Forbidden fruit is the sweetest

    Share
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 16:22

    Forbidden fruit is the sweetest
    ______________________________
    Alert, kazirodztwo!!!Żeby nie było, że nikt nie ostrzegał



    Paul Valenti | 16 lat | 180 cm wzrostu

    ___________________________________________

    Wszedł właśnie do samolotu i usiadł na miejscu zgodnym z numerem na bilecie, w zamyśleniu wyglądając przez małe okienko po swojej lewej stronie. Prawdę powiedziawszy, nie było tam nic ciekawego, gest ten miał bardziej symboliczny wydźwięk, kiedy Paul zastanawiał się ile czasu będzie musiało minąć nim znowu tutaj wróci.
    Miał totalny mętlik w głowie, nie wiedział w jakich kategoriach myśleć o sytuacji w jakiej się nieoczekiwanie znalazł. Przeżył prawdziwą tragedię życiową, tracąc w jednej chwili najbliższe mu osoby, to zupełnie tak, jakby świat się dla niego skończył. Wszechogarniająca pustka powoli pochłaniała go od środka, kiedy z każdym kolejnym dniem dochodziło do niego, że to wszystko dzieje się naprawdę. Dlatego trudno powiedzieć jaki wpływ na to wszystko miała wiadomość, że gdzieś tam w Anglii żyje jego dawno zapomniany, prawdziwy ojciec i brat, o którego istnieniu nie miał wcześniej zielonego pojęcia. Wydawać by się mogło, że powinno to być jak światełko nadziei w ciemnym tunelu rozpaczy w jakiej znajdował się nastolatek, jednak spotęgowało to tylko poczucie zagubienia i zdezorientowania. Za dużo bodźców atakowało młody umysł, tworząc burzę chaotycznych myśli. Żył we Włoszech od drugiego roku życia i tam planował swoją dalszą przyszłość, więc kiedy okazało się, że musi zamieszkać z tymi ludźmi, kompletnie mu obcymi, było to jak kolejny ciężki test od losu, sprawdzający ile jeszcze zdoła wytrzymać nim całkowicie się podda. W jednej chwili stał nad świeżym grobem swoich rodziców, w kolejnej był już trakcie podróży do innego kraju, gdzie miał zostać przez kilka kolejnych lat.
    Przebudził się, potrząśnięty małymi turbulencjami w trackie lotu, orientując się, że musiał przespać całą podróż. Zdziwił się sam sobie, był to chyba pierwszy raz od tygodnia, kiedy zasnął z taką łatwością. Jednak przyjemne uczucie wypoczynku zaczęło powoli ustępować rosnącemu zdenerwowaniu, momentalnie poczuł rosnącą gulę w gardle, widząc, że właściwie zaraz będą lądować. Piętnaście minut później, wraz z innymi pasażerami ruszył w kierunku, gdzie stało mnóstwo osób z różnego rodzaju tabliczkami imiennymi. Zaczął niepewnie się rozglądać, chociaż nie wiedział właściwie za kim.
    Jeśli ktoś faktycznie przyjechał go odebrać, momentalnie mógł wyłapać z tłumu młodego Valenti'ego. Mimo zwykłego ubioru w postaci czarnych spodni i bluzy, wyróżniał się. Trudno było ustalić czym konkretnie, być może była to kwestia wysokiego wzrostu, nijak pasującego do delikatnej buźki i dłuższych włosów spiętych w niedbały kucyk. Albo tego spojrzenia pustych, ciemnych oczu, wyraźnego zaczerwienionych od wcześniejszego płaczu.


    Ostatnio zmieniony przez Verde dnia Pon 14 Sty 2019, 01:47, w całości zmieniany 1 raz
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 16:59



    Josh Valenti | 20 lat | 185 cm wzrostu

    ___________________________________________

    Chłopak nie miał szczęścia; jego rodzina najwyraźniej się po niego nie stawiła. Nie zobaczył na lotnisku nikogo, kto czekałby na niego z kartonem z jego imieniem, mimo że takich osób było mnóstwo. Nikt nie wyczekiwał jego przylotu, nikt nie przykładał do niego najmniejszej wagi. Może znaczył dla ojca i brata tak niewiele, że o nim zapomnieli.
    Mogło, oczywiście, istnieć ryzyko spóźnienia. Być może jego bliscy utknęli w korkach lub z jakiegokolwiek innego powodu nie mogli dotrzeć na czas. W takim przypadku należało cierpliwie poczekać z nadzieją, że kiedyś się zjawią.
    Czas jednak mijał i nic nie wskazywało na to, by miało się tak stać.

      ― Chłopaku, cierpliwości trochę! Josh po ciebie jedzie. Ja teraz pracuję ― rzucił opryskliwie Henry Valenti i zakończył rozmowę, nie dając synowi dojść do słowa.
    A Josh spóźniał się już czterdziestą minutę.
    I wtedy właśnie w drzwiach pojawił się on, bardzo wysoki chłopak o czarnych włosach ubrany na ciemno; z tłumu wyróżnił go gwałtowny chód i zirytowana mina. Szybkim krokiem zbliżył się do środka hali, stanął tam i rozejrzał się niecierpliwie. Potem zauważył jakiegoś jasnowłosego młodzieńca obładowanego walizkami, który stał nieopodal punktu informacyjnego, i podszedł do niego.
      ― Paul? ― rzucił niechętnie, ale chłopak popatrzył na niego bez zrozumienia.
    W dodatku z bliska wyglądał Joshowi na Azjatę, nie mógł więc (raczej) być poszukiwaną przez niego osobą.
      ― Kurwa ― westchnął z irytacją i rozejrzał się bezradnie. Wtedy napotkał spojrzenie innego młodzieńca, stojącego bardziej z boku.
    Zmrużył oczy, zadzierając lekko podbródek, wyprostował się bardziej i ruszył w stronę nastolatka, krzywiąc się nieprzyjemnie, jakby obecność tu sprawiała mu nieopisany ból.
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 17:52

    Stał w miejscu, rozglądając się sam nie wiedział za kim już przez dobry kwadrans. Na samym początku czuł ogromne zdenerwowanie całą sytuacją, jednak z każdą kolejną minutą ustępowało to powoli wzrastającej irytacji. Właściwie, czego on oczekiwał? Wyglądało na to, że nie chcieli go tu tak samo, jak on nie chciał tu przyjeżdżać. Westchnął, zmieszany całą sytuacją. Już był gotowy kupować bilet powrotny do Włoch, kiedy lekko zdesperowany odważył się wybrać numer do swojego ojca. "Chłopaku, cierpliwości trochę! Josh po ciebie jedzie. Ja teraz pracuję" usłyszał tylko i nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, połączenie zostało zakończone. Patrzył ze złością w ekran telefonu, chociaż czy to była złość? Może bardziej żal, że wbrew temu cokolwiek wcześniej myślał o tym wszystkim, naprawdę nikt go tu nie chciał. W głowie zaczynał rozważać inne opcję niż bezsensowne czekanie aż ktoś w końcu go odbierze, kiedy niespodziewanie napotkał te oczy. Mimowolnie zadrżał, czując na sobie ten gniewny wzrok, który gdyby tylko mógł bez wątpienia przewierciłby się przez niego na wylot, zostawiając ogromną dziurę w piersi. Miał ochotę uciec, widząc jak właściciel tych oczu nieuchronnie się do niego zbliża. Powstrzymał jednak ten irracjonalny strach, chowając drżące nieco dłonie do wielkich kieszeni ciemnej bluzy. Z pewną obawą dochodziła do niego myśl, że to musi być jego starszy brat, a z każdym krokiem wysokiego chłopaka, był tego coraz bardziej pewny.
    Josh? – powiedział chyba bardziej do siebie niż do samego Josha, stającego teraz naprzeciw niego, jakby dalej trawiąc te informację. Jego brat całym sobą pokazywał jak bardzo nie chce tu być, niechęć była wręcz namacalna i choćby Paul bardzo chciał, nie mógł tego nie zauważyć. Właściwie nie wiedział co teraz powinien zrobić, jak się zachować wobec osoby tak otwarcie wrogo do niego nastawionej?
    Jestem Paul – wypalił nagle, wiedząc jak głupio to musiało zabrzmieć, bo tamten bez wątpienia znał jego imię. Próbując uratować sytuację, wyciągnął do niego dłoń, jakby chcąc się prawidłowo przedstawić i przywitać. Czekając długo na jakąkolwiek reakcję, speszył się i odwrócił wzrok – Idziemy? – mruknął, chwytając swoją dużą walizkę i ruszył do przodu. Nie zmierzał pytać, dlaczego jego ojciec nie pofatygował się tu osobiście albo dlaczego Josh przyszedł prawie z godzinnym opóźnieniem. Czuł, że pytanie teraz o cokolwiek jest całkowicie bez sensu, zupełnie tak jak jego przyjazd do Anglii.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 17:55

    Josh nie uścisnął jego dłoni – westchnął tylko z rozdrażnieniem i machnął głową w stronę drzwi.
      ― Chodź, nie mam całego dnia.
    Wcisnąwszy dłonie do kieszeni ciemnej bluzy, ruszył do wyjścia, nie kłopocząc się nawet, żeby pomóc młodszemu bratu w ciągnięciu walizki.
    Dla niego był to intruz na jego terytorium. Konkurent, z którym będzie musiał wszystko dzielić. Nie znali się, byli sobie obcy i Josh nie przypuszczał, aby miała zakwitnąć między nimi przyjaźń.
    Nie. To ktoś w rodzaju współlokatora, niechcianego, jak ten, którego miał podczas jednego semestru na studiach.
    Które rzucił.
    Na zewnątrz paskudnie padało; Josh narzucił na głowę kaptur i poprawił na dłoni skórzaną rękawicę bez palców. Splunął na ziemię, wyciągnął papierosa i stanął pod wiatą przystankową. Oparł się ciężkim butem o ścianę, łypiąc spode łba na inne osoby oczekujące na autobus.
    Pociągnął nosem i spojrzał na Paula, kiedy ten znalazł się obok.
    Sam tego nie widział, ale ktoś postronny bez wątpienia dopatrzyłby się między nimi pewnych podobieństw, nawet jeżeli matki mieli różne. Te same nosy i podbródki, podobne kości policzkowe, wysoki wzrost. Różnili się tylko posturą, Paul był bez wątpienia smuklejszy, kształtem ust – Josh miał je bardzo cienkie, podczas gdy wargi Paula były wydatne – i wrażeniem, jakie wywoływali.
    Josh wyglądał na agresywnego dupka, podczas gdy jego młodszy brat miał w sobie jakiś rodzaj łagodności, być może tylko pozornej. Nie wyglądał jednak z całą pewnością na kogoś, kto byłby gotów przyłożyć komuś za jedno krzywe spojrzenie.
      ― Nie gap się ― wychrypiał Josh. Gdy uniósł dłoń z papierosem do ust, spod jego rękawa wyłonił się fragment sięgającego aż do dłoni tatuażu. ― Może u was jest inaczej, ale tutaj nachalne lampienie się na kogoś strasznie wkurwia.
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:01

    Wydawać by się mogło, że dzień zaczął się na tyle źle, że gorzej raczej nie będzie, a jednak! Kiedy Paul poczuł pierwsze krople na twarzy, automatycznie sięgnął do tyłu po kaptur bluzy, ale jedyne co mógł zrobić to poklepać się po plecach, gratulując samemu sobie – hej, przecież to nie ta bluza mistrzu! Oczywiście nawet przez myśl mu nie przeszło pytanie o parasol Josha, który to oddalał się od niego szybkim krokiem, nawet nie zauważając, że jego młodszy brat zawieruszył się gdzieś po drodze. Chwilę później dołączył do niego, chowając się pod małym daszkiem na przystanku, z mokrymi włosami przyklejonymi do twarzy i świadomością, że po takim spacerku na deszczu z pewnością będzie chory. A nie byli nawet w połowie drogi, kto wie ile będą musieli jeszcze przejść? Czy nie lepiej byłoby po prostu zamówić taksówkę? Myśląc o tym, mimochodem zerknął na starszego chłopaka, tak jakby to miało jakkolwiek pomóc. Zaczął mu się bezmyślnie przypatrywać, trochę podświadomie szukając podobieństw, które chcąc nie chcąc, były. W sumie Paul mało przypominał swoją matkę, poza ciemnymi oczami i dołkami przy uśmiechu, niewiele po niej wziął (czy włoski temperament również dało się do tego zaliczyć?). Na swoje nieszczęście(lub nie?) obaj prawdopodobnie bardziej przypominali ojca, chociaż po jakże udanym początku, Paul odnosił wrażenie, że Josh nie tylko z wyglądu może przypominać  najstarszego z Valentich.
    –  Nie gap się. Może u was jest inaczej, ale tutaj nachalne lampienie się na kogoś strasznie wkurwia. – usłyszał, wybudzając się z chwilowego zastoju. U was, huh? Poczuł się dziwienie, jakby naprawdę znalazł się na terenie wroga, gdzie każdy kolejny krok może skończyć się miną. Powoli przesunął spojrzenie z brata, patrząc tym razem na samochody przed nim. Zamilkł na moment, przez chwilę zastanawiając się czy może faktycznie za bardzo się gapił, ale z drugiej strony, hej, niedawno dowiedział się, że są braćmi, miał prawo trochę na niego popatrzeć!
    Chciałeś powiedzieć, że Ciebie wkurwia? Jakieś jeszcze złote rady, czego się u was nie robi? – mruknął, zgarniając za ucho kosmyk mokrych włosów, tym razem nawet nie zerkając w stronę starszego. Całe szczęście, że dosłownie chwilę później przyjechał ich autobus, czego oczywiście musiał się domyślić widząc Josha wsiadającego do pojazdu. Jak można było się spodziewać, w samym autobusie nie siedzieli obok, wystarczyło byli w zasięgu swojego wzroku. Albo żeby to Paul mógł widzieć brata, bo w sumie na tym to wszystko się opierało, młodszy chłopak po prostu za nim szedł, bez żadnych zbędnych gestów czy rozmów.  

    Zmęczony tą dłuższą niż przypuszczał podróżą, odetchnął z ulgą kiedy w końcu dotarli do domu. Chociaż słowo "dom" obecnie brzmiało dosyć obco w uszach Paula, nie czuł, że może nazwać tak miejsce, do którego właśnie przybyli.
    Pokaż mi tylko, gdzie jest mój pokój i masz mnie już z głowy – powiedział lekko zdyszany przez wcześniejsze ciąganie walizki. Być może był wysoki, jednak nie przekładało się do szczególnie na siłę, w dodatku kiedy walizka zapakowana była większością czyjegoś  życia – nie mogła być lekka.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:18

    Zanim dojechali, musieli zaliczyć jeszcze dwie przesiadki, nic więc dziwnego, że kiedy dotarli na miejsce, Paul był po prostu zmęczony.
    Dom z zewnątrz wyglądał niepozornie. Ot, zwykły, niezbyt wielki piętrowy budynek.
    Josh otworzył kluczem stare, skrzypiące drzwi, i kopnął je, wchodząc jako pierwszy.
    W ciasnym przedsionku znajdowała się duża szafa na kurtki i buty, ale obuwie i tak stało pod ścianą. Z pomieszczenia można było dostać się na wąski korytarz. W jednym jego końcu znajdowały się schody, natomiast po drugiej stronie był pokój dzienny z aneksem kuchennym.
    Jedyne drzwi w korytarzu prowadziły z kolei do niewielkiej toalety.
    Josh bez słowa, zdaje się, że ignorując prośbę Paula, ruszył na górę – schody również skrzypiały, a do tego były bardzo strome. Naturalnie jego młodszemu bratu wspinanie się po nich z walizką zajęło znacznie więcej czasu.
    Na górze też znajdował się wąski korytarzyk, z którego można było dostać się do trzech pomieszczeń. Jednym z nich była łazienka. Josh ruszył na sam koniec korytarza i otworzył drzwi pooblepiane naklejkami z wulgarnymi słowami typu „Fuck Off”.
    Gdy Paul stanął w drzwiach, jego oczom ukazał się średniej wielkości pokój, w którym stało podwójne łóżko o skotłowanej, czarnej pościeli, zawalone przedmiotami biurko z komputerem i całe mnóstwo rupieci, w tym także gitara. W kącie, tuż obok dużej, poobklejanej szafy, upchnięto niezbyt zachęcający materac. Miejsce było tak ciasne, że materac był częściowo zawinięty i przylegał spodem do ściany. Ktoś rzucił na niego niedbale komplet pościeli.
    Ów ktoś stał teraz za plecami Paula i stukał niecierpliwie nogą.
      ― Zasady są takie: śpisz tu, czas spędzasz wszędzie tylko nie tu, niczego poza swoim łóżkiem nie dotykasz. Zrozumiałeś?
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:25

    Łóżkiem? – wydukał Paul, wchodząc powoli do środka i lekko zdezorientowanym wzorkiem patrząc to na materac rzucony pod ścianą, to na Josha jakby czekając, aż ten zaraz się zaśmieje i powie, że to żart. A może o tylko zły sen? Może zaraz się obudzi, będąc z powrotem w swoim dom we Włoszech? Minuty jednak mijały, a on dalej stał w tym samym miejscu, nie wierząc w to wszystko co się właśnie działo. Widać własny pokój stał się teraz odległym marzeniem, jedne co miał to własny kąt, dosłownie. – Ale to tylko na chwilę, prawda? I gdzie mam położyć rzeczy? – zapytał naiwnie, ponownie rozglądając się po pokoju, jakby nie dosłyszał wcześniej wymienionych przez chłopaka zasad. Momentalnie spojrzał na duże, dwuosobowe łóżko w centrum pokoju, na którym bez wątpienia obaj by się zmieścili, jednak nie miał obecnie tyle odwagi by sugerować coś podobnego. Zresztą, nawet o to nie pytając, wiedział jakiej odpowiedzi udzieliłby jego starszy brat. Wciągnął ogromną walizkę do środka i usiadł na swoim "łóżku", naprawdę zmęczony i zniechęcony, po czym zdjął dużą czarną bluzę i rzucił ją obok. Niestety czarna koszulka pod spodem również okazała się lekko wilgotna, jak zresztą wszystko inne, zdecydowanie potrzebował teraz prysznica. Miał ochotę wstać i po prostu ruszyć do łazienki, ignorując Josha, jednak wiedział, że nie może, w walizce miał praktycznie same ubrania.
    Dostanę ręcznik? Muszę się wykąpać – zapytał, patrząc pytająco na chłopaka. Założył kosmyk ciemnych włosów za ucho i zaraz owinął się ramionami, jakby próbując wysłać sygnał, że jeśli zaraz się nie ogrzeje, to naprawdę będzie chory.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:25

    Josh nabrał powietrza i westchnął ostentacyjnie, stojąc na środku pokoju z założonymi rękami. Potem skrzywił się i podszedł do szafy. Otworzył ją, przy czym ze środka wysypało się trochę upchniętych, skotłowanych ubrań, i wyrzucił kilka kolejnych elementów garderoby, żeby w końcu wydobyć ciemny ręcznik.
    Rzucił nim w chłopaka, jakby rzucał niewolnikowi szmatę do wycierania podłogi.
      ― Łazienka jest na dole ― powiedział oschle. ― Jak stary wróci, zapytasz go o jakąś szafkę na te twoje graty. Pewnie coś ci gdzieś przygotował. Na korytarzu.
    To rzekłszy, chłopak zrzucił z siebie przemoczoną bluzę, pod którą nie miał nic. Jego ręce były całkowicie pokryte tatuażami, podobnie jak plecy. Ciało miał umięśnione – wyglądał, jakby coś ćwiczył, ale Paul zapewne nie przyglądał mu się w tej chwili, zbyt przytłoczony wrażeniami.
    Prawdopodobnie nie tego się spodziewał w nowym domu.

    Kiedy Paul wziął już prysznic (okazało się, że z ciepłą wodą były duże problemy – co jakiś czas trzeba było uciekać spod na przemian gorącego i lodowatego strumienia) i wrócił na górę, drzwi do pokoju były zamknięte, a zza nich dobiegała głośna muzyka.
    Jego drogi brat siedział przed komputerem w samych spodniach, grał w jakąś agresywną bijatykę i kompletnie go zignorował, kiedy młodzieniec wszedł do pokoju.
    Zaproponowanie czegoś do jedzenia czy picia – czy chociaż oprowadzenie Paula po domu – w ogóle nie przyszło mu chyba na myśl.
    Paul musiał dopraszać się o wszystko sam, lub ryzykować, że rozeźli domowników, naruszając coś bez konsultacji z nimi.
      ― Słuchaj ― Josh po jakimś czasie odwrócił się przez ramię. ― Chyba ci mówiłem, że tutaj tylko śpisz? Nie ma tu dla ciebie nic do roboty, idź na dół.
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:30

    Chcę się tylko ubrać – odpowiedział cicho, żałując, że nie wziął ze sobą ubrań na zmianę, czuł się wyjątkowo niekomfortowo w samym ręczniku, chociaż starszy chłopak zapewne nawet nie zwrócił na to uwagi. Postanowił jednak nie mówić nic więcej, nie chcąc rozgniewać brata, było bowiem za wcześnie by mógł pozwolić sobie na coś więcej niż tylko zgadzanie się na wszystko. Zaczął wyciągać ubrania ze swojej walizki, co jakiś czas zerkając na odwróconego do niego plecami Josha, dopiero teraz zwracając większą uwagę na to co się na nich znajduje. Trochę zdziwił go widok tych wszystkich tatuaży, to był chyba pierwszy raz kiedy miał okazję zobaczyć na żywo kogoś z taką ilością zdobień na ciele. Zawsze starał się nie oceniać innych, jednak w tym wypadku nie mógł oprzeć się stereotypowemu spojrzeniu na tatuaże kojarząc je sobie z tymi wszystkimi ludźmi spod ciemnej gwiazdy. Zadrżał na samą myśl, a może tylko z zimna po średniej jakości prysznicu i narzucił na siebie ciemne dresy i jakiś czarny sweter. Jeszcze naprędce chwycił z wewnętrznej kieszeni walizki szkicownik i ołówek, po czym nawet się nie rozglądając wyszedł z pokoju. Westchnął ciężko, idąc wąskim korytarzykiem w stronę stromych schodów, zastanawiając się czy nikt przypadkiem tu czegoś nie złamał, wydawały się one wyjątkowo niebezpieczne. Będąc już na dole, postanowił sam rozejrzeć się dookoła, a że parter był skromnej wielkości, już paru minutach zdążył wszystko obejrzeć. Skierował się do salonu, gdzie usiadł na kanapie – jak się okazało – niezbyt wygodnej i zaraz oparł kartki o własne kolana. Zaczął kreślić linie o bliżej nieokreślony kształcie, czując jak wszystko powoli zaczyna ze niego schodzić, te negatywne emocje i zmęczenie nagromadzone w ciągu dnia. Rysowanie zawsze był dla niego najlepszą formą rozładowania stresu i tego co w nim siedziało. Na kartce powoli zaczął majaczyć obraz czyjej twarzy, a Paul ze zdziwieniem stwierdził, że przypomina to trochę jego starszego brata. Nie było to jednak ładne przedstawienie czyjej osoby, mimo, że był to tylko lekki szkic, dało się zauważyć wykrzywioną w gniewie mimikę, widocznie negatywna postawa Josha wpłynęła na nastolatka bardziej niż mógł przypuszczać. Rysował jeszcze przez pewien czas, kiedy w trackie, nie wiedział nawet kiedy, jego głowa osunęła się wzdłuż oparcia kanapy. Przytłoczony zmęczeniem i wydarzeniami dzisiejszego dnia, po prostu zasnął.

    Obudził go dopiero trzask drzwi, za oknem panowała głęboka ciemność rozjaśniona nieco ulicznymi latarniami, więc musiało być już dość późno. Wrócił pan domu, sam Henry Valenti, który lekką chwiejnym krokiem przekroczył próg salonu, widocznie niezbyt przejęty przejazdem młodszego z swych snów.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:32

    Henry Valenti był przynajmniej podpity. Jego problemy z alkoholem trwały od dłuższego już czasu, a nasiliły się, odkąd porzuciła go młoda kochanka (fakt, że była w wieku Josha, nie pomagał im w nawiązaniu relacji, które mogłyby przypominać rodzinne).
    Mężczyzna zapalił światło i zmrużył oczy, przez chwilę nim oślepiony. Był to mężczyzna o szerokich ramionach, posiwiałych przy skroniach, ciemnych włosach i zapadniętych policzkach. Kiedyś mógł być atrakcyjny, dziś jednak trudno było dopatrzeć się w nim śladu dawnego Henryʼego, w którym prześliczna matka Paula zakochała się bez pamięci.
      ― Ej, ty. Widzę, że już się rozgościłeś. Nie masz swojego pokoju od tego? ― „przywitał” syna, którego ostatni raz widział na oczy, gdy ten miał raptem kilka lat. Kiedy tylko Paul zwolnił kanapę, mężczyzna opadł na nią i ukrył twarz w dłoniach, klnąc pod nosem.
    Podniósł głowę, kiedy zdał sobie sprawę, że Paul nadal jest w pokoju.
      ― I co! ― wykrzyknął zupełnie bez powodu. ― Niezadowolony? Za mały dom, co? Nie tego się spodziewałeś? Mogłeś też wylądować w domu sierot!
    W tym samym czasie na górze otworzyły się drzwi; chwilę później Josh zbiegł ze schodów, w biegu zapinając skórzaną kurtkę.
    Łypnął z końca korytarza na ojca i na młodszego brata.
      ― Chodź tu ― rzucił do tego drugiego ostro, jak do nieposłusznego psa.
    Kiedy Paul znalazł się w zasięgu jego rąk, chwycił go za ramię i pociągnął w stronę schodów.
      ― Nie właź mu w drogę, jak jest najebany. Co tam masz?
    Wyrwał z rąk chłopaka kartkę i łypnął podejrzliwie na rysunek.
      ― Co to ma być?
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:37

    Do usunięcia.
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:39

    Zaspany jeszcze Paul nie spodziewał się tego typu konfrontacji z własnym ojcem, szczególnie, że ten nie widział syna od wielu lat. Nastolatek mógł mieć różne wyobrażenia mężczyzny, jednak w żadnym wypadku nie spodziewał się takiego zachowania. Zmarszczył nos czując unoszący się w powietrzu zapach alkoholu, przyniesiony bez wątpienia przez starszego Valent'iego. Nie odezwał się słowem, przestraszony agresywnym krzykiem. Czuł, że nie jest to odpowiedni moment by pytać o cokolwiek mężczyznę, być może rano, bez wpływu zdradliwych procentów, będą w stanie przeprowadzić normalną rozmowę?
    Kiedy zauważył Josha, trudno powiedzieć, że się ucieszył, jednak było mu raźniej, że nie jest sam z pijanym Henrym. Do czasu, aż tamten niezbyt delikatnie chwycił go za ramię, Paul musiał się powstrzymać by nie syknąć z bólu. Gdyby nie ton głosu, można by nawet pomyśleć, że starszy chłopak dobrze radzi nastolatkowi, jednak oczywistym on zwyczajnie nie mógł mu dobrze życzyć.
    Kiedy tylko rysunek wpadł w ręce starszego z braci, Paul momentalnie pobladł, świadomy kogo jego praca  przedstawia.
    Nic! Oddawaj! – krzyknął, próbując wyrwać kartkę, na próżno jednak. Przed oczami chłopca momentalnie pojawia się wizja rozgniewanej twarzy brata. Pchnięty tym strachem, rzucał się do przodu, chcąc odzyskać swoją własność. Nie spodziewał się jednak, że sam straci równowagę wykonując podobny manewr, nie minęła chwila, nim obaj wylądowali na podłodze, powodując przy tym głośny huk. Zdezorientowany nagłą zmianą pozycji, dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, że właśnie leży na starszym chłopaku i aż krzyknął w myślach, wiedząc, że ma przejebane. W akcie desperacji wyrwał jednak wygniecioną już kartkę z rąk zdziwionego całą sytuacją chłopaka, po czy ruszył do ucieczki, próbując jak najszybciej podnieść się z ziemi, modląc się by w trakcie drogi do pokoju nie połamać nóg na stromych schodach.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:41

      ― Co się tam, do licha, dzieje! ― krzyknął Henry, ale został zignorowany przez starszego z braci. Josh podniósł się szybko, wspierając o szafkę, i rozmasował potylicę, którą uderzył o ścianę. Nie zdążył się uważnie przyjrzeć, widział tylko, że rysunek przedstawia czyjąś twarz – nie były to chyba żadne bohomazy – ale widocznie był dość wstydliwy, skoro chłopak rzucił się na niego jak popierdolony, żeby mu go wyrwać.
    Przewrócił go, przewrócił ich obu – wprawdzie wyglądało to bardziej, jakby się potknął niż wyprowadził atak, ale nie mogło mu ujść płazem.
    Jeszcze sobie pomyśli, że wszystko mu wolno.
    Tak więc Josh ruszył powoli na górę, zaciskając dłonie w pięści, aż strzyknęły. Nie śpieszył się: spokojnym krokiem zbliżył się do zamkniętych drzwi swojego pokoju, a potem gwałtownie szarpnął klamkę i je otworzył.
      ― Co to miało być? ― wycedził bez ogródek, łypiąc na nastolatka spode łba; wyglądał przy tym dość przerażająco, rzeczywiście, jak typ spod ciemnej gwiazdy zdolny do wyrządzenia komuś wielkiej krzywdy. Patrząc jednak na Henryʼego, trudno było się dziwić, że w tym domu wychował się ktoś taki. ― Chcesz wypierdolić z tego domu szybciej niż tu przyleciałeś? Mały dzikusie?
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:42

    Nie wiedział, że jest w stanie tak szybko uciekać. W przepływie adrenaliny przeskakiwał po dwa schodki, jakby zagrażało mu wielkie niebezpieczeństwo - bo w istocie, może tak własnie było? Trzasnął głośno drzwiami ich wspólnego pokoju, gniotąc w dłoniach ten nieszczęsny rysunek, przez który czuł, że będzie miał poważne kłopoty ze starszym bratem. Czy ta cała akcja była tego warta, może już lepiej żeby Josh zobaczył ten szkic niż przewracanie go i dzika ucieczka? Jednak było za późno, Paul zdążył tylko wepchnąć papierową kulkę wgłąb walizki, nim do pomieszczenia wszedł widocznie zdenerwowany starszy chłopak. Chociaż, to było zbyt mało, wydawał się wręcz wściekły. Nastolatek autentycznie się go przeraził, zamarzając w miejscu niczym słup, nie mogąc się nawet ruszyć. Czy możliwe, że chłopak naprawdę był tak brutalny? Że byłby w stanie pobić swojego nieletniego jeszcze brata? Momentalnie w młodej głowie pojawiły się tatuaże na plecach, które jeszcze niedawno miał okazję zobaczyć, zadrżał na samo ich wspomnienie.
    Po prostu nie dotykaj moich rzeczy – wypalił nagle, przełykając strach, zdziwiony trochę sam sobie, że odważył się tak odezwać do agresywnie nastawionej osoby. Jednocześnie cofnął się krok, z paniką czując za plecami już tylko ścianę. To koniec, nie miał gdzie uciec, chcąc nie chcąc skazany był teraz na łaskę brata, mogąc mieć tylko nadzieję, że ten jednak go nie skrzywdzi. Nie mógł sobie wymarzyć lepszego początku w nowym domu.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:43

    Mimo odważnej odpowiedzi, chłopak przyjął raczej niepewną, właściwą ofierze mowę ciała i chociaż Josh był z początku wściekły, twarz odrobinę mu się rozluźniła.
      ― A ty moich ― zastrzegł. ― Jak zobaczę, że coś było ruszone, chłopczyku, obiecuję ci, że nie poznasz się w lustrze.
    Zacisnął pięść, a potem odwrócił się i wyszedł. Tym razem chłopakowi się upiekło.

    Dzielnica, w której mieszkali, nie należała do najbardziej bezpiecznych, zwłaszcza w godzinach wieczornych. Kręciło się tu wielu podejrzanych typów, ale Josh nie musiał się o to martwić, bo z większością się znał. Szanowali go, w dużej mierze dlatego, że potrafił się odwinąć, kiedy ktoś go zaatakował. Bardzo wcześnie wyrobił sobie pozycję na osiedlu, siejąc postrach już jako kilkunastoletni dzieciak, i tak już zostało.
    Wrzucony w takie środowisko Paul będzie miał zapewne większy problem. Pierwsze dni w nowej szkole z pewnością wiele go nauczą, choć niekoniecznie będzie to związane z którymkolwiek przedmiotem.

    W środku nocy młodzieńca obudził hałas: to jego drogi brat wrócił, śmierdzący papierosami, i potknął się o jego torbę.
      ― Kurwa mać. Nie mogłeś tego położyć gdzieś indziej!?
    Nie wiedział, jak poradził sobie Paul, pozostawiony w domu z pijanym ojcem; czy zjadł chociaż kolację, czy położył się spać z pustym żołądkiem. Henry zasnął w dużym pokoju, istniała więc szansa, że nie chcąc go budzić, nastolatek wybrał tę drugą opcję.
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:44

    Nic nie odpowiedział, odetchnął tylko z ulgą, kiedy starszy chłopak opuścił pokój. Nastała cisza, długa i ciężka. Nastolatek trwał w niej, jakby niepewny czy może się już ruszyć. Dopiero po dłuższej chwili, opadł bezradnie na kolana i się po prostu rozpłakał, ukrywając twarz w drżących dłoniach. To wszystko to naprawdę było dla niego zbyt wiele. Miejsce, w którym obecnie się znalazł, graniczące bardzo z patologią, a także powód jego przyjazdu tutaj – śmierć rodziców, jego kochanej mamy. Poczuł się jak małe dziecko, przestraszone i samotne dziecko. Tak bardzo chciałby, żeby ktoś go po prostu przytulił, chciał poczuć ciepło bliskiej mu osoby, jednak wiedział, że już nie ma nikogo takiego. Płakał więc długo, nie myśląc nawet o schodzeniu na dół czy o jakimkolwiek posiłku, płakał, aż w końcu zmęczony zasnął na swoim materacu w kącie pokoju.
    Ze snu wyrwał go czyjś głośny krzyk, zdezorientowany i jeszcze zaspany spojrzał na znowu zdenerwowanego brata. Wychodziło na to, że widywał go tylko zdenerwowanego, zgniewanego albo wściekłego, kojarzył go tylko z negatywnymi emocjami i taki obraz zaczynał się powoli utrwalać w młodej głowie. W pierwszej chwili chciał mu odpowiedzieć coś równie błyskotliwego jak "może na twojej głowie" jednak powstrzymał się, przywołując scenę sprzed paru godzin, gdzie nieomal został przez Josha pobity. Zamknął więc oczy, próbując znowu zasnąć.

    Kolejnego dnia miał iść od razu do szkoły, przyjechał w tak niefortunnym czasie, że od razu został rzucony w wir wszystkich nowych rzeczy jakie go czekały. Szczęście w nieszczęściu, że była mimo wszytko końcówka września, rok szkolny się już zaczął, jednak nie było za późno, by nowy uczeń mógł jeszcze dołączyć. Problem w tym, że wypadało by pierwszego dnia stawił się tam z ojcem, by mogli dogadać wszystkie szczegóły związane z przeniesieniem, a jednak Paul nie był pewny, czy jego ojciec będzie w stanie mu towarzyszyć, biorąc pod uwagę stan w jakim się znajdował poprzedniego wieczora.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:44

    Henry obudził się zbyt późno, aby mogli dotrzeć na czas, i nie miał najlepszego nastroju, ale nie był już pijany. Poszedł do łazienki, opłukał twarz, wziął szybki prysznic i w takim lekko wczorajszym stanie poszedł z Paulem do szkoły, która znajdowała się dwadzieścia minut od domu.
    Kiedy tak szli, mężczyzna poprawił krawat i łypnął na młodszego syna zza szkieł okularów.
      ― To jak ci się tutaj podoba? ― wychrypiał, ale niezbyt przyjemnym tonem. Może po prostu nie potrafił inaczej. ― Trochę zimniej niż tam gdzie mieszkałeś, eh? Przyzwyczaisz się.
    Rozmowa im się nie kleiła. Mężczyzna wydawał się zirytowany i niezbyt skory do rozmowy z Paulem. Gdy mówił, brzmiał bardzo apodyktycznie. O ile mówił. Po drodze odebrał służbowy telefon – z krótkiej wymiany zdań, jaką odbył z tajemniczą osobą, wynikało, że za chwilę będzie musiał się stawić na jakimś spotkaniu. Z całą pewnością Paul nie znajdzie w nim troskliwego opiekuna, jakiego potrzebował.

    A jednak w gabinecie dyrektorskim, do którego zostali zaproszeni, Henry zwrócił się do dyrektora zadziwiająco sympatycznie. Jego twarz rozjaśniła się w uśmiechu, a ton głosu nabrał ciepłej nuty.
    Mężczyźni się znali; kiedy Josh uczęszczał do szkoły, Henry często zapraszany był do gabinetu, by tłumaczyć się z najróżniejszych wybryków syna. Uścisnęli sobie dłonie – jako pierwszy rękę wyciągnął pan Valenti, dopiero potem na gest odpowiedział dyrektor.
      ― Dzień dobry, panie Chilton, oto i Paul.
      ― Dzień dobry, panie Valenti. Paul… ― Dyrektor w zamyśleniu popatrzył na chłopca, ale ten chyba wywarł na nim pozytywne wrażenie, ponieważ uśmiechnął się lekko i wskazał mu miejsce do siedzenia. ― Proszę, niech panowie usiądą, przygotuję dokumenty.
      ― I kiedy będzie mógł zacząć chodzić na zajęcia? ― zapytał Henry.
      ― Właściwie już dziś, książki może ostatecznie od kogoś pożyczyć, chociaż tak naprawdę dopiero jutro możemy oficjalnie… ― zaczął dyrektor, ale mu przerwano.
      ― Bardzo dobrze ― Henry pokiwał głową. ― Im szybciej zacznie się wdrażać, tym lepiej. Niech idzie na lekcje już dziś, pozna klasę, zacznie się uczyć z marszu.
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:48

    O dziwo, ojciec faktycznie z nim poszedł. Chociaż w trakcie drogi Paul nie był pewny czy powinien się z tego cieszyć, biorąc pod uwagę jakiego rodzaju rozmowę prowadzili idąc razem do jego szkoły. Chłodną i niezręczną.
    Szaro, we Włoszech jest chyba więcej słońca – powiedział tylko, ciągnąc trochę na siłę temat pogody. Kątem oka zerknął na starszego mężczyznę, zastanawiając się jak jego matka mogła kiedykolwiek kochać takiego człowieka. W myślach przywołał postać Pedra - drugiego męża matki, który traktował Paula jak swojego syna – tak różnego od jego własnego ojca, może właśnie dlatego kobieta wiele lat temu porzuciła go i wróciła do swojej ojczyzny. Mimowolnie uśmiechnął się smutno na wspomnie rodziców.

    W samej szkole myślał, że ma zwidy, widząc całkowitą zmianę w zachowaniu ojca. Patrząc na to, można by odnieść wrażenie, że jest on przykładnym rodzicem, który dba o swoje dziecko w każdym aspekcie - cóż za idealna gra pozorów. Ponadto, wydawali się doskonale znać, czyżby Josh również wcześniej uczęszczał do tej szkoły? Paul przywitał się z dyrektorem i usiadł we wskazanym miejscu, przysłuchując się rozmowie, nastolatek jednak wiedział, że w udawanej trosce kryje się chęć jak najszybszego pozbycia się go, Henry definitywnie się gdzieś spieszył.
    – Paul, słyszałem, że przyjechałeś z Włoch, nie będziesz mieć problemów z językiem? – zwrócił się nagle w jego stronę pan Chilton, nie dopytując dlaczego młodszy z braci Valentich pojawił się dopiero teraz, w dodatku przyjeżdżając z innego kraju.
    Skąd, od dziecka mówię po angielsku i po włosku – odpowiedział uprzejmie chłopak, po czym temat się zakończył, a dyrektor nie pytał o nic więcej, jakby kwestia języka była największym problemem z jakim młodzieńcowi przyszłoby się zmierzyć w nowej szkole. Reszta rozmowy przebiegła szybko i sprawnie, chłopak mógł od razu iść na lekcje. Henry Valenti sprawiał wrażenie nawet zadowolonego, kiedy bez większych problemów udało mu się odbębnić rodzicielski obowiązek. Nawet nie pomyślał, by wręczyć chłopakowi choć parę funtów na jedzenie.

    Pierwszy dzień w szkole minął całkiem dobrze, lepiej niż Paul mógł przypuszczać. Niektórzy uczniowie byli ciekawi jego osoby, innym natomiast nowy uczeń był całkiem obojętny. Szczególną uwagę nastolatka przykuły dwie osoby – śniadej karnacji chłopak i azjatyckiej urody dziewczyna – razem z nim tworzyli trochę zabawny obraz mieszanki kulturowej, jednak okazali się wobec niego bardzo mili. Poczęstowali go nawet drugim śniadaniem, kiedy okazało się, że Paul ani nie ma przy sobie jedzenia ani pieniędzy by sobie coś kupić (ze wstydem powiedział, że zestresowany pierwszym dniem w szkole całkiem o tym zapomniał). Dlatego wracając późnym popołudniem do domu, młodziak miał zadziwiająco dobry humor, dzięki nowym znajomym odzyskał nadzieję, że jednak życie tu może nie będzie aż tak złe. W zamyśleniu przez przypadek wpadł na kogoś, od razu przepraszając, nie mógł jednak wiedzieć, że trafił  na osobę, której zwykłe "przepraszam" nie wystarczy.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:49

    Wysoki i rosły młody mężczyzna odwrócił się, ale wyraz irytacji na jego twarzy szybko przeszedł w rozbawienie i politowanie, z jakim niektóre brutalne dzieci patrzą na wijące się po ziemi skrzywdzone przez nich owady.
      ― O, a my to się jeszcze nie znamy ― prawie wymruczał. ― Ja jestem Blaze. A jak na ciebie wołają?
    Na pozór sympatyczna wymiana zdań w rzeczywistości wcale taka nie była. Blaze przytłaczał Paula gabarytami i przez cały czas uśmiechał się głupawo – aż w końcu przeszedł do rzeczy.
      ― Pewnie jeszcze nie wiesz, ale na tej dzielni obowiązują pewne zasady. Na przykład taka, że za przejście trzeba zapłacić, czaisz?
    Nagle zza śmietników wyszło dwóch podobnych Blazeʼowi osiłków, ale bynajmniej nie pojawili się po to, by pomóc Paulowi.
    A przecież dom chłopca był tuż obok, raptem kilkanaście metrów za ich plecami. Miał strasznego pecha.
      ― Więc sprawa wygląda tak ― wymruczał jeden z nowo przybyłych. ― Płacisz podatek albo zapierdalasz naokoło. To co, szczeniaku? Wyskakujesz z kasy?
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:52

    Czy mógł trafić gorzej? Dlaczego, kiedy sprawy w końcu zaczęły iść w dobrym kierunku, musiał wpaść na takich gnojków? Chociaż był pewien, że jak nie dzisiaj, to zapewne natknąłby się na nich innego dnia, zdawali się być stałymi bywalcami w tych rejonach, którzy wręcz specjalizowali się w gnębieniu i okradaniu dzieciaków takich jak on. I co z tego, że był wysoki jak na swoje 16 lat? Posturą w dalszym ciągu przypominał nastolatka.
    Chłopaki, ale ja naprawdę nie mam kasy – odpowiedział zgodnie z prawdą, bo gdyby miał cokolwiek, zapłaciłby za cenę chwilowego spokoju. Czuł się coraz bardziej osaczony, kiedy dwóch opryszków podeszło jeszcze bliżej. "Jak to naokoło?" pomyślał, nie znał jeszcze tej dzielnicy, przyjechał tu dopiero wczorajszego dnia i wracał tą samą trasą, którą przemierzał rano z ojcem. – Nie da się tego jakoś inaczej załatwić? – zapytał naiwnie chłopak, nie końca świadom jak mogą brzmieć jego słowa. Było to jak wyzwanie do walki, w której nie miał żadnych szans z jednym z tych chłopaków, a co dopiero z trójką.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:54

    Blaze uśmiechnął się podle, pokazując uzębienie, w którym brakowało przedniej jedynki, i zacmokał.
      ― Nie próbuj takich gierek. Lepiej grzecznie wyskakuj z kasy, dopóki masz okazję, bo naprawdę pożałujesz.
    Nie dali się przekonać, że Paul nie ma przy sobie pieniędzy. Nie dali mu również spróbować ucieczki ani czegokolwiek innego, co przestraszonemu młodzieńcowi mogłoby przyjść do głowy.
      ― Dobra, nie chcesz po dobroci, to zrobimy inaczej! ― rzucił zniecierpliwiony już osiłek, z podłym rozbawieniem chwytając Paula za kołnierz i podnosząc na kilka stóp w górę. ― Sprawdźcie, co tam ma, chłopaki!
    Nie było na ulicy nikogo, kto mógłby przyjść nieszczęsnemu nastolatkowi z pomocą. Dzielnica była dziwnie opustoszała – i tylko na werandzie jednego z pobliskich domów siedziała czarnoskóra, otyła kobieta z papierosem, która jednak nie wyglądała na szczególnie skorą do wdawania się w dyskusje z osiedlowymi wandalami, skoro jak dotąd nie zareagowała.
    Wsparcie nadeszło z zupełnie niespodziewanej strony, kiedy już wszystkie rzeczy osobiste Paula leżały na bruku, a on sam zarobił okrutny cios z pięści w brzuch – karę za to, że nie miał przy sobie nic, co jego nowi koledzy mogliby sobie przywłaszczyć.
      ― Ee! ― rozległo się wołanie.
    Blaze ze zdziwieniem odwrócił się przez ramię i zobaczył wychodzącego z domu Josha. Starszy Valenti miał w ustach papierosa, a na sobie czarną skórę i dżinsowe spodnie z dziurami. Dłuższe na czubku włosy sterczały mu na wszystkie strony, odsłaniając wygolone boki i nabite srebrnymi kolczykami uszy.
      ― O… Josh!
      ― Puszczaj go, frajerze! ― Josh przeskoczył przez niską furtkę, nawet jej nie otwierając, i ruszył ku nim gwałtownie.
      ― O co chodzi? ― zapytał Blaze, ale postawił Paula na ziemi. ― To tylko jakiś spedalony dziecia…
      ― To mój jebany brat! ― znalazłszy się przy nim, Josh pchnął otwartą dłonią pierś Blazeʼa tak, że osiłek się zachwiał.
      ― Kurwa, brat? Brata masz? Nie wiedziałem!
      ― Zbierać to! ― warknął Josh i, o dziwo, wszyscy trzej osiłkowie niczym potulne baranki schylili się po przedmioty, które wysypali z kieszeni i plecaka młodzieńca.
    Josh patrzył na to z krzywą miną, nim zwrócił się do Paula.
      ― A ty mógłbyś uważać ― burknął.
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 18:58

    W chwili,w której został podniesiony przez osiłka do góry, w głowie miał same czarne myśli. Pobiją mnie, jak nic mnie pobiją! Nie dostał od brata wczoraj, za to oberwie mu się dzisiaj i to od jakichś przypadkowych typów. Już przygotowywał się mentalnie na przyszły ból (miał jego przedsmak, dostając już raz w brzuch), kiedy nieoczekiwanie zjawia się osoba, której spodziewałby się jako ostatniej idącej mu na pomoc Ba, prędzej założyłby, że jeszcze pomoże opryszkom w robocie. A jednak, na ratunek przyszedł nie kto inny, jak jego starszy brat. Paul był w takim szoku, że niemal otworzył buzię ze zdziwienia. I nie wiedział, która cześć tego wszystkiego dziwi go najbardziej, fakt, że Josh mu pomógł czy to, że pozostali odczuwali wobec niego taki respekt. I kim tutaj był oraz co musiał zrobić, by wzbudzać obawę w osiedlowych wandalach? Mnóstwo myśli przelatywało przez głowę Paula, kiedy z zapiętym już plecakiem (typki z wcześniej wszystko grzecznie pozbierali) szedł obok swojego starszego brata.
    Ale to oni na mnie napadli – mruknął młodziak, jakby w obronnym geście, bo to przecież nie była jego wina, że trafił na tych podejrzanych typów, zupełnie zapominając, że sam wpadł na jednego z nich i niejako sprowokował do całej sytuacji  – chociaż nie ukrywajmy, i tak by pewnie go zaatakowali. Miał teraz mieszane uczucia względem starszego chłopaka, bo z jednej strony przerażał go jeszcze bardziej, kiedy okazał się postrachem w tej dzielnicy, z drugiej jednak ostatecznie przecież mu pomógł. Równie dobrze, mógł przejść obok i nawet nie zwrócić na to uwagi, w końcu nie traktował nastolatka jak swoją rodzinę.
    Mimo wszystko... dziękuję – powiedział cicho, z pewną obawą patrząc na Josha, jednak wdzięczy za okazaną pomoc.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 18:58

    Josh prychnął i kopnął furtkę, otwierając ją przed chłopakiem.
      ― Ech, zmiataj.
    Sam minął bramkę i ruszył przed siebie, zmierzając zapewne w stronę przystanku, by dostać się do centrum.
    Paul nie wiedział, czym zajmuje się jego brat. Chociaż był dzień powszedni, Josh nie wstał rano do pracy czy na uczelnię – istniało prawdopodobieństwo, że po raz pierwszy wyszedł z domu dopiero teraz, w godzinach popołudniowych.
    Dopiero, kiedy Paul dotarł do drzwi, zorientował się, że Josh zostawił je zamknięte – natomiast młodzieniec nie dostał jeszcze klucza.
    Jeżeli chciał uniknąć czekania na werandzie na ojca, który mógł wrócić o każdej porze, powinien pobiec za Joshem z nadzieją, że ten pożyczy mu swoje klucze – choćby po to, by mógł szybko wyrobić sobie duplikat.
    avatar
    Verde
    Zaangażowanie

    Punkty : 252
    Liczba postów : 97
    Wiek : 22

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Verde on Nie 13 Sty 2019, 19:00

    Zamarł ciągnąc za klamkę, czując niespodziewany opór ze strony drzwi – no przecież, były zamknięte! Dosłownie chwilę temu jego brat wyszedł z mieszkania, jednak Paul żyjąc jeszcze emocjami niedawnej stresującej sytuacji, nawet nie pomyślał, że nie ma jeszcze własnych kluczy. W sumie, jego brat również na to nie wpadł, jednak czy po dzisiejszym niespodziewanym akcie dobroci z jego strony, powinien wymagać od niego czegoś jeszcze? Paul szybko dodając dwa do dwóch, ruszył nagle w stronę bramki, w pogoń za Joshem. Na ich zacnego ojca mógł równie dobrze czekać do rana, więc z dwojga złego, wolał to mniejsze zło. Nawet się nie zastanawiał, od kiedy brat, przed którym jeszcze wczoraj uciekał, nagle okazał się mniejszym złem?
    Biegł tak przez dłuższą chwilę, tracąc już nadzieję na dogonienie chłopaka, kiedy nagle dostrzegł zarys znajomych, szerokich pleców.
    Josh! – krzyknął, przyśpieszając by zaraz zrównać z nim krok. Zatrzymał się, opierając dłonie na kolanach i ciężko dysząc, a przecież przebiegł tylko kilkanaście metrów. W głowie zaiskrzyła myśl, że z jego kondycją naprawdę nie jest najlepiej, co na dzielnicy takiej jak ta może okazać się kłopotliwe, co jeśli pewnego razu będzie musiał przed kimś uciekać?
    Ja... Ja nie mam... Nie mam jeszcze kluczy – Wysapał w końcu, licząc, że to wystarczy by brat wywnioskował resztę.
    avatar
    Koss Moss
    Zaangażowanie

    Punkty : 285
    Liczba postów : 92
    Wiek : 100

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Koss Moss on Nie 13 Sty 2019, 19:02

    Josh nawet nie przystanął. Kiedy Paul się z nim zrównał, spojrzał na niego z politowaniem.
      ― Aha, i chcesz zabrać moje? ― spojrzał na niego spod uniesionej brwi. ― Niedoczekanie, słoneczko, nie będę sterczał potem pod drzwiami.
    Skrzywił się, zastanawiając chwilę.
      ― Podjedziesz ze mną i dorobisz sobie ― postanowił w końcu litościwie i nie wyglądało na to, aby mógł dać się namówić na cokolwiek innego.
    Dotarli na ulicę położoną przy ponurym cmentarzu; Josh zdeptał ciężkim buciorem jakąś puszkę i przystanął przy znaku przystanku, wsuwając do ust papierosa, a następnie go odpalając.
    Zagapił się na przelatujące, kraczące złowieszczo wrony. Kiedy to robił, Paul mógł bezkarnie mu się bliżej przyjrzeć.
    Josh należał do chłopaków, za którymi kobiety mogły się oglądać. Paul bez wątpienia też przyciągał ich uwagę swoją idealną buźką, jednak starszy z braci miał urok złego chłopca. Tatuaże, kolczyki i wiecznie napięte ramiona, jakby zaraz miał się z kimś bić – nie wyglądał ani trochę przyjaźnie, a przez to paradoksalnie bez wątpienia wzbudzał zainteresowanie licznych dziewcząt marzących skrycie o tym, by zdobyć jego serce, a może go zmienić.
    Gdy nadjechał autobus, Josh wskoczył do środka, okręcił się na rurze i opadł na wolne siedzenie, pochylając się do przodu. Rozstawił nogi tak szeroko i rozwalił się tak bardzo, że nawet gdyby Paul chciał, nie mógłby usiąść obok niego.
    Przez całą drogę gapił się w telefon, aż w końcu, kilka przystanków dalej, już w centrum, poderwał się i wyskoczył na zewnątrz.
      ― Dobra, masz klucz ― zwrócił się nieprzyjemnie do Paula. ― Odlej sobie i zapamiętaj, że potem masz przyjść tam ― wyciągnął rękę i wskazał coś, co wyglądało jak zapuszczona hala pośrodku tętniącej życiem dzielnicy, i pewnie właśnie nią było.
    Nie pomyślał jakoś, że Paul może nie mieć na to pieniędzy.

    Sponsored content

    Re: Forbidden fruit is the sweetest

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Czw 17 Sty 2019, 06:53