać przynajmniej osiemdziesiąt procent wejściówek na pozytywną ocenę. Każdą z nienapisanych wejściówek należy zaliczyć, chyba że wszystkie pozostałe są zdane. Czy wyraziłem się dość klarownie?
    Odpowiedziały mu tylko niezadowolone miny.
      ― Najwyraźniej tak.
    Jedna ze studentek podniosła rękę.
      ― Słucham.
      ― Proszę pana, a czy jak ktoś ma zwolnienie lekarskie, to coś zmienia?
      ― Panie profesorze. Nie wie pani jeszcze, że zwracając się do doktorów i profesorów uniwersytetu, należy używać tytułu naukowego?
      ― Ja… Przepraszam.
      ― Jak się pani nazywa?
      ― Tracy Bloom.
      ― Zwolnienie lekarskie niczego nie zmienia, panno Bloom. Czy w szkole pozwalano pani nie nadrabiać sprawdzianów, gdy była pani chora?
    Dziewczyna spuściła głowę, zaciskając drżącą dłoń na długopisie.
      ― Jeszcze jakieś pytania?
    Nikt nie podniósł ręki.
      ― Przejdźmy więc do formy egzaminu. Egzamin w formie ustnej odbywa się w sesji, będzie obejmował materiał z wykładów i z ćwiczeń z całego semestru. Porozmawiam z każdym z was na temat podstawowych zagadnień z zakresu profilowania. Na ocenę dostateczną obowiązują wszystkie tematy omówione w pozycjach z punktu pierwszego.
    Włączył slajd, na którym widniało osiem książek.
      ― Aby uzyskać ocenę dobrą lub bardzo dobrą należy zaznajomić się z dodatkowymi trzema pozycjami. Część z nich to artykuły naukowe liczące do pięćdziesięciu stron. Na egzaminie poproszę was również o analizę na podstawie zdjęć jednego losowego przypadku. Od studenta oczekuję klarownego formułowania wypowiedzi na podstawie zasadnych tez, które oparte będą o waszą wiedzę z całego semestru i intuicję.
    Zakończył przemowę i wyłączył slajd z literaturą.
      ― Po szczegóły odsyłam do syllabusa. Jeżeli są jakieś pytania, to dobry moment, zanim przejdziemy do pierwszego tematu.
    Uniósł lekko brew, widząc uniesioną dłoń jednego z chłopców.
      ― Słucham, panie…
      ― Smith. Co z nieobecnościami?
      ― Nieusprawiedliwione nieobecności pozbawiają możliwości zaliczenia wejściówki.
      ― A gdyby ktoś zaspał?
      ― Proszę zaopatrzyć się w porządny budzik.
      ― A gdyby na przykład spadło dużo śniegu, i tramwaj by komuś nie przyjechał?
      ― Panie Smith, nie toleruję nieusprawiedliwionych nieobecności i spóźnień. Coś jeszcze?
    Odpowiedziała mu cisza, więc pochylił się nad laptopem i uruchomił pierwszy ślad, na widok którego w sali rozległy się zduszone okrzyki.
      ― Temat pierwszy. Czyn zabroniony z zamiarem uprzednim.
    Zwilżył wargi językiem, zadarł głowę i wbił wzrok w fotografię przedstawiającą nagie, zmasakrowane zwłoki młodej kobiety, której nadgniłe wnętrzności wysypały się z rozpłatanego brzucha.
    Nie było żadnej cenzury. Fotografia musiała pochodzić wprost z policyjnych kronik.
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Gazelle on Wto 15 Sty 2019, 23:48

    Na szczęście łypanie wzrokiem na profesora uszło mu płazem. Pewnie była to też zasługa Mii, która dostrzegła jego minę i uszczypnęła go upominawczo w kolano. Rzeczywiście, byłby istnym masochistą gdyby już pierwszego dnia naraził się swojemu profesorowi, który miał go przecież za kilka miesięcy egzaminować. Aczkolwiek, było w tym mężczyźnie coś takiego, jakaś taka specyficzna maniera zachowania i mowy, która sprawiała że już odkąd ten przekroczył próg sali Rian poczuł do niego automatyczną niechęć.
    Miał nadzieję, że ten mężczyzna naprawdę był specjalistą w przedmiocie, który wykładał. Mógł mieć swoją osobistą antypatię, ale najważniejsze dla niego było to, żeby wynieść konkretną wiedzę z tych zajęć.
    Aczkolwiek, Rian też nie był zatwardziałym konformistą. Wręcz przeciwnie. Nie lubił siedzieć cicho, gdy coś go oburzało, gdy jakieś zachowanie uznawał za słuszne czy niesprawiedliwe. Dlatego ciężko było mu siedzieć spokojnie, słysząc jak ten cały Ridley zwraca się do studentów, manifestując swoją wyższość. Starał się koncentrować na zapisywaniu przekazywanych informacji, jako jeden z nielicznych w sali robiąc to jeszcze długopisem na kartce. Nie miał wątpliwości co do tego, że zaliczenie przedmiotu będzie ciężkie.
    Cóż, Rian lubił wyzwania. A przez to, jak ten profesor go rozdrażnił, tym bardziej miał ochotę zabrać się do nauki, zapoznać się dokładnie z całą literaturą wypisaną na jednym ze slajdów, utrzeć temu typowi nosa. Może i nie była to najlepsza motywacja, jaką można było się kierować, ale z reguły dawała dobre efekty.
    Sam lekko się skrzywił, gdy nagle na rzutniku pojawiło się mocno drastyczne zdjęcie. Nie był jakoś mocno zszokowany czy przerażony – w końcu widział już w życiu podobne zdjęcia, chociażby z racji swojego zainteresowania kryminalistyką i ogólnie tematyką zbrodni. Jednak, mimo wszystko, nie spodziewał się że od razu na pierwszych zajęciach spotkają się z tak makabrycznym widokiem. Cały poprzedni semestr polegał głównie na tłuczeniu teorii, i innych przedmiotów które bardziej pełniły rolę zapchajdziur niż czegoś stricte związanego z kierunkiem. To był jednak spory przeskok.
    Jedna dziewczyna, wyraźnie blada, wybiegła z sali zasłaniając usta. Rozglądając się, mógł wskazać jeszcze kilka osób wyglądających jakby znajdowały się na granicy omdlenia. Czego ten facet się spodziewał, serwując im taką treść bez wyraźnego ostrzeżenia? Nawet studentom medycyny nie robi się takich świństw, nikt nie ciągnie ich z zaskoczenia na sekcje zwłok.
    Co w stanie tych zwłok wskazuje na zamiar uprzedni, a nie przykładowo na zbrodnię w afekcie? — odezwał się, bo wisząca w powietrzu cisza zaczęła go drażnić. Być może jako jedyny nie czuł się na tyle słabo, ani nie wstydził się na tyle, by móc cokolwiek z siebie wydusić. — Nie znam oczywiście akt sprawy, ale to wygląda tak, jakby zwłoki były ukryte na tyle, by zaczęły gnić przed ich znalezieniem, ale nie na tyle dobrze, by uznać to za zbrodnię z góry zaplanowaną, czyż nie? Chociaż, samo zdjęcie może być mocno mylące, chyba że jego pokazanie miało na celu nas po prostu przestraszyć.
    Igrał z ogniem, ale oczywiście nie mógł powstrzymać się od małej złośliwości. Wypowiedzianej jednak neutralnym tonem, bez śladu uszczypliwości, ale i bez śladu zawstydzenia.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Koss Moss Yesterday at 00:21

    Profesor Ridley nawet nie spojrzał uważniej na wybiegającą studentkę. Stał spokojnie, dalej wpatrując się w fotografię, dopóki nie usłyszał odważnego studenta.
    Odwrócił powoli głowę w stronę sali i utkwił spojrzenie w mówcy. Zmrużył lekko oczy, co upodobniło go do wylegującego się na słońcu drapieżcy, i zmierzył uważnie zadbanego młodzieńca. Przy pierwszym spojrzeniu, kiedy to napotkał jego jawnie pogardliwą minę, wziął go za kobietę.
    Słysząc ten głos, nie mógł mieć jednak większych wątpliwości.
      ― Nazwisko.
      ― Quinn.
    Twarz mężczyzny pozostała kamienna.
      ― Panie Quinn. Co w stanie tych zwłok wskazuje na zamiar uprzedni? Niech pan mi to powie.
    Wrócił spojrzeniem do slajdu, nim przełączył na kolejny, ukazujący tym razem z bliska rozszarpane krocze dziewczyny.
      ― Jakiż motyw mógł mieć ten człowiek?
    Na na twarzy studenta odmalował się szok. Młodzieniec zamilkł na chwilę, wyraźnie zastanawiając się nad odpowiedzią, podczas gdy profesor, w całkowitej ciszy, utkwił w nim spojrzenie. Wszyscy słuchali tej wymiany zdań z zapartym tchem.
      ― Z tego zdjęcia już w oczywisty sposób wyłania się motyw napaści seksualnej. Ale nadal nie powiedziałbym, że to w jednoznaczny sposób potwierdza tezę o zamiarze uprzednim. Przynajmniej jeżeli chodzi o zabójstwo ― odezwał się wreszcie chłopak. ― Gwałciciele niejednokrotnie nie wykazują zamiaru zabójstwa, prawda? Czyn ten bywa pokierowany zwyczajnym impulsem, pewnie spotkał się pan profesor z takimi przypadkami.
      ― Uważa więc pan, że została zgwałcona.
    Atmosfera w pomieszczeniu zrobiła się wyczuwalnie gęsta. Zdawało się, że niemal każdy obecny w sali wstrzymał oddech.
      ― A co powie pan o tym.
    Oczom studentów ukazał się kolejny slajd, tym razem przedstawiający zbliżenie na coś, co zdecydowanie wyglądało na pępowinę.
    Kącik warg mężczyzny uniósł się nieznacznie, gdy wiódł spojrzeniem po twarzach uczniów.
      ― Zeschnięta pępowina. Proszę, czekam na sugestie. Może inni też włączą się do dyskusji.
    Czekał na próżno; niektórzy pozatykali usta dłońmi, inni poodwracali głowy, jeszcze inni wytrzeszczali oczy, w niemym szoku obserwując dowody makabry.
      ― Nie wszystko widać na pierwszy rzut oka. Panie Quinn. To może być dla pana nauczka, aby przyjrzeć się uważnie całemu miejscu zbrodni przed wyrokowaniem. Wydając osądy na podstawie pojedynczych spostrzeżeń niepotrzebnie wydłuża pan czas śledztwa. Zadaniem profilera jest przedstawienie jak najbardziej wyważonej i precyzyjnej opinii, przemyślanej opinii. Jeżeli będzie pan co trzydzieści sekund zmieniał zdanie…
    Zawiesił głos, przechylając głowę. Z jakiegoś powodu wyjątkowo miał ochotę utrzeć krnąbrnemu chłopcu nosa. Może podświadomie wyczuł jego niechęć i żywo ją odwzajemnił.
      ― To wielkiego pożytku z pana nie będzie.
    Pokazał studentom kilka kolejnych slajdów, a później zbiorowy obraz przedstawiający je wszystkie. Wyglądało na to, że ktoś z niezwykłą agresją wyciął z kobiety dziecko, a oprócz tego zadał jej jeszcze wiele ran kłutych w klatkę piersiową, powodując uszkodzenia płuc i serca.
    Opowiedział studentom o tych szczegółach, nim podszedł do pierwszego rzędu, stając tuż obok spłoszonych dziewcząt.
      ― Chciałbym teraz wysłuchać waszych teorii. Ciekaw jestem, na przykład, płci sprawcy.
    avatar
    Gazelle
    Zauroczenie

    Punkty : 859
    Liczba postów : 47
    Wiek : 22

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Gazelle Yesterday at 01:03

    Zacisnął zęby, czując jak się o siebie ocierają. Och, miał sporo do powiedzenia. Naprawdę sporo, temu ważniakowi od siedmiu boleści, takiemu ą i ę. Przede wszystkim to, że to on był studentem, w dodatku na pierwszych zajęciach z tegoż przedmiotu, a rolą profesora było nauczanie, dzielenie się swoją wiedzą i rozwiewanie wątpliwości studenta, który miał prawo te wątpliwości mieć. Po drugie, przecież mówiąc o swoich podejrzeniach posiłkował się tylko tymi zdjęciami, które zostały mu wyświetlone. Nie miał więcej materiałów, więc wyciągnął z tego co miał wnioski, które wydawały mu się najsensowniejsze. I nie sądził, że zasługiwał na to, żeby sobie z niego jawnie kpić przy całej grupie. Bo co, bo nie kajał się przed nim i nie uciekał wzrokiem od tego świdrującego spojrzenia? I nie zamierzał. To był tylko inny człowiek. Miał w sobie podziw dla osiągnięć naukowych tego człowieka, jednakże nie oznaczało to automatycznego darzenia go szacunkiem. A póki co Ridley zdawał się w ogóle nie zachęcać studentów do tego, by obdarzyli go szacunkiem – a raczej wymuszał na nich autorytet dla swojej jakże wielkiej i ważnej osoby, wpychając się z tym wręcz w ich gardła.
    Rian zaczął nakręcać się jeszcze bardziej głównie dlatego, że urażone zostało jego ego, czuł się poniekąd upokorzony tą durną uwagą, którą w ogóle nie powinien się przejmować.
    Nawet nie miał szansy na nią odpowiedzieć, bo profesor od razu przeszedł do dalszej części, pokazując jeszcze więcej drastycznych zdjęć. Miał swoje dalsze tezy, ale już się nie wychylał, czekając aż Ridley łaskawie oświeci tych durnych studentów swoją mądrością i przenikliwością.
    Po sali rozległy się nieśmiałe pomruki, wskazujące na to że sprawcą mógł być mężczyzna. Rian i tym razem spodziewał się zaskoczenia. Zresztą, jego zdaniem nie było to wcale takie jednoznaczne, za zbrodnię mogła odpowiadać na przykład zdradzona kobieta targana chęcią zemsty, albo nawet dowolna osoba pozbawiona określonego motywu. Możliwości było multum.
    I nadal utrzymywał, że sugerując się tylko zdjęciami zbrodni wcale nie musiał towarzyszyć zamiar uprzedni. O tyle, o ile pamiętał z ludzkiej anatomii, i o tyle, o ile mógł w tej gnijącej padlinie zidentyfikować konkretne obszary ciała, to biorąc to wszystko pod uwagę mógłby nawet posunąć się do stwierdzenia, że te ciosy były bardzo nieprecyzyjne, jakby ktoś działał chaotycznie i pod wpływem emocji wbijał w tę nieszczęśnicę ostre narzędzie.
    Ale siedział cicho. Niech Ridley się popisuje, proszę bardzo. Odchylił się niego, opierając się bardziej plecami na krześle i z założonymi rękami obserwował slajdy. Na razie i tak nie padło nic godnego zanotowania, więc długopis grzecznie leżał obok kartki.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Koss Moss Yesterday at 19:11

    Mężczyzna wysłuchał sugestii studentów, nie komentując żadnej z nich. Nie skwitował ich nawet zmianą w mimice twarzy. Spoglądał to na slajdy, to na studentów, oczekując kolejnych komentarzy, a kiedy nikt już nie miał pomysłu lub śmiałości się odezwać, rozniecał dyskusję na nowo, podsuwając nowy trop.
      ― Kto mógłby wyciąć dziecko i w jakim celu.
      ― Może jakiś zaborczy kochanek. Może go zdradziła i postanowił, że nie będzie nosiła w sobie dziecka jakiegoś obcego fagasa. Ja bym tak zrobił.
    Słowa te wypowiedział jeden ze studentów z tyłu. Vincent spojrzał na niego i odchrząknął sugestywnie.
      ― Interesujące zapędy. Mówi się, że żeby schwytać mordercę, trzeba myśleć jak on.
    Zawiesił wzrok na uśmiechniętym lekko studencie.
      ― Panie…
      ― Brown.
    Profesor Ridley kiwnął krótko głową.
      ― Mężczyzna ten, partner, jak pan sugeruje, za pomocą noża wyrżnął ze swojej kobiety cudze dziecko. Tak?
      ― No tak.
      ― Należy zatem przesłuchać partnera denatki, ponieważ zrobił to on albo ktoś bardzo z nią zżyty. Ktoś zaborczy na tyle, by zapragnąć usunąć każdą jego cząstkę z ciała ukochanej osoby. Przyjrzyjmy się jeszcze raz cięciom. Są dość precyzyjne. W pociągnięciach widzimy pewną rękę. Tutaj ― użył laserowego wskaźnika ― cięcie jest wręcz chirurgiczne. Ta osoba wiedziała, w jaki sposób wyciągnąć nienarodzone dziecko z brzucha tej kobiety. Wiedziała, pod jakim kątem zatopić ostrze i w którym miejscu, aby przebić serce. O czym to świadczy?
      ― Że sprawca był lekarzem.
      ― Być może. Co jeszcze?
      ― Pewnie pracuje gdzieś, gdzie się uodpornił na takie widoki.
      ― Tak, potraktował ciało przedmiotowo, bez większych emocji. Gdzie jeszcze mógł pracować?
      ― Może w rzeźni.
    Mężczyzna uśmiechnął się oszczędnie.
      ― Albo?
    Wypytywał i dopiero gdy padły kolejne sugestie, zwrócił uwagę publiczności na następne fakty.
      ― Sprawca wybrał idealną porę i miejsce. Zaatakował tę młodą kobietę w jej własnym domu, zaraz po kąpieli; proszę zwrócić uwagę na ręcznik, który leży tuż pod denatką. Chwile wieczornego relaksu.
    Mówiąc to wszystko, przechadzał się spokojnym krokiem po klasie i swobodnie, od niechcenia gestykulował.
      ― Chwile wieczornego relaksu, które przerodziły się w piekło, gdy ofiara została zaatakowana z ciosem w klatkę piersiową. Czy spodziewała się napastnika?
    Studenci słuchali go z fascynacją, gdy naprowadzał ich kolejne tropy, które pomogły odnaleźć więcej potencjalnych cech sprawcy.
    Można mu było zarzucić wiele rzeczy, ale nie to, że nie potrafi zaangażować studentów w swoje zajęcia. Nawet ci, którzy nie mieli odwagi się odezwać, śledzili z zapartym tchem bieg wydarzeń. Temat był po prostu zbyt ciekawy, żeby unosić się dumą – obejmował wreszcie coś, po co wiele osób przyszło na te studia.

    Rian zapewne bardzo się zdziwił, gdy pewnego dnia podczas jego streamu po raz kolejny pojawiła się pilna wiadomość o prywatnym czasie z V.
    Nadeszła wraz z przelewem o wartości stu dolarów.
    Na ekranie znów pojawił się obraz znanej już Rianowi męskiej sylwetki. Tym razem tajemniczy V. nie miał na sobie marynarki, a jedynie koszulę. Siedział w fotelu w pozycji amerykańskiej czwórki, przy czym na pierwszym planie znajdował się wypolerowany do połysku, elegancki but wart zapewne więcej niż niejedna pensja.
    Po co tu przybył; znów patrzeć bez słów na poczynania atrakcyjnego młodzieńca bez twarzy? Najwyraźniej tak.
    Zanim jednak Rian zdążył odpowiednio go powitać, mężczyzna pochylił się odrobinę do przodu i zajrzał w monitor w taki sposób, że kamera objęła jego twarz.
    Oczy kryła prosta, czarna maska, uniemożliwiając rozpoznanie. Nie uniemożliwiała jednak stwierdzenia faktu, że mężczyźnie niczego nie brakuje. Miał atrakcyjne rysy. Żadnych widocznych skaz. Nie mógł być desperatem, widocznie miewał zwykłe kaprysy. Być może zwyczajnie podniecała go świadomość finansowego uzależnienia kogoś od siebie.
    Patrzył i nic nie mówił. Nie dotykał się. Nie okazywał podniecenia. Czasem wręcz odwracał głowę gdzieś w bok, jakby coś ciekawszego nagle przykuło jego uwagę.
    Okazywał mu pewne lekceważenie, ale czasem nagradzał tajemniczym półuśmiechem, który mógł znaczyć wszystko.
    Tego wieczora spędził z chłopcem nieco więcej czasu, zanim wyłączył się bez słowa.
    I od tej pory bywał gościem Riana regularnie.
    Czasem z kieliszkiem, czasem z cygarem. Czasem w pełnym garniturze, czasem w samej koszuli, a raz cały w eleganckiej czerni.
    Każda jego wizyta oznaczała znaczny przypływ gotówki, ale również pewną frustrację. Nikt nie lubi być tak traktowany, a przyzwyczajony do adoracji i łatwego zachwytu Rian musiał być szczególnie zirytowany zachowaniem nieznajomego.

    Profesor Ridley nie sprawdzał obecności, ale bardzo szybko okazało się, że doskonale pamięta nazwiska wszystkich studentów. Wystarczyło, że raz zapytał o nazwisko, a zdawało się, że zapamiętywał je na zawsze. Listę obecności być może uzupełniał w trakcie zajęć, ale nigdy nie czytał jej głośno, dając studentom złudzenie, że nie są kontrolowani.
    Nie zmienił się od pierwszych zajęć. Wciąż biła od niego wyższość i nie należał do najprzyjemniejszych profesorów. Po pierwszej wejściówce okazało się natomiast, że jego testy bynajmniej nie są ogólne.
    Osobiście rozdał studentom arkusze, ku ich zdziwieniu tylko kilka razy dopytując o nazwisko. Gdy podszedł do Riana, oddał mu z lekkim uniesieniem brwi kartkę pozbawioną ani jednego skreślenia, za to z oceną niezaliczającą.
      ― Niektórzy nazbyt ogólnie potraktowali pytania ― oświadczył wśród cichego gwaru. - Nie mogę przyjąć czegoś takiego. Inni z kolei zdawali się nawet nie zajrzeć do materiałów poza wykładem. Nie wiem, jak chcecie zaliczyć ten przedmiot z takim podejściem. Lepiej przyłóżcie się następnym razem. Na portalu edukacyjnym udostępniłem przykładowe odpowiedzi na moje pytania, proszę sprawdzić w domu i skontaktować się ze mną w razie niejasności. Osoby chętne na poprawę – w drodze wyjątku – zapraszam jutro na konsultacje o siódmej piętnaście do mojego gabinetu.
    Stanął za katedrą i uśmiechnął się nieprzyjemnie, zatrzymując spojrzenie na studencie, którego w pierwszy dzień pomylił z dziewczęciem.
    Taki piękny, a tak krnąbrny.
      ― Tak, panie Quinn, chce się pan czymś podzielić?

    Sponsored content

    Re: Ślady namiętności

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Czw 17 Sty 2019, 06:50